Naszyjnik

Zenon Rogala

Wiosna zaczęła się wzorcowo. Nastał wreszcie czas światła, pogody i ciepła. Już od wczesnego świtu nie dawały mi spokoju. Dzisiaj, kiedy po krótkim śnie obudziłem się zaskakująco wyspany, cały świat tonął już w słońcu. Było więc jasne, że to moi pobratymcy i klakierzy, ukryci w pobliskich zaroślach, na powitanie, na zmianę udzielali sobie głosu. Każdy śpiewak starał się mnie przekonać, że to on właśnie mnie obudził i jemu należy się moja muzyczna wdzięczność i nutki uznania. Dzisiaj szczególnie głośno dopominali się abym w aktualnej kompozycji zaznaczył ich indywidualny wkład do mojej pracy. Oni dopominali się dźwiękowego dowodu wdzięczności. Jak co rano, dostarczali mi szerokiej gamy dźwiękowego bogactwa. Mogłem do woli brać i wybierać z wzorców płynących z przeciągłych świstów drgających gardełek i modulowanego tremolo. Ich chęć koleżeńskiej pomocy mocniejsza była od pokusy wylegiwania się w ciepłych gniazdkach ukrytych w gęstwinie. Wiedzieli, że jak co rano, rozpocznę dzień od muzycznego powitania i na dzień dobry usłyszą ode mnie dźwiękową odpowiedź. Byli pewni, że odświeżę im na powitanie dźwięki z wczoraj wykonywanego walca. I byli pewni, że uwzględnię w aktualnej kompozycji ich sugestie repertuarowe. Koncert niewidocznych śpiewaków, twórców pozornej kakofonii powoli zamieniał się w uporządkowany ptasi koncert. Jedne przenikliwym świstem dopominały się pierwszeństwa, inne o nieco niższych głosach dostojnie co pewien czas przypominały o swoim istnieniu i nieustępliwie powtarzały swoje wyćwiczone frazy.
Uwielbiam tę współpracę. Tylko wiosną i tylko o porannym brzasku możliwa jest taka wymiana muzycznej życzliwości, tym bardziej, że drzwi salonu wiodące na taras całą dobę pozostawały otwarte. Świat jeszcze drzemał i okoliczna przestrzeń nie była zakłócona dźwiękami dnia codziennego. Na odgłosy życia wioski przyjdzie pora kiedy z okolicznych domów zaczną wyjeżdżać do pracy pojazdy i rozpocznie się kontynuacja wczorajszych, późnym wieczorem przerwanych prac domowych. Niebawem odgłosy maszyn i narzędzi zawładną przestrzenią położonej w dolinie wioski i przemieszają się z porannym hałasem czworonożnych najwierniejszych stróżów, tych łańcuchowych obrońców ludzkiego dobytku.
     Poza aktywnym o tej porze ptactwem niebieskim przyjdzie też czas na odgłosy innych porannych śpiewaków. Nie da prosić się o koncert walczące o prawo głosu ptactwo domowe i niebawem usłyszę szczególnie hałaśliwe koguty, popisujące się znajomością muzycznej pobudki wykonywanej rutynowo z zamkniętymi oczami, oraz kury nioski szczęśliwe co rano, ogłaszające hałaśliwym gdakaniem rekordowe urodzaje.
       Jeszcze w piżamie, jeszcze rozczochrany usiadłem przed tym czarnym sezamem dźwięków. Wyłamane z zawiasów palce, rozgrzane poprzez ocierane o siebie przed poranną przebieżką po klawiaturze stojącej przede mną skarbnicy dźwięków za chwilę zaczną kolejną wersję wielkiego utworu. Wprowadzony w chwilowy bezruch zaproponowałem pierwsze akordy. To wiosenny walc Szopena, a także wiosna moja, to wiosna mojej rodziny. Już skończyłem rozgrzewkę, gdy jakby ściągnięty niewidzialną siłą odwróciłem się w stronę drzwi.
Berenika stała w nocnej koszuli i boso. Włosy niestarannie spływały po ramionach. Wiedziałem, że płakała, że jeszcze przed chwilą płakała. Podchodziła w moją stronę powoli i jakby nieufnie.
 – Zagrałeś to co wczoraj. To co grałeś wczoraj w nocy.
 – W nocy się śpi, a nie podsłuchuje. – coś czułem, czułem jakiś kłopot.
Ująłem jej zapłakaną buzię w dłonie i posadziłem na kolanie.
– Co się stało kochanie, dlaczego płakałaś?
Okręcała wokół paluszka kosmyk swoich włosów.
  – Płaczę, bo jest mi dziwnie, bo jak słucham twojego grania to łzy z brzuszka idą mi do głowy i potem już nie mogę ich zatrzymać i wylewają się z oczu. Nie chcę płakać, ale one same wylewają się, jakbym myła się od środka.
Widziałem jej wrażliwość na muzykę już od jakiegoś czasu. Nie wiedziałem tylko jakie przemeblowanie dokonuje się w tej maleńkiej główce.
– Córeńko, kochana moja, taka jest muzyka. Rozwesela, albo smuci.
A te łezki, – kochanie, to koraliki na twój życiowy naszyjnik.

Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: