LIBERALNY DESPOTA — MIECZYSŁAW GRYDZEWSKI

9 stycznia 1970 zmarł w Londynie Mieczysław Grydzewski. Urodził się 75 lat i 13 dni wcześniej w Warszawie. W 1920 roku założył, a następnie redagował i wydawał czasopismo literackie „Skamander” pełniące rolę trybuny dla młodych poetów, którzy szybko urośli do rangi najważniejszych twórców pokolenia: Jarosława Iwaszkiewicza, Jana Lechonia, Antoniego Słonimskiego, Juliana Tuwima i Kazimierza Wierzyńskiego. Kilka lat później Grydzewski stworzył tygodnik „Wiadomości Literackie”, jedno z najbardziej wpływowych czasopism społeczno-kulturalnych międzywojnia, w którym pierwsze skrzypce grała ta sama piątka poetów, wspomagana przez kolejnego wirtuoza, Boya-Żeleńskiego.

Grydzewski był organizatorem nowej epoki – wspominał Marian Hemar – stworzył wtedy coś, co zawsze jest w literaturze najtrudniejsze do stworzenia, w każdym jej okresie najbardziej cenne i wartościowe, stworzył środowisko. Przemienił grupę znajomych w przyjaciół, przyjaciół w kartel poezji, połączył ich wspólnotą sławy, której każdemu przydzielał.

Współpracownicy „Wiadomości” mówili o swoim redaktorze, że jest liberałem-despotą. Liberałem z przekonań politycznych; despotą w pracy redakcyjnej. Wykonywał ją samodzielnie, za biuro mając własne mieszkanie przy ulicy Złotej 8 w Warszawie. Nadesłane rękopisy poprawiał dogłębnie, niezbyt przejmując się protestami ich autorów. Grydzewski, zajmując się sprawami „Skamandra”, „Wiadomości”, a także innych czasopism, jak „Przyjaciel psa”, których to zwierząt sam był najwierniejszym przyjacielem, pracował niemal bez przerwy. Złośliwe plotki mówią o tym, że nawet udając się w Paryżu do lupanaru, brał ze sobą plik korekt. Był niezwykle skrupulatny. Ja – mawiał – kiedy mam cytować „Jeszcze Polska nie zginęła”, to naprzód sprawdzam.

Wielkość Grydzewskiego nie opierała się jednak na jego umiejętnościach edytorskich, w których miewał zresztą swoje dziwnostki, wyrzucając na przykład z niektórych tekstów wszystkie przecinki przed „że”. Grydz – jak nazywali go znajomi – potrafił doskonale komponować pismo w spójną całość. A w przypadku „Wiadomości” było to szczególnie trudne, przez ich eklektyczny charakter – zarówno jeśli chodzi o rodzaj drukowanych materiałów (niby poetyckie, ale debiutował tu też prozaik Bruno Schulz), jak i estetyczne oraz polityczne przekonania autorów. Swoje teksty publikowali tam zarówno liberalni skamandryci, jak i krytyczni wobec nich teoretycy awangardy, czy sympatyzujący z endecją Adolf Nowaczyński.

Grydzewski, podobnie jak duża część jego współpracowników, należał do najwybitniejszych polskich intelektualistów żydowskiego pochodzenia. I podobnie jak oni był za swoje pochodzenie atakowany przez endecję, a redagowane przez niego „Wiadomości” uznawane za „niepolskie z ducha”. Redaktor, inaczej niż Tuwim czy Słonimski, nie toczył jednak z antysemitami publicystycznych batalii. W ogóle mało pisał, twierdząc, że piórem posługuje się gorzej, niż tego wymaga od innych. Do sprawy endeckiej nagonki na „Wiadomości” podchodził też chyba z większym dystansem niż inni. Znane jest jego żartobliwe powiedzenie, że nie bez racji przykleja się jego czasopismu łatkę „żydokomuny”, skoro „redaktor był z pochodzenia Żydem. Komunę zaś reprezentował sekretarz redakcji [Władysław] Broniewski”.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: