Archiwa

Głęboki terror

Nadeslala Genia Pocalun

Genia pocalun

reunion 69 .1

 

Tunel odkryty przez Izraelską Armię Obronną w Gazie, 23 lipca.Zdjęcie: IDF SPOKESMAN'S OFFICE

Tunel odkryty przez Izraelską Armię Obronną w Gazie, 23 lipca.Zdjęcie: IDF SPOKESMAN’S OFFICE

Podczas gdy Izraelczycy stoją przed groźbą bardzo realnych porwań przez terrorystów, wydaje się, że świat zachodni stał się chętnym zakładnikiem tego samego ruchu terrorystycznego.

 

“Na jakiej planecie żyjesz?”  – chciałam zapytać znajomą w tym tygodniu. Jej czułe serce jest duże i na właściwym miejscu, ale bije w tempie zupełnie nie zsynchronizowanym z naszą rzeczywistością.“Dlaczego Izrael i Hamas nie usiądą po prostu i porozmawiają, zamiast zabijać się wzajemnie?” – zapytała ze zdumiewającą naiwnością jak na kogoś, kto żyje na Bliskim Wschodzie.

Podobne pytanie zadał mi w zeszłym tygodniu dziennikarz z londyńskiego radia.

“Dlaczego USA i Al-Kaida nie rozmawiają?” – ripostowałam i natychmiast triumfującym głosem z tonem mówiącym wyraźnie „Mam cię!”, rozmówca zapytał czy porównuję Hamas do Al-Kaidy. Powstrzymałam pokusę zapytania, czy uważa porównanie do harcerzyków za słuszniejsze – westchnęłam milcząco – i powiedziałam, że zarówno Hamas, jak Al-Kaida to islamiści, dżihadystyczne organizacje terrorystyczne i, tak, fundamentalnie są takie same.
Dla mojej znajomej, jeśli nadal żywi jakiekolwiek złudzenia: to nie jest jakiś rodzaj bójki na boisku szkolnym, którą można przerwać, jeśli zainterweniuje nauczyciel. Jedna strona nie ma żadnych skrupułów zabijając nauczyciela, dyrektora i uczniów. Druga chce przyzwoitej edukacji, chce dorosnąć i używać tego, czego się nauczyła, by przynieść korzyści wszystkim.

W ostatnich czasach było wiele momentów, kiedy zastanawiałam się, na jakiej planecie żyjemy – i nad przyszłością tej planety. Coraz bardziej mam wrażenie, że Izraelczycy zamieszkują paralelny wszechświat. Nie jest mi trudno wytłumaczyć większość akcji Izraela podczas operacji Obronny Brzeg. Trudno mi zrozumieć wroga. Tyle nienawiści, takie głębokie zaangażowanie w zniszczenie Izraela. Sięga to niemal niewyobrażalnego poziomu.

Izraelczycy będą pamiętać to lato jako lato, kiedy przypomniano nam, że zawsze jest wróg, który czeka, by w nas uderzyć. Zagrożenia zmieniają się – podobnie jak kreatywne sposoby, jakie wymyśla Izrael, by im zapobiec – ale te zagrożenia nie znikają. A świat jest zbyt przestraszony – lub zbyt obojętny – by pomóc. Jak to powiedział mój przyjaciel: Świat kocha martwych Żydów, trudno mu tylko zaakceptować Żydów, którzy się bronią.

Przepraszam, jeśli brzmi to jak paranoja. Spędziłam cały dzień patrząc na tunele terrorystów, dowiadując się o planach Hamasu użycia ich, by wkraść się do Izraela, uprowadzić lub zabić tak wielu cywilów, jak to możliwe i porwać ciała ofiar. Im usilniej próbuję to zrozumieć, tym bardziej boli mnie głowa.
Czytaj dalej

Wiedenska krew

Nadeslal Wlodek Rozenbaum

wlodek rozenbaum

 

reunion 69 .1

Wiedeńska krew. O reportażu Elisabeth Åsbrink

Henryk Grynberg

„W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” to historyczny reportaż o dwóch twarzach Szwecji w czasie II wojny światowej. To również książka, która historię Holokaustu opowiada z osobistej perspektywy jego ofiar. By pisać w ten sposób, trzeba mieć jednak dobry słuch. Słuch Elisabeth Åsbrink jest nieomylny.

Reportaż z przeszłości pod tytułem „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” (Wołowiec 2013), który otrzymał tegoroczną Nagrodę Kapuścińskiego, jest opowieścią epistolarną napisaną na podstawie pięciuset autentycznych, udokumentowanych listów wysłanych w jedną stronę, bo odpowiedzi zginęły wraz z adresatami, z wyjątkiem jednej, która wróciła do nadawcy. Takie listy w jedną stronę są typowe w korespondencji holokaustowej. Adresatem listów, z których Elisabeth Åsbrink zbudowała swoją dramatyczną i wstrząsającą opowieść, był Otto – chłopiec żydowski, którego rodzicom udało się wysłać w 1939 roku z Wiednia do Szwecji dzięki szwedzkiej misji ewangelickiej. W tym czasie – jak pisze autorka – „do szwedzkiej ambasady w Wiedniu płynął nieprzerwany strumień rozpaczy” (s. 76). Według jej informacji szwedzcy „misjonarze załatwili wyjazd z nazistowskich Niemiec (do których należała wówczas Austria – przyp. HG) około trzem tysiącom ludzi” (s. 47). Było to osiągnięciem, bo Szwecja ich nie chciała. Zwłaszcza Żydów. „Osoby uznane za Żydów (pytano o pochodzenie ojca i matki – HG) otwarcie zaliczano do kategorii niepożądanych imigrantów” (s. 31). „Ascetyczne chrześcijaństwo, które ukształtowało Szwecję, wywodziło się od Marcina Lutra” i tradycyjnie „kochało” Niemcy (s. 51) – wyjaśnia autorka.

Jesienią 1938 roku „w samej tylko Smalandii odbyło się siedemdziesiąt wieców”, między innymi przeciwko „planowanemu sprowadzeniu żydowskich dentystów, lekarzy i aptekarzy” (s. 98). Szóstego lutego 1939 roku w Sztokholmie setki „studentów w białych czapkach studenckich przemaszerowało z pochodniami przez miasto”. „Żądali, aby zawody lekarza, dentysty i aptekarza zastrzec wyłącznie dla Szwedów” (tamże). Do ruchu pronazistowskiego „przyłączyło się całe Towarzystwo Szwedzko-Niemieckie gromadzące wyższe sfery mieszczaństwa, lekarzy, prawników i profesorów, działających na rzecz sprawiedliwej oceny Niemiec” (s. 238). Szwedzcy faszyści uczyli się od Hitlera. „Ruch antykomunistyczny nigdy nie osiągnie swego celu, jeśli nie będzie jednocześnie antysemicki” – cytuje autorka ich wodza Pera Engdahla. „Celem” było oczywiście zdobycie władzy, a najpewniejszym środkiem, który go uświęcał – antysemityzm. Na tym „genialnym” wynalazku polegała cała strategia i ideologia Hitlera.

Stolica antysemityzmu

Opowieść zaczyna się, gdy w Wiedniu mieszkało blisko 200 tysięcy „osób uznawanych za Żydów”. „Niektórzy zapominali o swojej żydowskiej przeszłości” i upodabniali się do otoczenia. Niektórzy szukali „przepustki do bezpiecznej chrześcijańskiej większości”, przyjmując chrzest (s. 45), lecz „naziści sprawili, że nawrócenie straciło sens. Dla nich Żyd był zawsze Żydem” (s. 52). Eichmann zaraz po przybyciu do Wiednia zwrócił się do szwedzkiej misji ewangelickiej o „listę wszystkich Żydów, którzy mienią się chrześcijanami” (s. 47). „Taka lista nie istnieje, odparł pastor Hedenquist, bo Kościół nie robi różnicy…” (tamże), ale Eichmann miał swoje sposoby. „Wyjeżdżające do Szwecji dzieci chrzczono taśmowo” (s. 79), lecz wysłano tylko kilkadziesiąt. „Każdego dnia spotykam matki, które biegają po mieście, próbując wyekspediować swoje dzieci z kraju” – pisała do trzynastoletniego Ottona jego matka (s. 120), by go przekonać, że powinien się czuć szczęśliwy, będąc osamotnionym dzieckiem wśród obcych, którzy go nie chcą. Nie chciano lekarzy ani aptekarzy, ale brano dziewczynki jako tanią opiekę do dzieci i pomoc domową „z niewielkim apetytem”. Na wsi nie brakowało ciężkiej pracy dla bezpłatnych parobków, więc Otto, nieprzeciętnie zdolny chłopiec z inteligenckiej rodziny, został parobkiem. Najmłodsze dzieci płakały po nocach, lecz Otto był na tyle dorosły, że po ciężkiej pracy „sen napadał na niego jak ciężka kołdra, którą naciągał na myśli”.

Do reportażu ze zbrodni załączona jest sekwencja wcześniejszych wydarzeń, jak edykt mediolański (rok 313 – Żydom nie wolno osiedlać się w Jerozolimie), synod w Clermont (rok 535), synod w Toledo (rok 653), edykt cesarza bizantyjskiego (rok 722), który palił synagogi razem z wiernymi, wygnania (z konfiskatą mienia) z Francji, Hiszpanii, Sycylii, pierwsze getto (Wenecja 1516), otoczenie żydowskiej dzielnicy murem (Rzym 1556). Ponieważ głównym miejscem akcji jest Wiedeń, należało dodać, że książę Albert, który podczas wojen husyckich ciężko się zadłużył u Żydów, oskarżył ich o zdradę i wygnał, dzięki czemu nie spłacił długów i przy okazji przejął żydowskie nieruchomości. I że w roku 1421 wiedeńczycy spalili 120 żydowskich kobiet i 92 mężczyzn, oskarżonych o znieważenie i wręcz „torturowanie” hostii, po czym długo szukali złota w ich popiołach. Dlatego to pamiątkowe miejsce nazywa się Judenplatz. Po rzeziach Chmielnickiego do Wiednia przybyli żydowscy uchodźcy z ziem polskich i gmina na tyle urosła, że wkrótce znów się opłacało ją ograbić i wygnać (patrz H. Grynberg, „Memorbuch”, Warszawa 2000, s. 251). Gdy Austria zajęła Galicję, Wiedeń stał się wielkim ośrodkiem żydowskiej kultury, a wkrótce nie tylko żydowskiej. Wiedeńczyk Stefan Zweig pisał, że „dziewięć dziesiątych tego, co w XIX wieku świat czcił jako wiedeńską kulturę, było lansowane, utrzymywane i tworzone przez Żydów” (tamże). Podczas pierwszej wojny światowej do Wiednia przybyło co najmniej 50 tysięcy Żydów, którzy uciekali od Rosjan. „Większość tutejszych lekarzy i adwokatów to byli Żydzi, a większość światowej sławy uczonych, muzyków i pisarzy – Żydzi i konwertyci” (tamże, s. 252). Szukali uznania i wdzięczności, znaleźli zawiść i nienawiść. Wiedeń stał się stolicą europejskiego antysemityzmu. Hitler spędził tu pięć swoich najbardziej formatywnych lat.

Proniemiecka neutralność

Eichmann od razu zażądał od wiedeńskich Żydów półtora miliona marek i pośpiesznej emigracji: tysiąc osób dziennie. Liczba pobitych i zabitych w „noc kryształową” (9-10 listopada 1938 roku) nie jest znana, lecz obrabowano tysiące mieszkań i sklepów. Żydzi wyprzedawali majątek za bezcen i emigrowali. Do Pragi, Bratysławy, Krakowa, Lwowa, Drohobycza, zamożniejsi do Paryża, Brukseli, Amsterdamu – a więc nie dość daleko. Najwięcej szczęścia mieli nieliczni, którym udało się nielegalnie przedostać do Palestyny. W sumie wyjechało 118 tysięcy Żydów, zostali ci, którzy byli za biedni i za starzy. W styczniu i lutym 1941 roku wysyłano ich do Opola Lubelskiego. Później do Niska, Rygi, Izbicy, Mińska (białoruskiego) i Terezina. 23 października 1941 odszedł pociąg do getta łódzkiego. 31 marca 1942 roku wywieziono dwa tysiące osób z Opola Lubelskiego do Bełżca. 25 maja „kolejne dwa tysiące zmuszono do wymarszu na stację w Nałęczowie, gdzie już czekały pociągi. Kierunek Sobibór” (s. 280). 31 sierpnia 1942 roku tysiąc osób – wśród nich ciotkę Ottona – wywieziono z Wiednia do Małego Trościeńca na Białorusi. Pociąg szedł cztery doby. Gdy zajechali, zabrano im bagaż, pieniądze i kosztowności. Ciotka Ottona „musiała się przy wszystkich rozebrać do naga i w obecności uzbrojonych żołnierzy przejść do wybranego miejsca w lesie. Tam została zastrzelona” (s. 292). Nie wiem, czy jest na jakiejś mapie ów Mały Trościeniec, gdzie wsiąkła ta wiedeńska krew.

Wiedeńska gmina kolaborowała, bo co mogła zrobić? „Odpowiedzialność za stawienie się na stacji ponosiła gmina. Brakującą osobę musiał zastąpić ktoś inny” (s. 276). „Jeżeli ktoś uciekł, deportowano zamiast niego dwóch pracowników gminy żydowskiej” (s. 290). Tego rodzaju „system kwotowy” stosowano w Warszawie, Łodzi, Krakowie – wszędzie. Pozbawiony swojej pracy zawodowej ojciec Ottona został pracownikiem gminy, który miał dbać o to, żeby każdy wezwany stawił się do pociągu. Dzięki temu rodzice Ottona wyjechali jednym z ostatnich pociągów, na razie do czeskiego Terezina, i dopiero 28 września i 3 października 1944 roku (najpierw ojciec, a potem matka) do Auschwitz (s. 327). Ich ostatni list przyszedł do Szwecji, gdy ich już nie było.

Szwecja wpuściła osiem tysięcy zbiegłych z Danii Żydów, ale to było w październiku 1943 roku, gdy szale wojny się przechyliły i proniemiecka neutralność niedobrze pachniała. Z tego względu zaraz po wojnie Szwecja przyjęła na leczenie 20 tysięcy niedobitków z niemieckich obozów koncentracyjnych, w tym siedem tysięcy Żydów. Ale już w roku 1950 „w Rzymie odbył się międzynarodowy kongres nazistów z Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Francji, Niemiec Zachodnich, Austrii, Szwajcarii, Holandii i Belgii”, a rok później taki sam w szwedzkim mieście Malmö. „Kiedy zachodnioniemiecki rząd w roku 1962 zajął się problemem neonazizmu w kraju, okazało się, że Szwecja jest największym dostarczycielem druków propagandowych dla niemieckich nazistów, a Per Engdhal kluczową postacią w międzynarodowym ruchu nazistowskim” – pisze Elisabeth Åsbrink (s. 344). Wyrażenie „w międzynarodowym” należałoby uściślić i napisać: w zachodnioeuropejskim. Czy tylko prawica? Wkrótce doszlusuje do niej lewica z „antysyjonem” zza wschodniej ściany, skwapliwie zaadoptowanym, zapewniając Hitlerowi pogrobowe zwycięstwo: Europa nie chce Żydów. Ani u siebie, ani na Bliskim Wschodzie. Broń Boże w Jerozolimie.

Fuga, po której źle brzmią wiedeńskie walce

Jednym z bohaterów reportażu Elisabeth Åsbrink jest Ingvar Kamprad, syn gospodarza, u którego Otto pracował, jego rówieśnik, niemieckiego pochodzenia nazista. Przyjaźnili się, razem uwodzili dziewczyny, Ingvar „nie miał bliższego przyjaciela niż Otto” (s. 329), choć należał do ścisłego grona zwolenników Pera Engdahla. Po wojnie Ingvar Kamprad okazał się wybitnie zdolnym kupcem i założył firmę IKEA (Ingvar Kamprad Elmtaryd Agunnaryd), która uczyniła go najbogatszym człowiekiem w Szwecji. Gdy w 1998 roku ukazała się książka o jego związkach z nazizmem, zdolny kupiec zadzwonił do trzydziestu osób, a do stu innych wysłał listy z przeprosinami. Zadzwonił również do Ottona. Otto studiował wieczorami, zaocznie i powrócił do swojego naturalnego miejskiego otoczenia. Nie do Wiednia. Pracował kilka lat dla Ingvara w Ikei. Został Szwedem, ożenił się, ale otaczał go „balon milczenia, w którym od urodzenia żyły jego dzieci… udając, że Otto nie cierpi. Że czas leczy” (s. 252). „Nie chcę przekazać tego moim dzieciom” – powiedziała jego córka (s. 253), lecz każde dziecko Holokaustu wie, że to przekazuje się samo.

Jest parę drobnych potknięć (autorki lub tłumaczki), których można było łatwo uniknąć. Wątpię, by 1 września 1939 roku szwedzka gazeta „zapełniła całą trzecią stronę informacją o wypowiedzeniu przez Niemcy wojny Polsce”, bo wypowiedzenia wojny nie było. Nie „siódma armia poddała się pod Stalingradem” (s. 304), lecz szósta. Judenrein nie znaczyło „wolny od Żydów” (s. 243), lecz oczyszczony z Żydów – istotna różnica, bo to była bardzo dosłowna czystka etniczna, a nie „wyzwolenie”. I lapsus „o pokrewieństwie krwi” (s. 151). Jest to proza dokumentalna, jaką od dawna postuluję w tematyce Holokaustu. Rozdział historii w perspektywie osobistej. Elisabeth Åsbrink ma nieomylny słuch: te listy „śpiewają w chórze, ich głosy przeplatają się ze sobą” – jak fuga. „Fuga, która kończy się zbrodnią” (s. 173). Fuga, po której źle brzmią walce wiedeńskie. Zwłaszcza ten pod niefortunnym tytułem „Wiedeńska krew”.

Książka:

Elisabeth Åsbrink, „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”, przeł. Irena Kowadło-Przedmojska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

http://kulturaliberalna.pl/2014/08/05/recenzja-asbrink-w-lesie-wiedenskim/

Henryk Grynberg

prozaik, dramaturg, eseista, laureat Nagrody Kościelskich, czterokrotnie nominowany do Nagrody Nike. Autor m.in. zbioru opowiadań „Drohobycz, Drohobycz”, powieści „Memorbuch” i „Dziedzictwa”, opartego na dokumentacji filmu Pawła Łozińskiego „Miejsce urodzenia”.

ŚMIERĆ CYWILÓW W GAZIE: FAŁSZYWE STATYSTYKI HAMASU

Nadeslal Pawel Jedrzejewski

fzp

 

Jest wielką tajemnicą wiary, dlaczego media przyjmują jako ewangelię dane dostarczane przez Hamas na temat liczby cywilnych śmiertelnych ofiar ostatniej wojny. Hamas twierdzi, że z ponad 1800 zabitych Palestyńczyków prawie 90% to cywile. Izrael, z drugiej strony, mówi, że połowa to  walczący. Obiektywna analiza dowodzi, że prawda należy w większym stopniu do Izraela, niż do Hamasu.

Nawet organizacje zajmujące się prawami człowieka, antagonistycznie nastawione do Izraela, informują, zgodnie z tym co podaje raport New York Times, że Hamas zalicza do „cywilów zabitych przez Izrael” następujące grupy: zabitych przez Hamas jako izraelskich „kolaborantów”,  w wyniku kłótni domowych, ofiary „samobójczo” wystrzelonych rakiet lub pocisków moździerzowych, zmarłych z przyczyn naturalnych w czasie konfliktu. Ciekawi mnie, czy Hamas dodał do swoich statystyk także 162 dzieci, które zmarły w czasie wykonywania niewolniczej pracy przy wykopywaniu tuneli. Hamas uznaje za kombatantów tylko tych, którzy zginęli z bronią w ręku, walcząc z Izrelczykami. Wyłączają z tej grupy członków Hamasu budujących tunele, pozwalających na to by w ich domach przechowywano broń lub wystrzeliwano z nich rakiety, policjantów Hamasu, członków skrzydła politycznego i innych współpracowników działających ręka w rękę z uzbrojonymi terrorystami.

Czy członek Hamasu przechowujący broń w domu, jest cywilem, czy kombatantem? Na zdjęciu broń w Gazie znaleziona przez IDF w zwykłej domowej sypialni, lipiec 2014. (Foto: IDF)

Kilka lat temu przyszła mi na myśl koncepcja, którą nazwałem „kontinuum cywilności” – ponieważ przejście od stwierdzenia, kto jest cywilem, a kto kombatantem, często stanowi całe spektrum. Na pewno każde dziecko poniżej wieku, w którym jest w stanie pomagać Hamasowi, jest cywilem. Na pewno każdy terrorysta Hamasu, który wystrzeliwuje rakiety, posługuje się bronią lub infrastrukturą wojenną, jest kombatantem – osobą zaangażowaną militarnie. Pomiędzy tymi ekstremami znajduje się cała gama ludzi, czasem bardziej zbliżonych do końca cywilnego, czasem do wojennego.
Czytaj dalej

Czas na Aneksję

Nadeslala Mona Cravson

mona cravson

fzp

 Mija 47 lat, od kiedy Judea i Samaria zostały wyzwolone spod okupacji; przyłączmy je teraz do Izraela, do którego należą.

Po porażce amerykańskich wysiłków, by wskrzesić negocjacje pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami, perspektywa procesu pokojowego znacznie się oddaliła a szansa zawarcia ugody, zdaje się, nigdy nie była bardziej odległa.

 

Wzgórza Samarii (fot. Matanya, Wikipedia)

 

Nawet kluczowi gracze są zajęci już innymi zadaniami, jak na przykład amerykański Sekretarz Stanu John Kerry, który aktualnie zajmuje się innymi wyzwaniami w kwestii polityki zagranicznej. Papież starał się przekonać Prezydenta Szimona Peresa, by ten zaczął się modlić, a większość Europy tonie w morzu ksenofobii i antysemityzmu.

Jednak w świetle nieobecności dyplomatycznych starań, Izrael nie powinien być wprowadzony w stan zafałszowanego poczucia samozadowolenia. Teraz jest czas, by podjąć decyzje ogromnej wagi i czas na to, by podjąć kroki, które popchną naprzód interes narodowy Izraela oraz wzmocnią jego pozycję negocjacyjną. Innymi słowy: Czas na aneksję.

W ostatniej rundzie cyklu rzucanych oskarżeń, Palestyńczycy wykazali się brakiem zainteresowania drogą pokojową. Wygórowane żądania, w połączeniu z niechęcią pójścia nawet na minimalne ustępstwa, ujawniły uczucie ogólnego negacjonizmu, którym wypełnione jest serce strony palestyńskiej.

Czytaj dalej

Freda Uziyel – list do przyjaciol

Napisala i przyslala Freda Uziyel

 

freda uyziel

 

reunion 69 .1

List napisałam po angielsku do wielu przyjaciol , głownie związanych ze sztuka współczesna , ktorzy nie są Zydami . Ale i do Zydow też rozeslalam Powinnismy  wiedziec co dzieje sie na świecie pod pokrywką solidarności z Hamasem. Znowu  powtarzam : to jest solidarność z Hamasem , a nie z cierpiącymi Palestyńczykami . Gdyby była to Solidarność z cierpieniem Gazy , to przede wszystkim na tych demonstracjach powinny być napisy żądające  od Hamasu usuwania ludności cywilnej  z obiektów , które sa narażone na bombardowanie . Takie hasła można było zauważyć na demonstracji solidarności z Izraelem , ale nigdy nie na demonstracjach pro-hamasowych. 

I would like to remind my friends that Hungary is a member  of NATO and EU( that really makes me to wonder if UK should stay in this company ).
I would like to remind my friends that every demonstration of solidarity with Hamas ( this demonstrations were not in support of suffering population; if they were , they should have demanded from Hamas removal of civilians from the dangerous areas)  was supported in Europe by all shades of antisemitic organisations , mostly fascist or Islamo- fascist ; they , of course hate Europe maybe even more than they hate Jews , but Europe still does not know it or , like in the 30-ties – doesn’t want to know .
I would like to remind my friends that Hungary was never punished ( not unlike  Austria) for being a partner with Hitler’s Germany  in the Final Solution .
I would like to remind our friends , that we cannot just watch this
NEVER AGAIN!
Where is the international law , where is the EU that alludes fascist into the club ?
Freda
PS. Of course they will call  this tasteless show -” an anger of progressive people’s  against Israeli aggression”.
Please read what Walter Benjamin wrote in one of his letters to Gershom Sholem , about this kind of ” progress”. Remember that nazis were also symbolising progress.
Europe should wake up!
Freda

Inlägg av The Israel Project.

Pierwszy Arab

Nadeslala Maria Ciesielska

maria ciesielska

Pierwszy Arab uhonorowany tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata

Mohamed Helmy Yad Vashem

Irena Steinfeld, szefowa Yad Vashem, prezentuje medal Helmyego  /  fot. Jim Holander  /  źródło: PAP/ EPA

Członkini rodziny pierwszego Araba uhonorowanego oficjalnie przez Izrael za ratowanie Żydów w trakcie Holokaustu oświadczyła, że jego najbliżsi nie są tym zainteresowani – poinformowała w niedzielę agencja Associated Press.

Izraelski instytut Yad Vashem nadał we wrześniu pośmiertnie tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata egipskiemu lekarzowi Mohamedowi Helmy’emu, który mieszkał w Berlinie i podczas II wojny światowej ukrywał tam kilku Żydów.  – Gdyby jakikolwiek inny kraj zaproponował uhonorowanie Helmy’ego, bylibyśmy szczęśliwi z tego powodu – powiedziała żona jego ciotecznego wnuka Merwat Hasan, udzielając w tym tygodniu wywiadu agencji AP w swym domu w Kairze. Yad Vashem skrytykował postawę rodziny. „Ubolewamy, że sentymenty polityczne wydaja się przeważać nad aspektem ludzkim i mamy nadzieję, że pewnego dnia się to zmieni” – głosi opublikowane w niedzielę pisemne oświadczenie instytutu. 66-letnia Hasan wyjaśniła, że rodzina nie jest zainteresowana odznaczeniem, gdyż stosunki między Egiptem i Izraelem pozostają wrogie mimo zawartego ponad 30 lat temu układu pokojowego. „Szanuję judaizm jako religię i szanuję Żydów. Islam uznaje judaizm za religię Bożą” – dodała. Według Hasan „Helmy nie wybierał dla ratowania określonej narodowości, rasy czy religii. Przyjmował pacjentów niezależnie od tego kim byli”. Helmy urodził się w 1901 roku w Chartumie, w Sudanie, jako syn Egipcjanina i Niemki. W 1922 roku udał sie na studia medyczne do Berlina gdzie pozostał na stałe praktykując jako urolog. Zmarł w 1982 roku. Ze swą także nieżyjącą już niemiecką żoną Emmi nie miał dzieci, ale Yad Vashem odszukał jego krewnych, by móc im wręczyć odznaczenie.

http://swiat.newsweek.pl/

 

Spotkanie uczniow liceum nr 14 czyli Gottwalda

Przyslala Viki Korb

viktoria_korb

 

reunion 69 .1

Witaj Misiu, chciales fotografie ze spotkania naszego bardzo zazydzonego Liceum nr. 14, wowczas Gottwalda  a obecnie Staszica. Odbylo sie ono 13 czerwca w restauracji Rozdroze w Warszawie i przyjechalo tam wielu naszych kumpli i ich roznie spowinowaconych krewnych i znajomych krolika, Nawet z USA, z Paryza i Genewy. W sumie bylo okolo 70 osob. Jest wsrod nich  Ludwik Lewin, Leon Heller, Witek Holsztynski, obecnie Holen, Maryna Ochab ( choc nie chodzila do naszej budy), szef Polskiej Akademii Nauk, Michal Kleiber i byly minister nauki,profesor Zygmunt Saloni i Janek Litynski, znany polityk. Takze Jacek Koronacki, znany naukowiec, Dyrektor Instytutu Podstaw Informatyki PAN, Zbigniew Domanski, szef grupy Bumar eksportujacej bron dookola swiata no i ja.  Swietowalismy do polnocy, a organizatorzy, zamykajac impreze, do 4-tej rano. Pretekstem byla przedziwna, niemal mistyczna  rocznica – obchodzilismy 45 rocznice emigracji z roku 1969  a jednoczesnie 69 urodziny nas, urodzonych w roku 1945. Rownie zadziwiajace jest, ze w naszej klasie nie bylo ani sladu antysemityzmu, oraz, ze trzymamy sie razem i przyjaznimy do dzis.

gottwald  (1) gottwald 2 (1)

 

1.                                                                  2.

gottwald 4 (1) gottwald 1652(1)

 

3.                                                                     4.

gottwald 1686(1) gottwald  1711(1)

5.                                                                 6.

1. Zbyszek Domanski ( czyli „Doman”), Zygmunt Saloni, ( ponoc tez zydowskiego pochodzenia!)  Viki Korb oraz „Klupa”

2.Leszek Wolski, montazysta filmowy z zona, nasz wierny kumpel. Obok ja i Doman oraz Klupa

3.Viktoria Korb, Viktor Holen i Leszek Klupinski, czyli „Klupa”

4. Leon Heller, emigrant marcowy zyjacy w Paryzu i znany profesor literatury ( pracowal tez dlugo w Szwajcarii) maz Danki z domu Niekrasow ( artystki).Tu z naszym nauczycielem polskiego Zygmuntem Saloni.    Dodanie Lenoa jest o tyle wazne, ze to on wraz z Witkiem Holszynskim (matematyk,  obecnie Holen, emigrant marcowy, zyje w USA) zorganizowali to spotkamie w Warszawie zdumieni dziwna rocznica ( ja tez ja odkrylam!!!), czyli:

„Cuda cyfrowe- latem 2013 skonczylam 68 lat i jednoczesnie byla to 68 rocznica zakonczenia wojny i 45 rocznica emigracji 68 roku , a ja urodzilam sie w 1945 roku. Natomiast latem 2014 moi koledzy z klasy, ktorzy tez urodzili sie w 45 roku i ja skonczymy 69 lat i bedziemy obchodzic ich 45 rocznice emigracji. W zwiazku z tym zjezdzamy sie w Warszawce i swietujemy 13 czerwca ( moje urodziny sa do tego 11 czerwca) w knajpie na placu na Rozdrozu. „

5.Foto  Jana Litynskiego, tez naszej budy, z Salonim

6. Michal Kleiber, dlugoletni szef Polskiej Akademii Nauk (i inne wazne funkcje, pelno o nim w google, jesli chcesz wiecej) i minister nauki,  nasz wierny kumpel z klasy. Tu z naszym do dzis zaprzyjaznionym nauczycielem polskiego z liceum i pozniej znanym matematykiem prof. Zygmuntem Saloni oraz  Zbyszkiem Domanskim, bylym szefem firmy „Bumar”  i kilku innych, eksportujacych bron z Polski

 

Cywilne ofiary w czasie wojny

Nadeslal Yitzhak Rapoport

Yitzhak-Rapoport_300px

reunion 69 .1

 

Izrael jest teraz w stanie wojennym przeciwko morderców muzułmańskich w Gazie. Pomimo ogromnych starań wojska izraelskiego są jednakże ofiary cywilne na stronie arabskiej. Czy Tora i/albo Judaizm ma coś o tym do powiedzenia?
Wykład Rabina Icchaka Rapoporta

Icchak Rapoport jest synem Leona Leah Rapoport. Rodziece sa emigrantami ” marcowymi ” i mieszkaja w Szwecji

Izrael jest teraz instrumentem w rękach Hamasu

Nadeslala Anna P

reunion 69 .1

Yuval Di­skin – East News

Izra­el jest je­dy­nie na­rzę­dziem w rę­kach Ha­ma­su, któ­re­mu jest obo­jęt­ne, że jego lud­ność cier­pi z po­wo­du ata­ków, bo cier­pi i tak. Hamas za­mie­rza zmie­nić sto­sun­ki w Stre­fie Gazy i nic in­ne­go go nie in­te­re­su­je. Yuval Di­skin, były szef izra­el­skiej służ­by spe­cjal­nej Szin Bet, mówi o nowej woj­nie, któ­rej nikt nie chciał, trud­nych wa­run­kach nie­zbęd­nych do tego, by za­pa­no­wał pokój, i o nie­na­wi­ści, wy­raź­nie od­czu­wal­nej w całym kraju.

Der Spie­gel: Po dzie­się­ciu dniach wojny po­wietrz­nej armia izra­el­ska roz­po­czę­ła ofen­sy­wę lą­do­wą w Stre­fie Gazy. Dla­cze­go wła­śnie teraz? Co jest jej celem?

Yuval Di­skin: Izra­el nie ma in­ne­go wyj­ścia, niż wzma­gać na­cisk, stąd uży­cie od­dzia­łów lą­do­wych. Wszyst­kie do­tych­cza­so­we próby ne­go­cja­cji po­zo­sta­ły jak do­tych­czas bez skut­ku. Woj­ska pró­bu­ją teraz, za po­mo­cą swego ro­dza­ju mini in­wa­zji, znisz­czyć tunel mię­dzy Izra­elem a Stre­fą Gazy, rów­nież po to, by rząd mógł w ten spo­sób coś po­ka­zać. Jego wy­bor­cy coraz bar­dziej gwał­tow­nie żą­da­li ostat­nio wkro­cze­nia woj­ska. Armia chce w ten spo­sób zmu­sić wresz­cie Hamas do za­wie­sze­nia broni. To jest więc w rów­nym stop­niu kon­kret­ne dzia­ła­nie, jak i po­gróż­ka. Mówi ona: nie wej­dzie­my na te­re­ny za­sie­dlo­ne, wy­sa­dzi­my je­dy­nie wej­ścia do tu­ne­lu. W obec­nej pu­sto­szą­cej sy­tu­acji nie­wie­le to oczy­wi­ście zmie­ni. Ra­kie­ty sta­cjo­nu­ją na te­re­nach za­sie­dlo­nych i stam­tąd zo­sta­ną wy­strze­lo­ne.

Pre­mier Be­nia­min Ne­tan­ja­hu re­agu­je w ten spo­sób na na­ci­ski pra­wi­cy?

To dobra wia­do­mość, że Ne­tan­ja­hu, mi­ni­ster obro­ny Moshe Ja’alon i szef armii Benny Gantz nie są spe­cjal­nie żądni przy­gód. Żad­ne­mu z nich nie za­le­ża­ło jakoś bar­dzo na tym, by wy­sy­łać woj­ska lą­do­we, a już tym bar­dziej, by zająć znowu Stre­fę Gazy. Izra­el nie pla­no­wał tej ope­ra­cji, lecz zo­stał wcią­gnię­ty w ów naj­now­szy kry­zys. Po­zo­sta­je mieć na­dzie­ję, że spra­wa za­koń­czy się na tej ogra­ni­czo­nej in­wa­zji i nie zo­sta­nie­my zmu­sze­ni do roz­cią­gnię­cia jej rów­nież na za­miesz­ka­ne ob­sza­ry.

Co bę­dzie dalej?

Czytaj dalej

Tajny Radca do spraw Bliskiego Wschodu – metoda hojności strategicznej.

Przetlumaczyla z hebrajskiego

i przyslala Olga Degani

reunion 69 .1

 

ludwik 14

Tajny Radca do spraw Bliskiego Wschodu – metoda hojności strategicznej.

Kiedyś zachód kupował wschód kolorowymi paciorkami. Dzisiaj wschód kupuje zachód tymi samymi paciorkami. Jak usprawiedliwiają to sobie ważne osobistości? To nie przekupstwo, oni mówią, to zapłata za pracę, równowartość za kontakty, które im zapewniam, to dobroczynność, albo finansowanie badań naukowych. Któż się oprze tak szlachetnej dobroczynności?

Przekupstwo metodą Ludwika XIV-go: państwa arabskie kupują Ważne Osobistości Zachodu.

Ludwik XIV, król Francji (1638-1715) rozpoczął swe wieloletnie panowanie od pozyskania wrogiej mu arystokracji. Co zrobił? Rujnował arystokratów doprowadzając ich do wydawania ogromnych sum na utrzymanie swych stanowisk na dworze króla (w tym celu zgromadził ich w Pałacu Wersalskim), w ten sposób uzależnił ich istnienie od dobrodziejstwa królewskiego i tak ich załapał.

Jak zdobywał poparcie przeciwnego mu arystokraty? Taktyką „hojności strategicznej”. Pozornie zupełnie nie zwracał uwagi na takiego arystokratę, nagle ten człowiek niespodziewanie odkrywał, że jego syn otrzymał intratną posadę; że ogromne sumy zainwestowano w jego rodzinnym okręgu; że jego portret nieoczekiwanie powieszono w pałacu królewskim. Tydzień czy miesiąc później król prosił go o przysługę, na której mu właściwie zależało. Ten sam arystokrata, który uprzednio przysięgał, że walczy przeciw królowi, odkrywał, że mu ta chęć przeszła.

Nie było to zwykłe przekupstwo, bo to skłoniłoby przecież arystokratę do odmowy. Taktyka hojności stratregicznej jest o wiele perfidniejsza: kto będzie na tyle niewdzięczny, aby nie odpłacić dobrem za uczynione mu dobro? Dzięki temu ten arystokrata nie czuł że jest wykorzystany, że się go przekupuje. Nie widział skazy na charakterze, odwrotnie, czuł dumę, coś w rodzaju wdzięczności, za okazję odpłacenia dobrem za uczynione mu dobro. Nie czuł, że ubijają interes, lecz że mają miejsce dwie wzajemne dobroczynności. Odpłacił się bo „chciał”, nikt go nie „zmuszał”. To przekupstwo z dobroczynnością, jest dobroczynnym przekupstwem, w którym nie ma dobroczynności i na pewno nie ma dobra.

Ten system działa zazwyczaj jednorazowo. Im dłużej trwa, tym słabiej działa. Tak samo to także działa dzisiaj, pomiędzy petrodolarami świata arabskiego i ważnymi osobistościami Zachodu. To nie my, to pieniądze.

1. W ustrojach arabskich, zarówno monarchicznych jak i w republikańskich, nie uznaje się tego za przekupstwo lecz wznoszenie systemów bezpieczeństwa wokół jedynego władcy, kręgi weź i wzamian daj: krewni, rodzina, klan, organy bezpieczeństwa i inni otrzymujący pieniądze, ziemie i uznanie, wzamian chronią władcę i bardziej wewnętrzne kręgi. W tym systemie kręgów wszyscy korzystają i dlatego tak trudno zdjąć władcę arabskiego, na przykład Bashara El Asada. Oni chronią władcę i on ich chroni.
Czytaj dalej

NIECH NA CAŁYM ŚWIECIE WOJNA

Nadeslala Monica Andruszewitz

monica andruszewitz

„NIECH NA CAŁYM ŚWIECIE WOJNA”, CZYLI ZACHÓD UDERZA PIĘŚCIĄ W STÓŁ

Rosja wywołała międzynarodowy szok bezceremonialnym postępowaniem w sprawie przyłączenia Krymu i krwawymi awanturami w Doniecku, Odessie i Ługańsku. Jest nam jednak trudno oceniać ją z europejskiego punktu widzenia, nie tylko z tej przyczyny, że krajem europejskim nigdy nie była, ale przede wszystkim dlatego, że nie trzymają się jej żadne kategorie racjonalności, uznawane przez Zachód za obowiązujące i zgodne z istotą ‘ratio’, czyli ludzkiego rozumu powszechnie uważanego za przynależny ludziom z samej istoty ich człowieczeństwa. To założenie nigdy nie obowiązywało na terenie imperialnej Rosji, jakkolwiek by ją definiować. Michaił Sperański, jeden z najbliższych doradców cara Aleksandra, panującego w I połowie XIX wieku, kąśliwie zauważył, że w „żadnym kraju słowa polityków nie stoją w takiej sprzeczności z rzeczywistością jak w Rosji”. Madame de Staȅl, żyjąca w tym samym okresie powieściopisarka i publicystka francuska, użyła jeszcze mocniejszych słów zauważając, że „rządy w Rosji, to samowładztwo ograniczane uduszeniem”. Jedno i drugie określenie zwraca uwagę na niezmienne cechy rosyjskiego życia politycznego. Nie miało ono nigdy wiele wspólnego z odzwierciedlaniem otaczającego ją realnego świata, a jego aktorzy wykazywali niezmienną tendencję do dożywotniego sprawowania władzy. To, co się zmieniło, to tylko techniczna strona zjawiska.
1 października 1800 roku, rosyjski minister spraw zagranicznych, hrabia Rostopcew, przedstawił nowemu carowi, Pawłowi I, założenia nowej polityki. „Rosja, dzięki swojemu położeniu” – pisał – „jak również niewyczerpanej sile, powinna być pierwszym mocarstwem na świecie”. Reakcja cesarza była jak najbardziej pozytywna i zaopatrzył raport notatką następującej treści: „Aprobując Pański plan, chcę, by przystąpił Pan do jego wykonania. Daj Boże, żeby tak się stało” i wydał atamanom wojska dońskiego rozkaz marszu w kierunku Indii. W lutym 1801 roku Kozacy wyruszyli, aby wykonać zadanie. Nie zdążyli, ponieważ Paweł został zamordowany i zastąpiony Aleksandrem I, jednak plan Rostopcewa nigdy nie został zarzucony. Dzisiaj, wydaje się, że Rosja jest dalsza niż kiedykolwiek od szansy zajęcia Indii, tyle tylko, że w świadomość Rosjan zapadło przekonania, że nic nie zwalnia jej od tego, by stała się jednak „pierwszym mocarstwem na świecie”. Nie da się zrozumieć jej dzisiejszej „ukraińskiej gry” bez zrozumienia istoty tego przekonania.
Sankcje nałożone przez Zachód w następstwie jej agresywnych działań na Ukrainie, to dobry znak. Rodzi się jednak pytanie o to, czy są one tylko reakcją na ostatnie wydarzenia, czy też idą w parze ze zrozumieniem tego, jaka jest tej agresywności prawdziwa przyczyna. Wbrew pozorom, sprawa nie jest prosta i nie sprowadza się tylko do pokusy przyłączenia części sąsiedniego państwa. Pojawia się przecież logiczne pytanie o to, co mianowicie skłoniło Rosję do frontalnego konfliktu z Zachodem, skoro z jego strony nie tylko nic jej nie grozi, ale współpraca z najbardziej rozwiniętymi krajami świata mogłaby przynieść same tylko korzyści w unowocześnianiu państwa i polepszaniu bytu mieszkańców. Czyżby rację miał polski minister spraw zagranicznych zauważając, że w Rosji nigdy nie obowiązywała racjonalność dokonywania rachunku korzyści i strat, lecz dominowała „racjonalność wydumana”, sprowadzająca jej politykę zagraniczną do jednostronnego prymatu narodowej konsolidacji za wszelką cenę i przeciwko wszystkim, nawet za cenę skłócenia z resztą świata. Rozsądek podpowiada, że gdyby Rosjanie czuli się przez kogokolwiek zagrożeni, to w grę wchodziliby raczej ich odwieczni wrogowie ze wschodniej i południowej granicy – świat islamu, czy też stale potężniejące Chiny. Tymczasem, Rosja robi wszystko, by zaspokoić te ostatnie, atakując za to Ukrainę, winną tylko temu, że była kiedyś częścią „Wielkiej Rosji”. Konflikt z Zachodem jest przy tym o tyle nieracjonalny, że, jak zauważyliśmy, z jego strony nic Rosji nie grozi.

calosc  znajdziesz jak

KLIKNIESZ TUTAJ

Atlas polskiej obecnosci za granica

Nadeslal Wlodek Rozenbaum

wlodek rozenbaum

reunion 69 .1

 

["Rzeczpospolita"]
Nawet 20 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia mieszka poza granicami kraju – m.in. takie dane można znaleźć w „Atlasie polskiej obecności za granicą”, przygotowanym przez MSZ. Z kolei GUS opracował bazę organizacji i instytucji polonijnych.

Atlas polskiej obecności za granicą

MSZ i GUS zaprezentowały obie inicjatywy na dzisiejszym posiedzeniu senackiej komisji spraw emigracji i łączności z Polakami za granicą.

MSZ w „Atlasie polskiej obecności za granicą” szacuje, że od 18 do 20 mln Polaków i osób polskiego pochodzenia mieszka poza granicami kraju; to jedna z największych diaspor na świecie.

Atlas zawiera mapy, grafiki i krótkie informacje na temat Polonii oraz polskich placówek dyplomatycznych i organizacji polonijnych. Są w nim przedstawione również nekropolie, miejsca pamięci narodowej, media, instytucje edukacyjne, a także cykliczne imprezy. W publikacji znajdują się dane z 33 krajów, zawarte w „Raporcie o sytuacji Polonii i Polaków za granicą” z 2013 r.

Z lektury raportu wynika, że w USA żyje najwięcej przedstawicieli Polonii na świecie, szacunkowo – ok. 9,6 mln osób. W USA działa najwięcej, bo ponad 550 organizacji polonijnych (w drugiej pod tym względem Francji – prawie 400, w trzecich Czechach – 375).

Najwięcej polskich muzeów, instytutów i galerii jest także w Stanach Zjednoczonych (38). Druga pod tym względem jest Litwa (35). Jednak to nie w USA, a na Ukrainie organizuje się najwięcej imprez polonijnych (260).

W czerwcu szef MSZ Radosław Sikorski zapowiedział publikację atlasu podczas informacji o stanie Polonii, którą przedstawił w w Senacie.

- Z roku na rok odczuwamy coraz większą dumę z Polski. Wspólnie cieszymy się sukcesami i dostrzegamy, jak na naszych oczach dokonuje się modernizacja kraju. Polska diaspora również staje się coraz lepiej zorganizowana, nowoczesna i świadoma swojej pozycji w krajach zamieszkania – mówił minister.

MSZ chce, aby atlas był interaktywny, tak aby zawarte w nim dane mogły być na bieżąco zmieniane i mogły być nanoszone i odnajdywane w systemie GPS.

Z kolei GUS przygotował zestawienie obejmujące ponad 3 tysiące organizacji i instytucji polskich i polonijnych o charakterze społecznym, kulturalnym i religijnym. Dane mają być aktualizowane co rok. („Rzeczpospolita”)

Basia Jaworski poleca

Nadeslala Basia Jaworski

 

jaworskan

reunion 69 .1

Z cyklu „Izraelscy spiewacy”: Keren Hadar

Wspanialy mezzosopran, furore robi glownie jako Carmen

Halina Birenbaum – wiersze

Nadeslala Halina Birenbaum

birenbaum

nie na ziemi nie w niebie

zaplątałam się w myślach
złych ponurych
w pustce
własnej jałowości
w sobie
nie ma o co się oprzeć
mimo że tak wiele wokoło
cisza przytłaczająca
nieprzenikalna
jakbym zawisła w powietrzu
nie na ziemi
nie w niebie
i sam czas chyba zawisł
w tej pustce
wraz ze mną

****************

Zawsze jest jeszcze coś

zawsze jest jeszcze coś czego
nie zrobiłam
nie opowiedziałam
nie zrozumiałam do końca
zawsze jest jeszcze coś do czego
nie dorosłam
nie dojrzałam
mimo lat – mimo przeróżnych nauk
doznań
doświadczeń 

****************

Dawno i daleko

dawno i daleko – nie jest zapomnieniem
dawno i daleko to coś
wyryte głęboko w duszy
dawno i daleko
to coś tak bardzo upragnione
ale nieosiągalne już nigdy
to krzyk miłości która
została wyrwana
jej wieczny ślad
w sercu
niedościgniony

I stand with Israel

i standwith israel(2)

W Bratyslawie

slowenia

W Japoni

 

w Marseille

marseille

 

South Africa

 

Philippines pray for the peace of Jerusalem. filipinyn

 

Sydney

remember

 

ARABSKI PASTOR MÓWI O SYTUACJI W GAZIE

Nadeslal Zbigniew Buchner

Buchner zbigniew

Oto otwarty list napisany przez Shmuel Aweida do wszystkich ‚pokojowych aktywistów’, którzy powstają przeciwko Izraelowi. Posłuchajcie uważnie, ponieważ ten izraelsko arabski pastor mówiącego po hebrajsku izraelskiego mesjańskiego zgromadzenia, jest człowiekiem, który wie, o czym mówi!

David Lazarus

„Drodzy, tak zwani „szukający pokoju”, „starający się o przerwanie ognia” ludzie, i aktywiści „pokoju i pojednania”, wybaczcie mi to, że nie traktuję poważnie waszych miłych marzeń, pokojowych demonstracji i życzeń… Ludzie, których całymi latami nie obchodziło cierpienie ludzi w Gazie pod reżimem Hamasu, nie mogą poważnie uważać, że stoją moralnie wyżej od jakiegokolwiek żołnierza IDF, który teraz tam jest. Może wydajecie się sobie lepsi, bardziej dobrzy, ale tak naprawdę nie jest . . . Przepraszam. . .

Gdybyście rzeczywiście troszczyli się, wówczas uwolnilibyście Gazę od Hamasu i innych islamskich dżihadystycznych organizacji! Jak może wam być przykro z powodu niewinnych dzieci rannych przypadkowo przez Izrael, skoro nie obchodzi was to, że te same dzieci dorastały w atmosferze celowego uczenia ich nienawiści? Twierdzicie, że przykro wam jest z powodu głodnych dzieci, a ignorujecie truciznę, którą są karmione każdego dnia w szkołach Hamasu i Fatachu oraz przez telewizję. Jak może wam być przykro teraz z powodu widoku płaczących kobiet, skoro nie obchodziło was to, gdy były upokarzane, dyskryminowane a nawet gwałcone i zabijanie regularnie.

Oto jeszcze coś innego, czego nie rozumiem:

Tego rodzaju dobrzy, współczujący, kochający pokój ludzie, którzy automatycznie chcą i modlą się o przerwanie ognia w wojnie Izraela przeciwko złym, antysemickim, antyludzkim, żądnym krwi organizacjom takim jak Hamas (nie przeciwko Palestyńczykom), nigdy nie pozwalają Izraelowi skończyć „roboty”, a na szczycie tego wszystkiego ich rządy oraz organizacje pozarządowe (NGO) wysyłają tym zepsutym, złym systemom miliardy dolarów „pomocy”.
Zgadnijcie, co się dzieje za każdym razem? Zamiast karmić głodnych żywnością, oni karmią siebie samych bronią. Zamiast uczyć dzieci matematyki, uczą ich nienawiści i dżihadu przeciwko Żydom. Zamiast budować domy i szpitale na ziemi, budują korytarze terroru pod ziemią.
Budowa tych tuneli, które zostały odkryte w ciągu ostatnich dni kosztowały miliardy dolarów. IDF wysadziło w powietrze miliony waszych pieniędzy, drodzy, mili ludzie, żyjący na naiwnym Zachodzie! Nie twierdzę, że Izrael jest bez winy tutaj, lecz czasami naprawdę zastanawia mnie to, że najlepsi przyjaciele Palestyńczyków tak naprawdę są właśnie tymi samymi, którzy utrzymują ich ucisk w tych islamskich reżimach?

Po prostu tego nie rozumiem! Ktoś tutaj musi wszystko lepiej pojąć tą rzeczywistość!

Tak samo bardzo jak nienawidzę tej wojny, która kosztuje życie naszych drogich żołnierzy i niewinnych cywili po obu stronach, tak samo nienawidzę tego, że jest ona konieczna! Niech ten potrzebny ból wojny przyniesie dobre owoce pokoju dla wszystkich! Oby Pan Zastępów dał nam Swój Szalom!

W mediach społecznościowych przez ostatnie miesiące panuje ogromny ruch. Byłem rozczarowany i sfrustrowany niektórymi moimi facebookowymi przyjaciółmi i poziomem naiwności oraz zaślepienia wobec rzeczywistej sytuacji i źródeł konfliktu bliskowschodniego.

Czy naprawdę nie widzą tego, o co rzeczywiście chodzi Hamasowi i o czym naprawdę mówi Islam? Czy są tak ślepi na to, co się dzieje wokół nas, w Syrii, Iraku i wszędzie dookoła? Czy nie widzą tego, co Hamas robi tym biednym populacjom, które żyją pod władzą ich terroru każdego dnia? Nie wiem, czemu ciągle mnie to zadziwia…

Do moich anty-arabskich przyjaciół:

Niemniej, to co rzeczywiście zdumiało mnie, jeśli chodzi o tą operację w Gazie, to nienawiść, pragnienie zemsty i rasizm jaki napełnia facebookowe statusy tych, którzy wspierają Izraela.

Wyrażają taką radość z wybuchu tej wojny i spowodowanych zniszczeń (radość, której na szczęście nie podzielają nasi przywódcy). Fakt, że cytują biblijne wersu nie powoduje, że choćby odrobinę mniej to śmierdzi. Tak więc, wyrzuciłem tych ludzi z mojego Facebooka, podobnie jak zrobiłem z tym, którzy umieszczają pornografię i inne odrażające rzeczy. Śmieci są śmieciami, są śmieciami.

Modląc się o to, aby Bóg ochraniał naszych żołnierzy, którzy służą nam i oddają swoje życie z nas – dumni z moralnego kodeksu IDF i zasadności tej niezbędnej operacji – lecz ze znacznie większą pokorą.

Myślę, że wszyscy powinniśmy się modlić o to, aby nasze serca były strzeżone przed nienawiścią, chęcią zemsty, rasizmem, pychą i innym destrukcyjnymi rzeczami, który nie przynoszą czci ani nam, ani Bogu Izraela.

 

Do Redaktora Naczelnego „Gazety Wyborczej”, Adama Michnika

Przyslala Eugenia Hinton Pocalun

Genia pocalun

 

reunion 69 .1

 

Demonstracja w Londynie. Demonstracja poparcia dla Palestyńczyków, dla Hamasu, czy dla wszelkiego terroru i przeciw demokracji?

Demonstracja w Londynie. Demonstracja poparcia dla Palestyńczyków, dla Hamasu, czy dla wszelkiego terroru i przeciw demokracji?

Drogi Adamie,
To mój kolejny list do Ciebie i znów w tej samej sprawie. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tempa, w jakim powraca dziś na świecie brunatna fala. Na ulicach Berlina znów słyszmy okrzyki „Żydzi do gazu”, w Paryżu tysięczne tłumy wrzeszczą „Śmierć Żydom”, w Londynie na podobnej demonstracji zobaczyliśmy plakaty z napisami „Hitler miał rację”. Rozwścieczona tłuszcza atakuje każdego, kto wygląda na Żyda, rozbija okna wystawowe sklepów i restauracji, dewastuje synagogi i cmentarze żydowskie, izraelscy sportowcy są obiektem fizycznych ataków.Tym atakom tłuszczy towarzyszą coraz częściej wystąpienia polityków najwyższego kalibru i poparcie ze strony dziennikarzy. Żyjemy w osobliwym świecie, w którym dziennikarze tak renomowanych mediów jak BBC potrafią rozsyłać zdjęcia dzieci zabitych w Syrii jako zdjęcia ofiar izraelskiej armii podczas operacji pacyfikowania Hamasu. Dopiero co mieliśmy tu gości z Anglii, trzy światłe i pozbawione jakichkolwiek uprzedzeń kobiety, które pytały, czy Izrael swoim zachowaniem nie wywołuje nienawiści do Żydów? Stałe czytelniczki londyńskiego „Guardiana”, były zdumione dowodami o stopniu tendencyjności ich codziennego źródła informacji.    Po setkach rakiet skierowanych na izraelskie domy, których celem było nie tylko terroryzowanie cywilnej ludności Izraela, ale właśnie sprowokowanie jego reakcji, Izrael po raz kolejny podjął trudną decyzję reakcji militarnej zmierzającej do osłabienia potencjału wroga, prowadzącego nieustające ataki na jego ludność.

 Ta wojna przeciw Izraelowi jest prowadzona na wielu frontach. Jest to przede wszystkim wojna religijna, a jako wojna religijna jest kontynuacją trwającej od wieków obsesyjnej nienawiści do Żydów. Hamas, podobnie jak Hezbollah, jest religijną organizacją terrorystyczną, która od 2006 roku ma swoje państwo-obóz militarny. Kiedy stwierdzam, że jest to wojna religijna, nie są to moje słowa, to słowa polityków i duchownych Hamasu. Konstytucja Hamasu (tzw. Karta Hamsu) mówi wyraźnie, iż celem tej organizacji nie jest pokój z Izraelem, a jego likwidacja. Wypowiedzi o pragnieniu kolejnej eksterminacji narodu żydowskiego powtarzają się raz za razem. Możemy je lekceważyć, kiedy padają z ust tureckiej gwiazdy popu, nie wolno ich lekceważyć, kiedy padają z ust przywódców gigantycznej bazy militarnej, zbrojonej przez Iran i Katar, a wcześniej przez Syrię i Egipt oraz kilku innych potężnych wrogów Izraela. Kiedy mówię o wielu frontach, mam na myśli nie tylko fakt, że Izrael jest ostrzeliwany również z Libanu i Syrii, że istnieją silne grupy Hamasu na Zachodnim Brzegu, że do tej nękającej wojny włączyło się skrzydło militarne Fatahu, ale mam tu na myśli front bodaj najważniejszy, jakim jest wojna psychologiczna, wojna o umysły, o umysły szarych ludzi, o umysły tych, którzy kształtują opinię publiczną, o umysły polityków.

 

Drogi Adamie,

 

W historii naszego kraju ogromny rozdział stanowi sprawa katyńska, stalinowska zbrodnia ujawniona i wykorzystywana propagandowo przez reżim hitlerowski, aby wzmocnić sympatię świata dla nazistowskiej wojny ze Związkiem Radzieckim. Polscy politycy, polscy dziennikarze znaleźli się wówczas w kleszczach propagandowego łajdactwa. Najpierw domyślali się, a potem mieli w rękach coraz więcej dowodów, że propaganda hitlerowska szermowała prawdą, że ujawniali tę prawdę, żeby osłabić morale zachodniego wroga, podważyć taktyczne sojusze i pozyskać jak najwięcej sympatii zachodniego świata. Przyznanie przez Polaków, że jest to prawda, było dla naszych zachodnich sojuszników wyjątkowo niewygodne. Polacy nie mieli wyboru, byli między młotem instrumentalnie używanej prawdy i kowadłem stalinowskiej zbrodni oraz przerzucenia przez Stalina własnej zbrodni na nazistów, w co Zachód bardzo chciał wierzyć.Wojna psychologiczna jest niemal tak stara jak starcia zbrojne. Dorastaliśmy w czasach „zimnej wojny”, która tylko dla nas była zimna, bo ginęły w tym czasie miliony ludzi. Jednak tam, gdzie parasol nuklearny, zapobiegał bezpośredniemu zbrojnemu konfliktowi między Wschodem i Zachodem, tam toczyła się nieustanna wojna psychologiczna.

 

Osobiście poznałem kiedyś fizyka atomowego i dziennikarza, Serba, który pracując na Zachodzie był agentem sowieckim, a potem agentem CIA. (Na starość został profesorem socjologii i przekazywał studentom wiedzę o działaniu wywiadów). Stevan Dedijer mówiąc, że nie robił tego wszystkiego dla pieniędzy, zapewne mówił prawdę, opowiadał o atmosferze wśród zachodnich naukowców, o głębokim przekonaniu, że amerykański monopol na wiedzę o broni atomowej zagrażał światowemu pokojowi, o stale upiększanym przez media zachodnie obrazie Związku Radzieckiego i o mechanizmach wpływania na media, o zafałszowanym obrazie, który on sam przestał połykać, dopiero kiedy doszło do konfliktu między Stalinem i Tito.

 

Drogi Adamie,

 

Wyrastaliśmy w atmosferze tej wojny psychologicznej i niesłychanie trudno było sobie uświadomić, co jest prawdziwym obrazem świata. Kiedy dorastając zaczęliśmy się buntować, jednym z efektów było pochopne odwracanie znaków prawda/fałsz. Dla wielu z nas wszystkie doniesienia „Prawdy” (i „Trybuny Ludu”) były z definicji fałszem.

Ostatnie tygodnie to wydarzenia, które odwróciły uwagę od Syrii i Iraku, od Iranu, Nigerii i Pakistanu. My w Polsce, śledzimy co się dzieje na Ukrainie, ale również dla świata Ukraina w dużej mierze spadła z wokandy, a o Krymie świat zdołał zapomnieć.

Dziś oczy świata skierowane są na Gazę, bo tu właśnie jest główny front wojny psychologicznej. Kto z kim walczy? Zdaniem niektórych egipskich analityków rozkazy zmuszenia Izraela do militarnej reakcji wyszły z Kataru, gdzie stacjonuje szef Hamasu, analitycy saudyjscy podejrzewają Iran i Syrię. Inni uważają, że po odsunięciu Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, w obliczu kłopotów Assada w Syrii, Hamas desperacko szuka poparcia muzułmańskiego świata.

Od dłuższego czasu wzrasta napięcie między sunnitami a szyitami, otwarta wojna religijna  jakiej nie widzieliśmy w Europie od stuleci. Kiedy czytamy dziś o zderzeniu cywilizacji można odnieść wrażenie, że kiedyś były klarowne podziały, a teraz wszystko się pomieszało. Nie było klarownych podziałów, a wojna psychologiczna ma na celu maksymalne zakłócenie tych podziałów w szeregach wroga.

 

Świat islamu jest inny od tych totalitaryzmów, które znamy. Ten totalitaryzm dopiero marzy o jednym wodzu, który będzie kalifem całego muzułmańskiego świata. Rozstrzygnięcie sporu o przywództwo wymaga morza krwi. W miejsce idei wspaniałej rasy germańskiej czy pańszczyźnianego internacjonalizmu mamy hasło „islam jest rozwiązaniem”, któremu towarzyszy spór między religijnymi sektami islamu o to, kto bardziej i lepiej nienawidzi Żydów.

Saudyjski były admirał, a obecnie pisarz i publicysta,  Umro Al-Amery,  na marginesie obecnej fali nienawiści,  pisze, że slogan „islam jest rozwiązaniem” podnieca wyobraźnię prostych ludzi, ale rozwiązaniem jest sekularyzm i demokracja, bo tylko ona może dać dobrobyt, pokój i swobodę wyznania.

Głosy arabskich dysydentów są głosami wołających na puszczy.  Al-Amery wzywa do porzucenia idei wymazania Izraela z mapy i do pokoju z Izraelem. Nawiązując do obecnego konfliktu pisze, że  Hamas jest arogancką organizacją terrorystyczną, która rozprzestrzenia slogany, by rozjuszyć zwykłych ludzi i kupczy krwią dzieci palestyńskich, że nigdy, ani przez jeden dzień, nie interesowało ich dobro mieszkańców Gazy; interesują ich tylko slogany i retoryka.

Dziwnie to brzmi w kraju, który wydał miliardy na zbrojenia organizacji terrorystycznych i jest głównym sponsorem wojny psychologicznej prowadzonej nie tylko w wybudowanych na Zachodzie meczetach, do których wysyła się najbardziej krwiożerczych i najbardziej nienawidzących demokracji duchownych, ale który również finansuje całe wydziały na zachodnich uniwersytetach i łoży ogromne sumy na dywersję w mediach. Czy były admirał jest faktycznie dysydentem chcącym świeckiego państwa i demokracji nie tylko dla Arabów tak w ogóle, ale nawet w jego ojczystym królestwie?

Nie wiem, ale nie wiem również kim naprawdę są zachodni dziennikarze najbardziej renomowanych mediów zachodnich rozsyłający tweety ze zdjęciami dzieci zabitych w Syrii jako ofiar „izraelskiej agresji”, przemilczający ofiary palestyńskie spowodowane własnymi rakietami, które nie doleciały do celu (którym były domy izraelskich cywilów), czy  odmawiający sprawdzania wiadomości otrzymywanych bezpośrednio z central dowodzenia wojną psychologiczną.

Jeśli idzie o owego admirała, to często publikuję teksty innego Saudyjczyka, byłego kontradmirała marynarki wojennej, który swoje odważne artykuły publikuje w „The Arab News”. W prywatnych listach idzie znacznie dalej. Pamiętasz czasy złagodzonej cenzury, kiedy w wybranych mediach cenzura popuszczała cugli pozwalając sporo powiedzieć? Czy korzystający z tej limitowanej swobody stawali się listkiem figowym dyktatury? Istnieje również arabski drugi obieg. Opowiadanie Zachodowi o naszym drugim obiegu nie było rzeczą łatwą. Opowiadanie Zachodowi o arabskim drugim obiegu wydaje się rzeczą beznadziejną.

 

Drogi Adamie,

Natan Szaranski, kiedy jeszcze był radzieckim dysydentem, stwierdził kiedyś, że zachodni dziennikarze nie rozumieją czerwonej linii oddzielającej społeczeństwa wolne od społeczeństw terroru, że tworzą świat postawiony na głowie, w którym uznaje się dyktatora za wiarygodnego partnera rozmów pokojowych. Kiedy radziccy dysydenci próbowali przebić się z informacjami o gnębiącej ich świat dyktaturze, zachodni miłośnicy pokoju organizowali wiece pod batutą agentów KGB. „Głębokie pragnienie pokoju – pisał Szaranski – zmienia je w broń tyranii”.

Przypominający słowa Szaranskiego brytyjski dziennikarz cytuje słowa kierowcy z Gazy, który, upewniając się,  że  nikt nie zdradzi jego nazwiska, powiedział zachodniemu dziennikarzowi:

“Wszyscy tutaj nienawidzą Hamasu. Ale zanadto boją się, by powiedzieć to publicznie. Nasza żywność pochodzi z Izraela, ale w zamian dajemy im rakiety”.

Nie muszę Cię przekonywać, że ten kierowca był wyjątkowy, bo terror sięga tak głęboko, że ludzie w końcu zaczynają wierzyć, w to co władza każe im mówić.

 

Drogi Adamie,

Nie lubię określenia „zderzenie cywilizacji”, definicje stron są zbyt trudne do określenia. Od czasów wojny między Atenami i Spartą trwa starcie między wolnością i terrorem. Dziś głównymi ofiarami politycznego islamu są muzułmanie i te muzułmańskie ofiary liczą się już w milionach. Jednym z celów wojny psychologicznej jest odwrócenie uwagi od tych ofiar i prezentacja siejących terror jako pięknych bojowników o wolność.

 

Drogi Adamie,

Powodem, dla którego zdecydowałem się, aby ponownie napisać do Ciebie list była lektura wywiadu zamieszczonego 30 lipca w wiadomościach gazety.pl,: Kiedy ginie tysięczny Palestyńczyk nikogo to nie obchodzi . Wywiad przeprowadzał Michał Fal, którego nazwisko nic mi nie mówi, z Alą Qandil, korespondentką Polskiej Agencji Prasowej, na Bliskim Wschodzie, wieloletnią działaczką „propalestyńskich” organizacji.

Michał Fal zaczyna swój wywiad od stwierdzenia: „Im więcej osób ginie, tym mniej jest wiary, że powrót do sytuacji sprzed wojny jest jakimkolwiek rozwiązaniem”. Mógłby się ktoś spodziewać, że chodzi mu o sytuację, w której ludność Izraela była pod obstrzałem, a Izrael nie odpowiadał, ale Ala Qandil natychmiast wyjaśnia: „Nie ma zgody na to, żeby wrócić do życia w więzieniu pod gołym niebem”.

Dziennikarz występujący w imieniu „Gazety Wyborczej” próbuje się ostrożnie dowiedzieć, czy Palestyńczycy popierają działania Hamasu i odrzucenie czasowego humanitarnego rozejmu z Izraelem?

Ala Qandil, odpowiada, że to nie jest prawda, że Hamas postawił własne warunki rozejmu, a głównym punktem dziesięcioletniego rozejmu było zdjęcie blokady. Dziennikarz,  mógł albo zapytać o pozostałe  9 punktów, albo pozostać przy samej blokadzie i poruszyć kwestie jej przyczyn, a więc ostrzeliwania ludności izraelskiej przez Hamas od dnia przejęcia władzy, zbrojenia Hamasu przez Egipt, Syrię, Iran, Katar i innych, w celu utworzenia z niej bazy militarnych ataków na Izrael, kartę Hamasu deklarującą wojnę do ostatniego Żyda. Dobrze wychowany dziennikarz reprezentujący „Gazetę Wyborczą”, w odpowiedzi na informację, że Hamas postawił warunki dziesięcioletniego rozejmu z głównym punktem w postaci zniesienia blokady, zainteresował się dlaczego dziesięcioletniego.  Przedstawicielka Polskiej Agencji Prasowej ani na  moment nie ukrywa, że jest również przedstawicielką Hamasu, czyli palestyńskiego ludu widzianego oczyma jego uzbrojonych przywódców.

Czy zatrudniająca taką korespondentkę Polska Agencja Prasowa zachowuje się w jakikolwiek sposób odmiennie niż inni? No cóż, część prasy kanadyjskiej odmówiła przekazywania wiadomości niektórych światowych agencji prasowych ze względu na ich jaskrawą tendencyjność.

W wojnie psychologicznej największym zwycięstwem jest pozyskanie ludzi przyzwoitych dla poparcia kłamstwa. Ala Qandil nie została przedstawiona jako przedstawicielka Hamasu, ale jako bezstronna korespondentka szacownej agencji prasowej. Jej doniesienia, które niezmiennie wyglądają tak jak ten wywiad, są stałym elementem wszystkich ważnych polskich dzienników.

 

Drogi Adamie,

 

W ostatnich latach zaszła poważna zmiana, brunatna fala wlała się do mediów, otwarte poparcie dla dyktatorów głoszących zamiar ludobójstwa przestało być zauważane, stało się normalnością. Orwellowska nowomowa, w której wojna jest pokojem, obrona jest agresją, a terror prezentowany jest jako walka o prawa człowieka, przenika salony polityczne, korytarze ONZ i redakcje wielkich pism.

Na ludność w Gazie sypią się pociski izraelskie i pociski Hamasu, tak giną cywile, giną również dzieci, te ofiary to ofiary świadomie i z premedytacją sprowokowanej akcji obronnej, ale i karty atutowe w wojnie psychologicznej, gdzie po raz kolejny w historii media są urzeczone dyktatorami.

Przekłamywanie rzeczywistości przez media nie jest żadną nowością. Poważne media lubią się nawet określać jako „opiniotwórcze”. Kiedyś, u progu mojego dziennikarskiego życia, uczono mnie, że dziennikarz ma dostarczać bezstronnej informacji o faktach, na podstawie których czytelnik może sobie wyrobić własną opinię. Dostaliśmy właśnie dwa teksty tureckiego dziennikarza, których jego redakcja postanowiła nie publikować, gdyż już dostał  wiele gróźb. On chciał, żeby to było opublikowane chociaż po polsku, chociaż na całkowicie niszowej stronie internetowej.

Burak Bekdil zatytułował swoją czteroczęściową serię „Przepraszam, że przypominam, ale Golda Meir miała rację”. Z czteroczęściowej serii dwie ostatnie części ukazują się tylko po polsku. Ostatnia kończy się tak:

 

Tytuł tej czteroczęściowej serii miał być mocnym przypomnieniem w dzisiejszych czasach, że Hitler miał rację uważając, że emocje (religijne) są dla wielu, a rozum zarezerwowany jest dla nielicznych. Golda Meir, która była czwartym premierem Izraela, miała całkowicie realistyczną opinię, kiedy powiedziała, że pokój na Bliskim Wschodzie będzie możliwy tylko, „kiedy Arabowie będą kochać swoje dzieci bardziej niż nienawidzić nas”. Teraz myślę, że jej zdanie nie jest pełne: pokój nie nadejdzie nawet wtedy, kiedy Arabowie będą kochać swoje dzieci bardziej niż nienawidzą Żydów; może nadejść dopiero, kiedy będą także kochać własne dzieci bardziej niż nienawidzą „innych” muzułmanów.

 

Publikacja tekstów tureckiego publicysty przypomniała mi, jak wciskałem szwedzkim redakcjom Twoje artykuły, przekonując jak ważny jest głos tych, których dyktatorzy starają się uciszyć. Większość redakcji wolała jednak informować o Polsce w oparciu o doniesienia swoich korespondentów, którzy byli na miejscu i korzystali z oficjalnych źródeł informacji.

http://www.listyznaszegosadu.pl/brunatna-fala/do-redaktora-naczelnego-bdquo-gazety-wyborczej-adama-michnika    

 

 

Rod Dawida

Nadeslal Eugen Halpern

eugene halpern

Czy znana jest współczesna linia rodu Dawida? Czy może wszyscy współcześni Żydzi wywodzą się z rodu Dawida? Czy może ród Dawida już wyginął?

Odpowiedź:

Król Dawid, według informacji zawartej w Pierwszej Księdze Kronik (Diwrei ha-Jamim Alef), miał 22 synów (jeden zmarł w niemowlęctwie) i jedną córkę. Zakładając, bez zbytniej przesady, że każdy z synów miał dwóch synów, a od czasów króla Dawida przeminęło około 100 pokoleń – otrzymujemy liczbę wielu tysięcy potomków króla. Oznacza to, że trudno sobie wyobrazić, aby ród Dawida już nie istniał, jakkolwiek jednocześnie jest pewne, że nie wszyscy Żydzi mogą widzieć w nim swojego protoplastę.

Źródła rabiniczne śledzą pokolenia rodu dawidowego i stawiają wiele hipotez (niektóre z nich są dobrze udokumentowane lub mocno zakorzenione w tradycji) wiążących współczesne nazwiska rodowe z potomkami króla Dawida. Najważniejsze – według tradycji – rodziny z linii królewskiej to potomkowie Judy Lowe (Liva) Starszego z Pragi (zmarł w 1440 roku), który był prapradziadkiem Jehudy Lowa ben Bezalela z Pragi, znanego również jako MaHaRal (twórca legendarnego Golema) i Rabbi Szlomo Icchaki z Troyes (Francja)(1040-1105) czyli Rasziego – wielkiego komentatora Tory.

W Tanach znajdujemy rejestrację 33 pokoleń potomków Dawida. Wydana w Mantui w 1514 roku księga Seder Olam Zuta (Mały Porządek Świata) doprowadza dzieje rodu Dawida do około 520 roku n.e. Z kolei Seder Ha-Dorot kończy listę pokoleń na Izaaku Horowitzu, Mojżeszu Isserlesie i MaHaRalu z Pragi. W dziele Toledot Miszpachot Ginzburg Dawida Maggida prześledzone jest 27 następnych pokoleń. Pojawiają się wśród potomków rabinów praskich nazwiska znane już współcześnie: Itingen, Lichtenstadt, Roffe, Ginzburger i Paprosz.

Czytaj dalej

Wiedeń 1913 – recenzja ksiazki

Nadeslala Aleksandra Buchaniec-Bartczak

fzp

“Góruje nad wszystkim niby symbol tego miasta, w którym życie wydaje się być tylko zabawką.” Tak o diabelskim młynie na Praterze, a i o samym Wiedniu pisał Tadeusz Rittner. Taki klimat ma książka Szaroty. To nietypowy portret miasta w wysmakowanej edytorsko oprawie. Autor z niemałym talentem stwarza Wiedeń z fragmentów życiorysów jego sławnych mieszkańców, bywalców, a nawet duchów, których listę zamieszcza na wstępie. Dziś już wszyscy są tylko duchami…

 Arthur Schnitzler – pisarz i dramaturg, od szesnastego roku życia aż do śmierci prowadzi intrygujący dziennik. Na ośmiu tysiącach stron skrupulatnie odnotowuje każdy orgazm, podbój seksualny, sen. Zapiski ukrywa przed żoną – bieżące szyfrując, starsze deponując w bankowym sejfie.

 Alma Mahler – wdowa po kompozytorze Gustavie Mahlerze otrzymuje od swojego kochanka – Oskara Kokoschki oryginalny prezent urodzinowy – własnoręcznie malowany wachlarz. W sumie powstanie ich siedem, każdy w innej tonacji barw, każdy o tematyce miłosnej, lub martyrologicznej. Ich burzliwy związek cechował nie tylko narcyzm, ale i skłonności sado-masochistyczne.

 Gdy Alma porzuca Oskara, ten zamawia u słynnej lalkarki naturalnych rozmiarów kukłę. Ma być wierną kopią utraconej kobiety, lecz pomimo starań artystki wygląda dość makabrycznie. Po Wiedniu krążą legendy o strojeniu lalki w paryską bieliznę i najmodniejsze suknie, o wspólnych “wyjściach” do opery i restauracji. Nawet jeśli to prawda, lalka kończy marnie: z odrąbaną głową i rozbitą nań butelką czerwonego wina, które przypomina krew. Ten symboliczny, terapeutyczny gest wyzwala artystę z nieszczęśliwej miłości.

 Wiedeń epoki fin de siècle zachłystuje się psychoanalizą. Wprost z gabinetu lekarskiego i kozetki przenika ona tak do malarstwa, jak i literatury, którą wzbogaca nowatorską techniką monologu wewnętrznego i analizą marzeń sennych. Na tej niwie bryluje wspomniany już Arthur Schnitzler, zdobywając uznanie ojca i boga psychoanalizy – Zygmunta Freuda. Z kolei malarsko tyleż zachwyca, co niepokoi Alfred Kubin i jego kobiety wampy. Dość powiedzieć o jednej z prac, przedstawiających amazonkę na koniu bujanym, o ostrych jak sztylety biegunach. Kobieta huśta się, szatkując przypadkowych mężczyzn.

 Żona autora “Niepokojów wychowanka Törlessa” – Roberta Musila po jego śmierci cenzuruje to i owo. W sukurs idą czarny tusz i nożyczki. Pewien wycięty fragment dziennika zaszywa w podszewce swojego płaszcza, który po latach trafia do archiwum pisarza. Płaszcz szeleści i zwraca uwagę, a odzyskany zapisek rozczarowuje. To krytyka mieszczańskiej w swej zazdrości Marthy.

 “Gdyby ten głupi świat wiedział, co dzisiaj stracił!” – napisał po śmierci Gustava Klimta Otto Wagner. Te same słowa można by cytować w dniu wybuchu I wojny światowej.

 Przy stoliku w Cafe Central siedzą wszyscy: Alma Mahler i Oskar Kokoschka, Stefan Zweig, Robert Musil, Rosa Mayreder, Richard Coudenhove-Kalergi i może nawet sam Zygmunt Freud? Arystokracja austro-węgierska i arystokracja ducha. Literaci, artyści, naukowcy, sufrażystki. “Tysiąc dziewięćset trzynasty – i czemu słowa te składasz? Raz jeszcze na moją młodość obejrzeć mi się wypada.”* Obejrzyjmy się dyskretnie i my.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa słowo/obraz terytoria.

 *fr. “Głosy 1913”, Hermann Broch

 

It’s Okay. Don’t Cry for Us Israelis

Nadeslala Ewa Korulska

ewa korulska

reunion 69 .1

 

By Naomi Ragen

 

I’m sitting here in Jerusalem after a week of heartbreak over three murdered teens followed by two weeks of sirens bomb blasts and finally the funerals of young IDF soldiers of whom one-third are students who should be taking their final exams instead of risking their lives. I’m reading on the internet about what a horrible person I am as an Israeli and as a Jew and what a terrible immoral country I live in.

All this criticism comes mainly from the European press: The Guardian the BBC papers in Italy Norway France and don’t forget America: The New York Times CNN. And I’m thinking: Gee the British should understand. After allt hey lived through the blitz Nazis raining bombs indiscriminately down on them the way Hamas is raining bombs down on us. And when the brave pilots of the RAF aimed their bombs at Dresden killing 300000 men women and children they didn’t throw down leaflets telling people to politely evacuate didn’t send their soldiers to knock on doors to see if they’d followed the leaflets instructions ( as CNN complained Israel failed to do at an UNRWA school which was probably hit by a Hamas bomb anyway.)

And I think of the rest of Europe who rounded up our grandparents and great-grandparents and relatives –menw omen and children—and sent them off to be gassed no questions asked. And I think: They are now the moral arbiters of the free world? They are telling the descendants of the people they murdered how to behave when other anti-Semites want to kill them?

As for Americans represented by the New York Times that bastion of high-minded hypocrisy and mediocre journalism parading as the “newspaper of record” one has only to read the article by Professor Auerbach in the New York Observer (Two Weeks of Shallow Facile Moral Equivalency From the New York Times) to see how Jodi Rudoren and other Times apparatchiks have learned to close their minds and love Hamas. After all there are CHILDREN DYING. It doesn’t matter that the Palestinians have educated an entire generation to be little Nazi-wannabes who worship death and hate Jews murdering their souls and are now callously putting their bodies in harm’s way to use for touching photo ops. We shouldn’t be shocked by this omission by the Times. After all The New York Times was one of the last news outlets to bring to the attention of the reading public the Nazi atrocities in Europe. Read the Times during the nightmare years and see if you can’t find a pattern here.

And so as an Israeli brought up with Jewish values and an American taught to love freedom justice democracy and fair playI have to tell all of you- Europeans Americans and last of all Muslim terrorist sympathizers and barbarians that what you are saying no longer moves anyone of good moral judgment and intelligence. The current crisis in Gaza is so morally clear-cut so absolutely a case of self-defense that I must say to you as someone finally said to Senator McCarthy: “Sir have you no shame?”

I prefer that you – writers of these lies and libels– hate me and my country if it means that you can save your tears for other peoples dead. We aren’t greedy for sympathy. After all we got so much after the Holocaust we prefer other people to have their share now. These days we prefer to live rather than have people cry over us and the injustices done to us.

So by all means cry for the Palestinian people – men women and children- whose duly elected leadership has callously left them without protection from just retribution for their terrorist crimes. Who took their aid money and are living in Qatar in five star hotels building shopping centers for themselves. Who built terrorist tunnels under their homes mosques hospitals and schools and recruited their sons to die for Allah while they sit in bunkers waiting for the U.N. to rescue them.

Don’t cry for us or our families or our children or grandchildren. Not this time. Not ever. Not if we can help it. Because this time thank God we have a country. We are armed. This time with God’s help we know how to protect ourselves from Nazis and their high-minded media cheer leaders.

I would like to end this with an expletive and a hand gesture towards the people I’m addressing. Please choose one you think would be fitting. I can think of many. 

This entry was posted on 6 Sierpień 2014. 1 komentarz

Narod, ktory zawsze bedzie odosobniony

Nadeslala Zosia Braun

braun

reunion 69 .1

Am LeBadad Iszkon – THIS NATION LIVES ALONE

Narod, ktory zawsze bedzie odosobniony

Zosia Braun I Mike Taborisky (Manchester)

Napisane w dniu Tisha BeAv rok 5774.   5 Sierpien 2014 rok

 zosia 5 .8

 

Narod zydowski ma ponad 70 roznych okreslen, opisow. Jednym z nich jest “Am lebadad Iszkon” – Narod, ktory bedzie zawsze odosobniony, nie bedzie mieszal sie z innym narodami. Jest to obietnica B-ska I za kazdym razem, kiedy chcemy to zmienic I byc jak kazde narody swiata zostajamy gorzko rozczarowani.

Obecna wojna w Izraelu niestety pokazuje to w sposob bardzo bolesny.

Kiedy Izrael waczy o swoje prawo obrony o zycie I egzystencji, po tym jak spadlo na caly teren tego malenkiego terytorium ponad 3000 zabojczych rakiet musimy miec adwokata dla kazdego wyzszego oficera, aby przestrzegal prawa miedzynarodowe, podczas kiedy nie ma zadnych pretensji do Hamasu I sa oni protegowanymi wszystkch miedzynarodowych antysemitow I media.

Kiedy Izraelczycy sa opetani iluzja “Pokoju” z palestynczykami I wysylali cement do zbudowania  I odbudowania Gazy:  nowe domy, szkoly, dwa szpitale, ogrodki dla dzieci itd. Hamas uzyl to dla budowania tuneli, ktore dochodzily do salonow kibucnikow, zamieszkajacych w poblizu granicy z Gaza.  Tunele o najwyzszej technice budowy mozliwe nawet, ze brali w tym udzial arabscy inzynierowie po ukonczeniu Technionu w Haifie.

Stalin okreslil zydowskich zagorzalych komunistow “USEFUL IDIOTS”, ktorych po wykonaniu zadan mordowal w sposob metodyczny (z przemowienia Anatoli Szczeranskiego). Dzisiaj izraelska lewica dbajaca gorliwie o Palestynczykow jest kontynuacja sowieckich komunistow kosztem poleglych zolnierzy.

W Judaizmie sa wyszczegolnione zasady prowadzenia wojny.

Jest zasada  “Daa et Oivecha” “Poznaj wroga swego”. Kim sa Palestynczycy, Hamas I inne organizacje, pochodzace od Ishmaela  I Esawa, nienawidzacych okrutnych  wrogow Izraela (Zydow)   opisane jest na samym poczatku Biblii – te podstawowe cechy nie zmienily sie do dzisiaj.

Jest zasada “Haba Lehargecha Haszkem we Hargehu” “Jezeli wiesz, ze ktos chce Ciebie zabic, wyprzedz  I zabij go” – W obecnej wojnie, wykorzystujemy wszelkie mozliwe sposoby humanitarne, aby nie zaszkodzic ludnosci cywilnej Gazy, chociaz Hamas wykorzystuje jako tarcze obronna szkoly I szpitale UNRWA.

This unprecedented concern about civilian population of the enemy is totally ignored and not mentioned in any media.

Zydzi to narod, ktory zawsze I do dzisiaj “irytuje” inne narody swiata, poprzez swoje zasady morane…NIE ZABIJAJ…NIE KRADNIJ…

Zasady te determinuja zyciowe wartosci.

They are eternal life values.

Despite cease fire Israel will always be in danger because the world cannot yet accept the distinctive destiny of  Am Israel.

Am Israel – the eternal People will live, will prosper, will be successful forever.

Be proud of the people to whom you belong.

Am Israel Hai.

 

Ta wojna – polaczyla nasz narod….

Nadeslala Zosia Braun

braun

 

reunion 69 .1

Szalom,
Mam dwoch synow – dwa swiaty.
Starszy syn Michael jest spadochroniarzem, biega na maratonach i wspina sie po gorach, az do Mont Blanc w Alpach.
Mlodszy syn Dawid Moishe jest chasydem Wiznitz i wspina sie symbolicznie tylko duchowo.
Ta wojna polaczyla te dwa „niby” odrebne swiaty, nierzadko sklocone w sposob niemozliwy.
Ta wojna udowodnila, ze jestesmy jednym narodem, jestesmy gotowi pomagac nawzajem, odczuwac troske i potrzebe naszych zolnierzy, niezaleznie gdzie jestesmy nie tylko w Izraelu ale i w kazdym kraju na kuli ziemskiej.
Zalaczam kilka zdjec, ktore tak jasno to odzwierciedlaja i dlatego takiego Narodu o takich wartosciach moralnych nie sposob zwyciezyc.
עדיין לא אוכלים מאותו המסטינג, אבל קרוב: חסידי ויז'ניץ עם החיילים בדרום ()
Chasydzi Wiznitz z wizyta u zolnierzy w namiocie na poludniu Izraela
"כשחסר משהו אז מתקשרים אלינו, ואנחנו מתגייסים ומביאים. למחנות צבאיים שאף אחד לא מגיע - אנחנו באים" ()
Chasydzi Wiznitz z projektem „Kazdy ma swego zolnierza” odmawiaja
psalmy i modlitwy dla zolnierzy wedlug zalaczonej listy.
Przywoza tez sprzet, ktory brakuje zonierzom, kiedy nikt nie moze dojechac
do jednostki
450 חיילים האכיל חסיד ירושלמי בלילה אחד (צילום: נתנאל בניזרי)
Chasydzi z Jerozolimy przywiezli posilki dla 450 zolnierzy

Müsli roku

wpisal Misiu

.mis

reunion 69 .1

W tym roku na aktywnych wakacjach w Mullsjo uczestnicy zjedli w przeciagu tygodnia wiecej musli niz wszyscy studenci szkoly  w przeciagu miesiaca. Musli ktore szkola sama robi wedlog wlsnej recepty zrobily sukces .

Podejrzewam ze musli wedlog tej recepty bedzie sukcesem miedzy uczestnikami Reunion69

Oto recepta ktora przetlumaczyla Zosia Pankowski

zosia p 4jpg

reunion 69 .1

Mullsjö-müsli

 

10 dl płatków owsianych

10 dl płatków żytnich

2  garści pestek ze słonecznika ( 2 dl)

2 garści pestek z dyni ( 2dl )

2 garści rodzynek ( 2 dl )

2 garści płatków kokosowych ( 2 dl )

2 garści siemienia lnianego ( 2 dl )

 

1,5 dl cukru trzcinowego lub miodu

1,5 dl oleju

1,5 dl wody

1 łyżeczka cukru waniliowego

1 łyżeczka soli ziołowej herbamare


Rozłożyć na dwóch blachach. Piec 20 minut na 200°. Mieszać co 5 minut.

smacznego!

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 40 other followers

%d bloggers like this: