ZABAWA PURIMOWA W DANCE MACABRE

Ludwik Lewin


Przed Dniem Kobiet i Purim, które w tym roku dzieliło dwa tygodnie, dostałem francuską książkę pt. Walka Kobiet z Perspektywy Żydowskiej. Jest to zbiór referatów Izraelki dr Nelly Las, która od lat przedziera się przez gąszcz tych dwóch problemów.

Kilka dni później Akademia Francuska uznała za dopuszczalną feminizację, czyli używanie rodzaju żeńskiego w nazwach zawodów, stanowisk i stopni. Co w przybliżeniu do sytuacji w Polsce oznacza, że „profesorka” czy „dyrektorka” to już nie wyrazy mowy potocznej, ale oficjalny tytuł wykładowczyni uniwersyteckiej i pani kierującej instytucją lub przedsiębiorstwem.

Znaczy wszystko toczy się jak najlepiej na najlepszym z możliwych światów? Pewnie nie do końca, bo w tym samym mniej więcej czasie znów wpadł mi na ekran krążący od dziesięcioleci po Internecie, tłumaczony z rosyjskiego, paszkwil pewnego popa, który stara się udowodnić, że Dzień Kobiet wymyśliły żydowskie komunistki pod przewodem Klary Zadkin i że naprawdę jest to święto Estery, internacjonalistyczna wersja Purim, żydowska radość ze sprawionego Persom ludobójstwa, zapowiedź powtórzenia zbrodni, tym razem na skalę całego świata.

Tekst rosyjskiego teologa to w wymowie inna wersja Protokołów Mędrców Syjonu, ale autor odżegnuje się od jakiegokolwiek antysemityzmu, co jest w takich wypadkach regułą – niedawno polski polityk, po żydożerczym wpisie na FB, oświadczył, że każdy przypadek nazwania go antysemitą będzie zgłaszał do prokuratury.

Nie wiem jak potoczy się sprawa, ale nie ulega wątpliwości, że znajdzie się nie tyle w dobrym, co licznym towarzystwie. Antysemickie zajścia biją nowe rekordy w Niemczech, powtarzają się we Francji, nie ominęły Argentyny i trafiły znów do Ameryki.

Żydowska perspektywa z definicji nie jest mi obca, do feminizmu jest mi nieco dalej. I nie wiem czy zgodzę się z Nelly Las, gdy zauważa, że podobnie jak antysemici z irracjonalnym uporem zaprzeczają swemu antysemityzmowi, tak samo i przeciwnicy feminizmu protestują, gdy nazwać ich mizoginami.

W epoce globalizacji – pisze Nelly Las – pojawia się tendencja do odrzucenia jedynej i stałej tożsamości, na rzecz „tożsamości płynnych, hybrydowych, nieograniczonych limitami”. Jesteśmy zdaniem badaczki, w epoce post-tożsamościowej.

Ta koncepcja wynika z teorii „gender”, w której, w celu przezwyciężenia modelu paternalistycznego, nazywanego „fallocentrycznym”, burzy się i odrzuca różnice między „męskim” i „żeńskim”.

Jest to szkoła dosyć późna, powstała w ostatnim dziesięcioleciu ubiegłego wieku, ale wyrosła na od dawna przygotowywanym gruncie. Jej adepci nawiązują do słynnego zdania, a właściwie hasła z „Drugiej Płci” Simone de Beauvoir, „nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi”. I zmieniają je troszeczkę, ale jak znacznie w „nie rodzimy się kobietami – i niekoniecznie stajemy się nimi”.

Nelly Las zauważa, że Simone de Beauvoir, autorka tej przełomowej dla feminizmu książki, wzorowała się na swym towarzyszu życia Jean-Paulu Sartrze, który w broszurze „Rozmyślania nad kwestią żydowską” twierdził, że Żydem staje się pod wpływem spojrzenia innych, spojrzenia antysemitów. Stawanie się kobietą pod spojrzeniem patriarchalnego społeczeństwa, u Simone de Beauvoir, nie jest niczym innym niż sartrowskie „stawanie się Żydem” pod okiem antysemity.

Jesteśmy na skrzyżowaniu wszystkich uniwersalizmów, tych lepszych i tych gorszych, zawsze idealnych, rzadko prawdziwych, ale zawsze prowadzących do prawdziwych nieszczęść.

Pięknie brzmiały pewnie słowa Św. Pawła, gdy głosił, że nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego. Świat przyjął chrześcijaństwo, a niewolnicy jak byli, tak i zostali. Zostali również Żydzi, choć jako bogobójców próbowano się ich energicznie pozbyć, przy licznych okazjach i bez okazji. Uznani przez Ojców Kościoła za pozbawionych duchowości (tak samo zresztą jak kobiety, które również zostały), mogli być tępieni, a spory krążyły wokół tego czy należy nas do ostatka wyplenić, czy też pozostawić do drugiego przyjścia, jako świadków, jako świadectwo zła.

Reforma przejęła od katolicyzmu i bogobójstwo i oskarżenia o profanacje hostii i mord rytualny. Marcin Luter pisał o Żydach w roku 1543: Jesteśmy winni, jeśli nie mścimy przelanej przez nich, niewinnej krwi Pana naszego i chrześcijan. Naszą winą jest, jeśli ich nie zbijamy”.

Oświecenie i „emancypacja”, czyli zrównanie Żydów w prawach, jakie przyniosła francuska rewolucja 1789r. nie poprawiło sytuacji. Jedna z zasadniczych różnic między antysemityzmem rasistowskim, a wszystkimi innymi formami rasizmu, polega na tym, że te ostatnie znikają wraz z zanikiem różnic, podczas gdy antysemityzm pozostaje, a nawet potężnieje często wraz z asymilacją Żydów.

Antyjudaizm bił w Żydów przede wszystkim za ukrzyżowanie, ale widział w nich też cały czas obcego, kogoś o odpychającym stroju i obyczajach, kto swym wyglądem i całą osobowością przeciwstawia się asymilacji.

Nowoczesny antysemityzm asymilację Żydów uznał za najwyższe niebezpieczeństwo, a to dlatego, że trudni do rozpoznania, niewidoczni, jak krety podkopują porządek społeczny.

Jacques Rolland, komentator dzieł Emmanuela Levinasa, w niewidocznej, a więc tym bardziej nieznośnej różnicy, dzielącej Żydów od innych, widzi przyczynę prześladowań w Europie – zarówno komunistycznych nagonek, jak i szoa. I przemoc spadającą na Żydów porównuje do przemocy seksualnej lub rodzinnej, która jak pisze, „jest tym bardziej zajadła, że skierowana przeciw czemuś nieskończenie bliskiemu i nieskończenie dalekiemu”.

Izraelska badaczka feminizmu w sposób nadzwyczaj ciekawy omawia historię tego ruchu, jego różnorodne odgałęzienia i ewolucję, która jak to się często różnym ruchom zdarza, od pierwotnego zadeklarowania powszechnej solidarności kobiecej, prowadziła do podziałów na Kolorowe, przeciwstawiające się Białym, jak i na homoseksualne, odgradzające się od heteroseksualnych. I odnajduje równoległości między żydowskimi i feministycznymi niepokojami, pytaniami o istotę żydostwa i feminizmu, poszukiwaniem wyzwolenia…

Z przykrością przyznać muszę, że choć nigdy nie przychodziło mi do głowy by kobiety były istotami niższymi, boję się feminizmu, tak samo jak i wszelkich zaburzeń ustalonego porządku. A to dlatego, że za niestabilność natychmiast obciąża się Żydów.

Gdy ludzie nie wiedzą czego się trzymać, gdy tracą dotychczasowe drogowskazy, to wciąż wiedzą, że za zamieszanie – w domu, w pracy, w kraju, w Europie – odpowiedzialni są Żydzi. I jak od wieków, przekonani, że chcą się bronić, gotowi są do ataku. Wobec tej wrogości bezprzedmiotowe robią się rozważania o emancypacji, asymilacji i innych wybiegach, mających umożliwić jednoczesne przestanie bycia i pozostanie Żydem.

Zrozumiał to w latach 70 XX wieku niemiecki badacz literatury, Żyd, marksista i homoseksualista Hans Mayer, gdy pisał w swej książce Außenseiter (przetłumaczonej może nie najszczęśliwiej jako Odmieńcy): Nierówność kobiet mogła być upiększana galanterią. Nierówność pragnienia seksualnego mogła oscylować między niedającym rezultatu zamaskowaniem, jak u Andersena czy Czajkowskiego oraz równie bezskuteczną stylizacją na potworność u Geneta czy Rimbaud. Ale dla Shylocka, alternatywą jest zawsze Auschwitz albo Izrael.

Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

Pierwodruk ukazal sie w Slowie Zydowskim

2 komentarze to “ZABAWA PURIMOWA W DANCE MACABRE”

  1. Renata Zawadzka-Ben Dor 12/04/2019 at 09:29

    Nie mam nic przeciw feminizmowi dopóki domaga się zrównania praw. Wkurza gdy zaczyna domagać się praw specjalnych.

  2. Jak poglady i zrozumienie zmienia sie, tak wszystko pozostaje takie same. W koncu zawsze sie konczy na tym, ze Zydzi sa winni. Juz kilka dobrych lat przestalam sie starac zrozumiec o czym mowi mlodsze pokolenie – zamienilam sie w moich rodzicow. Na nich kolej tez przyjdzie. 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: