Żydowski głos w Organizacji Narodów Zjednoczonych

 

 

Marian Truski przemawiający w ONZ.


Są wśród nas ludzie, którzy uważają, że upamiętniające imprezy w Międzynarodowym Dniu Pamięci o Holocauście są w najlepszym wypadku formalnością, a szczytem hipokryzji zdaniem tych, którzy nie mogą się pogodzić z tym uroczystym upamiętnianiem obok coraz bardziej szalejącego antysemityzmu ujawniającego się na różnych poziomach w różnych krajach z Organizacją Narodów Zjednoczonych włącznie.

Mogę zrozumieć, jak powstała ta krytyka, ale sądzę, że tych dwóch rzeczy nie należy łączyć. Antysemityzm jest postawą, mentalnością, praktykami, które są tak stare, jak historia. Poprawne byłoby powiedzenie, że antysemityzm jest stanem umysłowym, postawą, typem zachowania. Czy istnieje ktokolwiek o trzeźwym umyśle, kto sądzi, że któregoś dnia uwolnimy się od tego? Kiedy się ujawnia, musi jednak być uznany za działania niezgodne z prawem, tak samo jak wszelkie inne podżeganie do nienawiści.

Szczególnie – z powodu Szoah.

Pamiętanie i upamiętnienie jest czymś innym. Jest warunkiem wstępnym godności każdego człowieka. Czy mamy odmówić upamiętnienia, bo podejrzewamy o pustosłowie i powtarzanie rok po roku formalności, wyłącznie z udawaniem? Nie sądzę – a swój wniosek opieram na ponad 25-letnim doświadczeniu.

Wierzę w szczerość organizatorów imprez upamiętniających ofiary Holocaustu – pod warunkiem, że zarówno uczestnicy, jak organizatorzy są znani z ogólnej przyzwoitości.

Mam dwa kryteria uczestniczenia w międzynarodowych obchodach Holocaustu: szczerość i szacunek. Niektórzy ludzie mogą nie być w wystarczającym stopniu świadomi faktów, które są tak istotne dla narodu żydowskiego w 75 lat po Szoah, ale jeśli ich empatia jest szczera, absolutnie warto dzielić z nimi scenę naszej pamięci. Dowiedzą się. Widziałam to wiele razy przez ponad 25 lat zajmowania się w wielu krajach rozmaitymi upamiętnieniami Holocaustu, zarówno w styczniu, jak w kwietniu w Jom HaSzoah. Jeśli istnieje szacunek wobec tragedii, to upamiętnienie obchodzi się we właściwy sposób. Pozostaje w pamięci na dobre i przybliża każdego obecnego o krok bliżej światła.

Początkowo podczas upamiętnień organizowanych przez i w Unii Europejskiej atmosfera była dobra i liczyło się każde słowo uczestników.  Te czasy minęły i obecnie są to wytworne imprezy, które dla mnie są puste i zimne, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, kim są ludzie, którzy dzisiaj kierują polityka zagraniczną maszynerii Unii Europejskiej – proirańscy ugłaskiwacze i przysięgli wrogowie Izraela. Starania organizatorów, dla których Holocaust ma znaczenie, nie mogą przezwyciężyć ogólnej wrogości dzisiejszej UE.

A jesteśmy także świadkami tak perwersyjnych „upamiętnień”, jak to, co zdarzyło się w Polsce za jej obecnego rządu namiętnych rewizjonistów historii z ultranacjonalistycznymi demonstracjami – i hasłami „rozprawienia się z Żydami i wykopania ich z kraju”, które miały miejsce u bram Auschwitz w dniu upamiętniającej ceremonii, na której obecni dygnitarze dowiedzieli się od niedouczonego premiera, że „Holocaustu nie dokonali naziści, ale Niemcy Hitlera”. Ten rząd może spokojnie zatrzymać dla siebie tak zwane „upamiętnienie”. Nikogo nie oszukają.

28 stycznia, na parę godzin przed południem w Nowym Jorku, dostałam e-mail od drogiego przyjaciela, Mariana Turskiego. „Wyobraź sobie, że piszę ten e-mail z Nowego Jorku: sekretarz generalny ONZ zaprosił mnie, bym wygłosił mowę na specjalnej sesji Zgromadzenia Ogólnego na rzecz Międzynarodowego Dnia Pamięci o Holocauście”. Oczywiście, że mogę to sobie wyobrazić: Marian Turski jest gigantem w globalnej pamięci o Holocauście. Był więźniem Auschwitz-Birkenau, jest członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej, wice przewodniczącym legendarnego i niesłychanie ważnego Stowarzyszenia Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, przewodniczącym Rady Muzeum Żydów Polskich POLIN. Jest pisarzem, który od 70 lat ściąga wielkie liczby czytelników. Jest także jednym z najbystrzejszych umysłów, jakie znam.

93-letni Marian poleciał z Warszawy do Nowego Jorku, żeby przemawiać z podium ONZ podczas ich głównego upamiętnienia Holocaustu 28 stycznia 2019 roku. Nasz drogi przyjaciel jest w świetnej formie i wygląda, jak zawsze, wspaniale. A potem zaczyna mówić. (Przemówienie Mariana jest na filmie wideo zamieszczonym tutaj w miejscu 1:00:48.) Jest to znakomite przemówienie. Gorąco polecam wszystkim obejrzenie i wysłuchanie go. Każdego słowa. Każdego zdania. I tej długiej ciszy po słowach człowieka, którzy przeżył Auschwitz, Buchenwald i dwa Marsze śmierci, a miał pod koniec wojny zaledwie 19 lat.

Miałam szczęście słyszeć w życiu wiele przemówień Mariana Turskiego. Nigdy się nie powtarza. W tym najnowszym przemówieniu z podium Narodów Zjednoczonych mówił elokwentnie i znakomicie o najgorszej rzeczy za czasów nazistowskiego reżimu. Nie będę powtarzać jego wspaniałej mowy – jest tutaj i można jej posłuchać. Powiem tylko, że było to przemówienie wspaniałego Człowieka, z najlepszymi zaletami żydowskiego narodu, z godnością, wolnością, potęgą umysłu i odwagą w sercu. Swoim przemówieniem w ONZ Marian Turski napełnił dumą miliony Żydów na całym świecie. Przemówienie Mariana ulokowało wszystko na właściwym miejscu z olbrzymią i pozornie łatwą, naturalną precyzją. Tą precyzją, która wynika z żydowskiej historii, kiedy ofiary nienawiści świata, tak w przeszłości, jak obecnie, są wolniejsze i potężniejsze niż ich ciemiężcy. To zdarza się rzadko i jest znanym zjawiskiem od czasów Masady.

http://www.listyznaszegosadu.pl/notatki/zydowski-glos-w-organizacji-narodalw-zjednoczonych

A Jewish voice at the United Nations

J.Wire, 1 lutego 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Dr. Inna Rogatchi

Mieszkająca w Finlandii autorka, badaczka i reżyser filmowy. Wspólnie z mężem, Michalelem Rogatchi prowadzą The Rogatchi Foundation.

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: