ŻYD STOSOWANY

Nie mówię, że wszyscy Polacy są antysemitami. Mówię, że w polskiej kulturze odruch antysemicki, antysemickie „wyjaśnienia”, antysemickie kalki są zawsze gotowe do startu. To, co antysemickie, staje się w Polsce neutralne. Stereotyp postrzega się jako rzeczywistość, mit jako fakt. I tak w polskiej pamięci zostali żydowscy bankierzy, lichwiarze i handlarze, a wypadł z niej polski ekonom i jego bicz, którym trzaskał po plecach chłopów niezgorzej niż dozorcy niewolników na plantacjach bawełny na południu USA. Esej Bożeny Keff.


Od dwóch-trzech lat w ramach imprezy FestivALT – Nowe nurty radykalnej sztuki żydowskiej w Krakowie kilka osób robi coś w rodzaju happeningu, odwołującego się do polskiego – czy wszechpolskiego nawet – zwyczaju wieszania w domu wizerunku Żyda z pieniążkiem.

Jak powszechnie wiadomo ów „Żyd” (tu piszę w cudzysłowie, bo to „każdy Żyd”, The Jew) stosowany jest jako manager i strażnik finansowego powodzenia nieżydowskiego domu. Od czasu do czasu wiesza się go głową w dół, żeby Żydowi wypadły z kieszeni pieniądze – albo żeby je po prostu oddał. A czasem tak po prostu wisi sobie głową w dół.

W roku 2017 happening polegał na tym, że autorzy – Żydzi ze Stanów i Kanady – ustawili coś w rodzaju kramiku, w którym zasiadał Żyd kanadyjski, aktor, a zarazem „każdy Żyd”. Miły z twarzy, z brodą niedużą, w czapce z daszkiem, w koszuli i kamizelce. Użyczał powodzenia finansowego za niewielką opłatą. Przyjmował złotówkę lub więcej, księgował wpłatę w tradycyjnej, papierowej księdze rachunkowej. Interesanci mogli jeszcze potrzeć jego brodę i – traktując rzecz serio lub nie – odejść.

Agnieszka Graff w „Wysokich Obcasach” pisze: „Kanadyjski aktor Michael Rubenfeld urządził na krakowskim Kazimierzu artystyczny happening (…). Do Żyda kanadyjskiego dołączył polski – Jan Gebert”.

Jan Gebert kolekcjonuje wizerunki „żydka z pieniążkiem” i uważa je za „wyraz podświadomego pragnienia, by jakoś wypełnić wyrwę po żydowskiej ludności”.

„Żyd” jest podobno obecny w polskim folklorze w różnych rolach, nawet jako symbol płodności, o czym pisała Alina Cała. Jednak Żyda z pieniążkiem nie było w nim aż do przełomu ustrojowego, w 1989. Potem te wizerunki coraz bardziej się upowszechniły, tak, że dziś jest to polski Żyd stosowany. W warszawskiej żydowsko-polskiej restauracji Samson przy ulicy Freta przy szatni stoi ładne, realistyczne popiersie Żyda – takie z rodzaju charakterystycznych, z palcami złożonymi w „szczyptę”. Jakiś czas temu ktoś włożył mu w tę „szczyptę” pieniążek, a popiersie zmieniło temat: jak Żyd, to i pieniądz.

To dlatego powszechność wizerunku „żydka z pieniążkiem” odczytuję jako odpowiedź antysemickiej kultury na nowe okoliczności ekonomiczne. Antysemickiej, to znaczy o mocno i głęboko zakorzenionym antysemickim prawzorze, który ma różne mutacje i różnie się objawia w kulturze. Użycie symboli i języka tego wzoru jest łatwe, bo leży on, by tak rzec, na polskiej ziemi rodzinnej, pod językiem, pod ręką, pod nogą.

„Żydek z pieniążkiem” jest polską odpowiedzią na kapitalizm, na polskie, neoliberalne podejście do niego, na fakt, że polskie państwo w myśl polskiego najpowszechniejszego rozumienia neoliberalizmu pozostawiło ludzi samym sobie. Nie znaczy to oczywiście, że ludzie wieszający żydka w sieni są tego świadomi lub że zgodziliby się ze mną. Nie – Żyd ma im po prostu pomóc, a właściwie trzeba go do tej pomocy zmusić. Wieszanie człowieka głową w dół (a nawet jego wizerunku) jest bowiem gestem przemocy – w tym wypadku przemocy symbolicznej. To gest żądania, a nie prośby.

Dlaczego Żyd, by zadać to śmieszne pytanie? Właśnie. Bo któż lepiej od „Żyda” wie, jak sobie radzić z kapitalizmem, z bankiem, z interesem, z pieniądzem? Czyż „Żyd” nie zajmował się geszeftem? Nie robił szacher-macher? W polskim ludowym i nieludowym imaginarium jest to oczywiste.

Zdarzało mi się wykrzywić na ten wizerunek i wtedy słyszałam zdania (raczej już wygładzone lub autentycznie naiwne): „No, przecież Żydzi w Polsce zajmowali się handlem i mieli z tego pieniądze. Czy nie tak?”. Kiedy indziej znów mówi się, że „żydek z pieniążkiem” jest pozytywną figurą, bo chwali żydowską umiejętność zarabiania, gromadzenia, zarządzania finansami. Czy to coś złego?

Nie. Złem zaś jest to, że ludzie nie widzą czego i jak używają, co stosują.

To, czego się już nie mówi, a czasem nie myśli nawet, ale co jest tradycyjną konsekwencją tego sposobu widzenia to to, że ów żydek to wysłaniec w świat krętych interesów, abrakadabrycznych zasad ekonomii i bankowości. On już wie, jak sobie tam poradzić, jak się zakręcić, bo wie przecież, jak się rządzi gazetą, fabryką czy światem na swoją korzyść. Żydzi się na tym znają. A Rotszyld? (Główny Żyd z pieniążkiem, zaraz po Judaszu). A bank taki i owaki, żydowski? Linia graniczna między umiejętnością zarabiania i gromadzenia a rządzeniem światem na naszą zgubę czy biedę nie istnieje. I nie o to chodzi, żeby istniała. Ta linia nie ma znaczenia.

Chodzi o to, żeby Żyd z pieniążkiem nie istniał, żeby opuścił polskie mózgi.

Jest to życzenie utopijne. Jest to życzenie, żeby polska kultura zmieniła jeden z podstawowych swoich paradygmatów – paradygmat antysemicki. Nie chodzi oczywiście o samego „żydka z pieniążkiem”, który jest jak wysypka, którą wyrzuciło na skórę kultury wraz z innymi zjawiskami, których charakter jest jawniej i agresywniej antysemicki. Chodzi o diagnozę, o nazwanie choroby i uznanie jej powszechności. Chodzi o antysemicki prawzór, wzorzec wtopiony w treści polskiej kultury tak mocno, tak przepleciony, zmelanżowany z innymi treściami, że dla wielu ludzi porządkowanie i pojmowanie świata bez niego jest niemożliwe.

Uwaga: nie mówię, że wszyscy Polacy są antysemitami. Mówię, że w polskiej kulturze odruch antysemicki, antysemickie „wyjaśnienia”, antysemickie kalki są zawsze gotowe do startu, gotowe do użycia. Są zawsze pod ręką – w myśleniu, w języku. To, co antysemickie staje się neutralne, stereotyp postrzega się jako rzeczywistość, mit jako fakt. Jak w przypadku „żydka z pieniążkiem” właśnie.

Oczywiście użytkownicy polskiej kultury często nie rozpoznają antysemityzmu w tym wizerunku. Jakżeby mogli rozpoznać, skoro wychowano ich i ukształtowano tak, że nie mają takiego sitka, którym by mogli ten antysemityzm odłowić? Odwrotnie, to sitko jest antysemickie, w tym znaczeniu, że zatrzymuje to, co uznane za żydowskie i używa tego w opozycji do tego, co polskie. Polacy nie potrafią szacher-macher, geszefty nie płyną w ich krwi, kręte drogi bankowości są im obce, pieniądz się do nich nie klei – bo nie są Żydami. Jeśli więc chcą pieniędzy, muszą zgodnie z wzorcem kultury przywołać swoich „żydków”, a następnie wyciągnąć im z gardła (z kieszeni) to, co im się należy.

Prawdziwa historia Żydów w Polsce nie ma tu znaczenia. Nie chodzi o to, że ich tu wymordowano, gołych, poza prawem do życia, obdartych ze wszystkiego, że umierali masowo i strasznie. I nie o to chodzi, że w 1968 roku, po 23 latach od zakończenia wojny, wypędzono jeszcze tę resztkę z resztki w ohydny sposób.

Chodzi o to, że Żyd i pieniądz są złączeni na zawsze w polskich głowach. Bez całościowej diagnozy nie będzie leczenia. Bez przyznania i uświadomienia sobie, że problem jest całościowy, terapia się nawet nie zacznie.

A powinna się zacząć od edukacji, więc na razie i tak nie ma o czym mówić. Niemniej tę wiedzę o różnych aktach antysemityzmu, o powszechności antysemickich postaw, o Żydzie z pieniążkiem w każdym domu trzeba syntetyzować, a nie rozdzielać na mniejsze kęsy, które dają się strawić. Nie wolno chcieć pocieszeń, jeśli ma się coś zmienić. Nie wolno igrać z czadem, z dymem, który powstał z TEGO ognia. Z TAMTYCH ludzi.

Żydzi i pieniądze to rzeczywiście odwieczne skojarzenie. Pierwszy Żyd znany wszystkim chrześcijanom, który zarobił na złej sprawie, to Judasz. Przez długie wieki był synonimem Żyda w ogóle. Może dziś zbladł jako symboliczny wzorzec Żyda, ale nie zniknął – a już na pewno nie w Polsce.

Po Judaszu następują lichwiarze, handlarze, bankowcy i inni Żydzi z pieniążkami. Polacy często wierzą, że Żydzi niegdyś sami wybrali sobie te zajęcia – z zamiłowania. Ale nikt sobie nie wybierał zajęć w średniowiecznym kastowym społeczeństwie; zajęcia przydzielano i dziedziczono. Czy nie uczą o tym w szkole?

Gminy żydowskie w Europie, od średniowiecza po XX wiek, podobnie w okresie Zagłady, wiedziały, że są skazane na posiadanie pieniędzy. Musieli opłacać niezliczone podatki (o wiele więcej niż chrześcijanie), musieli mieć na wykupywanie się przed wygnaniem, przed pogromem, przed szantażem. Musieli mieć pieniądze, żeby przeżyć w świecie chrześcijan, a potem żeby w nim cokolwiek osiągnąć.

W Polsce historycznie zaś społeczności żydowskie bywały rozpaczliwie biedne. Opisuje to między innymi Heinrich Heine, który wybrał się na tereny, które należały do I Rzeczypospolitej przed rozbiorami, a po nich do Prus. Był zaszokowany nędzą i „okropnymi norami”, w jakich mieszkali Żydzi. Ale w polskiej pamięci i często w nauczanej historii zostali karczmarze, lichwiarze, bankierzy etc. Ciekawe, że wypadł z niej polski ekonom i jego bicz, którym trzaskał po plecach chłopów niezgorzej niż dozorcy na plantacjach bawełny na południu Stanów.

Lecz cóż, nie mówimy tu przecież o rzeczywistości, tylko o mitologii.

http://krytykapolityczna.pl/kultura/zyd-stosowany-polska-esej-bozeny-keff/

2 komentarze to “ŻYD STOSOWANY”

  1. Stereotyp Zyd/geszeft/pieniadze istnieje takze w Danii,gdzie mieszkam od prawie 50 lat,sam sie z tym kilkakrotnie spotkalem.

  2. Pan minister biedny wariat i do tego głupi ! Ręce opadają bo co tu komentować-minister kultury daje ”dobry przykład”

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: