JIDYSZE MAME

Alex Wieseltier

 


Czy mnie jeszcze pamiętasz?
Jidysze Mame.

Znowu w domku letnim. W dalszym ciągu ciepło, chociaż temperatura spadła.
Deszczyk trochę siąpi, ale jest do wytrzymania. Więc siedzisz wewnątrz i próbujesz zebrać myśli.
Jak zwykle łatwiej jest ci myśleć o przeszłości niż o przyszłości. Połączenie z zewnętrznym światem raczej ograniczone. Internetu w domku letnim nie ma. Nawet komórka strajkuje i nie masz dojścia do e-mailu.
Pewnie dużo nie straciłeś. Może coś z CC (Coordination Committee for Polish-Jewish Youth in Denmark).
Ostatnio więcej klepsydr niż coś o żywych.

Jedyny pozytyw to to, że w dalszym ciągu jest więcej zgonów z poprzedniego pokolenia niż z twojego. Ciekawe, że znakomita większość to panie w wieku ponad 90 lat. O panach nie słychać. Czyżby słaba płeć ich wykończyła, zanim CC zaczęło zamieszczać nekrologi?O swojej Mamie nekrologu nie zamieścisz. Umarła ponad 20 lat temu. Fizycznie. Bo ostatnie 5 lat jej życia prawdziwego kontaktu też nie czułeś.
Zresztą, z ręką na sercu, czy kiedykolwiek miałeś z nią prawdziwy kontakt?
Czy kiedykolwiek mogłeś z nią porozmawiać o rzeczach, które ciebie interesowały?
Czy kiedykolwiek podzielałeś jej poglądy?
Czy kiedykolwiek rozumiałeś jej postępowanie?
Czy znałeś tę kobietę, która ciebie urodziła?
Dlaczego ona nigdy nie opowiedziała ci, co przeżyła w czasie wojny?
Dopiero 15 lat po jej śmierci dowiedziałeś się o jej ucieczce z Polski.
Dziwne, bo przecież i wujek i ciotka uciekli razem z nią do Sowietów.
I żadne z nich nigdy o tym nie mówiło.
Jedyne co wiedziałeś, to ucieczka Mamy z eszelonu, bombardowanego przez niemieckie samoloty, w kierunku lasu i jej przerażenie, gdy zauważyła, że ten zielony kocyk, w którym cię trzymała, jest pusty.
Wyobraź sobie jej bieg z powrotem, wśród krzyków „kuda bieżysz, dura!” (gdzie lecisz, głupia), i siebie samego (albo inne niemowlę?) leżącego goło w bruździe.
Jakie były szanse na dwa zgubione niemowlaki?
Pewnie nieduże, bo twoje podobieństwo do Mamy było bardzo widoczne.Ale co z resztą historii? Co ty sam pamiętasz? Niewiele.
Czy naprawdę pamiętasz to tygodniowe „jasli” (ruskie przedszkole)?
Pamiętasz zdjęcie, gdzie ściskasz misia, siedząc wśród dwudziestki innych dzieci?
Tatę wzięli w kamasze („trudowaja armia”) a Mama dostała pracę jako kasjerka w stołówce. Czy widziałeś ją co niedzielę? Może. Może nie. Bardziej pamiętasz odwiedziny wujka i tę ciężarówkę, pod która omalże nie wpadłeś, gdy z nim byłeś. Dziwne, ale prawdziwe.

Co jeszcze pamiętasz?
Wizytę u fotografa, gdzie zostawiono cię samego w pomieszczeniu, gdzie na sznurze wisiały suszące się fotografie. I strach przed prosiakiem, który znajdował się w tym samym pomieszczeniu.
I ten na czerwono pomalowany „sunduk” (drewniany kufer) i resztę czerwonej farby, którą użyłeś do pomalowania białej framugi drzwi. I jedyne w życiu lanie, które dostałeś od taty z tego powodu.
I spacer z Mamą, niosącą twoją nowo narodzoną siostrę, która nie przeżyła tej zimy.
To musiało być na krótko przed wyjazdem do Polski. Może pamiętasz wuja, który pomagał przy wyjeździe. Tata, który był magazynierem w fabryce, znalazł się dopiero po drodze w pociągu. Okazało się, że jego szef oskarżył go o kradzież części, które sam zwędził. A tata musiał się szybko zmyć, bo sowieci najpierw strzelali, a potem prowadzili dochodzenie co i jak.

Pierwsze lata w Szczecinie. Pierwsze mieszkanie, na które tata zapomniał załatwić nominację. I klozet w tym mieszkaniu, do którego Mama cię zamykała, bo nie chciałeś jeść. Po głodnych latach wojny można było nareszcie napełnić żołądek wszystkim tym, co stało na stole. A ty jadłeś jak ptaszek. Tego ona nie mogła zrozumieć. To po niej masz tendencję do szybkiego spożywania posiłków. Daleko ci do twojej teściowej, co to „wełna nie wełna, byle kiszka pełna”, ale i tak brak ci zrozumienia dla zachwytów nad smakiem, zapachem, sposobem przyrządzania czy wyglądem posiłków.

Twój pies, Terry, którego miałeś w tym mieszkaniu na trzecim piętrze w oficynie, do którego musieliście się przeprowadzić. I smutek, bo Mama psa oddala bez pytania, gdy ty byłeś poza domem. Faktem jest, że matka, ojciec, ty, wujek z jego kolegą i pies to było może trochę za dużo jak na dwupokojowe mieszkanie. Ale podświadomie miałeś o to do niej całe życie nigdy niewypowiedziane pretensje.

Mama rozpalająca co rano ogień w piecach kaflowych w tym pierwszym i ostatnim „samodzielnym” mieszkaniu na Jagiellońskiej, bo żadnemu z was, ani tobie, ani bratu, nie wpadło do głowy jej pomóc. Nawet gdy już byliście na tyle dorośli, żeby to robić. Jak to było, kiedy Mama zaczęła stać i taty w sklepie? Ano tata zapłacił za założenie elektrycznych grzejników w tych piecach i problem się sam rozwiązał.

Praca w sklepie to dla Mamy ciągłe przebywanie wśród wyprawianych skór i pyłu z trzepanych codziennie wyrobów kuśnierskich. No i astma, która załatwiła jej płuca.
Ale werdykt prof. Eisnera i polecenie zaprzestania pracy w sklepie nic nie zmieniły. Mama nie skończyła ze sklepem, nawet kiedy Eisner po kilku latach powiedział, że z jej płucami nadaje się ona tylko do siedzenia w szklanej klatce. Nawet po śmierci ojca nie zaprzestała codziennych wędrówek z domu do sklepu i ze sklepu do domu, przystając po drodze co dziesięć-piętnaście metrów dla nabrania oddechu. Pewnie by kiedyś upadła i więcej się nie podniosła, gdyby nie to, że pawilony zostały zlikwidowane i sklep został zamknięty.

Mama i jej poglądy.
Ojciec był prostolinijny. Czasami prostodusznie naiwny. To Mama zawsze wynajdowała ukryte podteksty w poczynaniach innych ludzi. Nie zawsze to było trafne lub na miejscu, ale ojciec zawsze się jej słuchał. Choć wyglądało na to, że nie zawsze się z nią zgadzał. Czy robił to dla świętego spokoju? Faktem jest, że on poza nią, 12 lat młodszą od niego kobietą, świata nie widział. No i Mama miała dosyć ostry język.
Tobie też się od czasu do czasu dostawało. To się robi, tego się nie robi. To wypada, a to nie wypada. „Ty mi tego nie zrobisz”.
Często z tego powodu stawałeś okoniem. „Mama! Jeżeli nie mam tego zrobić tylko dlatego, że ty tak uważasz, to nie jest dla mnie żaden argument!”
Dlaczego po każdej takiej kłótni Mama przychodziła do ciebie i prosząco mówiła: „Przeproś mnie”, a ty przepraszałeś, chociaż żadnej skruchy ani nie wyrażałeś, ani nie czułeś? Pewnie też dla świętego spokoju.

Z wyjątkiem wuja i ciotki, którzy uciekli razem z nią do Sojuza, cała rodzina Mamy zginęła w czasie wojny. Mama pochodziła z małej wioski pod Krakowem, gdzie żaden Żyd się nie uchował. Stąd jej nieufny stosunek do Polaków i szukanie podtekstów antysemickich. Czasami podświadomie, czasami świadomie.
Jej syn chodzi z siksą? Potencjalne zagrożenie!

Czy dlatego zerwałeś z Mariolą? Na pewno nie.
To była twoja pierwsza „poważna” dziewczyna. Była inteligentna i dobrze ci się z nią dyskutowało. Gdy zaczęła studia w Poznaniu, zaczęło się pisanie listów. Co trzy dni. Prawie jak w zegarku. Twoje rzadkie odwiedziny w jej akademiku. Meldowanie się przy bramce i oczekiwanie na jej przyjście, poprzedzone stukotem jej szpilek.
I ta cholerna ciuchcia nocą z powrotem do Szczecina.
I poczucie jej zaborczości w okresach letnich, gdzie ona chciała cię mieć przy sobie cały czas. Letnia przerwa semestralna to czas wolny od zajęć i rodziny, która wyjeżdżała na wczasy. Więc swoboda i możliwość robienia co się komu żywnie podoba. Brydż z kolegami. Tenis na kortach i ping-pong w domku klubowym. No i twoja ukochana koszykówka. Nic z tego. Mariola od rana. Mariola w południe, Mariola po południu i Mariola wieczorem. Codziennie.
Mariola załatwiała ci posiłki w stołówce Pogotowia, gdzie jej mama pracowała, więc nawet na posiłki nie mogłeś się od niej urwać. Nie to, że ci ona bardzo przeszkadzała. Czasami wręcz przeciwnie. Ale to poczucie, że nie decydujesz o tym, co chcesz robić w danej chwili.

I poczucie narastającego konfliktu. Nigdy jej nie powiedziałeś, że ją kochasz. Nigdy nie byłeś tego pewny. Ona przez jakiś czas była. A ty, jak to jej kiedyś powiedziałeś, traktowałeś wasz stosunek jako możliwą „małą miłość”.

Mariola miała plany. Twoja pierwsza pensja miała pójść na jej bilet lotniczy, bo ona nigdy jeszcze nie leciała samolotem.
Wiedziała, że wasz związek nie obędzie się bez problemów. Ona była praktykującą katoliczką a ty, choć nie praktykujący, byłeś 100% Żydem. Ale, jak to powiedziała jej matka, dzieci będzie można przecież ochrzcić po cichu.
Mariola miała przyjaciółkę, która mieszkała w Gdańsku. Córka pana doktora, w którego domu Żydzi mieli wstęp tylko od kuchni. Marioli było trochę smutno, że ta przyjaźń musi się skończyć, gdy ona wyjdzie za ciebie, bo oni przecież z Żydami się nie będą zadawać. To, co ciebie najbardziej uderzyło, był fakt, że przyjęła postępowanie pana doktora jako coś zupełnie normalnego! To ona bezwiednie rozwiązała problem, którego twoja matka nie miała szans rozwiązać.
Spotkałeś ją chyba rok po waszym rozstaniu. Powiedziała ci, że jest członkiem stowarzyszenia katolickiego i że się stała antysemitką „bo Żydzi jej tyle złego zrobili”. No tak. Jeden Żyd. Ale jak Jośka wziął odpowiedzialność za całą ludzkość, to dlaczego wszyscy Żydzi nie mają odpowiadać za jednego?

Problem z Aśką był trochę większy. Za czasów Marioli studiowałeś i byłeś zależny od rodziców. A tu już byłeś po studiach i stałeś w kolejce na mieszkanie. Oczywiście Mama próbowała ciągnąć za wszystkie sznurki. Ona sama broń Boże. Za to jej totumfacka dobrze sobie pojeździła na matce Aśki. Bez świadków i przez telefon. Dobrze wiedziałeś, że Asia nie będzie zaakceptowana w twoim domu. Byłeś gotowy wypisać się z rodziny. Postawiłeś Asi tylko jeden warunek. Że nie będziecie utrzymywać stosunków z żadną rodziną. Głupota i mrzonka. Ale tak to wtedy odbierałeś. Gdyby Asia była cwana albo wyrachowana mogłaby powiedzieć, że się zgadza i cierpliwie poczekać aż los pokaże, co to znaczy żyć bez rodziny. Asia miała niestety złote serce i na takich podgrywkach się nie znała. Po prostu powiedziała, że nie wyobraża sobie życia bez swojej rodziny. I to był koniec.
2:0 dla Mamy.

Zbliżałeś się do trzydziestki i Mama zaczęła patrzyć na odpowiednie dla ciebie partnerki. Pokazała ci kiedyś zdjęcie ładnej blondyneczki siedzącej na masce Buicka. Córka żydowskiego fabrykanta z Ameryki, który szukał dla niej „porządnego” żydowskiego chłopca. Teoretycznie twoje zdjęcie zostało już zaakceptowane. Dziewczyna wyglądała dobrze, a ty miałeś tam pojechać i jej się przypodobać. Ale ty poczułeś się jak „sprzedany narzeczony”. Co to, to nie! Jak się jej podobasz, to niech ona tu przyjedzie! Oczywiście tak orkiestra nie gra i nic z tego nie wyszło. Po jakimś czasie Mama powiedziała ci, że inny „chłopak” nie miał takich skrupułów. Pojechał do USA i się z tą blondyneczką hajtnął.

Tina to dla Mamy nie był strzał w dziesiątkę. Ale ojciec pan pułkownik i Żyd, więc reszta ujdzie w tłoku. Ona podobno ładna i jak to mama powiedziała „piątkowa uczennica!” Trochę nie miałeś zapału do takiego kujona, ale na ten brydż, na którego wspólni znajomi rodziców cię zaprosili, poszedłeś. Zbyt dużo sobie po tym nie obiecywałeś, ale dawno już przecież w brydża nie grałeś. Posadzono cię do gry ze starszym panem (ojcem Tiny). Robra przegraliście 8 punktami i inny pan zajął twoje miejsce przy stole. Ty zostałeś posłany do pań.
Ta młoda dziewczyna okazała się bardzo naturalna i nie wyglądało na to, że się za bardzo przejmuje trochę sztuczną sytuacją. W pewnym momencie podniosła się i zbiera się do wyjścia. Ty oczywiście zaproponowałeś się za eskortę, na co ona po krótkim wahaniu się zgodziła. Poleciałeś do przedpokoju po swój płaszcz i zostałeś złapany przez gospodarza. „Panie Olku! Pan jest nam winny 16 złotych!” Znaczy 2 złote za punkt! To wypominasz Tinie do dzisiaj.
Potem poszło jak z płatka, chociaż w międzyczasie umarł ojciec Tiny.
Mama była wreszcie zadowolona, chociaż miała do ciebie pretensje, że się oświadczyłeś bez czekania na powrót rodziców z wczasów i ich „błogosławieństwo”.
Że do Tiny miała pretensje o twoje niepodzelowane buty, bo trudno się spodziewać od trzydziestoletniego byka myślenia o takich przyziemnych sprawach, to już inna para kaloszy.

Wyjazd do Danii. Bez Mamy, bo ona zdecydowała się jechać później z młodszym bratem. Tina nie bardzo rozumiała, dlaczego wy mieliście przygotowywać twojej mamie śniadanie w hotelu, kiedy ona miała „wspólny garnuszek” z bratem. Pewnie dlatego, że brat z żoną spali dosyć długo z rana, a wy wstawaliście wcześnie, żeby zdążyć do szkoły na lekcje duńskiego? Mama miała jakieś problemy rozliczeniowe z bratem, ale gdy ty próbowałeś się w to wmieszać, nabrała wody w usta i wyszedłeś na tego, co mąci.

Dlaczego przylatywałeś na każdy jej telefon? Dlaczego ona miała być ważniejsza niż Tina i twoje dzieci? Dlaczego miałeś pretensje do brata o traktowanie mamy? Może dlatego, że ona prowadziła taką samą politykę w stosunku do niego? Tylko, że żona brata nie dała się tak omotać, jak twoja Tina.

Dla ciebie to się skończyło, jak zacząłeś jeździć po świecie. Odbiło się to oczywiście na Tinie, po której „spodziewano się” przejęcia twoich obowiązków. Na co ona nie miała zbytniej ochoty. Może dlatego, że miała dosyć zajęć z domem, dwojgiem dzieci i pracą zawodową?

Stan zdrowia Mamy znacznie się pogorszył i w jej mieszkaniu pojawiła się kobieta z Polski, która miała się nią zajmować. Na jakich zasadach to się odbywało, nigdy się nie dowiedziałeś i trochę było z tym kłopotów po jej śmierci.
Ostatnie pięć lat jej życia miałeś wrażenie, że traktuje cię z dystansem. Odzywki typu „Poradź mi jak syn” wprawiały cię w stan kompletnej konsternacji. Przecież byłeś, do cholery, jej synem! Więc niby jako kto miałeś jej dawać rady?
Tak naprawdę to nigdy nie rozmawialiście ze sobą, jak człowiek z człowiekiem. Jak równy z równym. Rozmowy zawsze dotyczyła jej, jej spraw, jej potrzeb i stosunku innych do niej.
Taka była twoja Mama. Nigdy jako człowiek. Zawsze jako Matka.
Odwiedzasz od czasu do czasu Jej grób. Zawsze kładziesz na pomniku kamień.
Tu leżysz Mamo. Niech Ci ziemia lekką będzie.

https://alexwieseltier2206.webnode.dk/l/10-jidysze-mame/

3 komentarze to “JIDYSZE MAME”

  1. walerian domanski 17/05/2019 at 01:52

    Tym co zwiali do ZSRR to się udało. Przeżyli, w biedzie ale przeżyli.

  2. „Kłopty z rodzicami”. Mnie Holocaust ” zaoszczędził” tych kłopotów. Bardzo bym chciał wiedzieć gdzie rodziców grób. Módz położyć kamień i powiedzić ” Niech Wam ziemia lekką będzie” Poprostu zazdroszczę.

  3. Zbign Izdebski 12/05/2019 at 17:13

    Świetnie się czytało. W końcu coś ciekawego ale prawdziwego.Wkoło same naciągane udawanie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: