Hasło

Zenon Rogala

 


Jednego należało być pewnym, że tak jak co roku, tak będzie również i dzisiaj. Wiadomo, że nie może być inaczej. Pogoda w tym dniu musi być murowana. Pogoda ze słońcem i lekkim wietrzykiem na spocone czoła. O deszczu, czy ulewie myśleli chyba tylko wrogowie ustroju. A nawet, jeśli życzyli złej pogody uczestnikom marszu Pokoju, mogli być pewni, że ich życzenia się nie spełnią, bo pogoda i tak będzie marszowa. Marszowo postojowa. Postojowa, bowiem w trakcie marszu, co kilkaset kroków cała kolumna zatrzymywać się będzie w różnych miejscach miasta. Więcej czasu zajmować nam będzie stanie w oczekiwaniu na dalszy marsz, niż samo przejście pierwszomajowej trasy. Tak przecież było co roku.
Te postoje były najciekawsze, bo można było zmieniając szyk marszowy, przemieszać się w tłumie i udać się akurat w okolice gdzie stały, albo najładniejsze dziewczyny, albo kumploszczaki, z którymi można było się umawiać na pomarszowe piwo. Najczęściej jednak powodem odejścia z kolumny marszowej były rozstawione wzdłuż trasy prowizoryczne uliczne stragany, gdzie można było kupić specjalnie już wcześniej przygotowane i zapakowane kanapki z szynką. I choć piramidy tych świątecznych zawiniątek szybko topniały, to odświętnie ubrane panie bufetowe sięgały pod lady do wielkich koszy, skąd wyjmowały nowe zawiniątka i błyskawicznie odbudowywały kanapkowe ostrosłupy. Te mini punkty żywnościowe też były ozdobione papierowymi chorągiewkami, a także kolorowymi balonikami z nadrukowaną na nich tą najważniejszą dla Świata Pracy datą.
Baloniki skierowane ku niebu uparcie próbowały, będąc w zmowie z wiatrem, wyzwolić się ze sznurkowej uwięzi, aby z wysokości rozgłosić całemu imperialistycznemu światu i naszym klasowym wrogom pilną informację o dobrobycie i społecznej sprawiedliwości w naszym kraju. Niech imperialiści zobaczą w jakim wspaniałym jest nastroju i jak dobrze odżywia się klasa robotnicza i brać studencka. Co prawda, w tym dniu można było kupić tylko jedną kanapkę, bo starczyć powinno dla wszystkich. Po dokonaniu świątecznej transakcji wielu uczestników maszerowało, ale już w całkiem dowolną stronę, czyli opuszczało marszowe towarzystwo po angielsku.
– Nie ważne czy ktoś jest członkiem Partii, ważne czy myśli o przyszłości swojej Ojczyzny. Ja mimo, że jestem bezpartyjna, jutro zjawię się na dziedzińcu Uczelni na zbiórce przed wymarszem – Ewa pięknie mrużyła swoje oczęta.
Dzisiaj na uczelnianym dziedzińcu był już spory tłum. Znaczyło to, że i tak przyszedłem trochę za późno, bo rozdane już były biało czerwone szturmówki, ale i za wcześnie, bo o tej porze można było załapać się tylko na flagi czerwone. Tych zawsze było w nadmiarze i jakoś nie cieszyły się wielkim powodzeniem.
– Mam nadzieję, że pomożesz koleżance w niesieniu tak treściwego transparentu, – Ewa była wyraźnie zakłopotana politycznie.
– A jeśli nie zjawi się mój umówiony kolega z geografii, możemy razem donieść pod samą trybunę to słuszne zawołanie, przez co przyczynimy się do zaistnienia w naszym kraju sprawiedliwości społecznej.
Rzeczywiście po rozwinięciu płóciennych falbanek, transparent ukazał postępowe dla naszej wsi hasło ZIEMIA CHŁOPOM.
 Ta kolejna już przerwa w pochodzie trwała zdecydowanie za długo. Wyczerpał się już teoretycznie bezdenny worek z dowcipami marszowych towarzyszy. Opowiedziane zostały nawet te zakazane dowcipy i demonstranci przypominali balony, z których zeszło powietrze.
Obok Poczty Głównej korek trwał już ponad dopuszczalną normę.
Na moje szczęście niespodziewanie pojawił się kolega z geografii i drugi koniec słusznego transparentu trafił we właściwe ręce. Poczucie wolności poniosło mnie w okolice, gdzie kusił ocieniony zakątek Plant.
Cyganów było trzech. Gitara, Harmonia i Skrzypce. Odpoczywali. Wyraźnie odpoczywali na ławeczce na Plantach. Jeden wypisz wymaluj Zbigniew Zapasiewicz z filmu „Ostatnie takie trio”. Śniadolicy panowie tradycyjnie wszyscy w kolorowych koszulach z rękawami obowiązkowo podwiniętymi. Spodnie u każdego elegancko wyprasowane. Włosy natarte specjalnym żelem wyglądały jak mokre błyszczące wodorosty. Obowiązkowo modne długie baki i szpakowate wąsy. Mimo, że dzień był świąteczny panowie nie byli w świątecznych nastrojach.
Może dlatego, że ich repertuar muzyczny był niezbyt aktualny dla dzisiejszej okazji. Nie zawierał elementów walki klasowej, tylko gloryfikował indywidualne uczucia damsko męskie. Zamiast wzywać lud roboczy na barykady, wolał prezentować złociste chryzantemy w kryształowym wazonie. Dlatego romska orkiestra ze swoim repertuarem wyraźnie nie pasowała do sytuacji. Perspektywy na zapełnienie dzisiaj kapelusza brzęczącą monetą były raczej znikome.
– Będą wracać z pochodu, to my już im zagramy to na co czekają i co najbardziej lubią. Po pochodzie ludzie wolą posłuchać ludowego repertuaru – ten w kapeluszu był najbardziej kontaktowy.
– Na pewno widzieliście panowie te różne hasła niesione na transparentach. Czy jest takie najważniejsze dla was, po trzydziestu latach od odzyskania wolności? Co napisalibyście na swoim transparencie?
Zapasiewicz spojrzał mi w oczy i zdjął kapelusz w geście uszanowania,
– TRZYDZIEŚCI LAT CYGAŃSTWA

Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

One Response to “Hasło”

  1. Dobrze napisane. szkoda ze z gory sie wie ze zadnego zwyciestawa nie bedzie, wszystko jest stracone, jak to sie mowi; psy szczekaja a konwoj przechodzi…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: