Ester Rachel Kamińska z córką Idą, zdjęcie z około 1907 roku, fot. autor nieznany/sztetl.org.pl

Ester Rachel Kamińska z córką Idą, zdjęcie z około 1907 roku, fot. autor nieznany/sztetl.org.pl

Szmirą nazywała go część inteligencji, zachwycali się nim Franz Kafka i Robert Musil. Żydowski teatr, dziś powidok po bezpowrotnie utraconym świecie, był niegdyś znaczącą częścią polskiego krajobrazu kulturalnego.

Zakazany owoc

Wywodził się z frywolnych widowisk z okazji radosnego święta Purim, ale jego właściwa, bliższa sztuce forma narodziła się dopiero w połowie XIX wieku. Dlaczego tak późno? Na drodze jego rozwoju stanął zapisany w Księdze Wyjścia zakaz przedstawiania:

Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!

Skrupulatne przestrzeganie tego zapisu doprowadziło do odrzucenia także sztuki aktorskiej – a więc praktyki naśladowania innych ludzi. Z czasem przywiązanie do

talmudycznego prawa zabraniającego uczestnictwa w widowiskach słabło – rosła zaś chęć umknięcia kulturowemu wyobcowaniu. Ogromną rolę odegrała tu Haskala, ruch żydowskiego oświecenia w Europie (koniec XVIII wieku).

Abraham Goldfaden w Londynie, skan z książki opublikowanej w 1926 roku. Fotografia została wykonana w latach 90. XIX wieku. Źródło: Wikipedia

Dopiero zatem w połowie XIX stulecia możemy mówić o narodzinach swoiście żydowskiej sztuki widowiskowej służącej za rozrywkę – nie, jak w przypadku przedstawień purimowych, za część obrzędu. Pojawiły się wtedy pierwsze operetki i spektakle o ludowym charakterze zainicjowane w Rumunii przez Abrahama Goldfadena. Był w nich wigor przedstawień słynnej włoskiej comedii dell’arte i energia amatorskiego zrywu (aktorami Goldfadena zostawali m.in. bezrobotni nauczyciele, czy…wypędzeni subiekci sklepowi).Ta nieskomplikowana, nierzadko rubaszna sztuka rozwijała się bardzo prężnie. 23 metry bieżące – tyle partytur operetkowych znajduje się w nowojorskim archiwum dokumentującym teatr żydowski działający przed pierwszą wojną światową w Polsce, Rosji, Rumunii i Stanach Zjednoczonych.

Szmira czy sztuka?

Żydowski teatr z racji swojego rodowodu od początku był otwarty na widownię, chciał się do niej zbliżać, bawić ją i wzruszać. Swawolne, śpiewno-taneczne widowiska u jednych budziły niesmak i opór („żydowscy intelektualiści są zszokowani prymitywnością teatru jidysz”, pisał Szymon An-ski; „to prostactwo”, konstatował Aleksander Bardini), a innych wprawiały w ludomański zachwyt. Do tej drugiej grupy należał m.in. słynący z zamiłowania do obrzędowości Leon Schiller, który doceniał prostotę wczesnego teatru jidysz. Inscenizacje Goldfadena miał okazję oglądać w Krakowie. Na pytanie, czy sam zdecydowałby się reżyserować w teatrze żydowskim, odpowiedział swego czasu, że zrobiłby to „bez wahania” i „z ochotą”. Miał ku temu okazję w 1938 roku – wtedy to w łódzkim Folks un Jungt Teater wyreżyserował „Burzę”, ostatnie dzieło Szekspira przetłumaczone przez Arona Cejtlina na jidysz. Przedstawienie z choreografią legendarnej Tacjanny Wysockiej i oprawą sceniczną Władysława Daszewskiegobyło w Łodzi wielkim wydarzeniem, na którego premierze pojawiły się ówczesne elity intelektualne i kulturalne. Olbrzymia sala łódzkiej Filharmonii (ponad 1200 miejsc!) pękała w szwach. W postać Prospera wcielił się wówczas Abraham Morewski, niezwykle aktywny aktor, reżyser i pisarz, który rok wcześniej wystąpił w ekranizacji „Dybuka” w reżyserii Michała Waszyńskiego uznawanej za najlepszy film w historii kina jidysz.

Calosc TUTAJ