Izrael – nie ma takiego państwa

Andrzej Koraszewski

 

Ujawniono kolejną żydowską zbrodnię. Najpierw o tej zbrodni doniosła rzekomo dostarczająca rzetelnych towarów korporacja AFP, a za nią, bez sprawdzania czegokolwiek, powtórzyły inne zajmujące się handlem informacjami korporacje takie jak BBC News, New York Times, NBC News, The Guardian, The Independent, Daily Mail i wiele innych.


Co lub kogo tym razem ci Żydzi przerabiali na macę? Dostarczające informacji media ogłosiły ogromniastymi litarami, że „Palestyńska poczta blokowana przez Izrael dociera po ośmiu latach”.

Doniesienia ozdobione zdjęciami pracowników poczty w Jerycho (miasto leżące na zachodnim brzegu rzeki Jordan, na terenach, które przez ostatnie kilka tysięcy lat nazywały się inaczej, a od czasu, kiedy, zajęła je i anektowała Jordania mocą jordańskiej decyzji nazywane są Zachodnim Brzegiem), wśród stert worków pełnych listów na Berdyczów.

Jak zwykle, kiedy dostajemy krwawą opowieść o żydowskich zbrodniach, warto poświęcić chwilę na szukanie dziury w rzekomo całym.

Z doniesienia francuskich specjalistów od przyrządzania informacji mniej lub bardziej wynika, że wredni Żydzi zablokowali wszelką pocztę wysyłaną do Palestyńczyków i przesyłki (w tym inwalidzki wózek!) zbierały się przez ostatnie osiem lat. Oczywiście biedny czytelnik nie ma najmniejszych szans na żadne inne wnioski jak te, które na temat Żydów zalecał mu Kościół od prawie dwóch tysięcy lat.

Gdzie też ci obrzydliwi Żydzi magazynowali te tony przesyłek do Palestyńczyków? Jak to gdzie? W Jordanii, pewnie by im miejsca było szkoda, żeby to wszystko magazynować u siebie. A jak to się wydało?

To skomplikowana sprawa, podstępnie poprosili Jordańczyków, żeby dostarczyli tę pocztę Palestyńczykom.

Nic nie rozumiesz? No to zacznijmy od stwierdzenia, że nie ma państwa „Palestyna”. Nie ma i nigdy nie było takiego państwa, ale dawno, dawno temu uzgodniono, że mogłoby powstać jak strony porozumieją się w negocjacjach co do pewnych spraw spornych. Jedna ze stron konsekwentnie odmawiała rozpoczęcia negocjacji (media nie podają dokładnie która, nabywcom informacji dają jednak do zrozumienia, że wiadomo kto), a państwa Palestyna jak nie było, tak nie ma. W ramach tymczasowych rozwiązań postanowiono w Porozumieniach z Oslo, że do czasu powstania państwa Palestyna poczta z zagranicy do mieszkańców Autonomii Palestyńskiej adresowana będzie na Izrael i kierowana do Autonomii Palestyńskiej. Przesyłki docierają sprawnie ze wszystkich państw poza krajami arabskimi, które bojkotują izraelską pocztę. Co prawda porozumienie wyraźnie mówi, że poczta ma iść przez izraelską pocztę, Izrael postanowił pójść na rękę i rozpoczął negocjacje (w 2009 roku), żeby Jordania przekazywała pocztę do Autonomii Palestyńskiej bezpośrednio. Negocjacje posuwały się cokolwiek opornie i trwają nadal, wreszcie 10 ton zalegającej poczty dotarło do Autonomii. Jak informuje dyrektor poczty palestyńskiej, poczta izraelska nie przyjmowała przesyłek, które nie były zaadresowane do Izraela.

Zapewne Poczta Polska też nie odbierałaby listów adresowanych do Generalnej Guberni, zaś arabskim nadawcom słowo Izrael nie przechodzi ani przez gardło, ani napisać się go nie daje. Ahmed z Dubaju może nic nie wiedzieć o istnieniu jakiegoś Izraela i o prawnych komplikacjach, ale przy odrobinie dobrej woli zapewne wszytko można załatwić. Z dobrą wolą w tych relacjach arabsko-izraelskich jest jednak pewien kłopot, więc zamiast prosty problem w ciągu tygodnia rozwiązać, palestyńska poczta gromadziła się przez lata w Jordanii.

Z jakiegoś powodu cała ta historia przypomniała mi historię listu wysłanego ze Stanów Zjednoczonych do Polskiej Sekcji BBC w Londynie. List wędrował przez kilka amerykańskich Londynów, w końcu ktoś napisał czerwonym flamastrem: „Spróbujcie Londynu w Europie”. Dopisano zatem Wielka Brytania i list z opóźnieniem kilkumiesięcznym wreszcie dotarł.

Tak proste rozwiązanie naruszałoby jednak arabski honor, a zainteresowanie się interesem odbiorców owych przesyłek nie wchodziło w rachubę. Europejskie korporacje handlujące informacją, troszkę tę opowieśc przykróciły i zmieniły, więc właściwie trudno się dziwić, że 99 procent komentarzy miało antysemicki charakter (chyba, że ktoś chciałby je nazwać tylko antysyjonistycznymi).

Jest pełna gwarancja, że nadawcy tych cokolwiek fałszywych informacji nie będą przepraszać, a odbiorcy nie będą tego towaru reklamować, ponieważ w kulturze konsumeryzmu ten rodzaj informacji cieszy się ogromnym popytem.

(Źródła: http://elderofziyon.blogspot.com/2018/08/the-real-story-behind-false-israel.html, https://bbcwatch.org/2018/08/19/bbc-news-website-audiences-misled-by-recycled-delayed-mail-story/)

P.S. Nie mogąc zrozumieć, dlaczego listy gromadziły się w Jordanii, zapytałem o to mieszkającego w Izraelu Marka Eyala-Fajtlowicza. Oto jego odpowiedź:

Proste jak targ lewantyński.

Zacznijmy od pierwszych umów pocztowych, w Kairze 1994 i w Taba, 1995. Tam Autonomia Palestyńska zobowiązuje się by nie używać terminu ” Państwo palestyńskie”, ale „Autonomia palestyńska”. Ze względu na bojkot arabski państwa Izrael, uzgodniono w tych umowach że Autonomia ma prawo użyć poczty jordańskiej, aby otrzymywać listy z krajów arabskich. Także że znaczki palestyńskie będą z napisem „Autonomia Palestyńska” i cenę w szeklach albo w dinarach jordańskich.

Już w 1994 Autonomia pogwałciła tę umowę przez emisję znaczków z napisem „Palestine” i ceną 1 „mil”. Nawiązując wyraźnie do brytyjskiego mandatu w Palestynie i sugerując że Autonomia Palestyńska jest legalnym spadkobiercą tego mandatu.

Nie jest jasne czemu Autonomia nie uzgodniła z Jordanią obsługi poczty międzynarodowej. Tymczasem czas płynął i listy ze świata szły przez Izrael. Każdy list z adresem „Palestyna” był zatrzymany i przesyłany do Jordanii i tam grzązł. Inne dochodziły. Jordańczycy twierdzili że nie dostali zezwolenia z Autonomii na przesyłki, a Izraelczycy że umowa jest w mocy według umowy kairskiej 1995. w 2008 rozpoczęły się rokowania z Jordanią. W 2009 rokowania utknęły. W 2016 uzgodniono z Autonomią, że Jordania przejmie przekaz listów, także tych z adresem „Palestyna”. Izrael także zgodził się przymknąć oczy na emisję znaczków z napisem „Palestyna”. Abbas praktycznie zwyciężył.

Ale dopiero w 2018 zaczeło się przekazywanie starych listów i przesyłek z Jordanii. Akurat komunikat Abbasa związany z rokowaniami z Gazą obnażył sprzeczność w zachowaniu Autonomii Palestyńskiej. We wściekłej tyradzie Abbas przypomniał Egiptowi i Izraelowi, że umowy Oslo postulują że OWP, a nie żaden Hamas jest jedynym legalnym przedstawicielem Palestyńczyków. Dlatego nie może być osobnych rokowań między Izraelem i Hamasem, z pośrednikami czy bez. Abbas kończy swoją tyradę pytaniem retorycznym: „Chcą tworzyć państwo palestyńskie w Gazie i Autonomię w Ramalli? Nigdy!”. To wygląda jak zanik pamięci, bo przecież Abbas twierdzi od dawna że żyje w okupowanym państwie palestyńskim z flagą i ambasadami w większości państw świata i że Gaza jest jego częścią a Egipt i Izrael tego nie mogą zmienić.

A tu okazuje się że państwa palestyńskiego nie ma i nawet nie ma autonomii, bo Izrael i Egipt dopiero je budują.

Ubaw.

Ale prawdą jest że lament Abbasa jest szczery i jego pytanie realne. Bo dokładnie tak chce zrobić blok sunnicki, USA i Izrael, ale konkretna umowa z Hamasem wymaga unieważnienia umów Oslo 1994.

http://www.listyznaszegosadu.pl/notatki/izrael-nie-ma-takiego-panstwa

Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien

 

5 komentarzy to “Izrael – nie ma takiego państwa”

  1. Dodam………….
    przepraszam ale sprawa przegrana
    swiat nie chce wiedziec prawdy,
    nie zainteresowany, obojetny ,ignorancki……………..
    p.s. dawno wspomnialam moje smutne doswiadczenie
    w szkole Fizykoterapii we Wroclawiu…
    Po wojnie 6cio dniowej chlopak z kolega
    zostawili mi na stoliku przed klasa karteczke…
    „zglos sie po paszport do Palestyny….
    takie bylo pojecie gdzie zydzi maja jechac……………………….

  2. Jordańczycy są zainteresowaniu w utrwalenia pojęcia ”Palestyna” jako domu narodowego Arabów jeszcze bardziej od Arabów palestyńskich.
    Bo to głowy rodziny królewskiej na talerzu.
    Jeszcze 10-20 lat bez państwa arabskiego-palestyńskiego na terenie Autonomii Palestyńskiej i Jordania stanie się państwem palestyńskim po krótkiej i krwawej rewolucji.

    Jordańczycy chcieli przekazać pocztę z adresem ‘Palestyna” i Izrael nie zgodził się. Co w tym dziwnego? Palestyna nie jest państwem ale obszarem geograficznym na którym dzisiaj znajdują się trzy państwa. Jeszcze 100 lat temu pojęcie ”Palestyna” było synonimem domu narodowego Żydów. Palestyna nigdy nie była państwem i teren na którym Arabowie palestyńscy chcą założyć takie państwo ma dzisiaj nazwę ”Autonomia palestyńska”.

    Autonomia palestyńska ma status prawny międzynarodowy i bilateralny który został ustalony za zgodą obu stron w serii umów znanych jako umowy Oslo, od 1994 do dzisiaj. Autonomia nie jest terenem okupowanym ale terenem spornym, którego ostateczny status prawny ustali się w rokowaniach między stronami. Jednostronna zmiana statusu Autonomii jest pogwałceniem umów Oslo i umów pocztowych z nimi związanymi. Jak np. posługiwanie się nazwą ”State of Palestine” na listach i znaczkach.

    Stosowanie terminu ”teren okupowany” albo ”okupowana Palestyna” sugerują że cały teren państwa Izrael jest okupowany przez najeźdźców. Nie każdy który bezmyślnie stosuje takie terminy popiera ”wyzwolenia” tego terenu z rąk Żydów i założenia tam jeszcze jednego upadłego państwa islamskiego.
    Tym którzy nie popierają likwidacji Izraela, proponuje rozszerzenia wiedzy o konflikcie arabsko-żydowskim, dla poprawy samopoczucia.

  3. Abram Nanes 21/08/2018 at 10:44

    Jordanczycy raz uparli sie, ze przesla poczte i chcieli by jej nie zatrzymywano miesiacami jezeli w ogole dochodzi. Postawili warunek. Oni tez, nie gorzej niz sluzby izraelskie, znaja robote. Wiec niema powodu zatrzymywac masowo poczte. To tylko swiadczy, ze tereny sa pod okupacja. 50 lat! Ladnie. Nie dla bezpieczenstwa. Oficjalnie w Izraelu wladze przyznaja, ze ma to Palestynczykow zmusic do emigracji z kraju.

  4. Gazanie mogą zamawiać na Internecie co chcą, pod warunkiem że podają swój adres jako ” Palestinian Authority, Israel”. Simple, right? Wysyłka do „Palestyny” wróci do magazynu jordańskiego i może dojdzie do adresata po 8 latach.
    A ta heca z pocztą nawet bardziej skomplikowana niż opisałem, a ja chciałem podać wersję uproszczoną. Mam szacunek do moich czytelników. W odróżnienia od pismaczków żółtej prasy hebrajskiej i innej, ja opieram się wyłącznie na faktach przystępnych dla każdego. Moje rzadkie uwagi mają przeważnie charakter humorystyczny, skrajnie różnią się od tekstu i nie mogą być pomylone z faktami.

  5. To zagadka na miare zagadek talmudycznych i bez Andrzeja Koraszewskiego i jego doradcy Marka Fajtlowicza, my rowniz nic bysmy nie zrozumieli z tego opowiadania w gazetach. Ja czytalam ta opowiesc w izraelskiej prasie i nikt nie wspomnial o tej zawiklanej historii poczty w Ramali i w Gazie. W Yediot Ahronot ujawnil sie obraz wstretnego rzadu izraelskiego, ktory cieszyl sie ogladaniem prywatnej poczty biedych Arabow przez osiem lat. Nawet zostalo zadane pytanie: „jak maja ludzie w Gazie zamawiac towary na Internecie?” Na takie pytanie nawet Marek Fajtlowicz nie ma odpowiedzi, ale moze kotek Hili znajdzie odpowiedz.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: