Fundacja Judaica – spotkanie z Eliza Segiet w Krakowie

Eliza Segiet

 


 

25 LAT CENTRUM KULTURY ŻYDOWSKIEJ
1993-2018

BAJIT CHADASZ
Spotkania z Kulturą Żydowską
Dziedzictwo, Pamięć, Wspólnota Obywatelska

MAGNETYCZNI

spotkanie autorskie z

Elizą Segiet

oraz promocja jej tomiku poezji pod tym samym tytułem,
wydanego przez
Wydawnictwo Sowello, 2018

Spotkanie prowadzi
Beata Anna Symołon

WTOREK, 27 LISTOPADA, 2018 r., godz. 18.00


Przedmowa

Totalne zło

 

Często zastanawiam się skąd we mnie tyle „żywej” wojny. Przecież kiedy trwał wojenny koszmar nie było mnie na świecie. A jednak ten czas jest we mnie. Jak widać – przeszłość wpływa na teraźniejszość. Po latach okazało się, że te słowa, które docierały do mnie kiedy byłam dzieckiem, odżyły. Którejś nocy „obudził” mnie wiersz, wstałam i zapisałam te słowa. „Przydarzyło się życie” jest pierwszym wierszem o tematyce wojennej. Niewątpliwie, inspiracją do napisania tego wiersza stały się opowieści mojego ukochanego dziadka. Kiedy byłam małą dziewczynką uciekałam, chowałam się przed jego wspomnieniami. Nie chciałam tego słuchać. Może nawet w pewnym sensie nudziło mnie to echo wojny. Nie było mi to potrzebne. Urodziłam się w kraju, w którym był spokój, nie było wystrzałów, przed którymi – w obawie o własne życie – trzeba było się ukrywać. A co najważniejsze ludzie też, bez względu na tożsamość, nie musieli tego robić. Każdy człowiek mógł stwarzać swój bezpieczny świat.

Dziadek wciąż wspominał wojnę. W pewnym sensie stałam się jej częścią – pokoleniem naznaczonym przez okrutny, wyniszczający czas. Czas, w którym nikt nie wiedział czy dożyje do następnego dnia. Po latach zrozumiałam, że dziadek chciał zdjąć z siebie ten ciężar. Wiem, że mu się nie udało. Nie wymazał z pamięci przeżyć. Ten czas zostawił w nim okrutną szramę, czy raczej wyrwę, której nikt i nic nie było w stanie załagodzić. Przeżył wojnę razem ze swoją najbliższą rodziną – żoną i córkami. Może właśnie wojnie więc zawdzięczam to, że dziadek dawał mi miłość, jakiej nie mógł w czasie wojny ofiarować swoim dzieciom? Jak widać, po latach, okazało się, że „Magnetyczni” są konsekwencją opowiadanych historii. Dziadka słowa to nie tylko jego przeżycia – to także jakieś ułamki wojennych wspomnień jego znajomych, sąsiadów. Chciałam „wykrzyczeć” słowem ból tych, którzy przeżywali ten koszmar. Tomik jest zadedykowany „Pamięci Tych, których zabrał Holokaust i Tym, którzy go jeszcze pamiętają”.

Po pierwszym „wojennym” wierszu, zaczęły do mnie „przychodzić” kolejne i tak złożyłam całą książkę.

 

Doświadczenia z życia, w tym również z dzieciństwa, determinują ogląd świata w ogóle. Nawet po tylu latach od śmierci mojego dziadka, jego głos został przywrócony. Pozwoliłam, aby przemówił do ludzi, którzy mogą zatrzymać nienawiść, a jednocześnie chciałam, by w jednym miejscu (książce) był – na miarę moich możliwości – pokazany czas, który zostawił ślad nie tylko w ofiarach wojny, ale także miał i nadal ma wpływ na bieg historii świata.


Wywiad z Eliza Segiet

 

Od naszej pierwszej rozmowy (link) minęło pięć lat. Wtedy debiutowałaś tomem wierszy „Romans z sobą”. Dziś masz w dorobku cztery książki poetyckie, dwa utwory dramatyczne, mnóstwo publikacji w antologiach i czasopismach literackich, także poza granicami kraju.

Tak, to prawda. Pierwszy wywiad w moim życiu przeprowadziłaś ze mną właśnie Ty. Przez te pięć lat w moim życiu literackim działo się bardzo dużo.

Mam już sześć książek w dorobku. Praktycznie to jest jedna publikacja na rok! Chociaż kiedy wydałam „Romans z sobą” nawet przez myśl mi nie przeszło, że będzie jeszcze jakaś inna książka, której będę autorką. Stało się inaczej. Czy dobrze? Tego nie wiem. Piszę, bo lubię. Jest kilka osób, którym moje teksty się podobają. Może właśnie motywowana przez takie osoby jeszcze coś napiszę.

Zaznaczyłaś, że publikuję w antologiach i czasopismach literackich poza granicami. Chyba powinnam sprostować – nie mam na to wpływu, że drukują moje teksty. To nie zależy ode mnie. Widocznie daleko w świecie, chociażby w Australii, Zambii, na Filipinach w USA… i w wielu innych miejscach, podoba się to, co piszę.

Masz mnóstwo fanów. Obserwując choćby portale społecznościowe widać, że to nie tylko „kilku osobom” podoba się to, co im proponujesz jako poetka i pisarka. Dużo osób Cię ceni, dla wielu z nich Twoja poezja jest ważną częścią ich życia. Czujesz radość czy presję?

Oczywiście, że czuję radość. Skłamałabym, gdybym powiedziała inaczej. Nie ma powodu bym czuła presję. Nie tworzę wierszy na zamówienie, a mnie literatura powinna sprawiać radość. Nie ma mowy o presji.

Piszę, a raczej staram się pisać, takie teksty, które są zrozumiałe dla większości czytelników. Największym szczęściem jest, kiedy usłyszę od kogoś, że w tekście odnalazł cząstkę siebie.

Skupiam się na tym, by unikać błędów logicznych, a co najważniejsze – nie wzoruję na nikim, staram się znaleźć własną poetykę.

Wspominasz o publikacjach „daleko w świecie”. Zdobyłaś wiele wyróżnień i nagród na międzynarodowych festiwalach literackich, wielokrotnie zostałaś uhonorowana w magazynach literackich, np. jako autorka miesiąca. Powiedz, jak Ty odbierasz ten sukces? Twoja poezja jest bardziej doceniana na świecie niż w Polsce? Z czego to wynika?

Daleko w świecie brzmi pięknie. Sukces to wielkie słowo. Ale rzeczywiście, kilkukrotnie byłam Autorem Miesiąca. Twoje pytanie skłoniło mnie do zajrzenia do biogramu. Sprawdziłam – sześć razy zdobyłam ten tytuł.

Wiele razy mój wiersz był nominowany do Publikacji Miesiąca, wielokrotnie też zdobył ten zaszczytny tytuł. A chyba moim największym osiągnięciem jest zdobycie tytułu Międzynarodowej Publikacji Roku 2017 w magazynie Spillwords Press (USA) za wiersz „Pytania”. Wtedy rzeczywiście się popłakałam. Teraz mój wiersz „Morze mgieł” jest jednym ze stu najlepszych wierszy 2018 roku w gazecie w Kanadzie, wcześniej zostałam laureatką Międzynarodowej Nagrody Specjalnej „Frang Bardhi” (2017) właśnie dzięki temu utworowi.

Nie umiem wyrazić, co czułam, gdy pierwszy raz zdobyłam tytuł Autora Miesiąca w The Year of the Poet 14 w USA (czerwiec 2017), to była wielka radość. Cieszyłam się bardzo. Bałam się, że to sen, ale mam namacalne dowody na to wyróżnienie. Na wszystkie wcześniejsze osiągnięcia „zapracowała” poezja.

Ostatnią nagrodę zawdzięczam prozie, dzięki której jestem jednym z laureatów konkursu Tra le parole e l’infinito we Włoszech.

Na pytanie z czego to wynika, że moja poezja jest bardziej doceniana w świecie niż w Polsce nie znam odpowiedzi.

Wyróżnienie z Włoch jest całkiem świeżą sprawą – bo to wrzesień 2018. Tam uhonorowano Twój tekst „Oficerki”. To opowiadanie, w którym podnosisz niezwykle ważny temat – Holocaustu. Wiemy, że to zagadnienie dla Ciebie bardzo istotne, poświęciłaś mu ostatnią książkę poetycką, „Magnetycznych”. I przecież wciąż żywo bolesne w naszym kraju. Jaki jest odbiór tych tekstów „wojennych”?

Temat Holocaustu jest dla mnie bardzo ważny. Chociaż nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie zabijają ludzi, dlaczego krzywdzą się wzajemnie i dlaczego wciąż gdzieś w świecie jakieś konflikty rujnują życie.

Poniżej prezentuję wiersz, który stał się moją „przepustką” na festiwal poezji w Indiach:

„Wiara”
Widziałam śmierć.
Nie umierał człowiek,
lecz wiara w niego.
Widziałam upadek.
Wczoraj człowieka
– dzisiaj ludzi.
Żywioły
nie są naszym dziełem.
Tworzymy nienawiść,
– która zabija.

Trudno odpowiedzieć na pytanie jak odbierane są moje wiersze. Zbyt mało z tych utworów jest opublikowanych w internecie. Książka jest nowa. Nawet podeszłam do niej inaczej niż zwykle – zaraz po premierze nie miałam promocji. Dałam jej trochę „oddechu”. Najpierw tom dostał się do ogólnopolskiej dystrybucji, później były recenzje, a dopiero na końcu promocja. Teraz jest już pora na ten ostatni etap.

Kilka wierszy z „Magnetycznych” było wyróżnianych w międzynarodowych czasopismach. „Oficerki”,z tego co wiem podobają się czytelnikom. I to, że zostały zauważone we Włoszech w pewnym sensie jest na to dowodem.

„Magnetyczni” to najważniejsza dla Ciebie książka w dotychczasowych dorobku? Planujesz pokazać ją (jako całość) także poza granicami kraju?

Tak, dla mnie jest bardzo ważną książką. Zawsze najmłodsze „dziecko” jest najważniejsze (choćby przez jakiś czas), ale poprzednie publikacje są dla mnie także istotne. Przecież to wiersze z „Chmurności” wypromowały mnie „daleko w świecie”, to właśnie dzięki nim byłam pierwszy raz Autorem Miesiąca (w jednej z gazet w USA). Obok nich to teksty z „Myślnych miraży” przynosiły wiele międzynarodowych wyróżnień. „Magnetyczni” dopiero zaczynają swoje „życie-w-świecie”. Nie wiem jaki będzie ich odbiór.

Czy planuję pokazać poza granicami – nigdy nie zdradzam planów, podobnie jak nigdy nie zamieszczam wcześniej nieopublikowanych wierszy. Wiele utworów z „Magnetycznych” jest już w obiegu. Książka w wersji polskiej jest dostępna w księgarni w USA.

Czego te pięć lat w świecie literatury Cię nauczyło ­– jako autorkę i jako człowieka?

Bardzo trudne pytanie. Człowiek uczy się całe życie. Te pięć „literackich lat” zatrzymało mnie na całe godziny przy komputerze. Oczywiście – na własne żądanie. Nikt mnie do tego nie zmuszał. Byłam przeciwnikiem portali społecznościowych, a dzięki Katy Carr – brytyjskiej piosenkarce (namówiła mnie do zarejestrowania się) jestem tam obecna. W sumie to chyba dobrze się stało, bo rzeczywiście cały świat teraz to jedna wielka „sieć”. „Kiedy cię nie ma w internecie – to nie istniejesz” – usłyszałam kiedyś od kogoś zupełnie innego.

Jako autorka zaczęłam zauważać, że czasem jakieś moje frazy są w innych wierszach. Dowiaduję się, że ktoś powołuje się na przyjaźń ze mną tylko po to, by opublikować swoje teksty… A przecież chodząc po śladach nigdy nie wyprzedzisz tego, kto kroczy przed tobą.

A jako człowiek stałam się bardziej czujna. Zyskałam też większą samoświadomość – wiem czego oczekuję od literatury. Dla mnie jest to po prostu przyjemność

Na zakończenie przytoczę fragment jednego z moich wierszy:


Świat zapamiętujetak niewielu,a czystośćczy uczciwość na pokaznie gwarantują harmonii –nawet z samym sobą.

Co jest Twoim literackim marzeniem? Co jeszcze chciałabyś osiągnąć?

Każdy normalny człowiek lubi kiedy coś osiąga. O czym marzę? Mogłam mieć publikację (w USA) w bardzo ważnej książce, ale na rok musiałabym oddać prawa autorskie do wierszy z „Magnetycznych”. Po przeanalizowaniu umowy potrafiłam powiedzieć „nie”. Większość osób piszących marzy o jednej nagrodzie. Patrzę na życie realnie i cieszę się z tego, że moje wiersze i recenzje (w tym z „Magnetycznych”) są publikowane m.in. w Szwecji. Miałam również propozycję spotkania autorskiego w tym kraju, ale póki, co odłożyłam na później. Marzenia o Wielkiej Nagrodzie pozostawiam innym, a moje związane z nią jest jedno – Nobel dla Zagajewskiego!

Mnie cieszą nawet drobne osiągnięcia, ale takie, które są realne i namacalne.

Wiem, że wybierasz się do Macedonii – życzę Ci, abyś wróciła z „realną i namacalną” pamiątką. Wszystkiego dobrego w dalszej literackiej podróży. Dziękuję za rozmowę.

To jest Festiwal Poezji, jestem zaproszona jako jedyna przedstawicielka z Polski – to dla mnie jest nagroda realna i namacalna. Zaproszenie do Macedonii było dla mnie ogromną niespodzianką. Jeśli wrócę z dyplomem uczestnictwa – to już będę mogła pochwalić się przed samą sobą i powiedzieć: „było warto!”.

Rozmawiała: Kinga Młynarska

https://dajprzeczytac.blogspot.com/2018/10/wywiad-eliza-segiet-ii.html

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: