Pesach i wolność Żydów

Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien

Są dwa rodzaje ludzi, którzy nienawidzą silnych Żydów: zwykli żydożercy (klasyczni antysemici) i skolonizowani Żydzi.

 


2000 lat życia jako niemile widziani goście w krajach innych ludzi wycisnęło piętno na narodzie żydowskim. Spuszczanie głowy, milczenie w obliczu maltretowania i minimalizowanie oznak żydowskości stały się zwyczajami tak głęboko zakorzenionymi, że wielu nie zauważa ich istnienia. Judaizm głosi świętość życia i dlatego działania podjęte przez Żydów, by ukryć swoją żydowskość w celu przeżycia, były aprobowane. Zmieniono także religijne tradycje, żeby przystosować się do życia w miejscach, gdzie niekoniecznie było dobrym pomysłem bycie „zbyt żydowskim” – na przykład zapalano i umieszczano świece chanukowe w domach zamiast w publicznym miejscu, gdzie mógł je zobaczyć każdy przechodzień.

Ponowne ustanowienie państwa żydowskiego doprowadziło do przegrupowania sił. Teraz klasyczni antysemici mogą kierować swoją nienawiść do Żydów na państwo żydowskie zamiast na żydowskich sąsiadów. Najstarsza nienawiść odrodziła się z nowoczesnym znakiem firmowym: „Nie nienawidzę Żydów, ja tylko nienawidzę Izraela”. Lub w bardziej wyrafinowanej wersji: „Nie nienawidzę Żydów ani Izraela, ja tylko nienawidzę izraelskiego rządu”.

Dla skolonizowanych Żydów te oświadczenia są nieco inne. Fakt, że wypowiadają je Żydzi i że wydają się bardziej zniuansowane, czyni, że większości ludzi trudniej im zaprzeczyć: „Kocham Izrael i dlatego nienawidzę polityki izraelskiego rządu”. Lub: „Dlaczego Izrael musi rozrabiać i powodować problemy? Czy konieczne było przenoszenie ambasady do Jerozolimy? Uchwalanie Prawa Narodowego? Te rzeczy były oczywiste i tylko irytują ludzi”.

Skolonizowani Żydzi nienawidzą, kiedy mówi się im, że są skolonizowani. Myśl, że kultura kraju, w którym żyją, zdominowała i pochłonęła ich żydowską tożsamość, jest odrażająca. Historycznie rzecz biorąc, Żydzi woleli wierzyć, że są szczęśliwie zintegrowani i mile widziani w społeczeństwie, w którym żyją („Nie jestem Żydem, jestem Niemcem mojżeszowego wyznania”). Historycznie rzecz biorąc, to nieżydowscy sąsiedzi nauczyli Żydów, że tak nie jest.

Kolonizacja jest brutalnym określeniem, częściej słyszymy łagodniejszą terminologię: ”mentalność diaspory”, co znaczy posiadanie mentalności rozproszonego narodu, żyjącego na łasce innych. Innymi słowy, jest to mentalność narodu, który nie jest suwerenny i nie ma mocy determinowania własnego losu.

Ważne jest zauważenie, że choć Żydzi, którzy żyją w diasporze, częściej mają mentalność diaspory, jest mnóstwo Izraelczyków o takiej samej mentalności.

Ta terminologia rozwściecza tych, których najtrafniej opisuje.

Sądzę, że ta wściekłość wynika ze strachu, ponieważ prowadzi do konieczności dokonania przerażającego wyboru: stania się dumnym, publicznym Żydem i ryzykowania bojkotu i nienawiści lub przemocy, jakie za tym idą, albo pozwolenie na całkowite wymazanie tożsamości.

Trudno jest być nienawidzonym, odepchniętym i widzianym jako ”inny”. Przez stulecia wielu Żydów próbowało ugłaskać nienawistników przez porzucenie swojej żydowskości. Choć nie jest to coś, o czym się dyskutuje, sądzę, że gdzieś głęboko rozumie się, że ci, którzy wybrali „łatwą drogę”, z czasem całkowicie zniknęli, podczas gdy ugłaskiwanie nie rozproszyło nienawiści – w rzeczywistości wzmogło wrogość i brak szacunku wobec tych, którzy w ten sposób ukorzyli się.

Izrael właśnie wybrał ponownie premiera Benjamina Netanjahu na jego piątą kadencję. Jak jeden człowiek może być tak nienawidzony i tak kochany?

Moim zdaniem ta pozornie paradoksalna sytuacja jest wynikiem zarówno zwolenników, jak nienawistników, widzących go w ten sam sposób – tylko jedni lubią to, co reprezentuje, a inni nie lubią. Netanjahu jest ucieleśnieniem silnego i nieprzepraszającego państwa żydowskiego, czegoś, co jest odrażające dla żydożerców i przerażające dla skolonizowanych Żydów, bojących się, że ktoś zwróci uwagę na ich żydowskość.

Nie ma znaczenia kto potępia Netanjahu jako „rasistę” i „niereprezentującego naród izraelski”, czy jest to Linda Sarsour, Robert Francis O’Rourke („Beto”), czy którakolwiek z amerykańskich instytucji żydowskich, czy rywalizujący izraelscy politycy. Naród izraelski wybiera Netanjahu raz za razem i oskarżanie go o nikczemne cechy jest, przez przedłużenie, oskarżeniem wszystkich jego wyborców. Raz za razem tak samo żydożercy, jak „postępowi” Żydzi ignorują fakt, że to naród izraelski wybrał tego człowieka, by reprezentował państwo żydowskie. Dla nich jest to nie do pojęcia, musiał „ukraść” wybory, jakoś oszukać społeczeństwo… Izraelczycy muszą być rasistami albo po prostu głupcami…

W Izraelu mówi się nam o rozszerzającym się podziale między nami a Żydami z diaspory. Zazwyczaj jest to powiedziane oskarżycielskim tonem, jak gdybyśmy my byli w jakiś sposób za to odpowiedzialni.

Żydzi z mentalnością diaspory, amerykańscy i wielu Izraelczyków, byli przerażeni, kiedy Netanjahu publicznie potępiał politykę administracji Obamy, szczególnie rozgniewało ich jego przemówienie przeciwko umowie z Iranem w Kongresie USA. Twierdzili, że byłoby bezpieczniej dla Izraela przychylić się, zgodzić i pogodzić.

Żydzi z mentalnością diaspory byli przerażeni, kiedy Netanjahu rozgniewał Francuzów po zamachu terrorystycznym w 2015 roku na Hyperkascher, mówiąc Żydom we Francji, że reprezentuje ich także i że Izrael czeka na nich z otwartymi rękami.

Żydzi z mentalnością diaspory (włącznie z kilkorgiem moich krewnych) byli przerażeni ”wywoływaniem” przemocy przez przeniesienie ambasady USA do Jerozolimy.

Z drugiej strony, silni Żydzi, którzy zrzucili pęta kolonizacji, są sfrustrowani, że Netanjahu nie realizuje śmielszej polityki.

Powinno być oczywiste, nie zaś czymś, co wymaga wyjątkowej odwagi, zaprowadzenie izraelskiej suwerenności na terenie całego Izraela i równe zastosowanie prawa do wszystkich obywateli. Powinno być oczywiste, nie zaś kalkulacją polityczną tego „jak bardzo zirytujemy świat”, że ataki na izraelskich cywilów są całkowicie nieakceptowalne i muszą być zmiażdżone szybką i nieuniknioną siłą. Żydzi powinni móc modlić się swobodnie w swoim najświętszym miejscu, które mieści się w sercu stolicy państwa żydowskiego. Czy nie jest to oczywiste?

Suwerenny naród nie musi tłumaczyć się żadnym zagranicznym „panom” ani patronom.

Pesach jest świętem żydowskiej wolności, historycznym momentem, kiedy świat dowiedział się, że niewolnicy nie muszą pozostać niewolnikami na zawsze. Izraelski hymn narodowy mówi o „Nadziei dwóch tysiącleci, wolnym lud będzie w własnej krainie”. Nadzieja nadal pozostaje, bo jeszcze nie jesteśmy całkowicie wolni.

Zazwyczaj, kiedy mówimy o tym, że jeszcze nie jesteśmy wolni, chodzi nam o potrzebę walki z tymi, którzy chcą nas zabić. Ja mówię, że wolność Żydów przyjdzie, kiedy nasi żydowscy bracia i siostry zrzucą z siebie strach przed tym, kim jesteśmy. Podział diaspory nie jest kwestią izraelskiej polityki, jest to brak zaakceptowania żydowskiej wolności i suwerenności.

To jest spętany umysł, który prawdziwie przeszkadza wolności. Niezależnie od tego, co mówią Żydzi z mentalnością diaspory (lub mocarstwa świata), nie dołączymy do nich w zniewoleniu, ale nasze ręce są wyciągnięte, by wciągnąć ich do wolności.

“W następnym roku w Jerozolimie, odbudowanej!” kończy się Hagada w Pesach, bo TO jest prawdziwy koniec podróży z niewoli do wolności.

Passover and the freedom of the Jews

18 kwietnia 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Forest Rain
Izraelska blogerka.

http://www.listyznaszegosadu.pl/m/syjonizm/pesach-i-wolnosc-zydalw

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: