Zohydzanie chrześcijaństwa

 

Stanislaw Obirek

 

 


Jan Tomasz Gross w ostatnim Newsweeku postawił ciekawą diagnozę wyborczego zwycięstwa PiS-u w wyborach do PE. Postawił przy tym pytanie, które wielu z nas sobie stawiało ze zdumieniem, wpatrując się wyniki wyborów:

Dlaczego, pomimo wyjątkowo kompromitującego zdawałoby się splotu zdarzeń, które powinny były PiS w oczach wyborców pogrążyć albo przynajmniej osłabić, partia rządząca osiągnęła spektakularny sukces w wyborach europejskich?

Gross udzielił nań ciekawej odpowiedzi, wskazując na powinowactwo ideologii, opartej na wykluczaniu i stwarzaniu urojonego przeciwnika. Podobną strategią posługiwała się formacja stworzona przez Romana Dmowskiego. Zdaniem Grossa jej istotą był antysemityzm, który na nowo zakwitł dzięki PiS-owi właśnie:

Moim zdaniem jego kamieniem węgielnym – tak jak i w przedwojennym wydaniu – jest antysemityzm. A to prowadzi do konkluzji, że aby z PiS wygrać wybory, trzeba będzie w Polsce przewalczyć antysemityzm przynajmniej w takiej mierze, by chociaż część endeckiej publiczności zmieniła poglądy.

Tak więc jego zdaniem, źródłem wyborczych i propagandowych zwycięstw formacji Kaczyńskiego jest przejęcie retoryki endecji, a zwłaszcza jej antysemickiej ideologii. Niezależnie od tego, jak zaskakująco dla wielu ta diagnoza może zabrzmieć (przecież w Polsce nie ma Żydów!), trzeba autorowi „Sąsiadów” przyznać rację. Jest to jednak tylko część prawdy.

Nie tłumaczy ona bowiem sukcesu ideologii Dmowskiego w katolickiej Polsce po 1905 roku, a zwłaszcza w okresie międzywojennym. Było ono możliwe dlatego, że sprzyjał jej w swej przytłaczającej większości Kościół katolicki. Tak jest i dzisiaj. Zwycięstwo PiS-u byłoby niemożliwe bez bezwarunkowego poparcia ogromnej większości polskiego kleru, znacznej części hierarchii i wielu katolików świeckich.

Ciekawe, że już w lutym 1966 roku Sławomir Mrożek pisał w liście do Jana Błońskiego o rosnącej popularności endeckiego myślenia zarówno w Kościele, jak i w partii: „Podobno partia konkuruje teraz z Kościołem na wyścigi, kto będzie większym endekiem, a kto wie, czy naród nie przygląda się temu wyścigowi z zadowoleniem, bo ten naród trochę to lubi”.

Jeśli można tłumaczyć sukces endecji antysemickim charakterem katolicyzmu przed Soborem Watykańskim II, który odciął się od swojej antyżydowskiej ideologii, to dzisiejszego katolicyzmu polskiego, akceptującego antysemicką propagandę pisowskich ideologów, pojąć nie sposób. Jedynym wytłumaczeniem jest jego przedsoborowy charakter i absolutna ignorancja nauczania związanego z deklaracją „Nostra aetate”, która teoretycznie zerwała z katolickim antysemityzmem.

I tak właśnie jest. Próbowałem ten charakter zdiagnozować w mojej książce „Polak katolik?” z 2015 roku. Dzisiaj moje ustalenia jedynie nabrały ostrzejszej aktualności. Powtórzę więc tylko niektóre myśli, które – wydaje mi się – dopełniają diagnozy Jana Tomasza Grossa.

Otóż po 1989 roku polskiemu klerowi na czele z biskupami udało się skutecznie zohydzić nie tylko katolicyzm, ale i chrześcijaństwo, które w popularnym kaznodziejstwie i w tzw. mediach katolickich stało się po prostu synonimem nienawistnej ideologii, która zwalcza wszystko i wszystkich, którzy nie podzielają fundamentalistycznego rozumienia religii. Przy czym warto sobie uświadomić, że zwolennikiem tej wersji religijności jest nie tylko redemptorysta z Torunia i jego medialny i edukacyjny koncern, ale zdecydowana większość polskiego kleru.

Tak chętnie wychwalany pontyfikat Jana Pawła II również w całej rozciągłości wpisuje się w ten konfrontacyjny i wykluczający inaczej myślących model katolicyzmu. Wystarczy wspomnieć znaną mantrę, że bez Chrystusa nie można zrozumieć ani człowieka, ani dziejów Polski. No cóż, ja jakoś i siebie i Polskę rozumiem bez Chrystusa i nie mam poczucia, że jestem wyjątkiem. Owszem — mam poczucie, że rozumiem obie te sprawy znacznie lepiej niż niejeden papież i niejeden biskup.

I na koniec tegoroczna uroczystość Bożego Ciała. Jak to się stało, że katolicyzm potrafił z tej największej tajemnicy, jaką jest dla chrześcijan wcielenie Boga (Verbum Caro Fatum Est) zrobić bejsbolowy kij, którym okłada od wieków ludzi rozumiejących ją inaczej niż obowiązująca doktryna teologiczna? Jestem przekonany, że przy ołtarzach wystawionych przy procesjach na Boże Ciało usłyszą wierni wiele połajanek a niewiele pochwał pod adresem cudu, jakim jest samo życie i piękno stworzenia.

A może z tej tajemnicy da się wyprowadzić coś więcej niż tylko cep dla niepokornie i niezależnie myślących? Może to raczej Witkacy miał rację, opiewając Tajemnicę Istnienia – i wielu jemu podobnych pisarzy i artystów, którzy potrafili zrzucić katolicki kaftan bezpieczeństwa i  celebrowali ludzką wolność bez ograniczeń ortodoksji?


 Zohydzanie chrześcijaństwa

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: