Wiesenthal cz. 4 ( 5 )

TOM   SEGEV

WSTĘP

Przyslal Tomek Kassian

SZKLANA URNA

 


Była to pierwsza wizyta Wiesenthala w Izraelu – przyjechał z polskim paszportem. Został przyjęty ze wszystkimi honorami, ale niepokojono go pytaniami, które wszakże same się nasuwały: gdzie zostały zebrane prochy, skąd pewność, że rzeczywiście są to prochy ofiar, i w jaki sposób ustalił, Że liczba zamordowanych Żydów w obozach koncentracyjnych na terenie Austrii sięga 200 tysięcy: jedna z gazet twierdziła, że prawdopodobnie jest zaniżona, i podała, że chodzi o 250 tysięcy. Gazety starały się ukryć prosty fakt, iż jest to pochówek symboliczny, i opisywały urny, jakby rzeczywiście Zawierały prochy setek tysięcy zamordowanych .

Wiesenthal był bardzo wzruszony. „Szedłem za urna zawierającą pro chy – napisał – i przypomniałem sobie w tej chwili moich bliskich, rodzinę, przyjaciół i tych wszystkich, których jednym, jedynym grzechem było, że urodzili się Żydami. Spojrzałem na urnę i zobaczyłem twarz mojej matki, dokładnie tak, jak widziałem ją po raz ostatni tego tragicznego dnia, gdy rano wyszedłem z domu do przymusowej pracy na zewnątrz getta, nie wie dząc, że nigdy już jej nie zobaczę”

Pochówek prochów ofiar Zagłady był zaledwie pierwszym krokiem w dużo bardziej ambitnych planach Wiesenthala: zamierzał wznieść olbrzymi budynek, jak mówił – mauzoleum, upamiętniający zamordowanych (przed okupacja hitlerowska studiował architekturę), Zaprojektował obiekt, który proponował wybudować w górach otaczających Jerozolimę, gdzie póź niej miano by przenieść urnę zawierające prochy ofiar Zagłady z cmentarza Sanhedria. Naszkicował coś w rodzaju podium wyłożonego marmurem, a na nim dwie przerażające wieże, dokładna kopia bramy z obozu w Mauthausen, z kamienną kopuła, pod którą znajdowała się okrągła sala pamięci z czarną podłogą. Projekt miał symbolizować likwidację obozów żydowskich uchodźców w Austrii przed ich wyjazdem do Izraela,

Wiesenthal był pełen energii, pewny siebie, miał poczucie własnej wartości. Już wówczas ujawnił się jego talent do załatwiania trudnych spraw. Zanim przybył do Izraela, wysłał swój projekt mauzoleum różnym organizacjom i ważnym osobistościom w wielu państwach. Wielu obiecało mu pomoc. Kiedy w kwietniu 1952 roku wysłał kopię projektu Ben Guriona, pisał: „Jesteśmy w stanie zebrać pożądaną sumę pieniędzy w ciągu dwóch lat”. Kancelaria premiera grzecznie poinformowała go, że projekt został przekazany do Yad Vashem .

Wiesenthal nie zadał, żeby mianowano go architektem mauzoleum, cho ciaż prawdopodobnie oczekiwał, że tak się właśnie stanie. Gdyby jego projekt został przyjęty, być może osiedliłby się w Izraelu i zajął architekturą. „Namiot Pamięci” który później powstał na terenie Yad Vashem w Jerozolimie, przypomina salę pamięci Wiesenthala; część prochów, które przywiózł do Izraela, przeniesiono później do „Namiotu Pamięci”, chociaż Wiesenthal w tym nie uczestniczył. Nigdy więcej nie zajmował się architekturą.

Dramat Szymona Wiesenthala można odnaleźć w kilkuset teczkach zawierających około 300 tysięcy kartek: są to listy, które otrzymał jako „łowca nazistów” i kopie listów, które napisał sam w ciągu tej trwającej sześćdziesiąt lat pracy. Pierwsza teczka powstała w 1945 roku. Wiesenthal, wówczas chodzący szkielet (ważył 44 kilogramy), dopiero co wrócił z obozu w Mauthausen, bez żadnej nadziei ani planów. Na tej samej półce, dziesięć metrów dalej znajduje się teczka z lat osiemdziesiątych, a w niej odręcznie napisana kartka: „Drogi Szymonie, dbaj o siebie, bądź szczęśliwy. Kocham Cię. Jesteś nam wszystkim bardzo potrzebny. Elizabeth Taylor”.

Zakonczenie juz jutro

  1. Poprzednia czesc

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: