Brudne kwiatki

Zenon Rogala

 

 


– Stoimy przed drzwiami, a właściwie przed wielkimi wrotami na pogorzelisku stodoły, choć powinniśmy powiedzieć, że stoimy na miejscu, gdzie jeszcze wczoraj były wrota i była stodoła. Strach przebywać w sąsiedztwie nadpalonych belek konstrukcyjnych tej wiejskiej budowli. W każdej chwili cała ta czarna nieregularna konstrukcja może runąć. Ale jako reporter audycji telewizyjnej „Gorące Chwile” sądzę, że relacja jedynego świadka będzie rewelacją w tej inaugurującej pierwszy odcinek, całej serii cotygodniowych reportaży o naszej prowincjonalnej sytuacji wiejskiej. Prezentuję na żywo w naturalnych warunkach nagrany materiał pochodzący od naocznego świadka wszystkich tych ponurych wydarzeń. Jest ze mną główny świadek tych dramatycznych wydarzeń. Zaraz porozmawiam z panią Felicją. Ta relacja  przyczyni się do przybliżenia państwu wszechstronnej panoramy wszelkich problemów społeczno gospodarczych naszej wsi. Tym samym zaczynamy pierwszy odcinek cyklu reportaży pod wspólnym tytułem „Gorące Chwile”.

– Proszę panią o relację z przebiegu pożaru we wsi. Pani jako jedyna była naocznym świadkiem tych dramatycznych wydarzeń.

– Tak … tak …  panie, tak to było, wiem, bo sama dokładnie czułam jak mnie za włosy targał i zwinięta pięścią po twarzy bił. Schowałam się za studnią , bo bałam się, że i mnie, bo inaczej nie powiem, w końcu zabije. Znany był z tego, bo po całej wsi rozpowiadał jak wrócił, że już mu na niczym nie zależy to i nawet łeb mi ukręci, koguta na dachu posadzi, a sam sznura dla siebie poszuka. Do mnie, panie, bo inaczej nie powiem, to on zawsze coś miał z tą swoją głową, ale co to panie można wiedzieć jak takiemu coś wejdzie do głowy to już nie wiadomo jakiego trzeba lekarza, żeby mu tę chorobę z głowy wyciągnąć. Najlepiej by było, bo inaczej nie powiem, żeby mu tę chorą  łepetynę obcięli i byłby raz z tym koniec, bo inaczej nie powiem – co chwilę rozwiązywała i natychmiast zawiązywała po brodą zwykłą chusteczkę w brudne kwiatki.

– Panie, czasem to całymi dniami pod piecem siedział i nic tylko tę głowinę rękami  ściskał jak w imadle, bo inaczej nie powiem, albo leżał w ubraniu w tym swoim wyrku i rzęził pijany jakby go, bo inaczej nie powiem, zarzynali, – znów zawiązała pod szyją rozwiązane przed chwilą nakrycie głowy.

– Panie, to wszystko przez tę wódkę cholerną, bo inaczej nie powiem. Wszystko co we wsi złego to, panie, przez wódkę. Czy stary Maciaszczyk co go syn zakatrupił i to w samą wigilię, panie, skaranie boskie, bo inaczej nie powiem, jak się Boga nie bał, żeby na ojca rękę z nożem podnieść, wpierw opłatkiem się podzielił i wiadomo co mu życzył przy tym opłatku, chyba zdrowia i szczęścia, a wyszło, że nagłej śmierci mu życzył, bo za chwilę ojciec jak siedział przy stole, bo inaczej nie powiem, tak został, bo go synuś nożem z góry od tyłu potraktował. Potem mówił, że to ten diabeł co w wódce siedzi kazał mu ojca zaszlachtować jak wieprzka. Albo ta Gładyszka, czy jej było źle jak tylu chłopów do niej przychodziło, a przecie wiadomo, że z tego dzieciaki są, to czy ona nie wiedziała, że jak z gorzałką idzie do łóżka, to potem na trzeźwo dzieciaki będzie w lesie zakopywać, toż prawie w każdej chałupie jakieś świństwa i cała obraza Boska się bierze, bo inaczej nie powiem.

– Niech pani opowie jak to było z tym pożarem. Gdzie pani była wtedy i co pani widziała, – pan kamerzysta specjalnie na panią skierował obiektyw, więc proszę opowiedzieć.

– Posiedź pan tu trochę, pochodź pan po wsi, bo inaczej nie powiem i pogadaj pan z ludźmi to dowiesz się pan dużo ciekawych rzeczy. Ale pierwej to weź pan ze sobą flachę i to nie jedną, bo tylko przy flaszce rozwiązują się im języki. Ale też uważaj pan, żeby który jakiejś kosy, bo inaczej nie powiem, panu nie sprzedał, bo kto to wie co w tych głowach pijackich siedzi. Wyczuleni na honor to oni są przede wszystkim. Ten ich honor. Ten ich honor, bo inaczej nie powiem, nie pozwala na przyznanie racji żonie i dzieciom choćby wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły, że właśnie oni mają rację. Ale to mało dla takiego honorowego drania. Poza tym są wyczuleni na szacunek.

– Ja cię szanuje, – bełkoce jeden pijak do drugiego pijaka, co wcale nie znaczy, że jak mu się coś w zachowaniu nie spodoba, to nie weźmie kosy i nie poderznie mu gardła za to, że go już przestał szanować albo za to, że źle walczy o swój honor. Panie, bo inaczej nie powiem, skaranie boskie z tym wiejskim chamstwem, najgorzej, że dzieci na to patrzą i wiem, że choć dzisiaj płaczą ze strachu przed tym co ich rodzice wyrabiają, to jak dorosną, będą robić to samo, albo jeszcze lepiej. Przecież ci dzisiejsi barbarzyńcy, bo inaczej nie powiem, też byli kiedyś dziećmi i czy dzisiaj zachowują się inaczej niż ich rodzice w czasie kiedy sami byli dziećmi. Nic podobnego, wloką za sobą ten przeklęty wrodzony i wypatrzony i wysłuchany od dziecięcych lat swój szatański los. Były czasy, że w bójkach wiejskich w ruch szły kłonice, sztachety i siekiery. Wrzaski niosły się po wsi, aż gromada się zlatywała na bójkę i na zbiegowisko. Dziś taki chłopski bandyta ma  laptoka, a i komórką daje o sobie znać, żeby po krótkiej chwili jeszcze szybciej się zebrać, bo wystarczy, że jeden do drugiego esemesa puści, a ten do reszty i po chwili cała ich chmara, bo inaczej nie powiem, jak wściekłe psy, bo inaczej nie powiem, obskoczą ofiarę.

– Tak, to faktycznie straszne, co pani mówi, ale niech pani powie o tym pożarze, przecież pani widziała wszystko najlepiej schowana za studnią. Na pewno widziała pani kto pierwszy po wodę przyleciał i jak w ogóle wyglądała cała akcja gaśnicza. Właśnie to nagrywam i na pewno będzie pani w telewizji . Niech pani ogląda taką nową audycję „Gorące Chwile”. Będzie pani w niej występować. Tylko niech pani o tym pożarze opowie.

– Panie, co tu się dzieje to skaranie boskie z tymi pijakami. Nie dość, że wódę sklepową piją, bo inaczej nie powiem, to jeszcze, panie, w każdej chałupie samogon pędzą i od rana do wieczora, a i po całych nocach wódę chleją.

A mój, panie, to nie był lepszy, ledwom za drania wyszła, jak się zaczęło pijackie

po nocach, po koleżkach chodzenie i po całych dniach ani do niego nie przystąp. A

przysłowie jasno mówi, że jaki chłop dla kobity w dzień, taka ona dla niego w nocy.

I tu jest cały ten cholerski pies pogrzebany. Nie wiedział jak się do baby zabrać

w nocy, to w dzień winę z siebie na nią zwalał, żeby myślała, że to przez nią

on był taki lichy w tych sprawach. A przecie było całkiem inaczej, bo co on miał do

mnie, że mnie tak poniewierać. On przez ten wstyd za siebie, wyżywał się na mnie,

tylko po to żeby się nie wydało, że nie jest taki dla mnie jak by chciał. I wolał to

zagłuszyć biciem, że to niby ja jestem winna, że on się nie nadaje.

A tymczasem to on wskazywał na siebie jako na winnego, bo dla mnie, zamiast dla siebie wyznaczał karę. I tak w koło. Wóda goni wódę i wszystko jak woda do przepaści zmierza. Bo póki czas można jeszcze zawrócić, ale jest taki moment, że już wpływu na bieg rzeczy nie masz i czy chcesz czy nie chcesz, do wodospadu zmierzasz i razem z bezrozumną wodą spadniesz w dół na zatracenie. To musiało się kiedyś skończyć i skończyło się, bo jak co noc wracał w nocy to i pijacki zwyczaj miał, że kiedy spał na sianie to obowiązkowo pierwszego porannego papierosa zapalić musiał. Ale tym razem to był widocznie jego ostatni. Zapalił, ale całą stodołę z dymem puścił. Nawet mi nie szkoda, bo uwolnił mnie od siebie i wreszcie święty spokój będzie.

Panie, a najgorzej, że dzieciska na to patrzą, a potem jak są duże powtarzają, bo czy widziały co innego w swoim życiu, czy widziały jak ojciec kiedy wraca do domu z pracy wita się z matką, czy widziały jak ojciec całuje matkę z czułością, albo czy widziały jak matka gładzi po twarzy ojca i patrzy na niego z radością.

Nie. Nie widziały. Więc skąd mają wiedzieć, że tak trzeba, że tak należy, że tak

jest normalnie.

– Tak, tak pani Felicjo, o wódce i złych nawykach wychowawczych powiemy przy innej okazji, dzisiaj mówimy o tym pożarze co go pani widziała i jak wiemy w pani stodole spalił się nie wiadomo kto. Mówią, że wpierw pani biegła ratować tego co był w środku, a teraz słyszę, że razem ze stodołą spalił się pani mąż.

– Tak, ale to stodoła spaliła się razem z nim  – widocznie wypił z dużo ognistej wody, – znów zawiązała przed chwilą rozwiązaną chustkę w brudne kwiatki.   


Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: