.Jestem znów Zydem cz. 36

Szlomo Adler


Ścieżka, którą szliśmy miała dwa rozwidlenia, w prawo wiodła wprost do Raduchowskich a w lewo prowadziła w stronę wsi.Dom stał daleko od wsi, z drugiej strony wąwozu.  Postanowiliśmy najpierw obserwować dom Raduchowskich zanim tam podejdziemy. Baliśmy się, że jeśli ktoś zauważył nasze poranne spotkanie z panem Raduchowskim może teraz na nas czekać. Dopiero po dłuższym czasie podeszliśmy bliżej i obserwowaliśmy dom Raduchowskich z zarośli. Po około dwóch godzinach zobaczyliśmy pana Raduchowskiego.  Wyszedł z domu, kaszlał i rozglądał się dookoła. W końcu poszedł do wychodka. Widzieliśmy to wyraźnie.Po następnych dwóch godzinach pan Raduchowski znowu wyszedł z domu. Kaszlał głośno, rozglądał się na wszystkie strony i znów poszedł do wychodka.  Zrozumieliśmy, że czekał na nas, i że to nie jest pułapka.
Szybko przeszliśmy przez zarośnięty wąwóz.
Odczekaliśmy jeszcze chwile aż księżyc schował się za chmurami i wtedy dużymi susami pokonaliśmy otwarty teren.  Stanęliśmy pod drzwiami, które otworzyły się zanim zapukaliśmy.Był już prawie świt. Raduchowscy nie spali przez całą noc.  Stali koło okien czekając na nas.  Gdy spostrzegli nas wychodzących z lasku, otworzyli drzwi.  W domu nie było elektryczności i wewnątrz było jeszcze ciemniej niż na zewnątrz.


„Co się z wami działo , dzieci?  Gdzie byliście do tej pory?  Baliśmy się, że ktoś Was złapał”.

 Opowiedzieliśmy im, że to trwało tak długo, bo czekaliśmy, na te momenty gdy księżyc był za chmurami, żeby chodzić tylko w ciemności.  Spodobała im się nasza ostrożność i pochwalili nas. „Słuchajcie dobrze. Kryjówka przeznaczona jest tylko dla jednej osoby. Będziecie musieli ścisnąć się tam we dwóch.  Zanim zaprowadzimy was do kryjówki chcemy, żebyście wiedzieli, że wasi rodzice dali nam różne rzeczy, które oddamy po wojnie, będą wam wtedy potrzebne”. Odpowiedzieliśmy: „Nie chcemy wiedzieć ani  co, ani ile macie.  To jest wszystko wasze. Jeśli przeżyjemy zrobimy wszystko, aby część fabryki naszych rodziców przeszła w wasze ręce”.



Później Raduchowski zaczął nam tłumaczyć: „ Nie możemy zmienić trybu życia z waszego powodu, bo to wzbudzi podejrzenia we wsi.  Najważniejsze, że doszliście do nas niezauważeni. Musimy być ostrożni. Nie możemy kupować więcej jedzenia niż przedtem. Będziecie musieli się przyzwyczaić do naszego jedzenia, którego nie zawsze jest dużo. Będziemy wam przynosić jedzenie raz dziennie. Wtedy zabierzemy naczynie z moczem.  Nie wolno żebyście spali jednocześnie.  Gdy jeden będzie spał, drugi musi pilnować, żeby ten śpiący nie chrapał lub nie krzyczał przez sen.  Musicie ciągle pamiętać, że jedna ściana kryjówki jest zewnętrzną ścianą budynku.  Może się zdarzyć, że ktoś obcy oprze się o ścianę, żeby schować się przed słońcem albo deszczem i usłyszy jakieś głosy.  To będzie koniec nas wszystkich. Druga ściana kryjówki graniczy ze stodołą, która jest pełna siana. Trzecia ściana graniczy ze spichlerzem.  Trzeba być bardzo ostrożnym, szczególnie gdy będą rewizje we wsi.  Czwarta ściana graniczy z oborą.  Z tej strony nie ma czego się bać, bo krowa jest z natury hałaśliwa”.



W zupełnych ciemnościach pan Raduchowski zaprowadził nas przez korytarz do drabiny i zaczął się po niej wspinać. Gdy byliśmy na strychu zatrzymał się i kazał nam zbliżyć się do krawędzi dachu na kolanach. Wyjął latarkę i zobaczyliśmy, że odsunął kilka wiązek suchych badyli grochu na bok, podniósł pokrywę i wskazał bez słowa otwór.  Podobny schowek był u pana Ajzensztaba podczas drugiej akcji.  Spokojnie i cicho powiedział: ”Zejdźcie po drabinie”.

Zszedłem pierwszy. Pan Raduchowski oświetlił kryjówkę latarką i zobaczyłem, że to wąski korytarz  między dwoma ścianami. Koło drabiny było bardzo mało miejsca. Wzdłuż całej kryjówki między ścianami stała prycza. Pod drabiną był duży dzban z dwoma uchwytami, który miał nam służyć jako nocnik.
Teraz Józik zszedł na dół.  Pan Raduchowski znowu zapalił latarkę, pochylił się i cicho powiedział:
„Dziś jeszcze możecie obaj spać, bo jesteście zmęczeni. My będziemy was pilnować, ale od jutra już nie wolno wam spać w tym samym czasie. Jeśli ktoś będzie się kręcił wokół domu zastukamy w ścianę i wtedy musicie być całkowicie cicho”.

Zamknął pokrywę i usłyszeliśmy szuranie badyli grochu na górze, a później zapanowała całkowita cisza. Usadowiliśmy się jakoś na wąskiej koi.  Było zbyt ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć. Położyliśmy się na boku, przykryliśmy pierzyną, która tam była i natychmiast zasnęliśmy. Obudziliśmy się słysząc nad nami „psst, psst”. Zobaczyliśmy głowę pani Raduchowskiej w otworze wejścia.
„Dzień dobry, pewnie jesteście bardzo głodni. Miałam wam to dać wczoraj, ale z tego wszystkiego zapomniałam”.
Podała nam dwie duże kromki chleba z masłem i butelkę mleka.Jedzcie i pijcie. Dostaniecie swój posiłek, gdy wrócimy z pola. Teraz możecie mieć otwartą pokrywę, ale kiedy usłyszycie obce głosy, musicie cicho ją zamknąć i pamiętajcie, żeby narzucać na wierzch grochu i słomy.  Pamiętajcie, żeby wszystko robić powoli i spokojnie.  Jeden z Was teraz musi zobaczyć, którą wiązkę trzeba pociągnąć”. Wszedłem na drabinę  głowę i pani Raduchowska pokazała mi co mam robić.”A teraz pokaż mi jak ty to robisz”, powiedziała. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem tę wiązkę grochu, którą mi wskazała.  Okazało się, że była połączona z innymi grochowinami sznurkiem. Gdy wiązanka była blisko pokrywy, zszedłem trochę niżej po drabinie.  Jedną ręką trzymałem ciągle pokrywę a drugą naciągałem wiązkę. Potem delikatnie zamknąłem pokrywę. Znowu byliśmy w ciemności.  Po kilku sekundach  usłyszeliśmy szuranie przesuwanego grochu. Pokrywa została otwarta. „Bardzo dobrze”, pochwaliła nas. „Dokładnie tak macie to robić. Teraz idziemy w pole.  Nikogo nie będzie w domu. Zostawcie pokrywę otwartą”.  „A gdzie jest wasz syn Michał, czy jeszcze śpi?”, zapytałem.Nie, Michał poszedł do szkoły, jeszcze nie wie, że jesteście tu.  Nie chcieliśmy go budzić w nocy, bo rano nie poszedłby do szkoły. Każda zmiana może wzbudzić podejrzenie we wsi.  W sklepie będą kupować tyle co zawsze. Będziemy musieli podzielić się tym co jest. Ale nie martwcie się, na pewno nie umrzecie tu z głodu”. Pani Raduchowska poszła, a my zaczęliśmy oglądać naszą kryjówkę: miała około 2.50 m długości i około 50-60 cm szerokości.  Fałszywa ściana była wspierana od wewnątrz belkami umieszczonymi co 60 cm.  Zaczęliśmy mieć wątpliwości czy możemy aż tak narażać Raduchowskich.  Może jednak powinniśmy przejść przez góry na Węgry?Tu znów byliśmy w pułapce.  Gdyby ktoś podniósł  pokrywę, nie mielibyśmy żadnej możliwości ucieczki.  Zaczęliśmy myśleć o wykopaniu tunelu pod fundamentem zewnętrznej ściany domu. Kiedy należałoby uciekać?  Czy czekać aż będą przeszukiwać dom? Czy kiedy odkryją fałszywą ścianę? A może dopiero kiedy otworzą pokrywę naszej kryjówki? To był poważny problem, bo przecież jeśli rewidujący wejdą do domu, to jeszcze nie znaczy, że nas znajdą i jeśli zbyt wcześnie zaczniemy uciekać-sami się zdekonspirujemy. Następna ściana przylegała do stodoły, która była wypełniona sianem. Z obory słychać było muczenie krowy i brzęczenie łańcucha.  Zewnętrzna ściana była problematyczna tak jak Pan Raduchowski nam wytłumaczył.  Najlepiej byłoby wykopać tunel pod ścianą graniczącą ze stodołą.  Ale wtedy wylądowalibyśmy pod sianem, a gdyby kryjówka została odkryta, na pewno podpaliliby dom i my bylibyśmy się żywcem spalili.  Po przedyskutowaniu wszystkich możliwości zdecydowaliśmy, że nie możemy nic zrobić.  Musimy się z tym pogodzić,dopóki siedzimy w szparze między tymi dwoma ścianami. 


Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

 

One Response to “.Jestem znów Zydem cz. 36”

  1. Wielkie podziekowania dla Szlomo Adler, dla Anny Karoliny Klys i dla innych, ktorzy przyczynili sie, ze mozemy czytac takie interesujace historie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: