Archiwum

Wspólnota Europejska likwiduje Europę

Nadeslala Olga Degani

cropped-cropped-cropped-reunion69logo120k1.jpg

Kontynent kroczy z otwartymi oczami ku własnej zgubie, Wspólnota jest przyczyną zguby. Wspólnotę ustanowiono, aby uniknąć powtórzenia poprzedniej wojny, drugiej wojny światowej, ale absolutnie nie jest przygotowana do następnej wojny, do sekciarstwa i do wewnętrznego społeczno – ekonomicznego krachu. Nie tylko nie przygotowana, lecz nawet sama to wszystko dzień po dniu szykuje. Każde z państw wspólnoty dobrze zrobi jeśli od niej odejdzie, zanim będzie za późno.

Zwycięstwo Hannibala: Wspólnota Europejska likwiduje Europę.

Z myślą, że przekona sojuszników aby zerwali z Rzymem przymierze, słynny wódz kartagiński (koło dzisiejszego Tunisu) Hannibal zwrócił się na południe, wchodząc do Italii od północy. Był to 216 rok p.n.e. Na czele ogromnego wojska doszedł do miasta Cannae (brzmi jak po hebrajsku „kannai” czyli m.in.: „zazdrosny, zawistny”), Kanny (po polsku- O.) i dzięki temu zerwał połączenie Rzymu z sojusznikami w południowo – wschodniej Italii. II wojna punicka: było jasne, że bój będzie gigantyczny a w stolicy, w Rzymie, nawoływano do „nauczenia go rozumu”. Kilkudziesięciu senatorów przyłączyło się do potężnego wojska rzymskiego ruszającego do boju przeciw Kartaginczykom.

1.Z początkiem utworzenia Wspólnoty Europejskiej, po II wojnie Swiatowej, nikt nie brał pod uwagę „północnego” sposobu myślenia, liberalizmu i tolerancji, które wspólnota potem rozpowszechniała także w państwach na południu i na wschodzie. Na przykład Hiszpania: z czworga dzieci na jedną matkę w roku 1960-tym, prawie troje dzieci pod koniec rządów Franco, a dzisiaj 1.4 dzieci na matkę; albo na przykład rozpad instytucji małżeństwa we Wspólnocie Europejskiej – do 1975 roku zawierano w Hiszpanii 270 tysięcy małżeństw rocznie, a dzisiaj, pomimo dużego wzrostu ludności, tylko 170 000. Dzietność w całej wspólnocie spada z prędkością skoku z zamkniętym spadochronem do poziomu w którym już nie ma pokolenia mogącego rozwijać gospodarki narodowe. Na przykład Czechy 1.29 dzieci na matke, Rumunia 1.3, Polska 1.32, Niemcy 1.36, Grecja 1.4, Włochy 1.4, i tylko Francja była dumna (właśnie: była dumna) dzietnością 2.03 dzieci na matkę (dzięki dzietności muzułmańskiej) ale, ojoj, w 2013 roku spadła tam dzietność poniżej dwojga dzieci, do 1.99. Tylko dla porównania: dzietność w Izraelu już przekroczyła 3 dzieci na matkę (art. po hebrajsku), to więcej niż podwójnie wobec większości państw Wspólnoty Europejskiej.

Czytaj dalej

Pomnikowi Sprawiedliwych przy muzeum Polin? Bojownicy z getta są przeciw

Nadeslal Hemiek Lewkowicz

henry lewkowicz

cropped-cropped-cropped-reunion69logo120k1.jpg

Muzeum Historii Żydów Polskich

Muzeum Historii Żydów Polskich (Fot. PETER ANDREWS REUTERS)

Bojownicy warszawskiego getta piszą do prezydenta Rzeczpospolitej i Hanny Gronkiewicz-Waltz w sprawie pomnika Sprawiedliwych. Chodzi o lokalizację.
To kolejny głos przeciw temu, żeby honorować Polaków ratujących Żydów podczas okupacji pomnikiem tuż obok Muzeum Historii Żydów Polskich oraz pomnika Bohaterów Getta.

List otwarty podpisali Simcha Rotem Ratajzer (ps. Kazik) oraz Pnina Grynszpan Frymer, oboje walczyli w getcie.

Rzeczpospolita Polska, nasza pierwsza Ojczyzna, odznaczyła nas orderami za to, że nieustępliwie walczyliśmy z hitlerowskim okupantem. W walce często byliśmy osamotnieni, ale ocaleliśmy z Zagłady. Zachowaliśmy życie również dzięki pomocy i wsparciu polskich Sprawiedliwych. Chwała im za to i nasza dozgonna wdzięczność! Popieramy ideę uhonorowania ich pomnikiem, zwłaszcza że zapewne nie wszyscy znani są z imienia – wszak musieli się, jak my, ukrywać przed sąsiadami

– czytamy w liście.

Nie możemy jednak zrozumieć, dlaczego ten pomnik miałby stanąć w miejscu, gdzie setki tysięcy ludzi zginęły samotnie, nie doczekawszy pomocy, w sąsiedztwie pomnika, który jest ich symbolicznym nagrobkiem, miejscem pamięci”. (…) „Prosimy o zachowanie dla nich tego skrawka byłego getta, o uszanowanie uczuć tych, którzy czują się strażnikami pamięci. Uczyńmy z niego chronioną strefę pamięci, podobną strefom ochronnym w Auschwitz i Birkenau. Warszawa jest wielka. Na pamięć należną Sprawiedliwym na pewno można znaleźć w Warszawie wiele godnych miejsc. Bardzo o to prosimy.”

Ale pomysł jest taki, żeby pomnik stanął w sercu dawnej żydowskiej dzielnicy Warszawy zamienionej przez Niemców w getto, na tyłach muzeum Polin. Ma go sfinansować fundacja Pamięć i Przyszłość założona przez Zygmunta Rolata. To pochodzący z Częstochowy amerykański przedsiębiorca i filantrop. Fundacja zorganizowała międzynarodowy konkurs na projekt upamiętnienia Polaków ratujących Żydów w czasie okupacji. Został ogłoszony jesienią. Pomysł już wcześniej zdążył wywołać spory. Sprzeciwił mu się zespół Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN. Kierująca nim prof. Barbara Engelking w artykule zamieszczonym w „Wyborczej” napisała, że pomnik poświęcony Polakom „nie powinien stanąć w tym miejscu, które opowiada o żydowskim cierpieniu, a nie o Polakach. Ten malutki fragment Warszawy należy do Żydów i nie wolno go zawłaszczać”.

Ponizej link do listu po angielsku

Basia Jaworska – recenzja plyty

Nadeslala Basia Jaworski

jaworskan

cropped-cropped-cropped-reunion69logo120k1.jpg

Reynaldo Hahn’s Magical “Ciboulette” From The Opéra Comique In Paris

Basia Jaworski
Operetta Research Center
25 December, 2014

Did anyone ever wonder what happened to Rodolfo after Mimi died? To tell the truth, I did not. At least not until I suddenly bumped into him again. In an operetta, of all places, calledCiboulette (1923) by Reynaldo Hahn. The former Puccini hero has renounced love and poetry here, has started working as a state official, took the name Duparquet and became the the controller of the market Les Halles in Paris. Like a fairy godmother he helps the vegetable vendors to find the loves of their lives. Or rather, just one in this case. He plays matchmaker between the young farm-girl Ciboulette and Antonin, a young spoiled aristocrat. Here is a live recording from the Opera Comique in a production by Michel Fau.

The DVD cover of the new "Ciboulette" from Paris.

The first act is all black, white and grey and looks like it comes straight from the early years of cinema. Only once Cibolette enters does the scene become more colorful. In every sense of the word. This makes for a stunning effect. It’s as if a grey veil is lifted and you see a magical world previously hidden suddenly come to life.

Jean-François Lapointe is an irresistable Duparquet. He effortlessly switches from his mad-cap dialogue scenes and a cheerful duet with Ciboulette (the infectuous “Nous avons fait un beau voyage”) to the touching “C’est tout ce qui me reste d’elle” where he remembers Mimi. I am not sure if I misheard, but it seems like there are some faint echos of Puccini in the background.


Czytaj dalej

Golda Tencer

Nadeslala Elzbieta Magenheim

Magenheim Elzbieta

Wokół folklorystycznej galanterii w Żydowskim

Z Gołdą Tencer, wicedyrektor Teatru Żydowskiego w Warszawie, rozmawia Wiesław Kowalski

Zanim pozwolę się Pani Dyrektor odnieść do tych wszystkich zarzutów, jakie pojawiły się w prasie po śmierci Szymona Szurmieja na temat dotychczasowej działalności Teatru Żydowskiego, pragnę zapytać o aktualny stan rzeczy, jeśli chodzi o zarządzanie teatrem?

Gołda_Tencer

Od 2009 roku pełnię funkcję wicedyrektora Teatru Żydowskiego i nadal to stanowisko piastuję. Najważniejsze jest to, że teatr wciąż pracuje i funkcjonuje tak samo jak pracował dotychczas, to znaczy gra przedstawienia, realizuje kolejne projekty, przygotowuje nowe premiery i otwiera nowe perspektywy. I w tej materii nic się nie zmieniło. Decyzje, co do przyszłej dyrekcji Teatru Żydowskiego, myślę, że zapadną do końca roku. Chciałabym tylko powiedzieć przy okazji, że to, co się zdarzyło w tym teatrze, kiedy przez czterdzieści pięć lat jego dyrektorem był Szymon Szurmiej, jest bardzo ważne i istotne. Rzadko się bowiem zdarza, by po odejściu aktora i reżysera pod teatrem publiczność zapała znicze. To bardzo piękne podziękowanie warszawskich widzów i wielbicieli jego talentu, którzy również w liczbie paru tysięcy pożegnali Swojego Dyrektora na cmentarzu. To, co zrobił Szymon Szurmiej dla naszej kultury jest nie do przecenienia. Choć nie zapominamy, oczywiście, o tradycji i naszych poprzednikach. Osiągnięcia Idy Kamińskiej wciąż pozostają żywą częścią naszej historii. Dlatego tak bardzo smuci mnie fakt, że dziennikarze, recenzenci czy publicyści, którzy rzadko do naszego teatru przychodzą wydają tak pochopne opinie. Jest jednak grupa recenzentów, którzy pojawiają się u nas stale i im dziękuję za wszystkie recenzje i dobre, i złe.

No właśnie. I teraz przejdźmy do sedna naszego spotkania. Pani Aneta Kyzioł, po śmierci Szymona Szurmieja, wytoczyła armaty przeciwko Teatrowi Żydowskiemu, poddając krytyce jego repertuar i widownię. Publicystka „Polityki” pisze, że repertuar teatru przypominał bardziej peerelowską estradę niż teatr dramatyczny, a widownię „stanowią jedynie fani montażów, szmoncesów i przedwojennych szlagierów”, że na scenie oglądamy „tę samą treść, tyle że pod innym tytułem”. Myślę, że w kontekście tego, o czym mówiła Pani wcześniej takie sformułowanie zarzutów musiało Panią mocno zaboleć.

Myślę, że zabolało nie tylko mnie, ale cały zespół Teatru Żydowskiego, który razem ze mną tutaj pracuje. Ale najbardziej istotne jest to, że wrzucenie do jednego worka takich przedstawień jak „Dla mnie bomba” i „Noc całego życia” – znakomity tekst o Korczaku, napisany przez Ryszarda Marka Grońskiego, czy „Marienbad” wg prozy Szolema Alejchema, w reżyserii Macieja Wojtyszki, z muzyką Jerzego Derfla, wydaje mi się dużym nieporozumieniem, a nawet nadużyciem. Podobnie spektakle „Kafka tańczy!, „Ach! Odessa Mama” czy „Bóg zemsty” nie mają nic wspólnego z „muzyką łatwą, lekką i przyjemną” czy z estetyką estradowej składanki. Każdy z tych spektakli jest inny i każdy ma bardzo dobre recenzje. Ostatnio nasz spektakl „Dla mnie bomba” otrzymał Złoty Liść Retro 2014, przyznawany przez organizatorów Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga. Dlatego ten zarzut jest absolutnie niezasłużony i obraża nie tylko reżyserów, ale i wszystkich twórców tych inscenizacji. Wszystkie tytuły wymienione przeze mnie nie mają wspólnego mianownika, zatem porównywanie ich jest w moim mniemaniu absolutnie bezzasadne. Każdy z tych spektakli jest po prostu inny i każdy otrzymał fantastyczne recenzje.

Chciałoby się więc zapytać, czy Pani Redaktor Aneta Kyzioł bywa na premierach w Państwa teatrze?

Z informacji moich pracowników wynika, że Pani Aneta Kyzioł była na jednej premierze i był to spektakl zrealizowany w Teatrze Żydowskim przez Michała Zadarę. Dlatego publikacją w „Polityce” byłam zdziwiona, tym bardziej, że ten popularny tygodnik był patronem tegorocznego Festiwalu Singera, a przecież jesteśmy również współorganizatorem tego festiwalu. Pragnę wyjaśnić przy okazji, że Fundacja Shalom nie mieści się w Teatrze Żydowskim, tylko od 26 lat wynajmuje pomieszczenia należące do Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów Polskich. Podobnie jak Teatr Żydowski. Czyli pojawiające się w prasie na ten temat informacje są zwyczajnie nieprawdziwe.

Dziennikarka „Polityki” wyrzuca również, że Teatr Żydowski zamiast z głośnych premier zasłynął przede wszystkim z kolejnych hucznie obchodzonych benefisów Szymona Szurmieja?

Czytaj dalej

Dekada bez mędrca

Nadeslal Jan Hartman

hartman

Dziś upływa 10 lat od śmieci największego filozofa ostatnich dekad XX wieku – Jacques’a Derridy. Umarł na raka trzustki, tak jak niedługo później amerykański filozof Richard Rorty, polski matematyk Andrzej Hulanicki, Steve Jobs, a ostatnio wiemy kto. Straszna i podstępna choroba.

Derrida był filozofem absolutnym i bezkompromisowym. Takim jak Hegel albo Husserl i chyba nikt więcej. Jego monstrualny mózg mieścił w sobie zdumiewającą i z niczym znanym mi z autopsji nieporównywalną erudycję literacką. Całe jego życie poświęcone było najwnikliwszej lekturze poezji, prozy literackiej i tekstów filozoficznych. Czytał wszystko, co napisane między wierszami i między literami, obsesyjnie oczarowany niewyrażalnym, nieobecnym i niewysłowionym.

Jak sęp krążył po kręgach dialektycznej refleksji, polując na zjawiające się w oślepiającym potoku wszechobecnego logosu przebłyski archaicznego bezsensu, w których niczym w semantycznych katastrofach niegdyś wyzwalała się owa jasna energia sensu, rozchodząca się następnie w milczącym niebycie jak fala Wielkiego Wybuchu, oplatając praniebyt siatką tekstualności.

Derrida był przy narodzinach każdego sensu i każdego bytu, zaświadczając o pozorze każdego istnienia i grozie każdej substancjaności. Był kustoszem prabytu i praniebytu, kapłanem świętej pustki, egzorcystą szatańskiej mocy tego, co substancjalne, samotożsame, metafizyczne. Był mistrzem hiperrefleksyjnego i samodestrucyjnego dyskursu, który wszystko otwiera i niczego nie zamyka. Był naprawdę wyjątkowy.

W imię czego to wszystko? Otóż Derrida wierzył, że każdy sens, każde słowo petryfikuje cząstkę zła i przemocy, a jeśli w dodatku to słowo znajdzie dla siebie parę i utworzy z nią opozycję (np. wewnętrzne – zewnętrzne, prawe – lewe, pierwotne – pochodne itd.), to stają się wespół maszyną do produkcji semantycznej przemocy. Rozbrajaniem tych przewrotnych mechanizmów zajmował się niestrudzenie przez cztery dekady, nazywając to dekonstrukcją.

Neutralizacja semantycznej przemocy jest zajęciem perpetualnym, nigdy się niekończącym. Hydrom spetryfikowanych znaczeń i związanych z nimi form władzy wyrastają wciąż nowe łby, które na nowo trzeba odcinać. Derrida był jak św. Jerzy, walcząc ze stugłowym smokiem, strzegącym dostępu do Źródła życia. Był wielkim romantykiem, tępiącym ciała stałe i upłynniającym wszystko wokół, aby w lekkości powszechnego zniweczenia form trwałych mogła kwitnąć wolna miłość i braterstwo wszystkich śmiertelnych. Walczył o ciszę, w której spoza huku bytu i zła bezgłośnie przemówić mogłoby dobro i pokój.

Nigdy nie widziałem filozofa tak szczerego i autentycznego. Gdy przed laty prowadziłem niezbyt udane spotkanie z nim w Krakowie, pytał atakujących go przemądrzale tutejszych miłośników mądrości, bezradnie i ze smutkiem: ale o czym pan mówi? Czy czytał pan którąś z moich książek? Był w Krakowie, by pojechać do Auschwitz. Wygłosił tu słynny tekst o gościnności. Nie na nasze głowy to były wtedy sprawy. I chyba nadal nie są.

Lewica nie miała nigdy większego mędrca i bardziej bezkompromisowego obrońcy wszystkiego, co słabe i pozbawione głosu. Śmierć Derridy przez dziesięcioma laty była katastrofą dla Francji i dla całego wolnego świata. Ale ten świat nawet o tym nie wie.

PS Mam kilka listów od Jacques’a Derridy. Napisane hieroglificznie i tajemniczo. Zrozumiałe w połowie najwyżej. Niech już tak zostanie. Merci, Monsieur le Professeur. Pardonnez-moi, que je ne suis pas capable d`être en garde. Notre substance a sublimé aussi. Enchanté de faire votre connaissance.

http://hartman.blog.polityka.pl/2014/10/09/dekada-bez-medrca/

POLACY – ŻYDZI: EWOLUCJA POLSKIEJ TOŻSAMOŚCI

Nadeslal Adam Konski

adam Konski

reunion 69 .1

Fundacja Edukacyjna Jana Karskiego na facebooku opublikowala video z konferencji „Jan Karski – pamięć i odpowiedzialność”: POLACY – ŻYDZI: EWOLUCJA POLSKIEJ TOŻSAMOŚCI
Wśród panelistów:
prof. dr hab. Joanna Tokarska-Bakir – antropolożka kultury, Uniwersytet Warszawski i Polska Akademia Nauk
Prof. Jan Tomasz Gross – historyk i socjolog, Princeton University
dr Piotr M. A. Cywiński – historyk, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau
dr Dariusz Gawin – historyk idei, Polska Akademia Nauk, wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego
prof. dr hab. Aleksander Smolar – politolog, prezes Fundacji im. S. Batorego.
Moderator dyskusji: prof. dr hab. Dariusz Stola – historyk, Polska Akademia Nauk, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 49 obserwujących.

%d bloggers like this: