Notre Dame – histeria i egzaltacja

Jan Hartman

 


Zniszczenia są bardzo znaczne, lecz daleko mniejsze, niż się obawiano. Nie spłonęła katedra Notre Dame w Paryżu – spłonął jej dach, zawaliła się iglica, lecz kościół stoi i stoją jego dwie wspaniałe wieże. Udało się uniknąć najgorszego. Emocje opadły, rozum powrócił na swoje miejsce. Nie bagatelizujemy dramatu, który spotkał kulturę francuską, lecz nieproporcjonalna reakcja opinii publicznej zasługuje na refleksję.

Powszechne, wręcz globalne poruszenie można porównać z tym, co działo się po ataku na WWC w 2001 roku. To bardzo źle, że przychodzą nam na myśl takie skojarzenia, lecz są one uzasadnione. Wymiar obu tragedii jest zupełnie nieporównywalny – tam atak terrorystyczny, w którym zginęło niemal trzy tysiące osób – tu pożar, w którym nikt nie ucierpiał. Tam potworne straty w ludziach – tu wielka strata kulturowa. Nie powinno tak być, że skala emocji i reakcji jest w obu przypadkach podobna. Z zażenowaniem stwierdzam, że w ciągu pierwszych godzin takie podobieństwo było. Oprócz zwykłych wyrazów zdumienia, żalu i grozy, pojawiły się mniej czy bardziej groteskowe w swym patosie wizje Bożego gniewu i znaków apokalipsy. Ogień płonął na dachu katedry, a w internecie trochę śmieszno, a trochę straszno.

O czym to wszystko świadczy? Przede wszystkim o tym, że masa żądna jest silnych emocji – wspólnotowych przeżyć wzniosłości i grozy, tremendum, którego nie zapewnia już upadająca religia. Zamach terrorystyczny czy klęska żywiołowa – za każdym razem ta sama rutyna publicznego poruszenia serc czystych a wrażliwych. Emocjonalny fastfood, na który nie ma rady. Każdy zna te wzruszenia i każdy przeżywa je z tą samą narzuconą przez warunki wspólnoty prostodusznością i ubóstwem odcieni. Nie umiemy być mądrzy, gdy musimy być poprawni w swej przynależności do zatroskanej wspólnoty przerażonych żałobników.

A tymczasem jak dobrze wiemy z psychologii, gdy wydarza się nieszczęście, które nas bezpośrednio nie dotyczy, lecz angażuje nas emocjonalnie, nasz psychiczny interes polega na intensyfikowaniu i przedłużaniu przyjemności, jaka wiąże się z przeżywaniem wspólnoty grozy. Tym samym oczekujemy eskalacji (cudzego) nieszczęścia. Gdy płonie katedra Notre Dame, niektórzy chcieliby, żeby zaraz została ugaszona – większość, aby spłonęła za szczętem. Wtedy bowiem poczucie tragizmu i udział w publicznym żalu dadzą największą gratyfikację psychiczną. Niestety, ta ukryta żądza wrażeń i nieszczęść, jakie zdolne są tych wrażeń dostarczyć, powoduje, że narasta w nas potrzeba regularnego otrzymywania informacji o tragediach. Wytwarza się popyt, który sprzyja – bardzie lub mniej świadomie oferowanej podaży.

Pożar w Paryżu ma swoje dobre strony. Żal tych dzieł sztuki, które mimo wszystko uległy zniszczeniu (choć zdaje się, że nie ma ich tak wiele), lecz z drugiej strony naszym udziałem stało się ważne doświadczenie – nic nie jest wieczne i nietykalne. Nawet najbardziej strzeżone zabytki mogą spłonąć. A stąd płynie wniosek: nasz bezpieczny świat może w każdej chwili ulec katastrofie. I chyba jest czymś bardzo ważnym, abyśmy w tych trudnych czasach takie właśnie nauczki dostawali. A swoją drogą trzeba zazdrościć Francuzom potęgi ich kultury i jej symboli. Notre Dame to jeden z symboli Francji i Paryża. Do jakiejś więzi z Francją i z Paryżem poczuwają się miliardy ludzi. I nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem i sentymentem dla Kościoła katolickiego czy średniowiecza. Chodzi o miasto, o kraj, o ikonę, która weszła do obrazkowej biografii setek milionów ludzi, którzy odwiedzili kiedyś Paryż. Tylko tyle i aż tyle. Gdyby spłonęło pół katedry wawelskiej, nikogo by to poza Polską nie obeszło. I smuci mnie to bardziej, niż zwalona iglica Notre Dame, która tkwiła przecież i w mojej osobistej pamięci. Solidaryzując się z Francuzami, tym bardziej czuję się sfrustrowanym Polakiem, z którym nikt by się nie solidaryzował w analogicznej sytuacji. C`est la vie.

https://hartman.blog.polityka.pl/

6 komentarzy to “Notre Dame – histeria i egzaltacja”

  1. Jarosław Kosiaty 21/04/2019 at 12:58

    I jeszcze jedna, smutna refleksja. Przed pożarem katedry, która wymagała pilnego remontu, o pomoc apelował biskup Paryża. Zebrano wtedy (z wielkim trudem) dwa miliony euro. Teraz – w świetle kamer – bogaci przedsiębiorcy deklarują setki milionów (Bernard Arnault, do którego należą m.in. marki Louis Vuitton i Sephora zadeklarował 200 mln euro; tyle samo przekaże grupa kosmetyczna L’Oreal, a pomoc w wysokości 100 mil euro zadeklarował prezes grupy Kering, właściciela marek Gucci i Yves Saint Laurent). Ciekawa przy tym jest reakcja… muzułmanów. Apel do wszystkich muzułmanów we Francji o wsparcie odbudowy katedry wystosował rektor Wielkiego Meczetu Paryża Dalil Boubakeur: „Katedra, która jest świątynią Boga, klejnotem dziedzictwa narodowego, miejscem wielu modlitw na przestrzeni całej naszej historii, dla muzułmanów stanowi symbol Maryi, Miriam, matki Jezusa, 34 razy wspominanej w Koranie i celebrowanej przez całą surę (rozdział) 19.” „Ludzi dzieli się tylko na dobrych i na złych. Obojętna jest rasa, religia, narodowość.” (Irena Sendlerowa, 1910-2008).

  2. Jarosław Kosiaty 21/04/2019 at 12:15

    A mnie zadziwia obłuda. Kiedy burzone są piękne, stare gotyckie kościoły (mozolnie wznoszone i dekorowane dziesiątkami lat przez bezimiennych budowniczych i rzemieślników) tylko po to, aby zrobić miejsce na nowe supermarkety i parkingi, nie wzbudza to żalu ani nawet odrobiny refleksji… I nie chodzi wcale o aspekt religijny, ale wielowiekową tradycję, szacunek dla historii i pokoleń, które były przed nami… Czas pokaże, czy sprawdzą się słowa Józefa Piłsudskiego „Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.” Dotyczy to także kraju nad Wisłą, gdzie nadal niszczeje wiele pięknych zamków, pałacyków i dworków, a w miejscach, gdzie przed wojną kwitło w małych miasteczkach i wsiach życie społeczne, kulturalne i religijne (w tym licznych społeczności żydowskich), nie ma obecnie żadnego śladu, nawet lakonicznej, krótkiej informacji (nie wspominając o upamiętnieniu miejsc pochówku i zbiorowych mogił…). Nie szanujemy własnej (czasem trudnej i bolesnej) historii, ale mamy łzy w oczach patrząc na palący się, drewniany dach kościoła w Paryżu…

  3. Ewo, mnie raczej zaskoczyła moja reakcja, oglądałem pożar i miałem łzy w oczach, ja antychryst, antyklerykał i republikanin ! Le Notre Dame odwiedzałem parę razy w roku, najbardziej podobają mi się nieskończone wieże (przypowieść o wieży Babel kłania się) i rozety (les rosaces). A ten ciernie, czy zaschnięte mumie i inne napletki Jezusa ogień mógłby z chęcią skonsumować.
    Pożar uświadomił mi jak bardzo jestem przywiązany do niektórych miejsc i jak bardzo Paryż stal się częścią mojego świata.

    Ale blues prof Hartmana podobał mi się, przesada to część czaru polemiki, a widocznie irytacja fascynacją sensacjami męczyła pana profesora (i nie tylko jego…) od dawna.
    I jakże miał racje, dziś Notre Dame prawie zniknęła z gazet.

    Kup „Canard Echaîne” jest pera fajnych dowcipów (bon enfant, bien sûr) z ND.

  4. Adam Erdheim 19/04/2019 at 14:28

    Hartman jak zwylke widzi troche wiecej niz czubek wlasnego nosa. Mnie tez zadziwila prawie histeryczna reakcja masy moich znajomych na ten skadinnad tragiczny wypadek.

  5. Piotr Nowik 18/04/2019 at 10:56

    Pani Ewa Korulska: Jan Hartman (którego adoratorem raczej nie jestem) nie pisze li tylko o Francuzach, a o wszystkich postronnych odbiorcach żądnych wrażeń i kreujących w mediach popyt na nie.
    Zatem Pani komentarz jest niemal w całości chybiony, bo ograniczony w zrozumieniu tekstu Jana Hartmana.
    Przykro mi, ale Hartman (powtórzę to raz jeszcze) nie pisał o Francuzach.

  6. Ewa Korulska 18/04/2019 at 10:17

    Przeczytałam artykuł pana Hartmana z duza konsternacja. Przykre jest iz używa on tonu wyższości i pogardy dla, jak to określa „ masy prostaczków żadnych mocnych wrażeń” w chwili gdy zszokowani Paryżanie spoglądają z bezradna rozpacza jak płonie wielkim ogniem odwieczny symbol ich miasta i ich narodowej kultury.

    Myśle ze moment jest naprawdę zle wybrany aby zarzucać Francuzom ich „przesadzone i histeryczne reakcje”. Kto i na jakiej podstawie ma prawo oceniać „ przesadę reakcji” w podobnych okolicznościach ? Przeciwnie, Francuzi wykazali wielki umiar i godność w swoich reakcjach i komentarzach, i ogromna solidarność w spontanicznym i natychmiastowym rozpoczęciu zbiorki funduszy na odbudowę Katedry.
    Pan Hartman nie czytal widać literatury Viktora Hugo i nie posiada wystarczającego wyczucia historii Francji aby moc ogarnąć wyobraźnia cały wymiar etosu narodowego związanego z Katedra Notre Dame.

    Wypominanie Francuzom „histerii” w momencie tak dla nich dramatycznym przez zagranicznego publicystę którego komentarze skądinąd pełne sa zazwyczaj patosu i rozdzierania szat przy dużo pomniejszych wydarzeniach, razi arogancja, brakiem wrażliwości i taktu.
    A jeśli chodzi o interpretacje psychologiczna reakcji Francuzow, to myśle ze jest ona sztucznie skonstruowana i angażuje wyłącznie prywatna opinie Autora.

    Jedynym pozytywnym efektem tego pożaru jaki dostrzegam jest ogromne ( choc obawiam się ze krótkotrwałe) poczucie zjednoczenia narodowego w bólu po stracie koronnego monumentu. Mam nadzieje ze ból ten przyniesie koniec barbarzyńskiemu zwyczajowi rozbijania innych obiektów w calym kraju podczas sobotnich demonstracji „ Zółtych Kamizelek. Oby tak się stało.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: