BYŁAM KOREPETYTORKĄ W DOMU ORTODOKSYJNYCH ŻYDÓW

W Belgii i Holandii już nie ma religii, społeczeństwa są całkowicie świeckie. Podoba mi się to, ale czuję, że brakuje nam struktury, która łączyła ludzi. Samotność przybiera rozmiary epidemii. Ludzie się boją, a to zmienia ich podejście do wielu kwestii, w tym także politycznych. Rozmowa z J.S. Margot, autorką książki „Mazel tow. Jak zostałam korepetytorką w domu ortodoksyjnych Żydów”.

 


Olga Wróbel: Zacznijmy od początku: dlaczego postanowiła pani pracować jako korepetytorka w rodzinie ortodoksyjnych Żydów?

J.S. Margot: Nie tyle zdecydowałam się pracować jako korepetytorka u ortodoksyjnych Żydów, co postanowiłam do studiów dołączyć pracę, żeby utrzymać maksimum niezależności. Potrzebowałam pieniędzy, a korepetycje pozwalały je zarobić, do tego godziny pracy były stosunkowo elastyczne, no i zawsze to jednak lepsze niż kasa w supermarkecie. Rodzina, do której trafiłam, należała do społeczności żydowskiej – i to w zasadzie cała historia. Zostałam u Schneiderów.

Wspomina pani w książce, że inni studenci rezygnowali z pracy u tej rodziny.

To prawda. Zbierając materiały do Mazel Tow, postawiłam się z nimi skontaktować. Nie miałam pojęcia dlaczego porzucili pracę u Schneiderów, wtedy mnie to niezbyt obchodziło. Temat powrócił, kiedy zaczęłam pracować nad książką.

Trudno było ich namierzyć po tak długim czasie?

Ani trochę. Facebook bardzo ułatwia sprawę. Studiowaliśmy na tym samym uniwersytecie, z niektórymi do tej pory mam kontakt. Większość z nich przestała pracować u Schneiderów, uznając, że dzieci są zepsute, zbyt rozpieszczone. Byłam zdziwiona, bo nigdy nie odniosłam takiego wrażenia. Owszem, były bardzo specyficzne, ich edukacja różniła się od standardowej, mieszkały też w domu, w którym każdy miał własną łazienkę. Ale czy to rzeczywiście psuje dzieci?

Czy zanim zaczęła pani pracę, wiedziała pani cokolwiek o regułach, jakie panują w ortodoksyjnych domach?

Nic. Kompletnie nic. Widywałam na ulicach ortodoksyjnych Żydów, jak każdy, w Antwerpii ta społeczność jest naprawdę duża i zauważalna, każdy rozpozna charakterystyczny wygląd mężczyzn. Ale to wszystko. Może to zabrzmieć dziwnie, ale takie są fakty – patrzymy na nich, ale nie nawiązujemy kontaktów. Mieszkałam też wtedy dość daleko od dzielnicy żydowskiej, do której w sumie się nie wchodziło, jeżeli nie miało się powodu.

Czyli dwa oddzielne światy?

Nawet więcej niż dwa, bo społeczność żydowska też dzieli się na wiele odłamów, radykalnie różniących się stylem życia – na przykład chasydzi to oddzielna wysepka. Dowiedziałam się tego wszystkiego po trochu, przebywając z dziećmi Schneiderów.

Calosc TUTAJ

2 komentarze to “BYŁAM KOREPETYTORKĄ W DOMU ORTODOKSYJNYCH ŻYDÓW”

  1. Tak Islam jest. Nie będzie próżni religijnej. Czy Francja jest ateistyczna? Nie powoli staje się islamska.

  2. Czy w Belgii i Holandii nie ma religii? Chyba jednak jest. Islam.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: