Stracona szansa na „polską żydowskość” cz.5/5

 

 


Z jednej strony przeludniony sztetl, z drugiej przeludniona wieś. Tak naprawdę młodzi Żydzi z małych miasteczek i nowe chłopskie pokolenie mierzą się ze skutkami tych samych strukturalnych problemów II RP. Jednak podziały etnonacjonalistyczne wygrywają z sojuszem klasowym.

To prawda. W ten sposób dochodzi do sytuacji paradoksalnej: młodzież polska i żydowska prawdopodobnie jeszcze nigdy w historii nie były tak sobie bliskie w wymiarze kulturowym, a jednocześnie tak mocno ze sobą skonfliktowane.

Za radykalizację tej przemocy na prowincji odpowiadali endeccy agitatorzy przyjeżdzający na wieś i do miast powiatowych z większych ośrodków miejskich?

Jeśli sięgniemy do relacji i pamiętników żydowskich z lat 30. to zobaczymy, że najbardziej traumatyczne przeżycia stały się udziałem młodzieży wielkomiejskiej. Na idee endeckie najmocniej podatna okazała się bowiem młodzież gimnazjalna i uniwersytecka. Na uniwersytetach i w szkołach średnich Żydów biły młode polskie elity.

Na wsi ten Żyd był jednak mniej anonimowy, trudniej go było przedstawić jako pewną figurę politycznej ideologii. W końcu chłopi i Żydzi żyli obok siebie i ze sobą już od pokoleń.

Aby na wsi pojawiła się regularna przemoc wobec Żydów, taka codzienna, w warunkach pokoju, jak w latach 30., potrzeba było dopiero nowoczesnego antysemityzmu i nowoczesnej ideologii politycznej.

Niezbędni okazali się inteligenci z większych miast, którzy świeżo wykształconym chłopom wyjaśniali kogo i dlaczego mają bić.

Drugą sprawą, obok ideologii politycznej, był klucz pokoleniowy. Dotychczas mówiliśmy o przemocy inicjowanej przez endeków. Tylko że to tylko jedna strona medalu. Sami Żydzi nie chcieli pozostać bierni, pragnęli zerwać ze słabością pokolenia swoich ojców. W trakcie badań nad pogromem w Przytyku zobaczyłem, ze w walkę z chłopskimi endekami bądź sympatykami endeków zaangażowani byli młodzi Żydzi z każdej opcji politycznej: od syjonistów, przez bejtarowców, zwolenników Bundu, aż po Żydów z religijno-syjonistycznej partii Mizrachi. Młodzież najmocniej akulturowana, przedstawiciele omawianej wcześniej tożsamości hybrydalnej, wszyscy osadzeni w ideologii radykalnego modernizmu.

Co ciekawe, dotychczas najlepiej w Polsce to zerwanie z biernością młodego pokolenia Żydów w latach 30. opisał Szczepan Twardoch w Królu. Aby stworzyć tę powieść pisarz sięgnął po oryginalne źródła żydowskie, z których w Polsce nikt praktycznie jeszcze nie korzystał. Literatura wyprzedziła naukę, tak jak w przypadku książki Anny Bikont nie-historyk wyprzedził historyków.

Po śmierci Piłsudskiego i powstaniu Obozu Zjednoczenia Narodowego sanacja zaczęła przejmować hasła endeckie. Wydaje się, że problem nasilającego się antysemityzmu staje się szerszy.

Dla narodowców sprawa jest prosta. Ich antysemityzm i hasła bojkotu gospodarczego płynnie łączą się z wizją rewolucji narodowej i przejęcia władzy w Polsce. Kiedy sanacja wysyła policję, aby zapobiec przemocy antysemickiej, dla endeków to doskonała okazja do epitetowania władzy mianem „żydowskich pachołków”. Zimna kalkulacja w celu zbicia kapitału politycznego.

Sanacja jest w tym reaktywna. Po śmierci Piłsudskiego mocniej popiera pomysł emigracji Żydów do Palestyny, pod koniec lat. 30. jej młodzieżówka również zaczyna bić Żydów.

Już w 1936 roku premier Sławoj Składkowski w oficjalnym przemówieniu poparł koncepcję bojkotu gospodarczego.

Liczy się kontekst tej wypowiedzi, między marcem a czerwcem, czyli w okresie pomiędzy pogromem w Przytyku a procesem sądowym. To nie był oficjalny program rządu, lecz sygnał dla administracji rządowej. Znów chodziło o polityczną taktykę, sanacja chciała po prostu „rozbroić” endeków, toczyła się walka o społeczne poparcie. Obóz Zjednoczenia Narodowego pragnął przekonać Polaków, że zrobi to samo, co głosi endecja, ale w sposób bardziej cywilizowany.

Być może, podobnie jak stało się to na Węgrzech Horthyego, z czasem wprowadzono by mniej radykalną od tych norymberskich polską wersję ustaw antyżydowskich, formalnie ograniczających obywatelskie prawa Żydów, ich dostęp do określonych zawodów, edukacji czy też prawa wyborcze. Zresztą takie próby pod koniec lat 30. były już czynione przez niektórych przedstawicieli obozu sanacyjnego.

W jakim kierunku w takim razie rozwijałaby się sytuacja społeczno-narodowa w II RP, gdyby nie wybuch II wojny światowej? Z naszej rozmowy wyłania się bowiem sytuacja patowa na wielu płaszczyznach: od rywalizacji gospodarczej, przez rosnący antysemityzm, bezradność i zagubienie żydowskich elit wobec dynamicznych zmian społeczno-tożsamościowych, po zablokowane aspiracje młodego pokolenia Żydów. Czy istniała szansa na rozwój tej polskiej żydowskości pomimo tych wszystkich problemów?

Stawia mnie Pan wobec pytania, którego jako historyk bardzo się boję. Szczerze mówią nie mam pojęcia, co by było, gdyby historia przybrała inny obrót. Mogę więc tylko powiedzieć, że trudno mi sobie wyobrazić coś gorszego od tego co się stało, coś gorszego niż Holocaust. Z drugiej strony nie wierzę w popularne ostatnio historie alternatywne, wizje „dobrych polskich Żydów” idących w wojsku polskim u boku wojsk niemieckich na Moskwę, które znaleźć można w fantazmatycznych publikacjach niektórych publicystów. Myślę, że całkiem możliwy byłby scenariusz, w którym w Polsce doszedłby do skutku wspomniany wyżej „model węgierski”, by po kilku latach, najwyżej dekadach, upaść i znowu ustąpić, ułomnej bo ułomnej, ale zawsze demokracji. Co byłoby częścią długofalowych procesów mających miejsce od drugiej połowy XIX wieku.

Żydzi by z Polski i tak emigrowali, niezależnie od krajowej polityki wobec nich, ale oczywiście nie wyemigrowaliby wszyscy, wielu by w niej zostało. Tak jak wspomniałem wcześniej, na pewno postępowałaby językowa akulturacja, nie tyle zacierająca, co zmieniająca tożsamość i kulturę żydowską. Polska dla Żydów i Żydzi dla Polski ciągle byliby problemem. Z drugiej strony, Polacy i Żydzi ciągle żyliby obok siebie, ich kulturowa i społeczna integracja pewnie ciągle by postępowała.

A czy to, że wzajemne współżycie ciągle byłoby problematyczne, byłoby aż tak poważnym wyzwaniem? Dla skrajnego nacjonalisty zapewne tak, ale nie dla mnie, bo ja, co dzisiaj nie jest absolutnie niczym oryginalnym, nie wierzę w koniec historii i w możliwość radykalnego położenia kresu problemom. Wierzę w racjonalną debatę, rozwiązywanie ich za pomocą demokratycznych półśrodków, a nie rzekomo cudownych niedemokratycznych rozwiązań. Zresztą w Polsce, jak widzimy to obecnie, głęboki problem z narodową tożsamością istnieje i bez Żydów, i ma on ogromne polityczne konsekwencje.

Rozmowa pochodzi z nowej 53. teki czasopisma „Pressje” pt. Żyd-Polak. Zapraszamy do nieodpłatnego pobrania numeru w wersji pdf.

https://klubjagiellonski.pl/2019/01/25/stracona-szansa-na-polska-zydowskosc/

 

Poprzednie czesci TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: