„Była tam miłość i jednocześnie jakiś rodzaj piekła. Dla obojga”

 

Przyslala Rimma Kaul

 


Pola Nireńska i Jan Karski byli kompletnie różnymi ludźmi. Ona była wrażliwa i emocjonalna, impulsywna, wręcz gwałtowna. On był bardzo racjonalny i zasadniczy. Mieli też cechy wspólne, które nie ułatwiały im życia: inteligencję, upór i szczerość. Ratowało ich poczucie humoru – mówi Weronika Kostyrko, autorka książki „Tancerka i Zagłada. Historia Poli Nireńskiej”.

Chciała tylko podlać kwiaty?

Tak mówił po jej śmierci Jan Karski, mąż. Myślę, że doskonale wiedział, co naprawdę się wydarzyło, ale był osobą niezwykle dyskretną. Na pewno się nie oszukiwał, bo on nie oszukiwał się nigdy. Nie próbował też oszukać innych.

Ale ja o Poli bym chciał, a nie o Karskim.

Trudno ich od pewnego momentu rozdzielić.

Zacznijmy więc od czasów, w których się jeszcze nie znali. Pola Nireńska, a właściwie Perla Nirenstein, rodzi się w Warszawie w 1910 roku w zamożnej żydowskiej rodzinie, ale chodzi do prywatnej katolickiej szkoły. Dlaczego?

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo nie można powiedzieć, że to była rodzina całkowicie zasymilowana. Mimo że w domu Nirensteinów mówiło się po polsku, rodzice między sobą rozmawiali w jidysz. To po pierwsze. A po drugie, rodzice Poli wraz z jej starszym bratem wyjechali w latach trzydziestych do Palestyny. I nie była to na pewno spontaniczna decyzja, bo wcześniej wysłali syna na studia rolnicze, co było charakterystyczne dla syjonistów. Dlaczego, wobec tego, wszystkie trzy córki posłali do modnej katolickiej szkoły? Nie wiem. Być może była to kwestia prestiżu, snobistyczny wybór niebiednej przecież rodziny.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: