.Anita i Aleksander (2)

 

 

Marian Marzynski

 

 


Wiele lat temu spacerując po zamożnej dzielnicy Kopenhagi, zatrzymaliśmy się przed okazałym domu, z którego wyrzucono na chodnik stertę papierów. Podchodząc bliżej, zobaczyliśmy skórzane albumy fotograficzne i porzucone zdjęcia, notatniki, koperty z listami, stare gazety i książki. Otworzyliśmy jeden z albumów: fotografie z początku XX wieku, z powtarzającym się zdjęciem chłopca w marynarskim ubranku. Większość kopert miała adres nadawczy kapitana duńskiej marynarki handlowej.

Do bagażnika samochodu załadowaliśmy trochę albumów, paczkę listów, kilka notatników, w których tęskniąca za jedynakiem — marynarzem stara matka zapisywała każdy dzienny wydatek. Mimo prób Grażyny pozbycia się tego archiwum przy kolejnych przeprowadzkach, jest ono wciąż w naszym amerykańskim domu. Ten zapis losu nieznanej duńskiej rodziny przypomina nam pytanie, jakie zadaliśmy sobie przed ich willą w Kopenhadze: co stanie się naszymi papierami?

Znów o tym myślę, wchodząc na drugie piętro dwurodzinnego domu Anity i Aleksandra Leyfflów. Wzdłuż schodów wiszą półki z tysiącami książek, najpierw, zostawionych w ich mieszkaniu na Nowym Świecie 50 po „ucieczce” do Francji w 1967 roku, którą tak nazywali, unikając szopki marcowej emigracji, potem latami wysyłanych paczkami do Ameryki. Wiele z tych książek dostawał Aleksander, wieloletni redaktor PIW, z dedykacjami autorów: Andrzejewski, Barańczak, Brandysowie, Chałasiński, Hen, Dygat, Kołakowski, Jasienica, Międzyrzecki, Stryjkowski, Ważyk i inni. Żaden z tych autorów już nie żyje. Pozostały po nich książki w umarłym domu Anity i Aleksandra i to ich umarłe archiwum, które ja, bez ich wiedzy, ale na prośbę jedynego ich amerykańskiego spadkobiercy otwieram. „Byłoby im milo, gdybyś cos o nich napisał”, powiedział Ed,

Na pogrzebie Anity, której prochy składano obok prochów Aleksandra, tak mówił o niej amerykański pisarz Avi, ich były lokator:

„Gdy opowiadałem o niej innym, pytali: »Dlaczego po wojennej tragedii wróciła do Warszawy?« Sama tak odpowiadała: »Wierzyliśmy w Polskę, mieliśmy nadzieję«. To ostatnie słowo było jednak pełne ironii, znaczyło »byliśmy naiwni«. Anita nie była optymistką; sceptyczna wobec amerykańskiego optymizmu, nie była też pesymistką, wiec jak ja określić? Była źródłem radości, pochodzącej od kogoś, kto przeszedł tragedie życia. Nam, którzy byliśmy w jej orbicie, ta radość dodawała wiary w siebie”.

Anita i Aleksander cz 1 TUTAJ

Wszystkie wpisy Mariana

TUTAJ

2 komentarze to “.Anita i Aleksander (2)”

  1. Akurat to samo chciałem napisać.Jako ciekawostka:mieliśmy tego samego profesora matematyki:to był prof.Edel Krynski.Pan Hen go wspomina w Nowolipiu.
    W 60 latach studiowałem na WSE w Sopocie o moim profesorem był pan Edel Krynski

    Obie córki obtancowalem na balach maturalnych w sopockim
    Grand Hotelu.Na jednyn grala orkiestra,na drugim Czerwone Gitary.
    Oczywiscie zarówno pan Krynski jak i Seweryn Krajewski to byli nasz czelowiek

    Paweł Dabrowski, z Sopotu

  2. Leonarda Rajman 22/05/2019 at 19:23

    Pan Jozef Hen zyje , pisze i daje wspaniale wywiady w polskim radiu!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: