Szanse rozmowy o prawdziwym arabsko-izraelskim pokoju na konferencji w Bahrajnie

Prowadzona przez USA ekonomiczna konferencja, która ma odbyć się w Bahrajnie pod koniec czerwca, potrzebuje tylko kilku ulepszeń, by wyłonić się jako potencjalnie dramatyczne wydarzenie w historii „zaprowadzania pokoju” na Bliskim Wschodzie. Na zdjęciu: Manama, Bahrajn. (Zdjęcie: Shahzad Ali/Wikimedia Commons)

 

Shoshana Bryen

Przyslala

Katharina Dr.Gasinska-Lepsien


Kolejne wybory w Izraelu nie są powodem do zmiany planów administracji Trumpa w sprawie kierowanej przez US konferencji ekonomicznej, która ma odbyć się w Bahrajnie pod koniec czerwca. Palestyńska decyzja zbojkotowania tego spotkania z pewnością nie jest powodem do zmiany – lub anulowania – jej. Potrzebuje tylko kilku ulepszeń, by wyłonić się jako potencjalnie przełomowe wydarzenie w historii „zaprowadzania pokoju” na Bliskim Wschodzie.

Nowoczesny etap arabsko-izraelskiego konfliktu zaczął się w XIX wieku i wzmocnił w 1948 roku. Przekształcił się albo w sposób zaplanowany, albo przez zaniedbanie w konflikt izraelsko-palestyński wraz z Umowami z Oslo w latach 1990. Państwa arabskie uniknęły odpowiedzialności za wojny, które rozpoczęły w 1948, ’56, ’67, ’73 i ’82 roku, pozostawiając Jasera Arafata, by wymyślił, jak zrobić to, czego im się nigdy nie udało – albo zawrzeć pokój z państwem Izrael, albo wygrać wojnę przeciwko niemu.

Bahrajn pozwala państwom arabskim sięgnąć wstecz, spełnić swoje obowiązki zgodnie z Rezolucją 242 ONZ i ponownie rozpocząć proces w sposób, w jaki zamierzały to Narody Zjednoczone – kiedy ich intencje jeszcze były uczciwe.

ONZ rozumiała, że Wojna Sześciodniowa w 1967 roku była agresywną wojną arabską przeciwko Izraelowi. Rada Bezpieczeństwa uznała, że źródłem „arabsko-izraelskiego konfliktu” nie było to, gdzie żyli Żydzi, ale to, że mieli suwerenne prawa do żydowskiej ojczyzny – czego Arabowie nie akceptowali. Stanowisko Arabów było w oczach ONZ niesłuszne – Izrael miał absolutne, niezaprzeczalne i nieodwołalne prawo do suwerennej obecności w historycznie żydowskiej ojczyźnie.

Rada Bezpieczeństwa postanowiła, że Izrael nie powinien zostać zmuszony do zwrotu terytoriów, tak jak został zmuszony na Synaju w 1956 roku, bez rozwiązania problemów, które leżą u podstaw konfliktu. To był sposób myślenia przy uchwalaniu Rezolucji 242.

W preambule zapisano: „uznając za niedopuszczalne zdobywania terytorium w drodze wojny i konieczność pracy na rzecz sprawiedliwego i trwałego pokoju w regionie, w którym każde państwo regionu będzie mogło żyć w bezpieczeństwie”. Dwie rzeczy rzucają się w oczy:

Pierwsza, użycie słowa „wojna”, a nie „siła”, jak to się zazwyczaj tłumaczy. Użycie siły przez Izrael w 1967 roku było obronne; „wojnę” rozpoczęli Arabowie. Niedopuszczalność zdobywania terytorium stosuje się do „w drodze wojny”, co ma sens – w innym razie agresor, w tym wypadku państwa arabskie, mogą po prostu powiedzieć: „W porządku, status quo ante” i czekać na następną okazję. Zdobycie terytorium przez Izrael przez obronne użycie siły nie było niedopuszczalne. Choć zdobycie mogło (lub nie) być permanentne, ostateczne jego przyznanie miało odbyć się po tym, jak Arabowie spełnili swoje obowiązki wobec Izraela.
Po drugie, użycie słowa „bezpieczeństwo” jest także kluczem – ONZ nie oferowała Izraelowi mglistego „pokoju”, ale konkretny zestaw warunków do stworzenia „bezpieczeństwa”.
Dla zapewnienia tego Rezolucja 242 ma dwie nierozdzielne klauzule – (i) i (ii):

(i) Wycofanie izraelskich sił zbrojnych z terytoriów przejętych w niedawnym konflikcie;

Nie wszystkich terytoriów – amerykańscy i brytyjscy dyplomaci nalegali na to wtedy i robią to dzisiaj – i towarzysząca temu:

(ii) Odstąpienie od wszystkich roszczeń oraz powstrzymanie zapędów wojennych, a także poszanowanie oraz uznanie suwerenności, integralności terytorialnej i niepodległości politycznej każdego Państwa w regionie oraz prawa tych Państw do życia w pokoju, w bezpiecznych i uznanych granicach wolnych od gróźb i aktów użycia siły.

W trosce, że Rezolucja 242 nie idzie wystarczająco daleko, by zapewnić Izraelowi bezpieczeństwo Rada Bezpieczeństwa dodała, że konieczne jest:

” zagwarantowania swobody żeglugi na międzynarodowych szlakach wodnych w regionie”, co było bezpośrednią przyczyną wojny 1967 roku;
„osiągnięcia sprawiedliwego rozwiązania problemu uchodźców”
” zagwarantowania nienaruszalności terytorialnej i niezależności politycznej każdego Państwa w regionie poprzez ustanowienie stref zdemilitaryzowanych”.
Wszystko to miało być dane Izraelowi nie przez Palestyńczyków, którzy ani wtedy, ani teraz nie spełniają kryteriów państwa, ale przez strony, które rozpoczęły wojny 1948 i 1967 roku. Egipt i Jordania zrobiły to. Izrael nadal czeka na uznanie swojej suwerenności, terytorialnej integralności i politycznej niepodległości przez Syrię, Irak, Liban i kraje, które wspierały wojnę – Algierię, Kuwejt, Libię, Maroko, Pakistan, Sudan i Tunezję. Dzisiaj Izrael żąda, by Autonomia Palestyńska (AP) – następca OWP na Zachodnim Brzegu – także zaakceptowała te warunki. AP odmawia.

To powinno być proste. W 1967 roku państwa arabskie powinny były przyznać, że ich obstrukcjonizm w 1948 roku był bezprawny i że powstanie Izraela było legalne i sprawiedliwe. Kilka spośród krajów, które muszą dopiero zawrzeć pokój z Izraelem, będzie w Bahrajnie i Rezolucja 242 powinna być na stole. Pięćdziesiąt dwa lata później nie jest zbyt późno.

Jeśli ta konferencja jest częścią drogi ku temu, by państwa arabskie nie tylko współpracowały z Izraelem jako przeciwwagą dla Iranu, ale jako politycznym i gospodarczym partnerem w regionie… jeśli ta konferencja ustanowi, że zarówno Arabowie, jak Izraelczycy mają miejsca, do których mogą pójść razem i jedynym sposobem dla Palestyńczyków, by dostać się tam, jest zaakceptowanie warunków Rezolucji 242 ONZ…

Wówczas będzie można zrobić postępy.

Making Real Arab-Israeli Peace at the Bahrain Conference

Gatestone Institute, 5 czerwca 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Shoshana Bryen

Badaczka i członek kierownictwa amerykańskiej organizacji Jewish Policy Center

http://www.listyznaszegosadu.pl/m/notatki/szanse-rozmowy-o-prawdziwym-arabsko-izraelskim-pokoju-na-konferencji-w-bahrajnie

3 komentarze to “Szanse rozmowy o prawdziwym arabsko-izraelskim pokoju na konferencji w Bahrajnie”

  1. Jedyny wynik to dalszy mały krok w legitymacji Izraela w oczach Arabów.
    Izrael nie potrzebuje śmiesznych interesów z operetkowymi mini kalifatami, ani darów amerykańskich dla patetycznych złodziei z AP, ale potrzebuje uznania i te dostał przez sam fakt rozmów z kacykami Zatoki Arabskiej.
    Z izraelskiego punktu widzenia ta konferencja była jeszcze jednym darem politycznym z rogu obfitości Trumpa i jego rodziny.

  2. Nanes Abram 30/06/2019 at 16:25

    Konferencja juz sie skonczyla. Zostalo ustalic kto komu da pieniadze a komu zamowienia. jezeli mowa o korupcji. Amerykanska korupcja w Iraku, czyli Busha, puscila w wiatr dziesiatki miliardow dolarow. Albo i wiecej.
    Wyniki konferencji… wyniki… wyniki… Sa wyniki?

  3. Co za nierelewantny cyrk !

    Ani Izrael, ani PA nie brały udziału. Niby są jakieś obiecanki inwestycji ale jest oczywiste ze nikt nie zainwestuje dolar bez gwarancji ze mu go nie ukradną i ze będzie mógł zachować zyski albo czy nie zostanie zmieciona z powierzchni przez następną wojnę.
    A takie gwarancje daje tylko państwo prawa i jakieś gwarancje na pokój czyli rozwiązanie polityczne, bez niego raczej nikt nie będzie topił $$$$.

    A jak jakiś kapitalista chce inwestować w państwach bez prawa, to oprócz Gazy, jest jeszcze Rosja, „Noworosja” Wenezuela, Kuba, Jemen…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: