Nieskończone wieki Purim

 Daniel Greenfield (sultan knish)

Przekład Marek Eyal – Fajtlowicz z upoważnieniem autora

 

 


Dziś rozpoczyna się obchód festiwalu Purim. Purim jest żydowskim świętem często zaniedbywanym poza bardziej religijnymi gminami w Ameryce i państwie Izrael, ponieważ upamiętnia próbę eksterminacji Żydów. A przecież wszyscy wiemy, że już dawno nie ma takiego problemu.

Gdyby Purim zakończył się jakąś mądrą dyplomacją siłową i lekcją tolerancji, liberalni Żydzi mogliby być bardziej skłonni go obchodzić. Niestety zdarzenia kończą się gdy ludobójczy szaleniec zostaje powieszony na drzewie, a Żydzi walczą o życie, wygrywając i zabijając swoich wrogów.

I zamiast czuć się winnym, ich potomkowie jedzą ciastka, przebierają się w kostiumy i upijają się. Przynajmniej ci z ich potomków, którzy wierzą w przetrwanie zamiast w poddanie.

Liberalni Żydzi narzekają na różnice wartości między nimi a izraelskimi Żydami, którzy upierają się na przetrwaniu zamiast poddaniu się. Mają jeszcze większe różnice wartości wobec Żydów w Biblii. I wobec Żydów przez całą historię. Nie wspominając już o religii narodu żydowskiego.

Im bardziej liberalny jest Żyd, tym mniej prawdopodobne że obchodzi święta swojego narodu, ponieważ te kolidują z jego światopoglądem i wartościami. Mojżesz, Machabeusze i Mordechaj nie wydają się wzorami do naśladowania, nawet jeśli przemianujesz ich na działaczy społecznych walczących z uprzedzeniami. Jest w nich coś nieubłaganie krwiożerczego. Zamiast troszczyć się o zrównoważone środowisko lub prawa gejów, ci spacerują po ciałach swoich wrogów bez żalu i przeprosin. Opowiadają się za swoim ludem w godnym pożałowania pokazie plemienności, który utrwala cykl przemocy zamiast głosić Tikkun Olam ( „Poprawa świata” żydowska organizacja w USA).

Historia Megillah, zwoju Estery, jest opowieścią o tym, jak Mordechaj, potomek pierwszego żydowskiego króla Izraela, zlekceważył Wielkiego Wezyra wielokulturowego imperium, odmawiając mu pokłonu. Uparty Benjaminita tak rozwścieczył wezyra, że ten zaplanował zabić wszystkich Żydów.

Mądrą rzeczą byłoby pokłonić się Hamanowi. Zaprosić go do AIPAC i pozwolić mu na wygłoszenie przemówienia, a następnie dać mu owację na stojąco. Wtedy ważny urzędnik mógł być gotów pomóc walczącym o przeżycie Żydom z Drugiej Wspólnoty w Izraelu. Zamiast tego ten zaściankowy fanatyk obraził Hamana. A rozgniewany Agagita postanowił zdusić nowo odrodzoną Drugą Wspólnotę Izraela i wszystkich innych Żydów w całym Imperium Perskim.

Odmawiając pokłonu Hamanowi, Mordechaj obrócił kiedyś umiarkowanego Hamana w ekstremistę. Zradykalizował go. Żydowscy przywódcy pośpieszyli zapewnić Hamana, że ten fanatyk w żaden sposób nie reprezentuje ich wartości tolerancji i ustępliwości. Czyż nie uczestniczyli w festiwalu, w którym święte naczynia ich własnego ludu były używane do serwowania wina i spirytusów tłumowi? Zamiast oczekiwać powrotu do swojej kraju pod koniec przepowiadanego 70- letniego okresu wygnania, wiwatowali brutalnego tyrana i uczynili Sushan, jego stolicę, nowym świętym miastem.

Kilkadziesiąt tysięcy ludzi wróciło do Izraela który imperium zaludniło innymi ludami. Tam walczyli o przetrwanie, budując połowę dnia i wartując z włócznią od czasu gdy gwiazdy wyszły, aż do wschodu słońca. Większość Żydów pozostała jednak w Imperium Perskim. Walczące osiedla Żydów pod przywództwem ostatniego proroka wydawały się propozycją niezbyt ponętną. Przyszłość należała do imperiów, do Babilonu, Persji i Rzymu.

Nie było już miejsca na dumę Mordechaja. To była godzina Hamana. Izrael odszedł i nigdy nie wróci. Odbudowa świątyni była marzeniem głupca. Po co iść w jakieś miejsce z którego przyszli twoi przodkowie, harować na gorącym słońcu, dusić się kurzem i spać z włócznią u boku, oczekując ataku nomadów, którzy osiedlili się na tej ziemi?

W Sushan wino jest obfite, bazary nigdy nie są zamknięte, a imperium nigdy nie upadnie.

W nowym imperium nie ma miejsca na starożytne sny. Nie ma miejsca na stare bajki o niewolnictwie i wolności. Być może w dawnych czasach jakieś bóstwo wyzwoliło ich z Egiptu, ale tutaj, w nowoczesnej teraźniejszości, to przecież upadek imperium babilońskiego wyprowadził ich z niewoli i dał im miejsce wśród ludów podległych nowemu imperium. Ukłonili się Hamanowi i nowemu porządkowi. Zrezygnowali ze swoich marzeń i religii i pili z wina na festiwalu króla. Na swoich kanapach śnili, że ujrzeli przed sobą nowy świat.

Ale Mordechaj, zaściankowy fanatyk, którym był, widział tylko stary świat. I był zdecydowany walczyć o niego. Nie chciał pozwolić, by stare sny umarły. Nie chciał pokłonić się Hamanowi i wyobrazić sobie, jak zrobiło to wielu żydowskich przywódców, że pewne przystosowanie do zła może być dokonane na obopólnie korzystnych warunkach. Mordechaj nie był człowiekiem Imperium. Był Ish Yehudi. Żyd.

Przejrzał przez iluzję imperiów i nowych wieków. Zobaczył, co widział jego pierwszy przodek, gdy spojrzał w niebo. Widział, że jedyną prawdziwą trwałością jest G-d. Narody upadną, imperia zginą, a nawet gwiazdy się wypalą. Tylko G-d przetrwa.

I tak nie pokłonił się. Haman zrozumiał, co oznaczała jego odmowa.

Gdyby Mordechaj odmówił ukłonu z osobistej dumy, Haman mógł zabić jego i jego rodzinę. Ale Mordechaj odmówił pokłonu Hamanowi, ponieważ był Żydem. Haman wyczuł, że starzec go przejrzał. Cesarz był nagi. Starzec w łachmanach przy bramach nie czcił władzy. Mógłby rządzić, ale nie miał na to apetytu. Czcił tylko G-d.

Czy to było osobiste przekonanie? Haman zbadał i dowiedział się, że Mordechaj był członkiem niepojętego ludu. Ludzi którzy nie czczą imperium, ale wielbią G-d.

A więc wszyscy musieli umrzeć. Król został przekupiony. Listy zostały zapieczętowane i wysłane. Dekret był wyrokiem śmierci. Wszystko było stracone.

Ale Mordechaj widział więcej niż nagość Hamana, pełzającego, niepewnego lokaja, przepełnionego nienawiścią do perskiego władcy, schlebiającego mu i pragnącego najwyższej mocy, której nie mógł mieć. Widział nagość imperium i jego wiek. Jego oczy widziały konie i pałace, szeregi skrybów piszących dekrety, haremy, biurokracje i armie.

Mordechaj wiedział, że to wszystko przeminie. Przejrzał przez iluzję że każdy wiek niesie ze sobą koniec historii, nową erę, której osiągnięcia zrywają z przeszłością i wprowadzają bezgraniczną przyszłość. Widział że cień przecina zegar słoneczny, ściany walą się i nowa era historii zostaje pochowana pod gruzami czasu.

Wygnanie dzieli naród żydowski na Żydów i Żydów Nowego Wieku. Żydzi wędrują po swoim meandrującym kursie przez historię dyskutując z przeszłości, którą współcześni ludzie uważają za mit i legendę, bardziej starożytną niż ta historia o Troi, i nawet bardziej dyskusyjną.

Żydzi Nowego Wieku zawsze witają nadejście nowej ery historii, jasnego i lśniącego płaskowyżu, który powoduje że wszystkie te stare spleśniałe przekonania stają się kompletnie nieistotne. Historia kończy się i zaczyna się nowy wiek ludzkiego postępu. Wiek Aleksandrii, wiek Sushan, wiek Berlina. W jaki sposób, w tej nowej epoce, można oczekiwać, że odniosą się poważnie do kilka dawnych baśni opowiadanych przez barbarzyńców? Takie rzeczy nie są dla oświeconych świadków szczytu ludzkiej cywilizacji.

Starzy Żydzi wiedzą, czego nie wiedzą Żydzi Nowego Wieku, że historia się nie skończyła, że przeszłość wciąż jest z nami i że ma ostre zęby. Wiedzą, że natura człowieka nie zmieniła się, że jego wyrafinowanie jest wciąż tylko skorupą i że prędzej czy później skorupa pęknie. Jeśli nie od wewnątrz, to zostanie rozłupana z zewnątrz.

Ci, którzy czują czas w ich kościach znają wzorce historii, czytając wieki jak konstelacje, nigdy nie zatracą się w jednym wieku ani nie popadną w błąd nowej ery. Wiedzą, że pod słońcem nie ma niczego nowego. Maszyny mogą przychodzić i odchodzić, ale świat jest miejscem zepsutym, ponieważ serca ludzi nie odwróciły się od swoich dróg. Pamiętają więc, że każdy wiek nosi w sobie ziarna swojej ruiny. Są świadkami ruiny, wychodzą z popiołów i ruszają dalej.

Liberalne pietyzmy witają nową erę, skupiają się na ultymatywnej transformacji historii z rąk mesjaszy, którzy obiecują nadzieję i zmianę, którzy nas podniosą i zainspirują, aby uczynić świat lepszym miejscem. Ale historia nigdy się nie kończy. To jest lekcja Holokaustu, Purim i niezliczonych innych przerażających wizyt przeszłości w czasie obecnym. Błyszcząca nowa era, która zaczyna się od wielkich publicznych widowisk i pokazów mocy i potęgi imperium, kończy się na zwłokach i na mężczyznach i kobietach walczących o życie.

Żydzi tacy jak Mordechaj to rozumieją. Żydzi Nowego Wieku nie.

Konfrontacja między Mordechajem a Hamanem była zderzeniem dwóch różnych koncepcji historii. To było współzawodnictwo o duszę żydowską.

Mordechaj sprzeciwił się Hamanowi aby przypomnieć Żydom, którzy porzucili religię i naród dla nowej epoki imperium perskiego, o brzydkich i krwawych prawdach pod pustym splendorem tego nowego wieku.

W każdym wieku dusza żydowska jest prawie stracona, a następnie odkupiona. Naród zbliża się do skraju zagłady, ale przeżywa. Mordechaj zrozumiał, że przyszłość Żydów nie zależy od imperium perskiego. Zależy od ich gotowości

zapamiętania kim byli. W ten sposób przeciwstawił się Hamanowi i doprowadził do Holokaustu i ostatecznej walce Żydów o przetrwanie.

Purim, święto poprzedzone postem obchodzonym przez ludzi idących do bitwy i ich bliskich, nie polega na przebaczaniu wrogom, stopniowemu opodatkowaniu czy wychodzeniu z szafy. Chodzi o przetrwanie. Nie zwykłe przetrwanie, ale takie „ze skórą między zębami” ( w znaczeniu przeżycia w warunkach niemożliwych, Hiob 19:20) , ten moment objawienia, który odciąga zasłony świata materialnego i przypomina nam o niemożliwości naszego przetrwania według wszystkich ziemskich reguł na których oparte są nowe wieki. Przypomina nam, że za kulisami świata cegieł i zapraw, świata stali i pary, jest coś zupełnie innego. Siła, która rozbija wieże historii, która ratuje nas, gdy powinniśmy byli zginąć i która powierzyła nam misję. Przypomina nam czym jest świat, przypomina nam o sobie i tym, kim jesteśmy.

Kiedy stoisz na krawędzi śmierci, życie jest objawieniem. To nie nasza śmierć pod egipskim słońcem, ostrza i kule tysiąca imperiów i królestw, ani krematoria Dachau, które są naszą obsesją. To jest ten moment przetrwania. Objawienie, że nawet wśród okropności wszystkiego czego byliśmy świadkami, i niewyobrażalnych czynów, które musieliśmy wykonać aby przetrwać, zdołaliśmy powstać z martwych, widzieć jak ciało pokrywa nasze kości i stanąć żywi na ziemi. Za każdym razem gdy przeżywamy, przypomina się nam kruchości świata i naszych wrogów, którzy mimo że dzierżą każdą moc i sztuczkę, nie są zdolni nas zniszczyć. Za każdym razem, gdy wstajemy, przekraczamy świat i konfrontując się z naszymi zmarłymi, konfrontujemy się z naszą nieśmiertelnością.

To nie jest czysto radosne przeżycie. Dzień Purim poprzedzony jest dniem postu. Przed świętem nadchodzi dzień bitwy, gdy walka o przetrwanie, długi upadek w otchłań, ostatnie rozpaczliwe godziny, nagle ustępują wstrząsowi niemożliwego zbawienia. Pamiętamy ból, poczucie grobu zamykającego się nad nami, ciała rozrzucone wszędzie, pewność, że będziemy następni. Akceptujemy beznadziejność naszej sytuacji, a następnie wychodzimy z grobu i wychwalając B-ga, siadamy do uczty.

Taka jest żydowska historia. Obca dla Żyda Nowego Wieku, który ściśle przystaje do nowej ery i przestrzega jej zasad, wiar i obrządków, który patrzy nagannie na starych Żydów za ich odmowę przyjścia i przyłączenia się do cesarskich świąt, gdzie naczynia świątyni służą do picia i toastów tłumu, z radości że minęło już 70 lat i nadal nie ma szansy na powrót Żydów do Jerozolimy i odzyskania utraconej historii. „Przeszłość to przeszłość”, mówi Żyd Nowego Wieku. „Przeszłość to teraźniejszość to przyszłość” – mówi Żyd.

Festiwal Nowego Wieku jest obchodem końca historii, złotymi czasami, kiedy wszystkim zapewniona jest nieograniczona obfitość, gdzie wino i bezpłatna opieka zdrowotna nigdy się nie kończą, gdzie wszyscy żyją cały czas pod wspólnym rządem w idealnym braterstwie. Wielu Żydów przyciąga ten festiwal, jego złote naczynia, jego wielka obfitość i chwalebne ideały. Ale potem wchodzą do Wielkiego Wezyra i niektórzy z nich zaczynają marszczyć brwi, ponieważ chociaż nosi bogate szaty i mówi kojące słowa, jest potworem. Nie zawsze wiedzą skąd to wiedzą, ale mają dręczące uczucie które wkrada się w nich, że jest coś zgniłego w sercu tej nowej epoki.

Większość z nich wciąż mu się kłania, dotykając głowami podłogi, niektórzy nawet go obejmują i świętują jego wizję. Zapewniają innych, że jest naszym przyjacielem, jedynym człowiekiem, który może zrealizować obietnicę tego wieku, mądrym i szlachetnym przywódcą, którego wizja zmian przynosi nową nadzieję. Ale jedna lub dwie osoby trzymają się z dala od uczty i odmawiają mu pokłonu. Zamiast tego patrzą w kierunku Jerozolimy, gdzie kiedyś stoczono bitwę między dobrem a złem, i gdzie znów będzie walka. Znają go bo wiedzą czym jest.

Wielki Wezyr wie, że musi ich zniszczyć, ich wszystkich, ponieważ widzieli czym jest i przejrzeli płytkie pułapki złotego wieku głupców. Wiedzą, że świat jest czymś większym niż potęga ludzi i róg obfitości królów. Wiedzą, że nie jest wszechmocny, a kiedy na nich patrzy, marszczy twarz, bo on też to wie.

Tak więc podejmuje ryzyko, w tym świecie rządzonym przypadkiem, gdzie kaprys każdego władcy przeważa nad ciężarem historii. Ustawy są podpisane, prawa uchwalone, dekrety wydane, i urzędnicy z ogromnej imperialnej biurokracji poinstruowani aby poinformować każdego obywatela, że ich nowy wiek zostanie zainaugurowany krwią. Ludzie, którzy nie są poprawną częścią wielokulturowego imperium tych praw, muszą zostać zniszczeni w poprawnie demokratyczny sposób. Ludobójstwo przez crowdsourcing.

A potem Wielki Wezyr kończy zwisając na stryczku, czołgi przełamują się do Berlina, rydwany wpadają do morza, wąsaty dyktator umiera w sypialni w Moskwie, jego ubranie przesiąknięte własnym moczem – i wszystko potoczyło się na odwrót.

To stara historia i nowa historia. Ciągle ją opowiadamy, ponieważ ciągle to się dzieje. To nasza historia i historia świata. To historia, którą otrzymaliśmy od naszych rodziców i to jest historia którą przekażemy naszym dzieciom. To historia krwawej ofiary Nowego Wieku, która potoczyła się w innym kierunku. Ofiara zostaje przy życiu, zakrwawiona i pokiereszowana, Nowy Wiek popada w ruinę.

Purim istnieje, ponieważ królowa Estera prosiła Żydów Izraela o pisanie o niej przez pokolenia. Imperium perskie, którego stała się częścią, jej poświęcenie opuszczenia fizycznego strumienia żydowskiej historii, stając się za to istotną częścią

jego duchowej historii, upadnie. Nie w jej czasie, ale nieuchronnie potem. I tak jej pamięć będzie kontynuowana przez Żydów. Purim jest tą pamięcią.

Święta żydowskie obchodzą połączenie żydowskiego przetrwania i zaradności z G-d. Druga Wspólnota upadła. Izrael może upaść. Za tysiąc lat świat może niewiele być podobny do czegokolwiek my możemy sobie wyobrazić. A jednak gdzieś żydowskie dzieci będą świętować Purim, jak przez poprzednie tysiące lat. Mogą nawet świętować inne święta, wciąż niewyobrażalne, inne wspomnienia zbawienia od nadchodzących okropności i wspomnienia tragedii, których jeszcze nie doświadczyliśmy. A jeśli spojrzymy, przez historię, jak zrobił to Mordechaj za pośrednictwem Hamana i imperium perskiego, możemy zobaczyć ich po drugiej stronie, potomków tych którzy przeżyli bicze Egiptu, targi niewolników Babilonu, armie Rzymu , ogień i miecz, obóz koncentracyjny i zamachowca-samobójcę,

2 komentarze to “Nieskończone wieki Purim”

  1. Właśnie. A właściwie w jakim języku to jest napisane i o co chodzi?

  2. Możnaby dyskutować, gdyby artykuł był przetłumaczony na polski. Baruch ha szem coś tam zrozumiałem, tylko w ogóle nie wiem co ma znaczyć to G-d?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: