Cien

Zenon Rogala

 


„Daj mi wstążkę błękitną… – był jednak wieszczem, skoro przewidział taką sytuację, że jego czciciel, wykorzysta ten wiersz do podwalania się do Ciebie, moja ty luba na wieki.. swoją drogą piękna jest ta Twoja kokarda…” – taka treść grypsu została posłana znaną i utrwaloną trasą miedzy ławkami w maturalnej klasie, do mojego zapatrzenia, do wszystkiego co najważniejsze w tamtym świecie, w tamtym czasie.

Wystarczyło siedząc prosto, położyć na blacie ławki za plecami, złożoną na kształt pocisku karteczkę, a jej los, do chwili dotarcia do adresatki, był pilnie strzeżoną tajemnicą klasową.  Tajemnica korespondencji karteczkowej, nabierała specyficznego dla konspiracji uczniowskich uczuć, typowego napięcia. Dreszczyku emocji dostarczał problem przenoszenia i odczytywania zawartości tego zwitka papieru. Zdarzało się, że adresatka odpowiedzi nagle, niespodziewanie, i z nieznanych nikomu, poza mną, powodów, parskała głośnym śmiechem. Tym razem, odpowiedz przyszła pocztą ekspresową, odpowiedz brzmiała okrutnie – „ Norwid nie pisał dla takich osłów jak Ty, jestem też pewna, że napisał wstążkę, a nie wstąszkę. Będę czekała tam, gdzie zawsze.”

Cała Basia. Uwielbiałem ją za ten dowcip, za dystans, za inteligencję.

Często spotykaliśmy się na tym cmentarzu. Tu czuliśmy się w miarę bezpieczni, mogliśmy niby to niechcący trzymać się za ręce, zbierać kasztany, dotykać się i całować bezkarnie. Tu mogłem z troską o jej wygląd poprawiać jej twarde włosy i podsuwać niesforne kosmyki  pod ciepły moherowy beret. Niekiedy przysiadała na kamiennym grobowcu, aby z przepastnej torby wyjąć jakiś przedmiot, jako dowód do rozstrzygnięcia niewinnego sporu między nami. Lubiłem odczytywać apokryfy zapisane na kamiennych pomnikach, obliczając ile lat przed nami ktoś tułał się po tym łez padole. Dziwnie, ale daty najwcześniejsze miały wielkie powodzenie. Jak również te jeszcze wczorajsze. Tutaj też snuliśmy  pierwsze nieudolne, licealne plany na przyszłość, tę jutrzejszą, szkolną i tę akademicką,, niepewni czy zdamy egzaminy na różne uczelnie, ale na szczęście w jednym mieście. Jeszcze wtedy nieświadomi, że czyjaś niewidzialna ręka, wprowadzi w te plany radykalne korekty lub całkiem usunie niektóre jego punkty.

Jeszcze tak niedawno z nieskrywaną radością wchodziłem w ten zadrzewiony, poprzecinany alejkami teren. Wtedy, dla niej tu biegłem i dla tego nastroju lekkości, jaki ogarniał nas w czasie, ale i po naszych spotkaniach.

„…albo daj mi cień twój z giętka szyją…” przypominam myśli refleksyjnego poety.

Dzisiaj też tu idę, ale bardzo powoli. Chcę, inaczej niż kiedyś, opóźnić nasze spotkanie, bo wiem, że inaczej niż kiedyś, zawsze już będziesz tu na mnie czekać.   I choć minęło tyle wartkich lat, idąc znanymi alejkami, odnajduję tamten nastrój uniesienia, tamten zapach powietrza, tamten puls bijącego serca. Niby taki sam, jednak znacznie bogatszy. Wiem już na pewno, że to o tę fioletową wstążkę w bukiecie kwiatów, chodziło poecie.


.

Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

 

  

2 komentarze to “Cien”

  1. Marek Kobylecki 21/06/2019 at 12:11

    Wspaniale Pan pisze.

  2. ”Chcę, inaczej niż kiedyś, opóźnić nasze spotkanie, bo wiem, że inaczej niż kiedyś, zawsze już będziesz tu na mnie czekać ..” [na cmentarzu]
    Nie moge zapomniec tego ..ZR jest wspanialym pisarzem

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: