Laur

Zenon Rogala

 

 

 

       


  

  Jej dom zbliżał się tak szybko, że postanowiliśmy iść jak najwolniej. 

Niewiele to pomogło, bo i tak pędził w naszą stronę nieuchronnie. Zbliżał się  natarczywie i kiedy widać było już to okienko na poddaszu, rozstanie stało się koniecznością . Jedyne co można było w tej sytuacji zrobić to zatrzymać się. Stanął i on i bezczelnie spoglądał w naszą stronę, chowając się za krzakami bzu. I ja, co chwilę, bojaźliwie zerkałem w tamtą stronę. Właściwie nie miałem mu za złe, że podgląda nas kiedy całujemy się z Basią na pożegnanie. 

            –  Mam coś dla ciebie – zerwała najbliżej rosnącą gałązkę śnieguliczki i włożyła ją między strony wręczanej mi książki   – będę pisać do ciebie codziennie – usłyszałem, kiedy biegła do najbliższej furtki. Poczekałem jeszcze chwilę, a kiedy rozbłysło światło w oknie na poddaszu, przeczytałem na pierwszej stronie otrzymanej książki dedykację,  – przyszłej sławie literackiej. 

           –  Większego bałaganiarza od ciebie chyba nie ma na całym świecie. Jak ty możesz jeszcze funkcjonować, kiedy jesteś w niewoli bałaganu, nieładu i tego co był na samym początku … jak mu tam było – tu Iwona zawiesiła głos, choć dobrze wiedziała…

–  Chaos … podpowiedziałem zatroskanej.

          –  O właśnie, tego słowa najbardziej tu brakuje, aby opisać stan twojej pracowni. Gdybyś  tak głupio i uparcie nie sprzeciwiał się, już dawno kupiłabym nie dwa, ale trzy regały na książki. Tymczasem muszą ci wystarczyć te dwa  i proszę, poukładaj wreszcie te swoje książki, które przenosisz z miejsca na miejsce. Wreszcie mamy taki duży dom i wreszcie mamy warunki na godne miejsce dla nas i dla naszych pamiątek – to mówiąc wzięła do ręki książkę, z której wypadła zeschnięta, bo nie podlewana tyle lat, poczerniała, bo pozbawiona światła przez tyle lat, płaska, bo przygnieciona walcem czasu i chcąca upodobnić się do dwóch sąsiadek, twarda, bo przekonana o trwałości naszej licealnej miłości, i piękna jak moja Basia – gałązka krzaku śnieguliczki.

           –  Tego jeszcze brakowało, żeby w książkach znajdowały się śmieci, oto dowód jak dbasz o książki, ciekawa jestem skąd wzięła się w książce taka zeschnięta  gałązka, najlepiej zrób sobie z niej wieniec laurowy i załóż na głowę – rozumiałem jej sarkazm, ale …

– To wspaniała myśl … tak zrobię, kiedy tylko przetrę oczy …

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: