ipiec 1930 roku. Polska sięga po złoto na olimpiadzie szachowej. Akiba Rubinstein, Ksawery Tartakower, Dawid Przepiórka, Kazimierz Makarczyk oraz Paulin Frydman w pokonanym polu zostawiają zawodników m.in. z Węgier oraz Rzeszy Niemieckiej. To było największe osiągnięcie naszych szachistów w historii. Mimo późniejszych sukcesów, tego zwycięstwa nie udało się już nigdy powtórzyć.

Losy tej zapomnianej potęgi okresu międzywojennego opisuje w swojej książce „Arcymistrzowie. Złota era polskich szachów” Stefan Gawlikowski. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa The Facto. Krok po kroku, możemy obserwować jak rodziła się ta potęga, śledzić jej największe triumfy oraz patrzeć jak druga wojna światowa brutalnie przerwała ten złoty czas. Sam autor podkreśla, że jego książka powstała, gdyż przedwojenny okres świetności szachów polskich do tej pory pozostaje powodem do chluby, a jednocześnie współcześni miłośnicy tej niewiele wiedzą o życiu i osobistych sukcesach twórców tamtej potęgi.

Akiba Rubinstein oraz Mieczysław Najdorf to dwie najciekawsze postacie, jakie zapisały się w historii polskich szachów tamtej epoki. Pierwszy z nich to absolutna gwiazda i najlepszy gracz hamburskiej olimpiady z roku 1930. Drugi zaś był postacią wyjątkowo barwną, może o mniejszych sukcesach, ale za to z o wiele ciekawszym życiorysem. Warto jednak pamiętać, że sukcesów naszej ekipy nie byłoby, gdyby nie pozostali mistrzowie, nawet jeżeli czasem skrywali się w cieniu.

Żadnemu powojennemu pokoleniu szachistów polskich nie udało się osiągnąć takich sukcesów jak nasi wielcy poprzednicy (…) Czasy, w których przyszło im żyć, były trudne, losy wielu z nich – tragiczne

Fragment książki „Arcymistrzowie”

I tak w gronie tym znaleźli się choćby Ksawery Tartakower –  miłośnik filozofii, poliglota, poeta, prawnik, a do tego wybitny szachista. Prawdziwy człowiek renesansu i erudyta. Ale jednocześnie nałogowy hazardzista, który niemal wszystkie zarobione pieniądze albo przegrywał, albo wydawał na wyjątkowo bujne życie towarzyskie. Był też Dawid Przepiórka – cudowne dziecko, już od małego szykowany na arcymistrza i człowiek, który na własnej skórze poczuł okrucieństwo wojny. Już 1 września 1939 roku, w wyniku niemieckiego ataku, traci mieszkanie. Kilka miesięcy później schwytany przez Niemców i aresztowany. Zginął od kul w styczniu 1940 roku w egzekucji podwarszawskich Palmirach.

Niestety, wojna upomniała się także o kolejnych szachistów. W różny sposób. „We wrześniu w obronie Warszawy z bronią w ręku zginął Karol Piltz, który występował w barwach Polski na pierwszej olimpiadzie szachowej w Paryżu. Na atak serca zmarł we wrześniu Jan Kleczyński, uczestnik szachowych zmagań od schyłku XIX wieku aż po lata 20. wieku XX, a potem silny gracz kawiarniany, dzielący czas na działalność zawodową w zakresie krytyki literackiej i szachową pasję (…). 1 sierpnia 1944 roku kapral podchorąży Kazimierz Makarczyk ps. Magister wraz z batalionem „Kiliński” podjął walkę w powstaniu. Jego droga życiowa obfitowała w zaskakujące zwroty i zakręty, obdarzyła popularnością, tłumem sympatyków oraz gronem wiernych uczniów, ale zakończyła się smutno – w samotności i niedostatku” – opisuje dalej ich losy Stefan Gawlikowski.

Miguel Najdorf

Druga wojna światowa była więc prawdziwą hekatombą dla polskich szachów. Nigdy już nie udało się odbudować potęgi brutalnie zniszczonej przez ten konflikt. Warto jednak pamiętać, o czym przypomina autor „Arcymistrzów”, że żadna inna dyscyplina nie przyniosła Polsce tylu medali w okresie przedwojennym, co właśnie szachy.

Wielki Akiba

Największa gwiazda w historii polskich szachów, Akiba Kiwelowicz Rubinstein. Absolutny światowy top. Błyskotliwy gracz, dla którego szachy były wszystkim. Bez nich nie mógł żyć. Przy szachownicy milczący, grzeczny, skromny, niemal nieobecny. W życiu prywatnym – bezradny jak dziecko. „Akiba był w zasadzie wiecznie milczący, do obcych w ogóle się nie odzywał, czasami wymieniał pojedyncze zdania z najbliższą rodziną (…). Spokojny i milczący trzymał się z daleka od rozgrywek personalnych. Niesłychanie rzadko można było widzieć Rubinsteina rozmawiającego. Przy szachownicy wzór sportowca, nigdy nie protestował, zawsze opanowany” – tak opisuje go w swojej książce Gawlikowski.

Jego znakomitą karierę przerwała w latach trzydziestych choroba psychiczna. Zagadką, także dla jego biografów jest to, jak przeżył on Holokaust. W czasie zagłady rozpętanej przez hitlerowskie Niemcy, Rubinstein przebywał w Belgii. Warto pamiętać, że zginęło w niej ponad 40 procent Żydów zamieszkujących kraj.

„W czasie niemieckiej okupacji, gdy w 1942 roku zaczęły się deportacje w ramach „ostatecznego rozwiązania”, rodzina umieściła Rubinsteina w sanatorium dla psychicznie chorych Titeca Psychiatry Clinic. Tam podobno odwiedzili arcymistrza oficerowie gestapo, pytając, czy jest szczęśliwy, jak się czuje, i proponując współpracę. Gdy Rubinstein odpowiedział, że czuje się świetnie, jest szczęśliwy i będzie współpracować z nimi z największą przyjemnością, Niemcy opuścili placówkę, uznając, że arcymistrz jest szalony” – czytamy w książce „Arcymistrzowie”.

Z biegiem lat na genialnego szachistę spadły kolejne ciosy. W 1954 roku umiera jego żona. Rubinstein od tej pory, jak pisze Gawlikowski, nie mył się, nie golił, nie strzygł, nie zmieniał ubrań i cały czas milczał. Najprawdopodobniej w myślach analizował szachowe pozycje. Umiera w marcu 1961 roku.

„Spóźniony” mistrz

Antwerpia, 27 lipca 1939 roku. Z portu wypływa statek „Piriapolis”. Na jego pokładzie znajduje się grupa najlepszych szachistów na świecie. Płynął do Argentyny na kolejną olimpiadę szachową. Na pokładzie „Piriapolis” są także Polacy, a wśród nich Mosze Mendel (Mieczysław) Najdorf, potem znany jako Miguel Najdorf. „Spóźniony” mistrz, bo był zbyt młody, by wziąć udział w hamburskiej olimpiadzie, gdzie nasza reprezentacja pod wodzą Akiby Rubinsteina zdobyła złoto. Czas jego sukcesów przypadł na drugą połowę lat trzydziestych.

„1 września w teatrze Politeama w Buenos Aires Polska grała z Kubą. W pewnym momencie do sali gry przybył ambasador Rzeczypospolitej w Argentynie Zdzisław Kurnikowski i oznajmił, że wojska niemieckie zaatakowały rano Polskę. To był szok dla wszystkich uczestników olimpiady. Po olimpiadzie pojawiło się naturalne pytanie – co robić dalej? Reprezentanci naradzali się, czy wracać, czy przeczekać wojnę za oceanem” – opowiada na łamach swojej książki Stefan Gawlikowski. Mieczysław Najdorf był jednym z tych szachistów, który zdecydował się pozostać w Argentynie.

Wszyscy bohaterowie książki „Arcymistrzowie” byli wybitnymi szachistami. Ale to właśnie Najdorf jest chyba najbardziej barwną postacią w historii polskich szachów. Człowiek o wielu życiorysach, które drastycznie różnią się od siebie. Jak te sprzeczności komentował sam mistrz? Jak pisze Gawlikowski, uśmiechał się tylko tajemniczo i dalej głosił swoje „złote myśli”, czasami prawdziwe, czasami nie.

„Nadrzędnym celem było dla Najdorfa pokazanie siebie w centrum wydarzeń i podkreślenie swojej roli w szachach, polityce” – ocenia dalej. Warto jednak pamiętać, że sukces odniósł nie tylko przy szachownicy. Dorobił się niemałego majątku na sprzedaży polis, a potem – na własnej firmie ubezpieczeniowej.

Choć w czasie wojny przebywał poza Europą, to ten krwawy konflikt także i na nim odcisnął swoje piętno. Jego bliscy zostali w warszawskim getcie. Gdy wraz z narastającymi represjami wobec Żydów urwał się konflikt z jego bliskimi, wpadł na niecodzienny pomysł. Zdecydował się pobić rekord świata w symultanicznej grze na ślepo. Skąd taka idea? Liczył, że napiszą o tym gazety i w ten sposób informacja dotrze nawet do Żydów w warszawskim getcie. Dopiął swego. 9 października 1943 roku w Santa Fe ustanowił rekord, grając na czterdziestu szachownicach jednocześnie.

Ksawery Tartakower

Ksawery Tartakower

„Najdorf stracił w warszawskim getcie nie tylko żonę i kilkuletnią córeczkę. W sumie zginęło blisko trzystu jego krewnych, znajomych, przyjaciół. W każdym wywiadzie mówił: »Myślałem, że zwariuję, ale szachy mi pomogły. Szachy uczą przegrywać« – pisze Stefan Gawlikowski. Zmarł w trakcie jednego z turniejów szachowych w Maladze. Obserwował jedną z partii i nagle dostał zawału serca. Był lipiec 1997 roku.

Modę na szachy wśród polskich Żydów kreowali przemysłowcy łódzcy i warszawscy, kupcy i sklepikarze z Nalewek i Gęsiej, wreszcie młodzi ludzie pragnący żyć zgodnie z hasłami haskali, a więc wyrwać się z getta – nawet tego niewidzialnego – i zasymilować się ze społeczeństwem polskim

Fragment książki „Arcymistrzowie”

Historia przedwojennych szachowych arcymistrzów przynosi jeszcze jedną interesującą obserwację. Zanim wybuchła druga wojna światowa, zdecydowaną większość środkowoeuropejskich gwiazd szachownicy stanowiły osoby pochodzenia żydowskiego. W przypadku naszej reprezentacji, która odnosiła wtedy największe triumfy, ten odsetek wynosił nawet osiemdziesiąt procent. Dlaczego to właśnie Żydzi zawsze stanowili światową czołówkę?

Przez lata pojawiało się wiele prób wytłumaczenia tej zależności. Jedni wskazywali na zdolności matematyczne, przywoływali Talmud i specyficzny rodzaj myślenia, którego wymaga jego studiowanie. Inni odwoływali się do wyjątkowych cech religii żydowskiej i podkreślali skłonność Żydów do spekulatywnego myślenia. „Szachy to była religia oświeconego Żyda, religia, która dała Polsce wiele medali i kolosalny prestiż w świecie szachowym” – zauważa w swojej książce Stefan Gawlikowski.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/arcymistrzowie-zapomniana-polska-potega/by5m9c?utm_v=2&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_source=wiadomosci_viasg