Pakt Ribbentrop–Mołotow: zapalnik II wojny światowej

  • Fot. Wikipedia

75 lat temu, 23 sierpnia 1939 roku o godzinie 15.30 na sowieckim Kremlu pojawił się szef niemieckiego MSZ Joachim von Ribbentrop. Po kilku godzinach podpisany został pakt Ribbentrop–Mołotow. To w co nikt nie wierzył, stało się możliwe. Droga do II wojny światowej była otwarta.

 


 

W końcu lat 30. ZSRR, rządzony przez bezlitosnego Stalina, pogrążał się w wewnętrznym chaosie i pozostawał na marginesie europejskiej polityki zagranicznej. W tym czasie hitlerowskie Niemcy budziły zdumienie i podziw całej Europy. Łamiąc kolejne postanowienia Traktatu Wersalskiego, Hitler wprowadził wojska do zdemilitaryzowanej Nadrenii i zupełnie otwarcie zaczął rozbudowywać swoją armię.

W marcu 1938 r. przyłączył do III Rzeszy Austrię, aby jesienią – na mocy dyktatu monachijskiego – zagrabić czeskie Sudety. Francja i Wielka Brytania zostały upokorzone, ale wydawało im się, że odsunęły groźbę wojny. „Przywożę wam pokój” – mówił Brytyjczykom premier Neville Chamberlain wracając z haniebnej konferencji w Monachium. „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę. Wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak” – komentował działania Francji i Wielkiej Brytanii Winston Churchill.

23 sierpnia 1939 r. wieczorem było już przesądzone, że wojna wybuchnie. Związek Sowiecki i Niemcy podpisały traktat o nieagresji. To co wydawało się niewiarygodne, stało się faktem. Zaczęło się odliczanie do największego konfliktu w dziejach świata.

Śmiertelni wrogowie

Niemiecki narodowy socjalizm i komunizm były ideologicznymi przeciwieństwami. Propaganda komunistyczna była nastawiona na walkę z faszyzmem i hitleryzmem, podczas gdy jednym z filarów nazizmu była krucjata przeciwko bolszewizmowi. W drugiej połowie lat 30. polem śmiertelnego starcia obu ideologii stała się wojna w Hiszpanii. Niemcy poparły tam konserwatywne siły, którym przewodził gen. Francisco Franco, podczas gdy Stalin stanął po stronie sił republikańskich. Demokracje zachodnie zajęły niezdecydowaną postawę. Francja i Wielka Brytania, wykrwawione na polach I wojny światowej, niczego nie bały się tak bardzo jak kolejnego wielkiego konfliktu.

W początkach roku 1939 sytuacja w Europie była klarowna. Wojnę w Hiszpanii wygrały siły prawicowe. Stalin i Hitler, jako śmiertelni wrogowie, szachowali się wzajemnie. Zapewniało to minimum stabilności francuskiej i brytyjskiej polityce zagranicznej, a także było korzystne dla położonej miedzy Moskwą a Berlinem Polski. Państwa zachodnie konsekwentnie lekceważyły znaczenie Sowietów, które uważano za kolosa na glinianych nogach. Sprzyjało temu powszechne przekonanie, że sojusz Moskwa – Berlin jest niemożliwością.
W takiej sytuacji 10 marca 1939 r., podczas inauguracji XVIII Zjazdu WKP – komunistycznej partii Sowietów – Stalin wygłosił słynną „mowę kasztanową”. Zawarł w niej myśl, która musiała wywołać dreszcz w gabinetach dyplomatycznych całej Europy. Sowiecki dyktator, przedstawiając zasady swojej dyplomacji stwierdzał, że nie pozwoli, aby ZSRR „został wciągnięty do konfliktów przez podżegaczy wojennych, którzy przywykli do tego, by inni wyciągali za nich kasztany z ognia”. Jakby tego było mało, władca Kremla podkreślił, że jest w stanie porozumieć się z każdym państwem, bez względu na panujący w nim ustrój. Był to wyraźny sygnał, że droga do normalizacji stosunków pomiędzy Moskwą a Berlinem jest otwarta. Do tej pory Stalin na każdym kroku piętnował Hitlera, nazizm i faszyzm. Skąd więc wziął się makiaweliczny zwrot w jego polityce?

Kto chciał podpalić świat?

Chociaż w swoim przemówieniu Stalin atakował „podżegaczy wojennych”, to w rzeczywistości jemu samemu najbardziej zależało na wybuchu europejskiego konfliktu. Ze swoją kilkumilionową armią, trudnymi do oszacowania zasobami mineralnymi oraz wielkim potencjałem ludzkim, Stalin mógł być pożądanym sojusznikiem. Demokracje zachodnie były gotowe się z nim porozumieć, bo obawiały się Hitlera. Ale nie potrafiły. Komunistyczny dyktator niedwuznacznie domagał się poszerzenia swojej strefy wpływów o wielkie połacie wschodniej Europy (Finlandia, Polska, kraje bałtyckie, Rumunia). Paryż i Londyn byłyby zapewne gotowe przypieczętować taki sojusz płacąc nie swoim terytorium, ale kraje Europy Wschodniej kategorycznie odmawiały zgody na takie rozwiązanie. Zachód nie mógł natomiast naciskać, bo wówczas wepchnąłby je w ręce Hitlera. Sytuacja była więc patowa.

Berlin nie miał takich skrupułów. Hitler nie musiał szczególnie liczyć się z opinią publiczną, nie mówiąc już o przywódcach krajów wschodniej Europy. Zdawał sobie sprawę z tego, że ci ostatni panicznie obawiają się komunizmu i po dobroci nigdy nie zaczną współpracować z Moskwą. Tymczasem dyktator III Rzeszy pragnął za wszelką cenę przełamać swoją geopolityczną izolację. Parł do wojny. Jakie rozwiązania mógł wybrać?

Z jednej strony mógł porozumieć się z mocarstwami zachodnimi, Chodziło o to, by wymóc ich zgodę na „nowe uporządkowanie” Europy Wschodniej, czyli podporządkowania jej Niemcom, w zamian za podział Starego Kontynentu na strefy wpływów i zagwarantowanie interesów francuskich i brytyjskich. Spokój na zachodzie był Berlinowi niezbędny, bo niemiecki dyktator niczego nie pragnął tak bardzo, jak militarnego zderzenia ZSRR i Niemiec. Ale czy porozumienie z Zachodem było realne? Nie, bo Paryż i Londyn nie ufały Hitlerowi. Nie miały też ochoty na dzielenie Europy na takie strefy wpływów, jakich domagał się Hitler. Jednocześnie jednak Zachód były zbyt słaby – nie potrafił poprzeć swoich interesów siłą militarną.

W takiej sytuacji Hitler był gotów taktycznie porozumieć się ze Stalinem. Dlaczego było to możliwe? Obaj dyktatorzy byli pragmatykami. Realizowali pozornie różne, ale w swojej naturze podobne wersje agresywnych imperializmów. Oba kraje pretendowały do roli światowych mocarstw i domagały się uznania od starych potęg. Podczas gdy Wielka Brytania i Francja broniły status quo, Niemcy i Sowiety chciały podpalić świat. Pewne znaczenie miał też fakt, że współpraca między Rosją a Niemcami stanowiła fundament pełnej sukcesów polityki niemieckiej i rosyjskiej przez większość wieku XIX. Istniała więc tradycja politycznych sukcesów, do których można się było odwołać. Droga do podpisania paktu Ribbentrop–Mołotow była więc znacznie krótsza niż na pozór mogło się wydawać.

A może jednak pakt Ribbentrop–Beck?

W Polsce wielokrotnie piszemy, że porozumienie niemiecko-radzieckie stanowiło IV rozbiór Polski. Tak rzeczywiście było, a jego konsekwencje były dla naszego kraju tragiczne. Jednak porozumienie to miało o wiele większe znaczenie, dotyczyło bowiem balansu sił w skali światowej, a nie regionalnej. Dlaczego warto o tym przypomnieć? Dlatego, żeby ustalić różnicę pomiędzy potencjalnym sojuszem niemiecko-polskim a niemiecko-radzieckim. Z punktu widzenia geopolitycznej logiki sojusz niemiecko-polski byłby dla nazistowskich Niemiec nieporównanie mniej ważny niż porozumienie z Moskwą. Dlaczego?

Autorytarna Polska wraz z jej ówczesną strukturą ludnościową oraz problemami gospodarczymi była dla Berlina podobnie atrakcyjnym sojusznikiem co Rumunia. Południowo-wschodni sąsiad II RP miał zbliżone terytorium, podobną strukturę narodowościową (1/3 ludności stanowiły mniejszości), a w bogactwach naturalnych właściwie Polskę wyprzedzał (roponośne pola Ploiești). Warto też przypomnieć, że przełomowa klęska stalingradzka z przełomu 1942 i 1943 r. została w znacznej mierze spowodowana użyciem w walkach na froncie wschodnim dywizji rumuńskich. Dzielnie walczący Rumuni stanowili znacznie słabszą siłę bojową niż wojska niemieckie. Czy znajdująca się na zbliżonym poziomie technicznym armia polska mogłaby w konflikcie sowiecko-niemieckim przeważyć na stronę Berlina? Włóżmy to między bajki. Rojenia o „pakcie Ribbentrop-Beck” są myśleniem życzeniowym, pozbawionym podstaw. Są ćwiczeniem nie tyle z historii alternatywnej, co z fantastyki nienaukowej.

Polityka zastraszania

Dzisiaj możemy do woli fantazjować o tym w jaki sposób polska mogła uniknąć tragicznego Września 1939 r. Dokumenty dyplomatyczne oraz rozmaite świadectwa polityków wskazują, że myśl o porozumieniu radziecko-niemieckim kiełkowała w gabinetach dyplomatycznych Moskwy i Belina przynajmniej od wiosny 1939 r. Poza sferę deklaracji dyplomatom udało się wyjść dopiero w sierpniu.

12 sierpnia 1939 r. w Salzburgu doszło do spotkania szefa hitlerowskiego MSZ Joachima von Ribbentropa z szefem dyplomacji włoskiej Galeazzo Ciano. Ten pierwszy sugerował, że rozmowy Berlina z Moskwą są zaawansowane i lada dzień mogą doprowadzić do porozumienia. Ciano nie wziął słów Ribbentropa poważnie. Włoch miał się czym martwić. Od maja 1939 r. Włochy były z Niemcami związane sojuszem wojskowym, który zobowiązywał Rzym do wsparcia Berlina w wojnie. 21 sierpnia 1939 r. wieczorem, szef włoskiego MSZ wiedział już, że lada dzień Ribbentrop wyleci do Moskwy. Chociaż sam był przeciwnikiem aliansu włosko-niemieckiego, to w rozmowie z Benito Mussolinim doceniał zręczność dyplomacji III Rzeszy:

Długo rozmawiałem telefonicznie z Duce. Nie ulega wątpliwości, że Niemcy wykonali mistrzowskie pchnięcie. Cały europejski układ uległ zmianie. Czy Francja i Anglia, które opierały swoją politykę wrogości wobec Osi na sojuszu z Sowietami, będą jeszcze mogły liczyć na bezwarunkowe wsparcie ze strony zradykalizowanych mas?

Pakt Ribbentrop–Mołotow podpisano na Kremlu wieczorem 23 sierpnia 1939 r. Wszedł w życie z momentem podpisania. Oficjalnie był on paktem o nieagresji, ale zawierał również tajny protokół, którego zapisy miały kluczowe znaczenie dla przyszłości świata. W konsekwencji Estonia, Łotwa i Finlandia oraz rumuńska Besarabia znalazły się w strefie wpływów ZSRR – granicę stref interesów Berlina i Moskwy stanowiła północna granica Litwy. Obszarem państwa polskiego oba kraje podzieliły się wzdłuż linii Narwi, Wisły i Sanu.

Szef polskiej dyplomacji Józef Beck nie wiedział o istnieniu tajnego protokołu do paktu. Powinien jednak zdawać sobie sprawę, że podpisanie porozumienia radziecko-niemieckiego oznaczało śmiertelną groźbę dla Polski. Jak przyjęto tę wiadomość w Warszawie? Beck w swoim Ostatnim raporcie spisywanym w kilka miesięcy po opisywanych wydarzeniach, wskazywał że nie było jasne, czy działania niemieckie nie są wielkim bluffem:

Doświadczenia z okresu Anschlussu austriackiego i działanie niemieckie przeciw Czechosłowacji oraz znane nam tezy wewnętrznej propagandy wskazywały na wyraźne koordynowanie konkretnych prac wojskowych z wyraźnym w życiu Trzeciej Rzeszy elementem propagandy. Metoda zastraszania nie tylko przy użyciu słów lecz i drogą daleko idących zarządzeń wojskowych, jako metoda mająca prowadzić do zwycięstwa przy oszczędzaniu narodowi niemieckiemu ofiar, utrudniała dość długo ścisłą ocenę istotnych decyzji niemieckich.

Z kolei Stanisław Cat–Mackiewicz, wielki antagonista Becka, pisał z perspektywy czasu:

Co najmniej w dniu 23 sierpnia 1939 r., po skonstatowaniu, że Niemcy i Rosja dogadały się i idą razem, obowiązkiem władz wojskowych polskich było zażądać od dyplomacji polskiej uczynienia wszystkich starań, aby odroczyć wybuch wojny, a ściślej, odroczyć datę wstąpienia Polski do wojny.
W rzeczywistości jednak, 23 sierpnia 1939 r. polska dyplomacja nie miała już żadnego realnego pola manewru. Warszawa nie chciała i nie mogła zgodzić się na porozumienie z Moskwą. Po 23 sierpnia było już zresztą na to za późno. Berlin był wobec Polaków skrajnie konfrontacyjny i nieustannie mnożył swoje roszczenia. Niemcy podtrzymywali żądania eksterytorialnej autostrady do Prus Wschodnich przez terytorium Pomorza Gdańskiego, w nazistowskiej propagandzie zwanego eufemistycznie „polskim korytarzem” oraz zgody na przyłączenie do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska. Żądania te były jednak kolejnym pretekstem, który służył zaognianiu stosunków polsko-niemieckich. Spełnienie żądań Berlina niczego już nie mogło zmienić.
Świat w szoku
W chwili, gdy ZSRR i Niemcy podpisały pakt o nieagresji, zdawano sobie sprawę, że nastąpiła zmiana światowego układu sił. Na horyzoncie – wyraźnie niż kiedykolwiek – pojawiło się wojny powszechnej. Informację o porozumieniu szybko podano do wiadomości. Jak wspominał Albert Speer:
Kiedy Goebbels komentował tę wiadomość na konferencji prasowej wieczorem 23 sierpnia, Hitler kazał, aby go z nim połączono. Chciał wiedzieć, jak zareagowali na to przedstawiciele prasy zagranicznej. Z błyszczącymi jak w gorączce oczyma opowiadał nam, co usłyszał: „Nic już nie mogło przewyższyć tej sensacji. A gdy jednocześnie w oddali zabrzmiały dzwony, pewien angielski dziennikarz stwierdził z rezygnacją: «To biją dzwoni pogrzebowe imperium brytyjskiego»”. Na Hitlerze, znajdującym się tego wieczoru w nastroju euforii, uwaga ta zrobiła niesłychanie silne wrażenie. Uwierzył, że wzniósł się tak wysoko, iż los nie może mu już zaszkodzić.

Komentując zawarcie porozumienie pomiędzy Moskwą a Berlinem, Josef Goebbels pisał w swoim dzienniku:

Europa Wschodnia będzie podzielona między Berlin i Moskwę. Naturalnie Rosja chce części państw bałtyckich. Ma ją dostać. Polska będzie podzielona. Interesy innych mocarstw w Europie Wschodniej nie będą uznawane. Problem bolszewizmu ma w chwili obecnej podrzędne znaczenie. Fuhrer sądzi również, że znajduje się on w fazie przepoczwarzania. Ale co to wszystko znaczy. Jesteśmy w potrzebie, dobre i to. Nasz naród aprobuje tę politykę i współdziała z entuzjazmem.

Ekstatyczne nastoje w Berlinie kontrastowały ze strachem przemieszanym z niedowierzaniem, jaki panował w Rzymie. 23 sierpnia 1939 r. Ciano pisał:
Dziś dzień naładowany elektrycznością i gęsty od gróźb. Mimo zaniepokojenia układem rosyjsko-niemieckim, można jednak dokonać racjonalnej oceny tego wydarzenia, które – według mnie – nie ma aż tak fundamentalnego znaczenia. Francja i Anglia rozgłaszają wszem i wobec, że w razie ewentualnego konfliktu i tak będą interweniować.

Reakcja szefa włoskiego MSZ była robieniem dobrej miny do złej gry. Pokazywała, nie tylko jego antyniemieckość, ale również naiwność. Lokator rzymskiego Palazzo Chigi żywił nadzieję, że z wielkiej chmury spadnie mały deszcz. W pewnym sensie Ciano dzielił złudzenia Józefa Becka. Natomiast znaczące były zanotowane przez Włocha słowa dotyczące reakcji Londynu na fakt podpisania paktu Ribbentrop–Mołotow. Już 25 sierpnia 1939 r. Wielka Brytania podpisała traktat sojuszniczy z Polską. Stanowił on poszerzenie i rozwinięcie gwarancji brytyjskich z wiosny 1939 r.

Finał

Według pierwotnych założeń, 26 sierpnia 1939 r. miała się rozpocząć inwazja niemiecka na Polskę. Kryła się pod niepozornym kryptonimem Fall Weiss – „plan biały”. Wszystkie polecenie były wydane, armie niemieckie skoncentrowano na pozycjach wyjściowych, a tuby propagandowe rozgrzano do czerwoności. Na wieść o podpisaniu sojuszu brytyjsko-polskiego, Berlin zamarł. W ostatniej chwili Hitler się zatrzymał i odwołał zaplanowaną akcję.

To ostatnie zawahanie wodza III Rzeszy przyniosło światu i Polsce jeszcze kilkadziesiąt godzin pokoju. 27 sierpnia zdążył się odbyć ostatni przed II wojną światową mecz piłkarskiej reprezentacji Polski, w której drużyna z orłem na piersi pokonała wicemistrzów świata Węgrów 4:2. 30 sierpnia w Polsce ogłoszono mobilizację powszechną, a następnego dnia Niemcy zainscenizowali atak rzekomych sił polskich (w istocie więźniów niemieckich przebranych w polskie mundury) na niemiecką radiostację w Gliwicach. Stało się to jednym z pretekstów do niemieckiego ataku na Polskę.

O 4.45 rano 1 września 1939 r. Niemcy rozpoczęli – bez wypowiedzenia wojny – atak na Polskę na całym froncie. 3 września Francuzi i Brytyjczycy wypowiedzieli wojnę Niemcom. Ale na tym poprzestali. Ich wojska nie podjęły ofensywy. Zamiast tego 17 września 1939 r. o godzinie 4.00 wojska sowieckie przekroczyły wschodnią granicę II RP. Pakt Ribbentrop–Mołotow stał się gwoździem do trumny polskiej niepodległości i zapalnikiem, który rozpalił II wojnę światową.

Michał Przeperski:

Absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN. Interesuje się szeroko pojętą historią dwudziestego wieku, a przede wszystkim systemami totalitarnymi i propagandą. Publikował m.in. w „Polityce”, „Znaku”, „Mówią Wieki”, „44 / Czterdzieści i Cztery. Magazynie Apokaliptycznym” i „Na Wokandzie”.


Przyslal Adam Mer

Pakt Ribbentrop–Mołotow: zapalnik II wojny światowej

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: