Archiwa

Pisarze jidysz w sieci

Nadeslal Gorfin

reunion 69 .1

 

pisarz idish

 

 

Dawno niewznawiane dzieła klasyków literatury jidysz, wśród nich utwory Mendele Mojcher-Sforima, Szolema Alejchema czy I.L. Pereca, a także niezwykły dramat „Dybuk” Szymona An-skiego można czytać online w ramach Biblioteki Pisarzy Żydowskich im. Michała Friedmana

Dwanaście książek przetłumaczonych przez Michała Friedmana można już czytać lub pobrać za darmo ze strony www.friedmanfund.org. To efekt działalności założonej ledwie przed rokiem Fundacji im. Michała Friedmana, której celem jest popularyzacja literatury żydowskiej w Polsce. Fundację założył wnuk tłumacza Marek Friedman w stulecie urodzin dziadka, wybitnego tłumacza z jidysz i hebrajskiego.

Późny tłumacz

Michał Friedman urodził się w Kowlu (dzisiejsza Ukraina), studiował na Politechnice w Grenoble oraz na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jego wykładowcą był m.in. Melchior Wańkowicz. Studiował też w Instytucie Studiów Judaistycznych przy Wielkiej Synagodze na Tłomackiem, gdzie jednym z jego profesorów był Majer Bałaban. Na Tłomackiem 13 w Warszawie poznał klasyków literatury żydowskiej, których potem tłumaczył. Więcej w biogramie na portalu Wolne Lektury…

Michał Friedman w archiwalnym materiale Polskiego Radia – m.in. o I.B. Singerze.

Po wojnie przez wiele lat był prezesem wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej. W 1967 roku w wyniku nagonki antysemickiej przeniesiony na wcześniejszą emeryturę, Friedman zaczął tłumaczyć literaturę jidysz. „Szkoda, że nie zwolnili mnie wcześniej, bo wtedy wcześniej bym się wziął za tłumaczenia z jidysz” – żartował później. Od 1968 roku przez wiele lat związany był z Teatrem Żydowskim w Warszawie, w którym uczył języka i historii Żydów. Wykształcił kilka pokoleń aktorów i studentów. Zmarł w 2006 roku.

Więcej o Michale Friedmanie w wywiadzie przeprowadzonym przez Ankę Grupińską…

Trzech klasyków jidysz

Czytaj dalej

ZASŁUGA I NAGRODA

Napisal i przyslal Ludwik Lewin

lewin

reunion 69 .1

Skąd się bierze tak częste zaangażowanie Żydów w kiepskie pomysły naprawy tego padołu, których realizacja, czy raczej próby realizacji, powodują, że staje się jeszcze bardziej okropny? Chyba stąd, że Żydzi dla dobra doczesnego gotowi są bez wahaniazrezygnować z nagrody w świecie, który ma przyjść, czyli z pośmiertnego raju. Nie, nie chodzi o dobra doczesne, ale właśnie o Dobro – absolutne i sprawiedliwe, takie, o którym ktoś inny powiedział, królestwo moje jest nie z tego świata. I choć zastępykomunistów i innych poronionych zbawicieli ludzkości tworzyli zatwardziali bezbożnicy, to ich postępowanie wynikało z religijnego stosunku do świata, przekazywanego przez pokolenia pobożnych, lękających się Pana, ale nie za bardzo, posłusznych, ale nie w każdej sytuacji.

Ilustracją takiego postępowania może być historia pewnego żydowskiego bogacza z Niemiec, który gonił za Baal Szem Towem, w skrócie zwanym Besztem, bo bardzo chciał by ten mędrzec (nie wiedział zapewne jeszcze, że to założyciel chasydyzmu) pobłogosławił go i jego żonę, gdyż do szczęścia brakowało im dzieci, które nie chciały przyjść. Pojechał najpierw do Międzybuża – podróż z Berlina musiała być trudna i uciążliwa – by dowiedzieć, się, że cadyk wyruszył właśnie w drogę do Izraela.

Ruszył za Baal Szem Towem, ale choć konie wynajmował najlepsze i bardzo się śpieszył, a rebe jeździł na byle jakich wozach i furmankach, w każdej kolejnej miejscowości dowiadywał się, że ten, za którym gonił, właśnie odjechał. Dognał go dopiero w Istambule, a raczej spotkał dziwnym zrządzeniem losu (pewnie źle się wyrażam, zrządzenie nie było dziwne, ale konieczne) w hotelu, w którym obaj stanęli, znaczy Beszt w suterynie, a milioner w penthauzie, a w każdym razie na ostatnim piętrze, które zajął w całości, dla siebie i małżonki.

Baal Szem Tow miał sporo do roboty, bo właśnie nadchodził Pesach, sułtan zarządził wyrznięcie stambulskich Żydów, no i jeszcze ta jałowa sprawa z niemieckim milionerem. Wszystko załatwił, ale wbrew pozorom najkłopotliwsze okazało się zapłodnienie bogaczki z Berlina. Znaczy dokonał tego sprawnie jej małżonek tuż przed sederem, czyli wieczerzą otwierającą święto, gdyż zanim zdążył wypowiedzieć swe życzenie, Beszt spojrzał nań mówiąc, że już jest spełnione. Spełnione, bo błogosławieństwa Baal Szem Towa miały moc taką, że nawet niebiosa nie mogły jej się przeciwstawić. Mogły, nie mogły, nie przeciwstawiały się. W tym wypadku też zdecydowały przychylić się do woli cadyka, ale nieba mu przy tym nie przychylając, wręcz odwrotnie, zamykając je przed nim na trzy spusty.

Jak dokładnie to wyglądało trudno powiedzieć, bo do niebios wzniósł się tylko rebe i tylko on rozmawiał z Opatrznością. Świadkowie słyszeli jedną stronę, czyli Beszta, dowiedzieli się od cadyka albo raczej domyślili się. Było więc chyba tak – zaraz po wypowiedzeniu słów radujących bogacza, cadykowi, który w nadzwyczajnym był uniesieniu, nagle zrzedła mina i wymamrotał – jeśli tak, to rezygnuję z nagrody w świecie, który ma przyjść. Będę służył Panu dla służby samej, niczego się po tym nie spodziewając.

Małżeństwo bogacza – dowiedział się Baal Szem Tow na wysokościach – było skazane na bezdzietność, gdyż z natury bezpłodne. Na czym polegała ta natura, nie wiemy, bo ani rebe, ani nikt inny tego nie wyjaśnił. Zadośćuczynienie błogosławieństwu wielkiego rabina wymagało przekręcenia całej natury do góry nogami. Niebiosa za karę, że muszą się do tego brać pozbawiły świętego męża pośmiertnego bytu. Baal Szem Tow nie przejął się tym ani trochę. Dlatego, że szczęście, czyli doczesne dobro nieznajomego z

Niemiec więcej dla niego znaczyło niż własne miejsce w raju. Na takie postępowanie na wysokości – błogosławione niech będzie imię – zareagowano z nadzwyczajnym wyrozumieniem, uznając, że jeżeli cadyk, nie przestając służyć Panu, poświęca własną duszę dla dobra ludzkiego, to trzeba mu darować i oddać nagrodę w świecie, który przyjść ma.

Nic nie wiemy o dzieciach niemieckiej pary. Wiadomo tylko, że chciała cadyka z Podola ozłocić, ale ten w ogóle na pieniądze nie był łasy, zgodził się tylko na opłacenie niezbyt długiego rejsu po Morzu Śródziemnym. Rejs okazał się dłuższy i bardziej burzliwy niż według programu, nie skończył się też dotarciem do celu, czyli do Izraela. Ale to już zupełnie inna historia.

Ze smutkiem patrzyłem na Krystynę, największą miłość życia mego, kiedy spotykałem ją, za każdym razem chudszą, w chustce zasłaniającej brak włosów, które wypadły podczas chemioterapii. Cierpiała z choroby i z leczenia. Cierpiała na próżno. Dowiedziałem się, że ma przerzuty i że nic już nie jest w stanie jej uratować. Modliłem się płomiennie by Pan przywrócił ją do życia, a jeśli nie, to żeby chociaż umarła szybko, spokojnie, bez bólu i bez lęku. Modliłem się na pewno żarliwie, aż wymówiłem zapamiętane z dawnych opowieści słowa Baal Szem Towa – rezygnuję z nagrody w świecie, który ma przyjść. Będę służył Panu dla służby samej, niczego się po tym nie spodziewając. Choć wierzę w siłę modlitwy, zaskoczyło mnie, gdy po chwili zjawił się koło mnie Archanioł Gabriel. Nie czułem nieziemskiej mocy. Był jakby zmęczony. Zauważył, ze to zauważyłem – dyktowałem długi, trudny tekst arabskiemu analfabecie, nic nie zrozumiał, wszystko przekręcił – powiedział, jakby na usprawiedliwienie. Po czym usprawiedliwiać się przestał. Wręcz przeciwnie. Frontalnie mnie zaatakował. – Po pierwsze – stwierdził – jak możesz oddawać miejsce, którego nie masz. Niczym sobiena nie nie zasłużyłeś, a gdybyś nawet zasłużył, to skąd ci przyszło do głowy, że przyjść w ogóle świat, który ma przyjść. Przeczytaj torę i caly tanach, słowa tam o tym nie znajdziesz.

Więc? – zapytałem nieśmiało.

- Więc cierpieć będzie twoja miłość, tak samo własna, jak Krystyna, a dla nas nic się niezdarzyło.

Nie każdy jest panem Imienia, błogosławione Imię Jego.

 

Ciekawostka z Izraela

Nadeslal Eryk Piasecki

eryk piasecki

 

 Revolutionay Israel’s RealView Imaging 3D technology, featured on ‘Grey’s Anatomy,’ brings science fiction to the actual operating rooms of tomorrow.

serce

Caly ten ciekawy artykol znajdziesz jak

KLIKNIESZ TUTAJ

Ciekawostka historyczna – Mala Zimetbaum

Nadeslal Artur Chmielewski

artur Chmielewski

17 IX, 1942 rok

Przywieziono dziesiąty transport RSHA z Belgii z obozu Malines liczący 1048 Żydów. W transporcie było 383 mężczyzn i 151 chłopców oraz 401 kobiet i 113 dziewcząt. Po selekcji na rampie wyładowczej Auschwitz skierowano do obozu jako więźniów 230 mężczyzn, oznaczając ich numerami 64005-64234 oraz 101 kobiet, oznaczając je numerami 19821-19921. Numerem 19880 oznaczono Malę Zimetbaum (ur. 26 I 1918 r. w Brzesku). Pozostałe 717 osób zabito w komorach gazowych.

Mala Zimetbaum – ur. w Brzesku w dniu 20 stycznia 1918 roku (wg aktu urodzenia nr 2/1918). Akt nadania imienia nosi datę 26 stycznia 1918r. Była najmłodszym dzieckiem z pięciu dzieci sprzedawcy (kupca) Pinkas Zimetbaum falsze Hartman (ur. 16.06.1881 r.) i jego żony Chaja Feigla z rodu Schmeltzer (ur. w 1881 r.). Ślub zawarli w brzesku w dniu 5 lipca 1905 r.

W marcu 1928 roku, mając 10 lat wyemigrowała z rodziną do Antwerpi w Belgii. Tutaj wstapiła w szeregi Hanoar Hatzioni – odpowiednik polskiego harcerstwa, zrzeszajacą młodzież w wieku od 7 do 25 lat. Pracowała jako krawcowa dla firmy Maison Lilian (duża firma mody w Antwerpi) a następnie jako wielojęzyczna (mowiła płynnie po polsku, niemiecku, francusku, flamandzku i angielsku) sekretarka w małym biznesie diamentowym.

Od początku wojny działała w belgijskim ruchu oporu.

Została aresztowana 22 lipca 1942 r. i trzy tygodnie później (15 sierpnia) wywieziona do Auschwitz. W obozie w Birkenau pracowała jako ‚lauferin’ – goniec obozowy.

W dniu 24 czerwca 1944 uciekła wraz z Edwardem Galińskim, ale oboje zostali złapani miesiąc później (24 lipca) i odtransportowani z powrotem do Auschwitz-Birkenau. Tam zostali zamordowani w dniu 15 września 1944 r. On został powieszony, ona podcieła sobie żyły (w trakcie czytania wyroku) – zostala pobita, i przewieziona do krematorium.

Chociaż nie postawiono jej żadnego pomnika, nie upamiętniono ją na znaczku ani też nie nazwano żadnej ulicy jej imieniem, nie została zapomniana. Istnieją spisane wspomnienia jej krewnych i współwięźniów z obozu. W archiwach można znaleść parę zdjęć, jakieś oficjalne dokumenty i pięć notatek napisanych przez nią w obozie. Ponadto odnośniki do jej krótkiego życia znaleść można w ponad 100 publikacjach.

Między innymi śmierć Mali opisał także Wiesław Kielar w „Anus Mundi: 1500 dni w Aschwitz/Birkenau”. W roku 1989 Jacek Bławut i Michał Żarnecki z TV polskiej nakręcili 45 min. film dokumentalny pt. „Tšdliche Romanze. Eine Liebe im KZ” (Śmiertelny Romans. Miłość w obozie koncentracyjnym) a w roku 1995 ukazała się jej biografia – Sichelschmidt, L. (1995). Mala – ein Leben und eine Liebe in Auschwitz [Mala - a life and a love in Auschwitz]. Bremen, D: Donat Verlag.

Historia obozowej miłości Mali i Edka była także inspiracją dla Nikos Karvelas z Grecji do napisania w 2002 roku musicalu „Mala” z Anna Vissi (Grecka gwiazda pop) w roli głównej.

Mala Zimetbaum

KALENDARIUM KL AUSCHWITZ - BIRKENAU </p><br />
<p>17 IX, 1942 rok</p><br />
<p>Przywieziono dziesiąty transport RSHA z Belgii z obozu Malines liczący 1048 Żydów. W transporcie było 383 mężczyzn i 151 chłopców oraz 401 kobiet i 113 dziewcząt. Po selekcji na rampie wyładowczej Auschwitz skierowano do obozu jako więźniów 230 mężczyzn, oznaczając ich numerami 64005-64234 oraz 101 kobiet, oznaczając je numerami 19821-19921. Numerem 19880 oznaczono Malę Zimetbaum (ur. 26 I 1918 r. w Brzesku). Pozostałe 717 osób zabito w komorach gazowych.</p><br />
<p>Mala Zimetbaum – ur. w Brzesku w dniu 20 stycznia 1918 roku (wg aktu urodzenia nr 2/1918). Akt nadania imienia nosi datę 26 stycznia 1918r. Była najmłodszym dzieckiem z pięciu dzieci sprzedawcy (kupca) Pinkas Zimetbaum falsze Hartman (ur. 16.06.1881 r.) i jego żony Chaja Feigla z rodu Schmeltzer (ur. w 1881 r.). Ślub zawarli w brzesku w dniu 5 lipca 1905 r.</p><br />
<p>W marcu 1928 roku, mając 10 lat wyemigrowała z rodziną do Antwerpi w Belgii. Tutaj wstapiła w szeregi Hanoar Hatzioni – odpowiednik polskiego harcerstwa, zrzeszajacą młodzież w wieku od 7 do 25 lat. Pracowała jako krawcowa dla firmy Maison Lilian (duża firma mody w Antwerpi) a następnie jako wielojęzyczna (mowiła płynnie po polsku, niemiecku, francusku, flamandzku i angielsku) sekretarka w małym biznesie diamentowym.</p><br />
<p>Od początku wojny działała w belgijskim ruchu oporu.</p><br />
<p>Została aresztowana 22 lipca 1942 r. i trzy tygodnie później (15 sierpnia) wywieziona do Auschwitz. W obozie w Birkenau pracowała jako ‚lauferin’ – goniec obozowy.</p><br />
<p>W dniu 24 czerwca 1944 uciekła wraz z Edwardem Galińskim, ale oboje zostali złapani miesiąc później (24 lipca) i odtransportowani z powrotem do Auschwitz-Birkenau. Tam zostali zamordowani w dniu 15 września 1944 r. On został powieszony, ona podcieła sobie żyły (w trakcie czytania wyroku) – zostala pobita, i przewieziona do krematorium.</p><br />
<p>Chociaż nie postawiono jej żadnego pomnika, nie upamiętniono ją na znaczku ani też nie nazwano żadnej ulicy jej imieniem, nie została zapomniana. Istnieją spisane wspomnienia jej krewnych i współwięźniów z obozu. W archiwach można znaleść parę zdjęć, jakieś oficjalne dokumenty i pięć notatek napisanych przez nią w obozie. Ponadto odnośniki do jej krótkiego życia znaleść można w ponad 100 publikacjach.</p><br />
<p>Między innymi śmierć Mali opisał także Wiesław Kielar w "Anus Mundi: 1500 dni w Aschwitz/Birkenau". W roku 1989 Jacek Bławut i Michał Żarnecki z TV polskiej nakręcili 45 min. film dokumentalny pt. "Tšdliche Romanze. Eine Liebe im KZ" (Śmiertelny Romans. Miłość w obozie koncentracyjnym) a w roku 1995 ukazała się jej biografia – Sichelschmidt, L. (1995). Mala – ein Leben und eine Liebe in Auschwitz [Mala - a life and a love in Auschwitz]. Bremen, D: Donat Verlag.</p><br />
<p>Historia obozowej miłości Mali i Edka była także inspiracją dla Nikos Karvelas z Grecji do napisania w 2002 roku musicalu "Mala" z Anna Vissi (Grecka gwiazda pop) w roli głównej.</p><br />
<p>Mala Zimetbaum” width=”349″ height=”394″ /></div>
</div>
</div>
</div>
</div>
<div id=

Shira Choir Sings New Song At Bar Mitzvah

Znalazl na internecie Mis

.mis

reunion 69 .1

cały Psalm 127 brzmi tak:

1

Pieśń stopni. Salomonowa.
Jeżeli Pan domu nie zbuduje,
na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.
Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże,
strażnik czuwa daremnie
2

Daremnym jest dla was
wstawać przed świtem,
wysiadywać do późna -
dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko;
tyle daje On i we śnie tym, których miłuje3.

3

Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą
4

Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
5

Szczęśliwy mąż,
który napełnił
nimi swój kołczan.
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał
z nieprzyjaciółmi w bramie.

A 126: Pieśń stopni.

Gdy Pan odmienił
los Syjonu,
byliśmy jak we śnie.

2

Wtedy usta nasze były pełne śmiechu,
a język wołał pełen radości.
Wtedy mówiono między poganami:
„Wielkodusznie postąpił z nimi Pan!”
3

Wielkodusznie postąpił Pan z nami:
staliśmy się radośni.
4

Odmień nasz los, o Panie,
jak strumienie w [ziemi] Negeb.
5

Którzy we łzach sieją,
żąć będą w radości.
6

Postępują naprzód wśród płaczu,
niosąc ziarno na zasiew:
Z powrotem przychodzą wśród radości,
przynosząc swoje snopy.

 

Zderzenie cywilizacji

Nadeslal Heniek Lewkowicz

Henry Lewkowicz

reunion 69 .1
Z Elżbietą Janicką o pomnikach Sprawiedliwych rozmawia Michał SiermińskiMS: Jest pani jedną z inicjatorek protestu wobec budowy pomnika Sprawiedliwych w okolicach Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie. Na początku chciałbym spytać, w jaki sposób widzi pani całą historię sporu wokół takiej lokalizacji pomnika.

EJ: Początki sporu sięgają kwietnia 2013 roku – roku otwarcia gmachu MHŻP, kiedy to ogłoszono zamiar wzniesienia pomnika Sprawiedliwych w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Jako pierwsza zdecydowany sprzeciw wobec tej lokalizacji zgłosiła Barbara Engelking wraz z badaczkami i badaczami z Centrum Badań nad Zagładą Żydów. W tym samym duchu odezwały się instytucje żydowskie: Warszawska Gmina Wyznaniowa Żydowska, Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny, Stowarzyszenie Drugie Pokolenie i Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa. Można było usłyszeć również protesty indywidualne. Potem sprawa ucichła.
Gdy inicjatywa budowy pomnika pojawiła się ponownie pod koniec zeszłego roku, nie towarzyszył jej już żaden głos sprzeciwu. Prawdopodobnie dlatego, że pomysł został wówczas zaprezentowany jako postulat tzw. żydowski. Tym razem komitet złożony z osób o publicznej tożsamości żydowskiej przedstawił planowany pomnik jako wyraz „żydowskiej wdzięczności” finansowany z „żydowskich pieniędzy”. W praktyce oznaczało to koniec dyskusji, bo skoro „sami Żydzi” tak bardzo chcą tego pomnika, o czym tu dyskutować.
To popularny schemat pseudoargumentacyjny. Tzw. żydowski głos nabiera mocy rozstrzygającej wówczas, gdy przyświadcza perspektywie większościowej. Inne głosy – identyfikowane jako żydowskie lub nie – nie piszą się w rejestr, o ile odbiegają od stanowiska większości. Co więcej, można je zwyczajnie zignorować. Jest to rodzaj przemocy, która stanowi niewidzialne ramy toczącej się debaty. Jak długo ramy te pozostają nieujawnione, debata może uchodzić za pluralistyczną i nieskrępowaną.

Dzięki listowi protestacyjnemu, który z Bożeną Keff i Heleną Datner napisałyście panie w końcu marca tego roku, udało się postawić problem na nowo. Z pewnością nie byłoby to możliwe bez licznych głosów poparcia z kraju i zagranicy. Czy mogłaby pani powiedzieć również kilka słów o kolejnym tekście Polska panika moralna? Czym różni się on od listu sprzed dwóch miesięcy?

Czytaj dalej

Nacjonalizm, patriotyzm, humanizm

Z „Listy z naszego sadu”

listy z naszego sadu

 

patriotyzm_s
Nacjonalizm to nie tylko wrzaskliwa nieudolność. Nacjonalizm nieodmiennie odwołuje się do więzów krwi i chętnie tłumaczy niepowodzenia własnej grupy etnicznej spiskiem innych grup etnicznych. Modlitwy nacjonalistów cechuje dziecinna prostota: Dobry Boże, zabierz im, daj nam, będzie sprawiedliwiej.

 

 O patriotyzmie napisano wiele i ani na chwilę nie przestał być podejrzany.  W naszej krajowej literaturze rekomendowałbym przede wszystkim doskonały artykuł Jana Lipskiego Dwia ojczyzny – dwa patriotyzmy, a dla szukających dalej „Więź społeczną i dziedzictwo krwi” Stanisława Ossowskiego.
Urodzony w końcu dziewiętnastego stulecia pisarz angielski, Richard Aldington zdefiniował patriotyzm jako „poczucie zbiorowej odpowiedzialności”, w odróżnieniu od nacjonalizmu, który jego zdaniem przypomina „pianie durnego koguta na kupie gnoju”. Niestety, tego drugiego jest u nas zawsze więcej i jest systematycznie mylony z patriotyzmem.

Problem polega na tym, że owe „durne koguty” są głęboko przekonane, iż budują zbiorową odpowiedzialność. Pierwszą wskazówką, że mamy do czynienia z kogutem piejącym na kupie gnoju, jest język. (Oni nigdy nie mówią we własnym imieniu, zawsze bełkoczą w imieniu ukochanej ojczyzny powiązanej krwią bratnią.)

Drugim problemem jest to, że to poczucie zbiorowej odpowiedzialności, które można nazwać patriotyzmem, pojawia się tam, gdzie jest zorganizowana i mająca jakąś ciągłość zbiorowość. Mam wrażenie, że u nas (w Polsce) niewielu tęskni do ciągłości, naszą specjalnością jest ciągłe budowanie wszystkiego od początku, zaś wolność jest ustawicznie mylona z anarchią. Wiecznie słyszymy wezwania do budowania kolejnej Rzeczpospolitej, ciągle słyszymy czyjeś liberum veto. Tam, gdzie wolność jest anarchią, można być odpowiedzialnym za siebie i swoją rodzinę, ale o zbiorowej odpowiedzialności w szerszym tego słowa znaczeniu mówić trudno, bo owa zbiorowość jest wówczas jakimś bezładnym chaosem.

Gdzie nie ma prawa, rządzą wilcze prawa. Oczywiście we współczesnych państwach zawsze są jakieś prawa, ale często są to prawa złe, niespójne, nie egzekwowane.

Czytaj dalej