Stella Artois

Zenon Rogala

          Jest pięknie jasne, kusząco chłodne, obiecująco chwiejne. Belgijskie piwo Stella Artois. Jednym słowem jasne, chłodne, chwiejne. Jak każda gwiazda.
          Wilgoci i tak było na jej wargach dość, ale one jeszcze przed chwilą dodatkowo zwilżone tym złotym płynem wydawały się jeszcze bardziej kuszące niż dotąd. Za każdym razem, ilekroć podnosiła do ust, przeźroczystą szklanice piwa, doznawałem czegoś w rodzaju oczekiwania na podniecenie, które na pewno przyjdzie i napełni mnie elektryzującym napięciem. Sama rozmowa, bliskie sąsiedztwo, przypadkowe dotknięcia, zalotne poprawianie włosów, ten specyficzny dość często powtarzany przez nią zabieg upewniania się czy, aby włosy, które jeszcze przed chwilą założone za ucho są tam na pewno. A teraz warto to sprawdzić, a najlepiej powtórzyć ten gest, żeby mieć pewność. Te spojrzenia na boki, to nieznaczne błądzenie wzrokiem w przestrzeni poza mną, lekkie grymasy twarzy, a szczególnie raz otwarte szerzej, a raz węziej przymykane oczy, wszystko należało do przydanego przez naturę systemu podnoszenia erotycznej atrakcyjności i stanowiło zaledwie niewielką część, z całego arsenału środków taktycznych, koniecznych do przeprowadzenia przygotowania artyleryjskiego przed właściwym natarciem.
          – Smakuje ci – to nawet nie pytanie, to stwierdzenie i pewność, to propozycja zmiany, ale ciągle w tym samym temacie, jak odwrócenie kartki czytanej książki, to potrzeba skupienia uwagi na czymś pozornie innym. To fragment osobliwej gry dwóch skrajnych natur. To wzorcowa okazja, żeby zwrócić szczególną uwagę na cały szeroki system prezentowania okolic, nozdrzy, tych rejonów odpowiedzialnych za okolice górnej wargi i kącików ust. Tam szczególnie również poleca się również uwadze rolę, jaką odgrywa ten podstępny mieszkaniec ust, przeważnie różowy i zawsze mokry, mięsisty i plastyczny, jak potrzeba sztywny i uporczywy. Raz pokazujący się jedynie na moment, a niekiedy na dłużej, ten prowokator i szaleniec, ekwilibrysta i kusiciel – język.
          To wszystko dzieje się całkiem bezwiednie. To instynkt i natura tak to sprytnie wykombinowali, żeby łowić do zastawionej pułapki geny najlepszego partnera.
          Ale na tym nie koniec. Na tym dopiero początek. Bo oto wkraczają na pole, nie wojny, nie bitwy, nie potyczki, nie walki, ale na pole chwały, wkraczają te dwa szybkostrzelne działka strzelnicze, te dwa sprzężone ze sobą w bliźniaczej, skomasowanej, celnie trafiającej, bezpardonowo przytwierdzającej do ostatecznej, przepastnej ściany, posługujący się miotaczami iskier boskich, te dwa legendarne główne bojowe argumenty w podbojach – oczy. One to umieją podstępnie schować się za zasłoną rzęs, stworzoną na wzór średniowiecznych palisad budowanych przed oblężonymi twierdzami z ostrzami skierowanymi w stronę nieprzyjaciół . Spoza nich, kusicielsko -anielsko -diabelskie strzały tną bezwzględnie po oczach swej ofiary, która w swej egoistycznej naiwności sadzi, że została wyróżniona i wybrana do chwały, a nie wie, że to jest podstępny znak jej niechlubnej, rychłej zguby.
          – O, tak smakuje i to bardzo, dotąd sadziłem, że to piwo Stella Artois jest powodem, dla którego przyjechałem do Brukseli, ale teraz wiem, że przyjechałem tu, aby Ciebie spotkać w tym zacisznym pubie.

Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: