Archiwum

SKAŻONE KRAJOBRAZY – recenzja ksiazki

  1. Nadeslala  Aleksandra Buchaniec-Bartczak

SKAŻONE KRAJOBRAZY Martin Pollack

Sprawcy, ofiary, świadkowie. Ludzie i miejsca. Miejsca masowych mordów XX-wiecznej Europy Środkowej i Wschodniej, określane przez autora niepokojącym mianem krajobrazów skażonych. Zatarte, przemilczane, zapomniane. Bohaterowie eseju Martina Pollacka.

 Pozornie wszystko wygląda jak należy. Ziemia skryła kości, krew wsiąkła w ziemię, wyrósł las i minęło wystarczająco dużo czasu, który leczy rany. Pozornie. O to właśnie zadbali “ogrodnicy”, tego właśnie chcieli “architekci krajobrazu”. Ci, którzy wypaczyli obojętne przecież pojęcia, z “polowaniem” na czele. Uwielbiali robić sobie zdjęcia “tam”, dokumentować efekty swojej “pracy”. Takich fotografii zachowało się wiele, wśród nich najbardziej poruszające… twarze ludzi tuż przed egzekucją.

 Nierozpoznawalne miejsca, anonimowe ofiary. Różnych nacji i różnych reżimów. Kim byli? Z imienia, nazwiska, zawodu i… marzeń? Ważniejsze od dokumentujących skalę zbrodni liczb są pojedyncze osoby i ich historie.

 Miejsca masowych mordów przetrwały w pamięci wewnętrznej, lokalnej. Mieszkańcy danej miejscowości i ich sąsiedzi doskonale wiedzą co, kiedy i gdzie się wydarzyło, a wiedza ta przechodzi na kolejne pokolenia. Nie każdy potrafi stawić jej czoła. Uporczywe milczenie, wyparcie, niechęć, czy agresja to najczęstsze reakcje na pytania i “węszenie” osób z zewnątrz, osób “spoza”. Kręgu świadków, a czasami współuczestników.

 Ktoś obawia się, że zabiorą mu pole. Ktoś się wstydzi za winy ojca. Ktoś nie dopuszcza do siebie myśli, że wypasa, sieje i orze “na Żydach”, a ktoś inny, że się na nich wzbogacił. Wszyscy chcą mieć przysłowiowy święty spokój.

 Halacha (religijne prawo żydowskie) zakazuje naruszania miejsc pochówku.* W imieniu tysięcy zamordowanych robi to Martin Pollack. Spokojnie, mądrze, boleśnie. Uzbrojony jedynie w pióro wywraca te groby do góry nogami. W naszej świadomości i naszych sumieniach.

 “Las ma krótką pamięć”. A człowiek?

 Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

* Ekshumacja żydowskich grobów możliwa jest tylko w ściśle określonych przypadkach, np. aby przenieść szczątki do Erec Izrael.

 http://www.fzp.net.pl/ksiazki/skazone-krajobrazy

Ciekawostka religijna

Nadeslala Jola Gorna

reunion 69 .1

Papież: Prawdziwy chrześcijanin musi uznać żydowskie korzenie tej religii. Antysemityzm to grzech

Papież Franciszek po dzisiejszej audiencji
Papież Franciszek potępił wszelką przemoc dokonywaną w imię Boga. W wywiadzie dla izraelskiego dziennika „Jedijot Achronot” powiedział też, że nie można być prawdziwym chrześcijaninem bez uznania żydowskich korzeni chrześcijaństwa.
- Nie można być prawdziwym chrześcijaninem, jeśli nie uzna się swych żydowskich korzeni. Trzeba zawsze o nich pamiętać” – powiedział papież Franciszek w wywiadzie dla izraelskiego dziennika. Dodał, że antysemityzm jest „grzechem”.Papież odniósł się też do niedawnego zamachu na synagogę w Jerozolimie, w którym zginęły cztery osoby. – Potępiam z całych sił każdy rodzaj przemocy w imię Boga – powiedział.

Nawiązując do sytuacji na Bliskim Wschodzie, papież podkreślił: „Z głębi serca zwracam się do zaangażowanych stron z apelem o położenie kresu nienawiści i przemocy. Budowa pokoju jest trudna, ale życie bez pokoju jest koszmarem” – dodał Franciszek.

Prześladowanie w IS cięższe niż na początku chrześcijaństwa

Mówił również o fali przemocy i terroru w Iraku, gdzie proklamowano tzw. Państwo Islamskie i dochodzi do prześladowań na tle religijnym. „Dokonywane są tam barbarzyńskie czyny, niewyobrażalne zbrodnie” – oświadczył papież. Powtórzył, że obecne prześladowania chrześcijan są cięższe od tych z czasów początków chrześcijaństwa.

„Okrzyk bólu chrześcijan, jazydów i innych wspólnot etnicznych wymaga zajęcia jasnego i odważnego stanowiska zarówno przez przywódców religijnych, zwłaszcza muzułmańskich, jak i liderów politycznych” – powiedział Franciszek.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17040648,Papiez__Prawdziwy_chrzescijanin_musi_uznac_zydowskie.html#BoxWiadTxt

W LOZERE NA LUZIE

Napisal Ludwik Lewin

lewin

cropped-cropped-cropped-reunion69logo120k1.jpg

Wie pan – rysując mapę w powietrzu, tłumaczył mi Jean-Louis Imbert, wytwórca i sprzedawca wędlin ze średniowiecznej wioski la Canourgue – wszyscy mieszkamy w Lozère, wszyscy czujemy się Lozerańczykami, ale w Aubrac, na północnym zachodzie naszej małej ojczyzny, zupełnie inni jesteśmy niż na południowym wschodzie, w buntowniczych, hugenockich Sewenach. Trochę inaczej mówimy, nie całkiem tak samo jadamy, innych mamy bohaterów i tu ciążymy bardziej ku śródziemnomorskiemu Mare Nostrum, a tam większą czujemy wspólnotę ze śródlądową wyżyną kontynentalną.   

I tu dopiero zauważyłem, że mój rozmówca przedstawiając specyfikę swej krainy, przedstawia mi dewizę Unii Europejskiej: jedność w różnorodności. Jej powstanie to francuski pomysł na konkurs, który wygrali Francuzi.  I nic w tym dziwnego. Bo z Francją, jak z Lozère.  Choć niewątpliwie kraj ten jeszcze istnieje, to nie tylko we Wspólnocie, ale chyba na całym kontynencie nie ma innego, równie mało ujednoliconego. Różnice etniczne, językowe, obyczajowe między jej mieszkańcami są ogromne: weźmy choćby celtyckich Bretończyków i germańskich Alzatczyków. I dodajmy, że również Paryżan i Marsylczyków dzieli o wiele większy od kilometrowego, dystans kulturowy. Jednocześnie wszyscy oni są narodowości francuskiej, bo według konstytucji naród we Francji jest jeden i niepodzielny. Jedyne mniejszości, to obcokrajowcy z zagranicznymi paszportami. Lozère, położona na południowym skraju Masywu Centralnego, wciśnięta między owerniacki Cantal a prowansalski Gard, jest pod tym względem jakby miniaturowym modelem państwa.

Najmniejszy, najsłabiej zaludniony z departamentów francuskich – 75 tysięcy ludzi i 140 tysięcy owiec – należy do regionu Languedoc- Roussillon.

Średniowieczne, kolorowe miasteczka pośród soczystej zieleni lasów i łąk. Pełne tajemniczości, bazaltowe wioski z basztami na ruinach zamków.  Wiadomo. Biednemu krowa mleka nie daje, a bogatemu byk się ocielił. Gdyby Lozère była w jakimkolwiek innym kraju Europy, uznano by ją za perłę turystyczną i zdążałyby ku niej tabuny turystów krajowych i zagranicznych.  Ponieważ jest we Francji, gdzie są Alpy i Pireneje, Lazurowe Wybrzeże i plaże Normandii, skały Bretanii i podlewana bordoskim winem Zatoka Biskajska, to poza Francuzami mało kto słyszał o tym departamencie.

Mało kto, ale przecież. Nadwiślańscy, nadodrzańscy i łódzcy miłośnicy wspinaczki wiedzą, że Gorges du Tarne, czyli wapienny przełom Tarnu, to jedne z najpiękniejszych w Europie skał i równocześnie jedne z najciekawszych do atakowania „od strzału”, jak zwie się najwyżej ceniony przez wspinaczy styl.

Amatorzy historii słyszeli o rozgrywającym się w Sewenach, osiemnastowiecznym epizodzie wojen religijnych, kiedy to protestanccy powstańcy, zwani kamizardami, w równie mistycznej, co okrutnej walce, przez lata bili się o prawo do wyznawania kalwinizmu.

A ci, którzy szli do Compostelli lub wybierali się w pielgrzymkę Św. Jakuba, pamiętają, że jeden z ważniejszych jej szlaków, via Podiensis, prowadzi przez płaskowyż Aubrac, w departamencie Lozery. Ta droga, zaczyna się w owerniackim Puy en Velay, gdzie, jak pisał w XII wieku autor Liber Sancti Jacobi, „wchłania pątników z Burgundii i Krajów Helweckich oraz Teutonów i Sarmatów”. Obecna jej trasa, wytyczona została dopiero w II połowie ubiegłego wieku. Jest przecież prastara. Chodzili nią poganie, szedł nią zapewne, na kilkanaście lat przed chrztem Polski, pierwszy chrześcijański pątnik spoza Hiszpanii, biskup Puy en Velay, Godescalc (Godescalcus).

Pośród granitowo-bazaltowego ogromu Aubrac, współistnieją ze sobą, stworzone w tworzywie skały, ślady tych nieprzerwanych wędrówek – od pradawnych, granitowych menhirów, poprzez murki z kamieni, podtrzymujące uprawne tarasy, do bazaltowych kościołów romańskich i granitowych opactw gotyckich.

To Droga Mleczna wyznacza drogę do Compostelli, „drogę ułożoną z gwiazd”, do pola gwiezdnego prowadzącą. (Drogą ułożoną z gwiazd, nazwać miał szlak sam Święty Jakub, gdy ukazał się Karolowi Wielkiemu, wzywając go do wyzwolenia swego grobu z saraceńskiej niewoli. A Compostella to zapewne campus-stellae – pole gwiezdne właśnie).

Jakże malutki wydaje się sobie człowiek pośród tego granitowo-bazaltowego ogromu, jakże samotny pomiędzy nieskończonością coraz wyżej wznoszących się łąk i jakże potężny, jako część prastarej i wciąż trwającej wspólnoty na drodze gwiezdnej, wytyczonej od galicyjskiej Małopolski do hiszpańskiej Galicji.

 
Czytaj dalej

Z historii Reunion 69 – Podroz do Korei i Japonii cz.2 a

Napisala i nadeslala Elzbieta Ingvarsson

Zdjecia zrobila Katarina.Christenson

elzbieta geyrszorp  katarina christenson

 

JAPONIA to znaczy  Nippon  25 – 03.11.2014

Kraj kwitnącej wiśni, origami i zielonej herbaty

Dc dnia 7-ego, sobota 25 październik

 

Szybkim  wodolotem opuszczamy Koreę Południową. Przez szyby podziwiamy jeszcze widok na wielki port Busanu i otaczające go wzgórza. Zapadając co chwila w drzemkę /wszak wstaliśmy bardzo wcześnie/ oglądam na ekranie romantyczny, japoński film o miłości dziewczyny chorej na śmiertelną chorobę. Może to po wybuchu bomby na Hiroshimę? Podpisy są niestety po japońsku, a nie po angielsku i fabuły się domyślam. Dostrzegam różnice brzmienia języka japońskiego od  koreańskiego. Litery na napisach wokół nas są też  bardziej skomplikowane. Po około 3 godzinach rejsu przez Cieśninę Cuszimską Wschodniego Morza, dopływamy do portu promowego Hakata w Fukuoka na pd. wyspie Kyushu.  Jest to największe miasto tej wyspy, wielkości Sztokholmu i ważny ośrodek  handlu i biznesu oraz nauki i kultury. Nasze walizki liczy, opatruje ogromnymi wywieszkami i wysyła odrębnym transportem do Kyoto, nasza nowa guide Kristina Watanabe. Jest szwedką zamężną za Japończykiem. Mieszka w Fukuoka od 1989 r. Jej pomocnikiem, drugim guidem, okazuje się sinolog, znający także japoński, Mats Norvenius z Göteborga. To jego pierwsza praca w tym biurze podróży.  Oboje prowadzą nas na pokazowy  lunch. Takiego pysznego hamburgera po japońsku jeszcze nikt nie jadł. Przyrządzany jest i smażony przez kucharzy uwijających się tuż przed nami. My siedzimy wokoło. Do tego są różne pikle i przysmażony ryż i grzyby oraz rosół w miseczkach. Oczywiście miało się jeść pałeczkami, ale ja poprosiłam o widelec. Na koniec kawa lub zielona herbata. W atrium restauracji, wśród zieleni, gdzie wolno było palić, Kristina opowiadała nam o przeżytym trzęsieniu ziemi w 2011 r jakie nawiedziło Tokyo i wschodnie wybrzeże Japonii. Brała udział w ewakuowaniu około 60 osób. Uczyła nas jak mamy się zachować w razie takiej katastrofy. Należy ochraniać przede wszystkim głowę, np poduszką, albo wejść po stół, otworzyć drzwi, które mogą ulegać wypaczeniu, zabrać najpotrzebniejsze rzeczy jak paszport, latarkę, lekarstwa, wodę, mocne buty z grubą podeszwą ze względu na rozbite szkło, radio na baterie… Na dworcu złożyliśmy nasze rzeczy w kawiarni przy Kristinie i sami wyjechaliśmy na 11-e piętro domu towarowego. Były tam ogródki, mała świątynia buddyjska,  atrakcyjna dla dzieci elektryczna kolejka, kioski.   W jednym z nich dbywała się właśnie degustacja win. Niektórzy z nas tam zostali dłużej. Był też niezły widok na wzgórza okalające miasto. Po zebraniu się o godz 16-ej, każdy otrzymał bilet na express Shinkansen JR.   No i zaczęła się nasza przygoda z japońskimi kolejami. Trzeba stwierdzić, że najwięcej czasu w tym kraju spędziliśmy na dworcach kolejowych i w pociągach.  Na peronie trzeba się było ustawić jeden za drugim, na odpowiednim odcinku platformy, na namalowanej linii, która prowadziła do wejścia do wagonu. Było ich 16. Nuumer wagonu i numer fotela widniał na bilecie. Było to ważne, bo w czasie 2 minut wszyscy powinni zdążyć wejść. Obserwujemy jak sprawnie to się odbywa, gdy wsiadają ludzie do pociągu przed naszym. My jednak „nie wsiadamy do Fukijamy”, ale do Hiroszimy. Tym samym opuścimy wyspę Kyushu, a wjedziemy na największą Honsju. Standart pociągu jest wysoki, ma klimatyzację. Wysokość platformy peronu jest na tym samym poziomie co podłoga wagonu. Pociąg osiąga prędkość do 300 km/godz. Chwalą się, że wykoleił się jedynie w czasie trzęsienia ziemi w 2004, ale nikt nie zginął, więc należy do bezpiecznych. Pierwszy odcinek był gotowy na letnią Olimpiadę w Tokyo w 1964 r. JR razem z siecią odgałęzień łączy większość japońskich miast. Można doń zabierać tylko mały bagaż do 10 kg.

W Hiroshimie w Hotelu New Hiroden /na 2 noce/ oczy nam się już zamykały, gdy okazało się jeszcze, że ładowarki do wszelkich aparatów wymagają specjalnych adapterów do prądu o napięciu 110 V. Na szczęście można było takie wypożyczyć w recepcji hotelowej i nasze kamery i telefony mogły się ładować.       Ogrzewany sedes wymagał również zaprogramowania. Nie miałam już siły ustawiać także budzenia i mój stary, prosty budzik, który w ostatniej chwili zabrałam, okazał się najlepszy. Na ryżowej poduszce, która z drugiej strony miała puch – do wyboru, dla jego zwolenników, spało się wspaniale.

Dzień 8, niedziela, 26 pażdziernik         

 
Czytaj dalej

„Wypełnić pustkę” „Lemale et ha’halal” – caly film

Nadeslal Robert S

reunion 69 .1
film wypelnic pustke

Historia pewnej żydowskiej rodziny. Chasydzi fascynują trudną do zrozumienia umiejętnością pogodzenia ortodoksyjnej tradycji z wymogami życia w nowoczesnym społeczeństwie izraelskim. „Wypełnić pustkę” zabiera widza w najintymniejszą przestrzeń chasydzkiej rodziny. Osiemnastoletnia Shira po śmierci starszej siostry musi od nowa szukać swojego miejsca w społeczności. Jej osobiste szczęście zależy całkowicie od umiejętności odnalezienia się w relacjach z najbliższymi, które tylko pozornie są ściśle sformalizowane przez religię i tradycję.

Polski lektor

Ciekawostka z EU

eurohanuka

 

Polska

sejm chanuka

w sejmie świętowano Chanukę – żydowskie święto świateł. Świece na ośmioramiennym świeczniku zapalił rabin Szalom Ber Stambler. Wicemarszałek Sejmu Eugeniusz Grzeszczak podkreślił, że obchodzenie Chanuki w polskim parlamencie jest już tradycją.