Stracona szansa na „polską żydowskość” cz.3/5

 

 

 


Pojawienie się szkolnictwa państwowego doprowadziło do powstania prawdziwego fenomenu społecznego. Młodzież żydowska, wyciągnięta z obszaru tradycyjnej kultury, dzięki darmowej edukacji publicznej zaczęła po raz pierwszy w historii na tak masową skalę mówić po polsku. W II RP zaczął powstawać dotychczas niespotykany model żydowskiej polskości/polskiej żydowskości, obejmującej swym zasięgiem setki tysięcy młodych Żydów.

Lata 30. to czas tworzenia się fenomenu kultury żydowskiej wyrażanej w języku polskim, co często mylone jest z asymilacją. Ten fenomen obejmował m.in. politykę, edukację i literaturę. Nie chodzi w nim o to, że Żydzi zatracali poczucie odrębnej etnoreligijnej i narodowej tożsamości, a następnie roztapiali się w kulturowej większości; wręcz przeciwnie.

Większość młodych Żydów znała język jidysz z domu, często posługiwała się nim na co dzień, choćby rozmawiając z rodzicami. Wielu młodych Żydów uczyło się też języka hebrajskiego w lokalach syjonistycznych i szkołach, ale też w instytucjach ortodoksyjnych, od chederu po jesziwę. Równocześnie jednak coraz częściej młodzi ludzie wyrażali siebie, w tym swoją żydowskość, w języku polskim i w kategoriach polskiej lub polsko-żydowskiej kultury.

W tym miejscu pojawia się pytanie, na ile język jest tylko neutralnym nośnikiem treści, a w jakim stopniu pociąga jednak za sobą akulturację, w tym przypadku polonizację tych młodych Żydów.

Oczywiście język nie jest tylko neutralnym narzędziem. Nie można jednak przechodzić w drugą skrajność, którą reprezentowali nacjonaliści żydowscy w latach 30., twierdząc, że język wyczerpuje żydowską tożsamość. Ta „logocentryczna”, etnonacjonalistyczna perspektywa dominowała zresztą wówczas w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Także etniczni Polacy patrzyli na polskość przez pryzmat języka. Dodatkowo żydowskie elity dostrzegały dynamiczne procesy akulturacyjne Żydów w Niemczech, ZSRR, USA i obawiały się, że to samo stanie się wkrótce w Polsce.

Tylko że na poziomie deklarowanej tożsamości narodowej ci młodzi Żydzi mówiący po polsku określali się jako Żydzi. Rosły także deklaracje znajomości języka jidysz i hebrajskiego, które podczas drugiego spisu powszechnego w 1931 roku, często zastępowały brakującą w formularzu spisowym deklarację narodowościową. Jednocześnie jednak ci sami młodzi Żydzi znali polską historię i deklarowali patriotyczne, obywatelskie przywiązanie do polskiej państwowości.

Intrygująco robi się, gdy sięgniemy po raporty wysłanników żydowskich z Palestyny, którzy wizytują szkoły hebrajskie w II RP. Przybysze są pod wrażeniem poziomu nauczania języka hebrajskiego w tym szkołach. A później wychodzą z nimi na przerwę, i co? Wszyscy młodzi rozmawiają już po polsku. A mówimy tutaj o młodych żydowskich elitach, zaznajomionych doskonale z historią i tradycją żydowską, osadzonych w tej tożsamości. Język polski, tożsamość żydowska.

To być może żydowskie elity miały trochę racji w swoich obawach, a ta hybrydalna tożsamość nie wytrzymałaby próby czasu?

Spójrzmy więc, jak potoczyło się to w innych państwach, gdzie odsetek Żydów w ogólnej populacji był mniejszy niż w przedwojennej Polsce, a szanse na awans społeczny większe. Do pełnej akulturacji, a tym bardziej asymilacji, nie doszło ani w kulturowym tyglu, jakim są Stany Zjednoczone, ani w Związku Radzieckim, od lat 30. stopniowo likwidującym przestrzeń dla funkcjonowania języka jidysz (nie mówiąc już o języku hebrajskim).

Tymczasem pamiętajmy, że w II RP Żydzi stanowili 10% mieszkańców kraju, dodatkowo byli mocno skoncentrowani w miastach. Tak więc ta hybrydalna tożsamość rozwijałaby się w warunkach miejskich, na bazie już istniejących dzielnic żydowskich. Ortodoksi stworzyliby pewnie swój odrębny, zamknięty świat, podobnie jak to stało się w wielkich dzielnicach Nowego Jorku, Brukseli i Jerozolimy. A pozostali? Mówiliby na co dzień po polsku, ale z innym akcentem, wtrętami z jidysz i hebrajskiego. Dodatkowo znajomość tych dwóch języków jako symboli dziedzictwa narodowego zapewne również byłaby całkiem powszechna. „Moja polskość jest innej próby” – tak mówił o sobie Kazimierz Ratajzer, jeden z przedstawicieli tego „hybrydalnego pokolenia”. To nie byliby więc żydowscy Polacy, ale raczej polscy Żydzi.

Dodatkowo nakładał się na to fenomen globalnej, transnarodowej wspólnoty żydowskiej z różnymi centrami rozsianymi po całym świecie, które w okresie międzywojennym coraz intensywniej się ze sobą komunikowały. W przypadku II RP chodziło głównie o USA,  Palestynę, południową Amerykę. Polscy Żydzi mają tam bliższą i dalszą rodzinę, regularnie czytają amerykańską i palestyńską prasę. Tamtejsze organizacje wspierają finansowo działalność polskich organizacji żydowskich. Nagle okazuje się, że wyobraźnia polskich Żydów sięga poza Polskę, ich życie zostaje niejako podzielone pomiędzy Polskę a te inne wspólnoty żydowskie. Tak więc Żydzi prawdopodobnie nigdy nie wpisaliby się w pełni we wzór dobrego polskiego Żyda, który interesuje się tylko swoją ojczyzną. Tożsamość żydowska była bardziej złożona niż „dobry Żyd” z oczekiwań polskich elit.

Jednocześnie szkoła w II RP próbowała, przynajmniej teoretycznie i do pewnego czasu, włączyć Żydów w projekt obywatelsko rozumianej polskości.

Polskości na pewno, ale waham się, czy nazwałbym ją obywatelską. Bo ta polskość, której uczono mniejszości w szkołach, w tym Żydów, zakładała uwielbienie dla państwa, narodu polskiego, jego kultury i podobnie jak dzisiaj nader zmitologizowanej historii, jednocześnie nie pozostawiała miejsca dla równorzędnego kultywowania kultury własnej. W II Rzeczpospolitej realnie nie funkcjonowało właściwie obywatelskie rozumienie polskości, pozwalające na równoczesne kultywowanie w jej ramach innych niż polska tradycji narodowych.

Z drugiej strony, co tylko sygnalizuję w swojej książce, i w tym przypadku przydałyby się dużo bardziej pogłębione badania na ten temat. Nie znalazłem tego rodzaju obywatelskiej wizji polskości również w postulatach ugrupowań żydowskich. Jeśli takowe były, to dotyczyły przyszłości, właśnie tego wyidealizowanego „nowego świata”. Również elity żydowskie miały ogromne trudności z odpowiedzią na pytanie, jak być dobrym polskim patriotom i równocześnie dobrym narodowym lub/i ortodoksyjnym Żydem, w którym momencie to pierwsze jest dobre, a w którym już oznacza asymilację i zanikanie tego drugiego.

Można więc powiedzieć, że polskie elity rozbudziły tożsamościowe aspiracje młodych Żydów, aby ostatecznie ich nie spełnić i zamknąć polską wspólnotę losu w granicach etnonacjonalistycznych. Czy młodzież żydowska mogła czuć się w pewien sposób oszukana?

Oszukana to za mocne słowo. Powiedziałbym raczej, że zawiedziona. W tym momencie staje przed nami fundamentalne pytanie: czy w II RP istniały zasoby kulturowe i symboliczne, które pozwalały na faktyczne i pełnoprawne włączenie polskich Żydów w polską wspólnotę narodową? Obawiam się, że nie.

Poza tym większość polskich Żydów chciała zostać włączona raczej w polską wspólnotę obywatelską, ale już nie roztopić się w ramach polskiego narodu. Z drugiej strony prawica w okresie międzywojennym postulowała Żydów, czyli włączenie ich do polskiej wspólnoty narodowej – posłużmy się tutaj choćby przykładem jej stosunku do Tuwima, Słonimskiego, środowiska „Wiadomości Literackich” – uważała za rzecz niepożądaną, nawet zgubną. Szeroko pojęte centrum, w tym mocno wewnętrznie zróżnicowana sanacja, coraz częściej zaczynało przyjmować ten pogląd bądź też w asymilację po prostu nie wierzyło. Wierzyła w nią PPS-owska lewica, mająca zarazem ogromny problem z dominującą wśród Żydów wolą utrzymania własnej etnoreligijnej i narodowej tożsamości.

A co na to druga strona?

Żydowski etnonacjonalizm też nie był gotowy na takie otwarcie. Mieliśmy w latach 30. młode pokolenie identyfikujące się jako żydowscy nacjonaliści, ale mówiące po polsku. I nikomu w II RP to nie pasowało: ani etnicznym Polakom, ani żydowskim elitom.

Elity żydowskie zachęcały młodych do nauki polskiego, bo muszą wejść w życie społeczne kraju, w którym na co dzień mieszkają, ale jednocześnie nie mogą iść w tym za daleko, bo grozi im wykorzenienie i utrata narodowej tożsamości. I tak żydowska młodzież stała w rozkroku.

I co na to żydowskie partie polityczne? Syjoniści niby zachęcali do emigracji do Palestyny, ale bardzo dobrze zdawali sobie sprawę, że nie da się z Polski wyekspediować trzech milionów ludzi. Jednocześnie nie mieli jednak spójnego pomysłu, jak powinno wyglądać docelowo dalsze życie w diasporze. Dalej mamy Bund, który od bieżących problemów uciekał w utopię przyszłej (r)ewolucji socjalistycznej i projekt stworzenia kraju, gdzie ideał jidyszowej autonomii kulturowej będzie można z łatwością zrealizować. Jeszcze ostrzej grali komuniści z ich wizją społeczeństwa bezklasowego. To wszystko były mrzonki, a nie konkretne rozwiązania bieżących problemów.

Może więc najbardziej realistyczną propozycję przedstawiali ortodoksi z partii Agudat Isreal?

Ich siłą było to, że nie kontestowali istniejącej rzeczywistości. Władze sanacyjne były im przychylne, aż do śmierci marszałka Piłsudskiego pozostawały z nimi w cichym sojuszu. Elitom ortodoksyjnym tak naprawdę odpowiadało, że Polska nie chce tak do końca zrobić z Żydów Polaków. Z drugiej strony, co pokazuję w swojej książce, szczególnie młode ortodoksyjne kręgi skupione wokół ugrupowań takich jak Poalej (robotnicy) i Ceirej (młodzi) Aguda, Tora we Awoda (Tora i praca), Ceirej i Polaej Mizrachi, również przekonane są o nieuchronności daleko idących zmian społeczno-ekonomicznych w II Rzeczypospolitej i wśród Żydów. Ponownie jednak – jedynie zasygnalizowałem tę kwestię, odwołując się do kilku źródeł i do zagranicznej, angielsko i hebrajskojęzycznej literatury naukowej. Nie ma dotychczas odrębnych badań poświęconych właśnie temu problemowi w kontekście II Rzeczpospolitej.

Samoidentyfikacja żydowskich ortodoksów była z gruntu przednowoczesna. Nie rozpatrywali raczej żydowskości w kategoriach etnonacjonalistycznych, lecz religijnych.

cdn juz jutro

One Response to “Stracona szansa na „polską żydowskość” cz.3/5”

  1. Moje pytania:
    A kto potrzebuje ten nowy wynalazek: „Polska zydowskosc”.
    To wielkie złudzenie, które doprowadzilo wyłącznie do utraty tozsamosci i narodzenie prawdziwego antysemityzmu. Owszem mamy obowiązek wzajemnego szacunku i cenić dobre uczynki (m.in gościnność danego panstwa) ale broń B-ze zmienia nasza narodowość lub wyrzekac się wielowiekowej religii i żydowskich tradycji.
    Historia udowodniła, że to DOPROWADZI do nihilacji i unicestwienia. Zosia Braun

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: