Roberto i Helen

Zenon Rogala

 


 

 

Znam ją przecież od tylu lat, ale to co dzisiaj zobaczyłem w jej twarzy, choć nie tylko w twarzy, cała jej postawa i sposób zachowania oznaczały jakiś gwałtowny wewnętrzny wstrząs. Zastałem ją jakoś dziwnie pobudzoną. Wyraźnie nie mogła czegoś zaakceptować, bo nerwowo przemieszczała się po całym salonie. Gniotła w palcach papierosa i choć na szczęście nie zapalonego, bo przysięgała mi, że już więcej nie zapali. Jednak sam fakt, że potrzebowała kontaktu z nikotyną choćby poprzez pocieranie naskórka palców rozkruszanymi strzępkami tej trucizny, tej samej, której palenie, zgodnie z napisem na paczce „powoduje raka”, bardzo mnie zmartwił. Czułem, że kolejnym etapem zatracenia równowagi mogłoby być zapalenie tego świństwa. A potem to już pójdzie jak po maśle. Powrót w szpony nałogu gwarantowany. Długie lata odwyku, wędrówki po sanatoriach, wiele lat w koszmarnych przeżyciach  po to, by pewnego dnia lub nocy odejść z tego świata na zawsze. 

– Jeszcze do dzisiaj miałam nadzieję, że jakoś to wszystko się ułoży, – zatrzymała się odwrócona, mówiła do rozgniatanego papierosa – że pójdzie po rozum do tej swojej głupiej łepetyny. 

– Z tego co mówił wczoraj można było wysnuć taki wniosek, że zaakceptuje sytuację, ale to co dzisiaj usłyszałam od niego woła o pomstę do nieba – mówiła nie patrząc na mnie. 

– Czy ty uwierzysz, że on znów chce wrócić do Helen, że chce ten związek jakoś dalej kontynuować. A Doroty? A dziecko? Przecież jak ma się dzieci to świat, choćbyś nie wiem jak się starał, jest już inny niż kiedy nie masz obowiązków wobec tej bezbronnej dzieciny. Powiem ci więcej, ja sadzę, że to jest jego perfidny wybieg, że on tak tylko udaje i wymusza od Doroty kolejne ustępstwa. Żeby tę dziewczynę do reszty pogrążyć . Ja wiem dokładnie, że takie postępowanie nie może przynieść dobrych rezultatów. Nic co jest oparte na ludzkiej krzywdzie, nie może być dobre. Sam wiesz jak było z tą  Carlitą, ona podobnie, jak tylko widziała szanse na przedłużenie swego związku choćby o jeden dzień, szła w to jak w wir najgroźniejszej rzeki. A jak się kończą takie nieodpowiedzialne zachowania wiemy z życia dookoła nas – wreszcie usiadła. Chwilę siedziała bez słowa. Patrzyła w okno. Po chwili znów wstała i zaczęła ten chodzony taniec wzdłuż i wszerz salonu.

– Jestem doprawdy wstrząśnięta takim jego zachowaniem. Za grosz przyzwoitości i uczciwości. Powiem ci, że dawno już nie spotkałam się z taką nonszalancją. Jak można tak traktować kobietę,  którą jeszcze tak niedawno niby to się kochało. Najgorzej, że jego mamusia jak jakaś zaślepiona mumia, nic tylko, – „ Roberto, mój kochany, będę cię wspierać w twoich słusznych decyzjach”. Widziałeś takie postępowanie i taki przykład. „ Słuszne decyzje !”. Teraz już się nie dziwię, że skoro wyszedł z takim wychowaniem z jej domu, to nic dziwnego, że tak postępuje z Helen. Bezwzględny egoista – znów zamilkła i powoli wracała na swoje ulubione miejsce w fotelu. Usiadła.

– Powiedzże wreszcie choć słowo   – wreszcie na mnie spojrzała.

– Widzę, że i ciebie ta sytuacja przygniotła. Wcale się nie dziwię, że stoisz jakby cię zamurowało i nawet nie masz ochoty na odgrzanie sobie wczorajszego obiadu. Mówię ci, że nie wiem czy dzisiaj w ogóle wezmę coś do ust. Odeszła mi ochota na jedzenie. Czuję jakąś pustkę i beznadzieję, albo wiesz co, koniecznie zadzwonię do Gosi, ona jedna mnie rozumie i czuję, że u niej znajdę wsparcie, którego tak potrzebuję, a którego u ciebie dzisiaj raczej nie znajdę – znów rozpoczęła pomiary drobnymi krokami tym razem szerokości salonu. 

Do powrotu w realną rzeczywistość i konkrety dnia codziennego nie przywołał jej  nawet komunikat płynący z ekranu telewizora:   

– Przedstawiliśmy państwu siedmiotysięczny siedemset dwudziesty piąty odcinek serialu pod tytułem  „Miłość Roberto i Helen”. Zapraszamy na dalszy ciąg w dniu jutrzejszym o tej samej porze. 

  

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: