Izrael: Podzielony ekran

 


Przyslala  Katharina Dr.Gasinska-Lepsien

Okoliczności dostarczają Izraelowi okazji do wykorzystania chaosu w Iranie. Nasz rząd jednak jest niezdolny do wykonywania swoich normalnych obowiązków, ponieważ prokurator generalny, Avichai Mendelblit, zdecydował, że niemal każde działanie wymaga jego uprzedniej aprobaty.

Obserwowanie wydarzeń w Izraelu jest doświadczaniem poliekranu na żywo. Po prawej stronie ekranu jest chaos poza naszymi bramami, w sąsiednich krajach. A po lewej stronie ekranu jest chaos wewnątrz.

Po lewej stronie ekranu 15 tysięcy Izraelczyków zebrało się we wtorek wieczorem przed Muzeum Sztuki w Tel Awiwie, żeby domagać się prawnej sprawiedliwości dla premiera Benjamina Netanjahu w obliczu tego, co uważają za antydemokratyczną uzurpację politycznej władzy przez prawnicze bractwo Izraela. Potępiła ich lewica, prawnicze bractwo i sądowi reporterzy jako wrogów „rządów prawa”.

Po prawej stronie ekranu na ulicach wszystkich dużych miast w Iranie wrzały protesty, a ludzie wołali ”Śmierć dyktatorowi”, by zetknąć się z odpowiedzią w postaci sił szturmowych Alego Chameneiego. Na jego rozkaz siły bezpieczeństwa odpowiadały na żądanie wolności salwami kul i masowymi aresztowaniami.

W normalnych czasach główną historią dnia przez ostatni miesiąc byłaby prawa strona ekranu. Zablokowanie informacji przez reżim irański nie przerwało protestów. Według źródeł opozycyjnych, antyreżimowe protesty rozszerzyły się na wszystkie prowincje Iranu. Każda socjoekonomiczna klasa, każda etniczna, religijna i narodowa grupa dołączyły do nich. Naród irański wyszedł na ulice i żąda obalenia swojego reżimu mimo brutalnej przemocy, jakiej reżim używa, by zdławić te protesty. Według źródeł opozycyjnych do wtorku siły rządowe zabiły 450 demonstrantów i aresztowały między 7 a 10 tysięcy ludzi.

Przed protestami w Iranie były podobne protesty w irańskich koloniach, Iraku i Libanie, a obecnie trwają one równolegle do irańskich. Jest zbyt wcześnie, żeby wiedzieć, dokąd to doprowadzi. Jest jednak wystarczająco jasne, że obecne okoliczności dostarczają Izraelowi możliwości działania na wiele sposobów, by wykorzystać niestabilność i słabość swojego najgorszego i najsilniejszego wroga. Irański reżim, z jego armiami terroru i nuklearnymi instalacjami, nigdy nie był bardziej zagrożony utratą władzy.

W normalnych czasach po pełnym ekranie antyreżimowych protestów w Iranie, Iraku i Libanie, byłby pełen ekran spotkań gabinetu bezpieczeństwa. Na Facebooku i Telegram widzielibyśmy wideo z Netanjahu mówiącym w farsi bezpośrednio do irańskiego narodu słowami wyrażającymi solidarność z ich aspiracjami do wolności. W odpowiedzi na prośbę irańskich sił opozycyjnych rząd przywróciłby audycje radiowe Głosu Izraela w języku farsi, nadawane bezpośrednio do Iranu.

W rzeczywistości, mając pełen ekran, widzielibyśmy poważniejszą reakcję na wypowiedź szefa Dowództwa Centralnego USA, generała Kennetha McKenzie’go dla „New York Timesa” z zeszłej soboty. Ten odpowiedzialny z Bliski Wschód amerykański dowódca, powiedział gazecie, że wzrosła możliwość, że Iran zaatakuje państwa Zatoki i Izrael.

Obecnie izraelska reakcja ograniczyła się do niedzielnej wypowiedzi Netanjahu. Podczas wyprawy na Wzgórza Golan z dowódcami IDF w niedzielę rano Netanjahu powiedział, że Izrael jest w pełni zobowiązany do zapobieżenia atakowi ze strony Iranu.

W normalnych czasach po wypowiedzi takiej jak wypowiedź McKenzie’go, nastąpiłaby natychmiastowa podróż ministra obrony Izraela do Waszyngtonu, na spotkanie z jego odpowiednikiem w Pentagonie.

Nasze czasy nie są normalnymi czasami. Jesteśmy skazani na życie w poliekranowej rzeczywistości, ponieważ nasz rząd jest niezdolny do przeprowadzenia jakiegokolwiek realnego działania. Jego paraliż nie jest wynikiem jego statusu jako rządu tymczasowego. Izrael już od dłuższego czasu żyje z rządem tymczasowym. I jego członkowie, włącznie z premierem, nie okazują żadnej awersji do odpowiedzialnego wykonywania swojej pracy.

Powodem tego, że nasz rząd jest niezdolny do spełniania swoich obowiązków, szczególnie w sprawach o strategicznym znaczeniu, jest to, że prokurator generalny, Avichai Mendelblit, zdecydował, że niemal każde działanie rządu wymaga jego uprzedniej aprobaty.

A Mendelblit jest bardzo zajętym człowiekiem.

Mendelblit nie skupia się na strategicznych i narodowych wyzwaniach stojących przed Izraelem i jego tymczasowym rządem, jak można by się spodziewać w świetle jego przypisaniu samemu sobie wszystkich znaczących uprawnień decyzyjnych rządu.

Mendelblit skupia się głównie na robieniu kryminalistów z wybranych przywódców Izraela i na – praktycznie – paraliżowaniu władzy i kompetencji politycznego systemu. Na przykład, w poprzedni czwartek Mendelblit zwołał konferencję prasową, na której oznajmił, że zamierza postawić premiera w stan oskarżenia. W rzeczywistości prawo nie pozwala mu na stawianie premiera w stan oskarżenia, przynajmniej przez kilka następnych miesięcy.

Według izraelskiego Prawa o Immunitecie przed przedstawieniem sądowi aktu oskarżenia przeciwko premierowi lub członkowi Knesetu prokurator generalny musi najpierw przedstawić akt oskarżenia Komisji Izby Knesetu. Komisja Izby ma za zadanie podjęcie decyzji czy uchylić immunitet osobie piastującej urząd wobec możliwego oskarżenia.

Obecnie nie ma Komisji Izby. Nie może zostać powołana przed utworzeniem rządu. Tak więc zgodnie z prawem Mendelblit nie może postawić Netanjahu w stan oskarżenia.

Ogłoszenie zamiaru postawienia Netanjahu w stan oskarżenia w politycznie drażliwym czasie, kiedy nie ma możliwości zrobienia tego, nie jest jedynym sposobem, w jaki Mendelblit pokazał swój brak troski o przestrzeganie prawa. W dniach po tym ogłoszeniu biuro Mandelblita oznajmiło, że zwołuje on spotkanie ze swoimi najwyższymi doradcami, by zdecydować, czy wyrzucić Netanjahu z posady premiera, czy nie.

Także tutaj Mendelblit nie ma żadnych legalnych uprawnień do usuwania z rządu Netanjahu. Według Prawa Podstawowego Izraela na temat rządu; jedyną legalną władzą, która ma uprawnienia do usunięcia premiera z urzędu, jest Sąd Najwyższy. A sąd może to zrobić tylko w jednej sytuacji. Jeśli sąd niższej instancji skaże premiera za przestępstwa i Sąd Najwyższy podtrzyma to skazanie, wówczas może zażądać, by premier zrezygnował ze stanowiska. Mendelblit ewidentnie nie ma żadnej władzy ani uprawnień do zrobienia tego.

Ale kiedy Mendelblit oznajmił w poniedziałek, że „postanowił” pozwolić Netanjahu na pozostanie na urzędzie mimo stanu oskarżenia (którego przecież nie postawił), żaden z tłumu przymilnych reporterów sądowych nie zauważył, że nie miał żadnego prawa, by choćby rozważać opcję usunięcia go z urzędu. Zamiast tego przedstawili jego „decyzję” jako dowód obiektywizmu i sprawiedliwości Mendelblita.

A Mendelblit na tym nie skończył.

W mniej niż 24 godziny po tym, kiedy – w swojej nieskończonej wyrozumiałości – ogłosił, że „pozwala” Netanjahu na dalsze służenie w roli premiera, zaczęły napływać wiadomości, że zamierza wkrótce „postawić w stan oskarżenia” ministra zdrowia, Jakova Litzmana i ministra spraw wewnętrznych, Arjeha Deri’ego. I raz jeszcze, tak samo jak w sprawie Netanjahu, tak w sprawie Deri’ego i Litzmana – jak długo nie ma Komisji Izby, tak długo Mendelblit nie może stawiać ich w stan oskarżenia. Ale przecież legalne ograniczenia jego władzy nie kłopoczą Mandelblita.

Gdyby Mendelblit ograniczał swoją grę o władzę do prób kryminalizacji rządu i systemu politycznego, byłoby już bardzo źle. Ale nie ogranicza się. Dał sobie również prawo wetowania strategicznych decyzji rządu.

Na przykład, przed wyborami we wrześniu Mendelblit podobno anulował plan Netanjahu operacji militarnej w Gazie w odwecie za atak rakietowy Hamasu na Aszdod.

Na podstawie jakich rozważań podjął tę decyzję? Kto upoważnił go do decydowania? Czy miał rację, czy nie? Czy jego decyzja pomogła, czy zaszkodziła strategicznym interesom Izraela?

Nie ma sposobu, żeby się dowiedzieć. Jest jednak wystarczająco jasne, że z Mandelblitem jako w praktyce jedynym człowiekiem, który podejmuje takie decyzje, Izrael nie wykorzysta obecnej słabości Iranu. A tymczasem, już przez miesiąc protestów, Mendelblit trzyma naszych przywódców w stanie strategicznego paraliżu, podczas gdy Iran przegrupował się i w środę oznajmił, że przeprowadzi wspólne gry wojenne z armiami chińską i rosyjską.

Jak można było spodziewać się, politycy z lewicy szybko potępili protestujących przed Muzeum Sztuki w Tel Awiwie. Podobnie jak prawnicy i media, politycy oskarżyli ich o demonstrowanie przeciwko „rządom prawa” i o zagrażanie izraelskiej „demokracji”.

Prawdą jest jednak, że większość polityków potępiających ich jest cyniczna. Wiedzą, że protestujący mają rację. Wiedzą, że obecna sytuacja jest nie do obrony.

Jak to ujął doświadczony publicysta w ”Yedioth Ahronoth” w maju 2008 roku, rozumieją, że Izrael po prostu nie może nadal funkcjonować jako „śledczokracja”.

W tym artykule pod tytułem Śledczokracja, ówczesna gwiazda publicystyki, a obecnie współprzewodniczący Niebieskich i Białych, Jair Lapid, napisał, że czterech premierów pod rząd – Netanjahu, Ehud Barak, Ariel Szaron i Ehud Olmert – byli przedmiotem kryminalnego śledztwa podczas swojej kadencji na urzędzie. Powiedział proroczo, że jest z góry przesądzone, że przeciwko następcy Olmerta będzie się toczyło podobne śledztwo. Aby zakończyć tę sytuację, Lapid argumentował, że Kneset musi uchwalić prawo podobne do legislacji we Francji i Włoch, które nie pozwala policji na prowadzenie śledztwa wobec urzędującego premiera.

Lapid napisał: ”To może brzmieć trochę niedemokratycznie. Ale to, co dzieje się teraz, jest znacznie mniej demokratyczne. Zamiast rządów większości, mamy rządzenie przez zaskarżenia o przestępstwo”.

Co stało się Lapidowi od tego czasu? Dlaczego nie przedstawił propozycji takiej ustawy, kiedy dostał się do Knesetu w 2013 roku? Dlaczego zamiast tego stał się przeciwnikiem Netanjahu? W końcu to Lapid użył dochodzeń Mendelblita wobec premiera jako uzasadnienia zablokowania rządu jedności miedzy Likudem a Niebieskimi i Białymi.

I co stało się wszystkim innym politykom, takim jak prezydent Reuven Rivlin, który kiedyś żarliwie argumentował za koniecznością ograniczenia tego, co nazywał „rządami mafii prawa” w Izraelu?

Dzisiaj Rivlin należy do największych entuzjastów prawnego bractwa.

Lapid, Rivlin i ich koledzy wiedzą, że istnieje tylko jedna droga do przywrócenia władzy politycznego systemu Izraela i powrotu do właściwych proporcji prawnego bractwa. Kneset musi uchwalić prawo o reformie systemu.

Kiedy jednak problem z roku na rok staje się coraz większy i pilniejszy, nasi politycy nie jednoczą sił, by przywrócić swoje kompetencje.

Łatwo jest wyjaśnić tę zmianę poglądów. Rivlin, Lapid i ich koledzy cierpią na kombinację tchórzostwa i oportunizmu. Słusznie obawiają się, że prokuratorzy i policyjni śledczy zaczną prowadzić kryminalne śledztwa przeciwko nim, jeśli poprą projekt ustawy o reformie systemu prawnego.

Jeśli zaś chodzi o oportunizm, to dlaczego polityk opozycyjny miałby nadstawiać karku za premiera lub ministra? Dlaczego miałby walczyć o prerogatywy swoich politycznych rywali, kiedy tych chwytają w sidła nikogo nie wybierani prokuratorzy? Jest znacznie bezpieczniej i politycznie wygodnej potępiać rywali jako oszustów, gdacząc równocześnie świętoszkowato o moralnym imperatywie bronienia „rządów prawa”.

I tak dotarliśmy do poliekranowej rzeczywistości. Po jednej stronie Irańczycy, Libańczycy i Irakijczycy wychodzą na ulice i żądają obalenia najbardziej niebezpiecznego wroga Izraela. A po drugiej stronie izraelscy wyborcy wychodzą na ulice, by żądać respektowania ich wyborów.

Jak długo motywacją naszych polityków jest tchórzostwo i oportunizm, izraelskie społeczeństwo będzie bezsilne i nie będzie mogło wpływać na żadną stronę ekranu.

The split screen

Israel Hayom, 29 listopada 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Caroline Glick

 

 

 

 

 

Znana dziennikarka izraelska, pracuje w „Jerusalem Post”. Urodzona w Stanach Zjednoczonych, gdzie ukończyła studia z nauk społecznych. Emigrowała do Izraela w 1991 roku, wstępując natychmiast do IDF, w 1996 roku zakończyła karierę w wojsku w stopniu kapitana. Występuje często w izraelskiej telewizji, jest również zapraszana przez różne stacje telewizyjne w USA.


http://www.listyznaszegosadu.pl/m/syjonizm/izrael-podzielony-ekran

 

5 komentarzy to “Izrael: Podzielony ekran”

  1. kasia z göttingen 08/12/2019 at 15:48

    Podzielam w pelni opinie MEF !
    W naszym „nowoczesnym” swiecie publiczne lincze podejrzanych o mniejsze lub wieksze przestepstwa odbywaja sie w internecie, na blogach, w gazetach lepszej lub gorszej jakosci.
    I kraza latami w sieci-problem omawiany kilkakrotnie w parlamencie EU.

    Dla roznych grup politycznych te lincze sa jak cukierki ktorymi zywia sie latami.

    Zaden antropolog i zaden psychiatra nie znalazl odpowiedzi jeszcze dlaczego niektorzy ludzie z wielka przyjemnoscia, wrecz erotycznej natury nienawidza innego i szkodza mu na kazdym kroku.Czy to juz cecha genetycznie modifikowana ?Czy po prostu glupawa zazdrosc w wyniku chodzenia pod gorke do szkoly w wieku mlodzienczym ?

    Myslalam ze kowbojskie samosady z wieszaniem podejrzanego bez sadu na przydroznym drzewie juz minely.

  2. Przypominam, nie tylko Rysiowi ale i innym, z lewa i z prawa, że według prawa izraelskiego każdy człowiek jest niewinny aż legalny sąd ustali inaczej.

    My, potomkowie tych co cierpieli bardziej niż inni na ziemi europejskiej od sprawiedliwości motłochu, fałszywych świadków, stronniczych sądów, linczów, inkwizycji i sądów kapturowych, powinniśmy być bardziej wrażliwi na moralność uliczną i na wrogą opinię publiczną.

    Według każdego prawa znanego mi w kulturze zachodniej, Netanyahu jest niewinny aż sąd zdecyduje inaczej. To samo odnosi się do Trumpa, który mimo tego jest traktowany przez wielu jak skazany kryminalista.

    Wolność wyrażania opinii nie obejmuje kłamstwa.

  3. Zosia Braun 08/12/2019 at 09:19

    Owszem, Izrael jest podzielony na ZYDOW i inne narody, a ta nie powinno być. Zosia Braun

  4. Autorka tego artykulu ktory obwinia niemożliwość rzadzenia rządu pana Netanjahu przez akty pana Avichai Mendelblit jest po prostu śmiesznym, naiwnym i jednostronnym. Co za smutne przedstawienie sytuacji politycznej państwa Izrael. Dzięki Bogu że jeszcze jest prawo w Izraelu i że ktoś stara się pana Netanjahu i jego kryminalne akty kontrolować. Mówi prawdę autorka że pan Netanjahu nie może dzisiaj nawet bronić Izraela przed jego największym dzisiaj wrogiem jakim jest Iran. Pan Netanjahu jest po prostu eunuchem rządowym bo rządu nie ma. To nie przez pana Mandelblit że rząd jest sparaliżowanym, to przez pana Netanyahu kryminalne akty, tchórzostwo a manipulacje polityczne które trzymają cały naród Izraelski jako zakładników. Mam nadzieję że Iranski wróg nie wykorzystała tej słabości Izraela jakim jest pan Netanjahu z jego personalnymi interesami i sparaliżowanym rządem aby uderzyć i zagładzić nasza jedyna Żydowska sławę, dumę i niepodległość; kraj Izrael. Mam nadzieje ze w trzecich wyborach naród izraelski zrozumie kto jest ich wrogiem;nie Iran, pan Netanyahu.

  5. Freda Uziyel 08/12/2019 at 04:13

    Dzięki Ci Boże, ze Izrael pomimo wojen i wielu trudności oraz absorpcji imigrantów z krajów totalitarnych i krajów, gdzie panowało jedynowładztwo, zdołał zachować najważniejsza cechę prawdziwej demokracji: kontrole Sądu Najwyższego nad władza wykonawcza.
    Ta kontrola jest jedyna prawdziwa rękojmia prawdziwej demokracji.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: