Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 87

 

Jarek

Wiersze, piosenki i opowiadania zbieram od czasów szkolnych. Wyszperane z najbardziej zapomnianych zakamarków opuszczonych strychów oraz zakurzonych bibliotecznych półek, znalezione przypadkowo w starych czasopismach i książkach… Wpisywane mozolnie do zeszytów aż do 1996 roku, kiedy to postanowiłem „wrzucić” je do Internetu. Tak powstała strona „Listów z krainy snów…” (www.wiersze.co). Niech ponownie ożyją i będą źródłem nadziei i siły dla innych…


Dziś wracamy do klasyki. Pamiętam z dzieciństwa, kiedy bawiąc się w warsztacie dziadka w Nowym Sączu, lubiłem wynajdywać w szufladach, metalowych pudełkach i innych zakamarkach tego fascynującego miejsca… stare, zardzewiałe klucze o dziwnych kształtach. Zastanawiałem się wtedy, do otwarcia jakich tajemnych drzwi służyły. Były jedynymi drogowskazami, prowadzącymi do nieodkrytych skarbów…

Dlatego pozostał mi wielki sentyment do starych, dużych kluczy i to nurtujące pytanie, jakie drzwi kiedyś otwierały i komu…

Poniżej piękny wiersz Leopolda Staffa:

Dzieciństwo

 

Poezja starych studni, zepsutych zegarów,
Strychu i niemych skrzypiec, pękniętych bez grajka,
Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka
Drzemie – były dzieciństwu memu lasem czarów…

Zbierałem zardzewiałe, stare klucze… Bajka
Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów,
Że otworzy mi zamki skryte w tajny parów,
Gdzie wyjdę – blady książę z obrazu Van Dycka.

Motyle-m potem zbierał, magicznej latarki
Cuda wywoływałem na ściennej tapecie
I gromadziłem długi czas pocztowe marki…

Bo było to jak podróż szalona po świecie,
Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście…
Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście… jak szczęście…

* * *

Leopold Staff przyszedł na świat dokładnie 140 lat temu, 14 listopada 1878 roku we Lwowie. Był synem Františka Staffa, lwowskiego cukiernika, prezesa „Ogniska czeskiego” w tym mieście. Zaliczany do czołowych poetów młodopolskich, w okresie międzywojennym stał się Leopold Staff duchowym przywódcą skamandrytów. Już za życia nazywany był „pomnikiem polskiej poezji”. W okresie okupacji niemieckiej całość twórczości Staffa trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana z przeznaczeniem do zniszczenia. W 1950 roku nominowany do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Pomimo otaczającej go sławy, starał się nie wyjawiać szczegółów swojego życia – będąc w sędziwym już wieku, spalił niemal całą swoją osobistą korespondencję…

PS. Przepraszam za przerwę w cyklu „Wierszy na dzisiejszy wieczór”. 4-ego listopada brałem udział w maratonie w Nowym Jorku. Trudna trasa (sporo podbiegów głównie na mostach i wiaduktach), wiodła przez pięć dzielnic tego wielkiego (8,6 mln mieszkańców) miasta: Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx, Manhattan. Na początku miałem sporo obaw, ponieważ dzień wcześniej brałem udział w innym biegu w Nowym Jorku – Dash to the Finish Line (spod siedziby ONZ do mety w Central Parku). Jednak obecność ponad 52 tys. biegaczy z całego świata oraz niezwykła atmosfera i doping 2,5 mln kibiców wzdłuż całej trasy uodparniały na ból i dodawały skrzydeł. Wrażenia i emocje na mecie NYC maratonu nie są możliwe do opisania – to tak, jakby zdobyć Mount Everest, wyżej jest już tylko niebo…

Nie zatrzymuję się jednak. Kiedyś przeczytałem, że „A journey of a thousand miles begins with a single step” oraz „Don’t be afraid to dream”. Pojutrze mam kolejny bieg, w Lesie Kabackim w Warszawie…

Miłych snów i marzeń

Jarek Kosiaty

Wszystkie wpisy Jarka

TUTAJ

„Listy z krainy snów” – www.wiersze.co

One Response to “Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 87”

  1. Najserdeczniejsze podziekowania i zyczenia kolejnych „odkryc”, zdobyczy, sukcesow…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: