Wspomnienie

 

Jerzy Klechta

 

 

 


80 lat temu , 1 września 1939 r. miałem 2 tygodnie. Mama związana była z Warszawą i Otwockiem, ojciec z Łodzią – miastem, gdzie się urodziłem a które wraz z wybuchem wojny natychmiast włączone zostało do III Rzeszy. Ojciec znalazł się w obozie,  w Radogoszczu, ja z Mamą tułaliśmy się.  Nie będę tu opisywał rodzinnego dramatu, zresztą najbliżsi cudem przeżyli wojnę.

Tata potem ciagle mnie pouczał: ucz się języków wroga, znał dobrze m.in. niemiecki, co go uratowało, bo udawał tego kim nie był, ucieczka udała się. Ale opowiem przypadek przyjaciela rodziców. Rodzina Hołdrowiczów miała w swym gronie człowieka upartego. Nie był Żydem. Ale miał czytelne rysy semickie i na dodatek nosił brodę. Najbliżsi na próżno prosili, aby ją zgolił. Gdy szedł ulicami Łodzi nie było dnia, aby żandarmi nie ciągali go do bramy, aby sprawdzić czy jest obrzezany. Nie był. Ale w końcu został wzięty za Żyda. Został zamordowany.

Zaś moja otwocka  Babcia przechowywała swoją przyjaciółkę panią Puszetową. Przeżyła wojnę. Wyjechała z Polski po śmierci przyjaciółki-nierozłączki do syna, do Brazylii. Przez jakiś czas przesyłała mi, jako filateliście znaczki z drugiej półkuli.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: