11 listopada nie był wyjątkiem. Antysemityzm i nacjonalizm to w Polsce codzienność

JAKUB HALCEWICZ-PLESKACZEWSKI

11 listopada szedłem z przodu „biało-czerwonego” prezydenckiego marszu, by na koniec zatrzymać się przy Stadionie Narodowym i czekać, aż po długich dziesiątkach minut wpatrywania się w niebo czerwone od rac przejdzie ten prawdziwy Marsz Niepodległości. Obserwowałem go, robiłem zdjęcia, nagrywałem urywki.


Całe wydarzenie miało swoją własną dynamikę: długi język tłumu przesuwał się przez most Poniatowskiego, a im dłużej szedł, tym bardziej radykalne hasła intonowali liderzy pochodu. W końcu zatem przyszedł szowinizm – „Polska antybanderowska!”, „Praca tylko dla Polaków!”, „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski!” – i antysemickie „Szechter przeproś za brata!”. Wyrzucane przez setki gardeł slogany łączyły się w powiew grozy, znacznie wyraźniej wyczuwalny wtedy na warszawskiej ulicy, niż później w mówionych czy spisanych relacjach z tego wydarzenia.

Antyukraińskie hasła można rozumieć jako wyraz obaw pewnej części polskiego homogenicznego społeczeństwa przed imigrantami – z ich własnymi tożsamością, kulturą i obyczajami. Ale pogarda wobec Adama Michnika, wyrażana nie tylko w cytowanym haśle, miała w sobie coś irracjonalnego, nie łączyła się przecież z życiowym doświadczeniem tego tłumu ani tego pokolenia; jednocześnie była najbardziej agresywna, bo gniazdowy narodowiec/kibol – słowami, które wykrzykiwał – odbierał Michnikowi prawo do bycia człowiekiem.

Antysemityzm w umysłach

Na szczęście – można by pomyśleć – Marsz Niepodległości mija, zaczynają się zbliżać święta Bożego Narodzenia i zmęczenie dyskusjami o nacjonalistycznych i antysemickich wybrykach nagle wyparowuje. Jednak nie tym razem. Od 11 listopada minęło zaledwie kilka dni, a antysemityzm nie daje o sobie zapomnieć: oto dowiadujemy się, że ksiądz (i profesor na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim) Tadeusz Guz „naucza” o żydowskich mordach rytualnych. Powiela w ten sposób najbardziej utarte schematy kłamstw, które stworzyły fundamenty antysemityzmu i dziś – wydawałoby się – powinny być dawno zapomniane. Ale nie są. Antysemityzm nie zniknął ani z ulic (marszów), ani Kościołów (umysłów niektórych księży).

Jednoznacznych reakcji na antysemityzm wciąż jest za mało i nie rozwiązują one problemów. Warto jednak zauważyć, że w obu listopadowych przypadkach obserwujemy reakcje skrajnie różne. Inaczej zachowuje się Kościół, a inaczej rządzący politycy.

Reakcja Kościoła i nieporadność prezydenta

Władze Archidiecezji Lubelskiej i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (po tym jak Polska Rada Chrześcijan i Żydów nagłośniła antysemickie wypowiedzi ks. Guza) od razu wydały wspólne oświadczenie, w którym odcięły się od księdza wykładowcy, oświadczając, że jego antyżydowskie wypowiedzi są nieprawdziwe i niedopuszczalne, a duchowny działa na własną rękę i odpowiedzialność. Powołały się na słowa Jana Pawła II z jerozolimskiego instytutu Jad Waszem. Papież Polak powiedział tam w 2000 roku, że „Kościół Katolicki, kierując się ewangeliczną zasadą prawdy i miłości, a nie żadnymi względami politycznymi, głęboko ubolewa z powodu nienawiści, prześladowań i przejawów antysemityzmu, jakie kiedykolwiek i gdziekolwiek spotkały Żydów ze strony chrześcijan” (zresztą Jan Paweł II jest autorem wielu innych jasnych i dosadnych sformułowań, choćby tego, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”). Dodatkowo w ubiegłorocznym dokumencie „Chrześcijański kształt patriotyzmu” polski Episkopat stwierdza, że nacjonalizm jest postawą niechrześcijańską, a „nienawiść – to siła rozkładowa, która prowadzi do choroby i zwyrodnienia dobrze pojętego patriotyzmu”. W oficjalnym nauczaniu Kościoła nie ma zatem miejsca na antysemityzm. Wierni mają się do czego odwołać (wypowiedzi papieży, episkopatu, dokumenty), aby to potwierdzić. I choć ks. Guz nadal może uważać swoje, dobrze wiemy, co w tej sprawie myślą władze jego archidiecezji i uczelni.

Inaczej z narodowcami z Marszu Niepodległości, którzy od teraz mogą stawiać kroki jeszcze pewniej niż dotąd, bo przecież ich pochód niejako autoryzowali swoją obecnością prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, prezes partii rządzącej i jej liczni działacze. Różne skandaliczne zachowania – w tym wykrzykiwanie rasistowskich, szowinistycznych i antysemickich haseł – to nie incydenty, ale stałe (więc spodziewane) punkty Marszu, jego konstytutywne elementy. Każdy, kto uczestniczy w Marszu, jest świadomy, do czego dołącza i legitymizuje to. Wprawdzie niektórzy prawicowi publicyści wciąż podkreślają, że prezydent zorganizował własny, odrębny marsz, który szedł przed marszem narodowców, ale przypomnijmy, że Andrzej Duda kilka dni wcześniej w wywiadzie „Rzeczpospolitej” zapraszał na Marsz Niepodległości (a przecież wiedział, z czym to się je). Ostatecznie dwa marsze – i prezydencki, i narodowców – zaczynały się w tym samym miejscu i o tej samej porze; nawet logistycznie trudno było wybierać, czy chce się iść z prezydentem, czy z narodowcami. Dlatego trudno się dziwić opinii publicznej, w tym zagranicznym mediom, że pokazują Dudę na czele nacjonalistycznego pochodu z jego hasłami. Sam prezydent doprowadził do takiego biegu wydarzeń…

I dlatego w listopadzie w kwestii antysemityzmu jest 1:0 dla Kościoła, który reaguje wyraźnie, natomiast egzaminu nie zdaje państwo, które przyzwala. Obecne obchody Święta Niepodległości w towarzystwie narodowców pokazują, że „dobra zmiana” w polityce historycznej niestety jeszcze się umacnia i odsłania nieznane dotąd oblicze. Działania prezydenta wokół 11 listopada potwierdzają krążące ostatnio opinie, że nie dorósł do roli.

Kwaśniewski w Jedwabnem

Tak na zakończenie przypomnijmy więc, że w Polsce może być – bo było – inaczej. Otwieram antologię Adama Michnika „Przeciw antysemityzmowi 1936-2009” (Universitas 2010) i czytam w gruncie rzeczy zapomniane i sprowadzone jedynie do przeprosin przemówienie Aleksandra Kwaśniewskiego w Jedwabnem: „Rzeczpospolita Polska przecież trwać powinna, w polskich sercach i umysłach. I jej obywateli obowiązywały, powinny obowiązywać, normy państwa cywilizowanego, państwa o wielowiekowych tradycjach tolerancji i zgodnego współżycia różnych nacji i religii. Ci, którzy brali udział w nagonce, bili, zabijali, podkładali ogień, popełnili więc zbrodnię nie tylko wobec swych żydowskich sąsiadów. Są winni również wobec Rzeczypospolitej, wobec jej wielkiej historii i wspaniałej tradycji” – mówił przed laty polski prezydent i nie można tym słowom odmówić ani dumy, ani realizmu.

Dziś przemówienie Kwaśniewskiego zdobi jedną ze ścian Domu Historii Europejskiej w Brukseli, co oczywiście gra polskiej prawicy na nerwach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w idealnym państwie PiS i pod panowaniem ustawy o IPN za podobne słowa Kwaśniewski byłby po prostu zaszczuty.

Przyslala Rimma Kaul

 

 

 

 

 

https://www.newsweek.pl/polska/11-listopada-nie-byl-wyjatkiem-antysemityzm-i-nacjonalizm-to-w-polsce-codziennosc/lr8b3tx

 

One Response to “11 listopada nie był wyjątkiem. Antysemityzm i nacjonalizm to w Polsce codzienność”

  1. aleksander 24/11/2018 at 09:04

    Antysemityzm w Polsce jest niestety powszechny i niestety narasta.To wynik braku zdecydowanej reakcji ze strony władz i pobłażania dla antysemitów.Jest to również skutek braku odpowiednich działań władz oświatowych i pomijanie tego problemu w programach szkolnych.
    Natomiast odmiennie moim zdanie wygląda problem opisany w zdaniu:”Antyukraińskie hasła można rozumieć jako wyraz obaw pewnej części polskiego homogenicznego społeczeństwa przed imigrantami”.To nie jest moim zdaniem prawda.To wyraz pamięci o dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów zbrodni ludobójstwa na polskich obywatelach i ciągłej antypolskiej polityki władz i społeczeństwa ukraińskiego.
    Niestety,oburzając się słusznie na ukraiński nacjonalizm robimy to samo w stosunku do Żydów.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: