List od ksiedza Wojciecha Lemanskiego

lemanski (3)

Wiecej o Ksiedzu Lemanskim znajdziesz jak wpiszesz Lemanski w wyszukiwarce blogu

Boże Narodzenie, 2013
Drodzy Przyjaciele,
Przez całe lata próbowałem odpisywać na otrzymywane listy. Różnie z tym bywało. Raz lepiej, raz gorzej. Ostatnie miesiące sprawiły jednak, że odpisywanie na listy od Przyjaciół stało się bardzo trudne, żeby nie napisać – prawie niemożliwe. Po pierwsze dlatego, że tych listów ostatnio zaczęły przychodzić do mnie setki, a chyba nawet tysiące. Staram się czytać wszystkie, również te złośliwe i wulgarne zapisane jako komentarze pod tekstami na mój temat. A przecież takich różnych komentarzy były w tym czasie dziesiątki i setki tysięcy. Za wszystkie dziękuję, choć intencje niektórych autorów trudno uznać za życzliwe, czy choćby rzeczowe.. Po drugie, ponieważ wiele z tych listów nie zawierało niestety ani podpisu, ani zwrotnego adresu. Po trzecie wreszcie, bo bardzo wiele z tych listów miało formę krótkiego esemesa, ciepłego uścisku dłoni, komentarza na forum, życzliwego uśmiechu połączonego z lakonicznym, ale jakże ważnym dla mnie życzeniem – Nie jest ksiądz sam, na mnie może ksiądz liczyć.
Odpowiadając więc na Wasze głosy postanowiłem podziękować pisząc do Was Drodzy Przyjaciele jeden, ale przecież skierowany do każdego i każdej z Was list. Tak, jak się pisze lub dzwoni do tych, z którymi z różnych przyczyn niestety nie uda się zasiąść do wigilijnej wieczerzy lub porozmawiać w czasie świątecznego spaceru. Piszę więc do Was, bo uważam, że mam wobec każdego i każdej z Was dług wdzięczności trudny do spłacenia. Piszę do Was, bo gdy dotychczasowi „przyjaciele”, znajomi i koledzy nagle zgubili mój numer telefonu, przywalił ich nadmiar zajęć i trosk, policzyli, skalkulowali i zniknęli z mojego otoczenia, Wy stanęliście przy mnie. Pokazaliście wtedy i przypominaliście potem na wiele sposobów, że nie jestem sam, że mogę na Was liczyć. Was przy mnie nie zabrakło. Co więcej, ogromna większość z Was, pojawiła się przy mnie właśnie w tamte trudne dla mnie dni, tygodnie i miesiące. I zostaliście. I jesteście. I ciągle przypominacie mi o tym.
Zaufaliście słowom proboszcza wiejskiej parafii, który ani lepszy ani też mądrzejszy od innych. Uwierzyliście moim słowom, choć w tym czasie niektórzy na mój temat wypowiadali wiele słów kłamliwych, raniących, obraźliwych, zniesławiających. Od kilku lat stukałem do drzwi moich przełożonych prosząc o pomoc. Niestety bezskutecznie. Uznałem więc, że to nie były te drzwi, za którymi mógłbym znaleźć zrozumienie i pomoc. Gdy zdawało się niektórym, że zepchnęli mnie na taki margines, na którym będę zupełnie sam – spotkałem Was.

Starałem się przez ponad ćwierć wieku mojego duszpasterskiego posługiwania, służyć tym, do których mnie Kościół posyłał, na miarę moich sił i mimo mojej słabości. Takim jak Wy, a może nawet Wam właśnie. Naoglądałem się przez te lata ludzkiej biedy, nasłuchałem o ludzkich tragediach, napatrzyłem się na choroby, śmierć, krzywdy, nawrócenia i cuda pośród polskiej, białoruskiej, rosyjskiej codzienności. Spotykałem niestety również bezduszność, arogancję, zachłanność, chamstwo, prostactwo i tupet niektórych spośród moich kolegów „po fachu”. – Świata nie zmienisz, Kościoła nie naprawisz, rób swoje, a da Bóg, komuś na tej drodze podasz pomocną dłoń – poradził mi przed laty stary ksiądz odepchnięty wcześniej przez swoich diecezjalnych braci w kapłaństwie.
Mam nadzieję, że nie zawiodłem Waszego zaufania. Jeszcze raz piszę do Was to, co powtarzałem publicznie do dnia, kiedy to mój Biskup zamknął mi usta groźbą kolejnych kar kościelnych jakie gotów jest na mnie nałożyć. Niczego przed Wami nie ukrywałem, nie skrzywdziłem nikogo i nikogo nie pomówiłem. Teraz moi przeciwnicy mogą publicznie mówić na mój temat wszystko, co tylko zechcą. A ja niestety nie mogę im publicznie odpowiedzieć. Mogę tylko pozostać wierny swoim przekonaniom, zobowiązaniom, honorowi. Staram się te zobowiązania wypełniać, choć pozostawione mi przez mojego Biskupa możliwości posługi duszpasterskiej, kurczą się z tygodnia na tydzień.
Odwiedziłem w tych dniach wspólnoty katolików na Białorusi. Z nimi wreszcie znów mogłem przeżywać czas rekolekcji adwentowych, odwiedzać chorych, nauczać dzieci i młodzież, spowiadać skruszonych, rozważać Słowo Boże. Pokazywali mi kościoły, w których mógłbym z nimi pozostać. Ale ja nie chcę Was zawieść. Was, którzy moglibyście uznać taki wyjazd za ucieczkę, za przyznanie się do win, których nie popełniłem, za porzucenie Was i Waszych nadziei. Wróciłem więc, a tu czekały na mnie wiadra pomyj i oskarżenia, na które nie mogę odpowiedzieć. Prawdziwie chrześcijański podarunek od ludzi Kościoła na zbliżające się święto.
Ale oprócz tego, co bolesne, czekały na mnie tutaj Wasze listy, zaproszenia do Waszych domów, oferty pomocy, podarunki od was i wreszcie Wy sami. Za to wszystko pragnę Wam tym listem podziękować. Wigilię tego roku po raz pierwszy spędzę pośród Dzieci Narodu Żydowskiego, które nie znalazły w polskich domach schronienia dla siebie i swoich bliskich przed siepaczami Heroda i teraz odpoczywają w piaskach Treblinki. Oni tam odpoczywają od zgiełku tego świata. Ja w ten niezwykły i trudny dla mnie wieczór odpocznę przy nich. Potem wrócę do was.

Ksiądz Wojciech Lemańsk

3 thoughts on “List od ksiedza Wojciecha Lemanskiego

  1. Misiu, dobrze ze to publikowales. Ks. Lemanskiemu nalezy sie wdziecznosc za to co robi dla Zydow w Polsce. Podziwiam go i duzo pisalem o nim na Facebooku.

    Lubię

  2. Witaj Adam,

    Ja jestem Izraeliczyk z pierwszej „Aliya Gomulki ” . Ten exodus wynikal z pierwszej reakcji Zydow po powrocie Gomulki z wygnania w 1950 roku. Wyjechalem w 1957 roku” . Nasza emigracja w 1955-57 roku jest mniej uczulona w stosunku do Polski i Polakow w poruwnaniu z tsunami wypdzonych w 1968 roku.
    Emigracja w 1955-57 to raczej ochotnicza, nie.
    Jestem bardzo zdumiony na temat stosunku emigracji Gomulka 1968 roku. Ta ostatnia „emigracja” to faktycznie jest wynikiem szantarzu Kliki Gomulki przeciw Polakom pochodzeni Mjzeszowego , Nie!
    Po prostu w tradycji Poski, przez ostanie dwa stulecia , 1968 rok to rok „Hizia na Zyda”.
    Teraz jest widocznie akcja rehabilitacji Polski and Polakow pod przewodem tych wypedzonych w 1968 roku.

    Gdzie sense i gdzie logika. Nasi wypedzeni bracia i siostry z powjennej Polski maja teraz wieksze „sukcesy” w Izraelu, Stanach Zjednoczonych,Kanadzie i Szwecji,
    To dlaczego ten placz o wsponieniach „dobrej Polsce”.
    Ja spotykam wiele z Polski pochodzenia Chszecjanskiego i naszych Polskich Zydkow.
    Nasz kahal ma nostalgje do Polski a Polacy tu to ich Polska nie obchodzi.

    To jest bardzo ciekawe zjawisko!!!! Im wiecej pluja na nas tym wiecej nasi bracia halucynuja o Polsce.

    Max Zinger,
    P. Chimist (Pr0fesional Chemist from Quebec Canada)

    Lubię

  3. Witaj Max, zdajsie ze spotkalismy sie w komentarzach na stronie Dosc. Walczymy o swoja Twarz gdzie ja popieralem akcje znajomej naszego emigranta Wladka Poznanskiego z NY. Max wyjechales przed nami i masz racje ze nasza 68 emigracja dosc czesto narzeka. Ja osobiscie nigdy nie zalowalem ze emigrowalem. Byla tesknota bo wyjechalem sam. Ojciec nie czul sie na silach na emigracje i moze dobrze zrobil bo dla starszych ludzi nowy kraj, nowy jezyk, nowi sasiedzi i brak socjalnego zycia bylo dla niektorych smiercia. Ja bedac teraz na emeryturze po 40 letniej przerwie zainteresowalem sie Polska Mam tam rodzine po stronie matki. Jestem zapraszany na wesela nastepnego pokolenia. Na facebooku jestem w grupie DRUGIE POKOLENIE i SWIECCY ZYDZI. To grupy gdzie dobrze sie czuje. Docieniam ich ,to ludzie ktorzy nie emigrowali z Polski w 1968 i oni teraz dogladaja cmentarze robia spotkania i towarzysza ks. Lemanskiemu jak on jezdzi do Treblinki modlic sie za Zydow. Dlatego taka duza moja sympatia dla ks. Lemanskiego. Jak chcesz to napisz do mnie na facebooku. Zalozylem nawet galerie sztuki do ktorej Cie zapraszam. To sa ludzie z emigracji swietni artysci. https://www.facebook.com/pages/Galeria-Sztuki-Adam-Konski-Kopenhaga/661747323869799

    Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.