Dyplomatyczne deklaracje i fakty w terenie

 

Pojazdy na drodze w Dolinie Jordanu (zdjęcie: AMMAR AWAD/REUTERS)

 


Oświadczenie Pompeo było mile widziane, ale jest także dzwonkiem alarmowym: Izrael nie powinien polegać ani na Trumpie, ani na żadnym zagranicznym przywódcy dla określania własnej przyszłości. Kraj musi określać własną politykę. Izrael musi zdecydować, gdzie nakreślić własne linie.

Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien


Są czerwone linie, są czarne linie i – jeśli chodzi o Izrael – jest zielona linia. Oświadczenie sekretarza stanu USA, Mike’a Pompeo, że: „Zakładanie izraelskich cywilnych osiedli na Zachodnim Brzegu nie jest per se niezgodne z prawem międzynarodowym”, było mile widzianą deklaracją. Poglądy na „Terytoria” mogą być sporne bez tego, by osiedla były nielegalne.Pompeo nie powiedział niczego nowego – takie właśnie było stanowisko USA do czasu zmiany polityki przez prezydenta Jimmy’ego Cartera w 1978 roku. Pompeo powiedział także, że administracja Reagana uważała, iż nie było w „osiedlach” niczego prawnie nielegalnego.

Mówię o Zachodnim Brzegu czyli o Judei i Samarii – co jest ich hebrajskimi nazwami od czasów biblijnych. I wolę mówić o społecznościach zamiast o „osiedlach” – bo tym są: społecznościami składającymi się z żywych ludzi.

W sierpniu Izrael obchodził dziewięćdziesięciolecie masakry w Hebronie, w której Arabowie zabili 67 Żydów i społeczność żydowska została zmuszona do opuszczenia tego świętego miasta po życiu w tym miejscu przez niezliczone pokolenia. Również społeczności Gusz Ecjon ucierpiały z powodu morderczych zamieszek arabskich, które były wymierzone w Żydów w 1929 i 1933 roku – na długo zanim narodziło się państwo Izrael. W 1948 roku padły broniące się przed napastnikami kibuce Gusz Ecjon; Żydów, którzy poddali się, zmasakrowano. Te społeczności odrodziły się po 1967 roku. To są miejsca, o których międzynarodowa społeczność twierdzi, że są nielegalnie okupowane.

Kiedy uderzasz w osiedla – dosłownie i w przenośni – to nie cegły i kamienie odnoszą rany, ale ich mieszkańcy. Oddzielanie ”osadników” od innych Izraelczyków – jak gdyby byli jakąś odrębną, podludzką rasą – czyni z nich cel terrorystycznych ataków i w perwersyjny sposób wydaje się dawać tak zwanemu oświeconemu światu usprawiedliwienie dla terroru.

Jedyną rzeczą, której to nie robi, jak zauważył Pompeo, to w żaden sposób nie przyczynia się do zawsze nieosiągalnego pokoju w regionie. Przeszkodą dla pokoju nie są żydowskie społeczności za linią zawieszenia broni po wojnie arabsko-izraelskiej w 1948 roku, ale uparte twierdzenia Palestyńczyków, że Żydzi nie mają prawa tam mieszkać. Jaki to będzie rodzaj pokoju, skoro wymaga usunięcia około 600 tysięcy Żydów i tylko Żydów? Jakie pokrętne myślenie potrafi zamienić to w cokolwiek innego niż to, czym jest – czystką etniczną?

W głównym nurcie izraelskiego społeczeństwa istnieje powszechna zgoda, że wskrzeszone społeczności Gusz Ecjon, miast takich Ariel, Givat Ze’ev i Ma’aleh Adumim, społeczności w Dolinie Jordanu i wielu innych mają i powinny pozostać.To samo dotyczy dzielnic Jerozolimy, takich jak French Hill, Ramot, Gilo, Har Homa, Pisgat Zeev, Neveh Yaacov, Stare Miasto i innych.

Przedstawienie stanowiska administracji Trumpa przez Pompeo odbyło się w dobrze wybranym momencie nie tyle z politycznego punktu widzenia – chociaż byli tacy, którzy automatycznie przypisali to albo politycznym i prawnym problemom Benjamina Netanjahu, albo problemom samego Trumpa, albo jednemu i drugiemu. Przyszło w dobrym czasie, ponieważ nastąpiło po serii antyizraelskich posunięć w ONZ i UE.

Strzałem Baracka Obamy na samym końcu jego prezydentury w grudniu 2016 roku była odmowa zawetowania Rezolucji 2334 Rady Bezpieczeństwa ONZ uznającej palestyńskie prawo do wszystkich części Jerozolimy leżących za linią zawieszenia broni z 1949 roku (za zieloną linią). To dałoby Palestyńczykom kontrolę między innymi nad Dzielnicą Żydowską na Starym Mieście, Ścianą Zachodnią i Wzgórzem Świątynnym.

W zeszłym tygodniu w ONZ wszystko szło starym utartym torem. Wśród serii propalestyńskich rezolucji zaaprobowanych w piątek, 15 listopada, ONZ dała wstępną aprobatę rezolucji, którą nazywa Wzgórze Świątynne tylko jego muzułmańską nazwą – Haram al-Szarif, raz jeszcze ignorując żydowskie związki z najświętszym miejscem judaizmu.

Zatwierdzono także pierwszy etap przedłużenia mandatu dla UNRWA, bez wspominania skandalu korupcyjnego, który zmusił do rezygnacji w tym miesiącu jej dyrektora generalnego, Pierre’a Krahenbuhla; bez słowa o podżeganiu w podręcznikach szkolnych UNRWA; a przede wszystkim bez uznania absurdu, że Palestyńczycy mogą przekazywać status uchodźcy kolejnym pokoleniom na wieczność – także tym, którzy żyją w miejscach, gdzie mają obywatelstwo i prawo głosowania.

Tymczasem Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł w zeszłym tygodniu, że słowo „osiedle” musi figurować na nalepkach towarów izraelskich wyprodukowanych we wschodniej Jerozolimie, na Wzgórzach Golan i w „osiedlach na Zachodnim Brzegu”. To nie tyle jest oznakowaniem produktów, co oznakowaniem ludzi – Żydów.

Istnieje pewien gatunek ludzi zaangażowanych – często z daleka – w ratowanie Izraela przed nim samym. Jak napisał w tym tygodniu Herb Keinon w „Jerusalem Post”, zwrot „nielegalne osiedla izraelskie” używany jest automatycznie. Dlatego właśnie oświadczenie Pompeo jest ważne, by – jeśli już nic innego – wskazywać, że te słowa nie są prawdą. Jest inny sposób patrzenia na sprawy. Pora na zmianę dyplomatycznego paradygmatu.

Istnieje podobna, automatyczna reakcja, według której są tylko dwa możliwe rozwiązania izraelsko-palestyńskiego konfliktu” rozwiązanie w postaci dwóch państw lub rozwiązanie w postaci jednego państwa. Wspomnienie opcji jednego państwa nieodmiennie przychodzi z ostrzeżeniem, że to znaczyłoby, że Izrael utraci albo swój żydowski, albo demokratyczny charakter.

Podobnie jak zwrot „nielegalne osiedla”, powiedzenie „albo opcja dwóch państw, albo jednego” powtarza się bezmyślnie od wielu lat. Chociaż oświadczenie Pompeo nie wyjaśnia, jak to stare-nowe stanowisko będzie odzwierciedlone w planie pokojowym Trumpa (jeśli kiedykolwiek zostanie on ujawniony) wydaje się, że jest to część nowego sposobu niekonwencjonalnego myślenia. Uznanie przez USA Jerozolimy za stolicę Izraela, izraelskiej suwerenności na Golanie i obcięcie funduszy dla UNRWA są częścią tego samego przewartościowania.

Bezmyślne powtarzanie mantry „jedno państwo lub dwa państwa” donikąd nas nie doprowadziło, pora zatem na bardziej kreatywne myślenie także w tej sprawie: być może przez ponowne zbadanie opcji jordańskiej – przyznanie, że większość ludności królestwa Haszymidów definiuje się jako Palestyńczycy i że Palestyńczycy z ”Zachodniego Brzegu” są mówiącymi po arabsku sunnickimi muzułmanami. Jordania zaanektowała ten obszar w 1950 roku, chociaż uznały to tylko dwa kraje. Palestyńczycy nigdy tam nie rządzili (ani nawet przez długi czas nie uważali się za Palestyńczyków). „Zachodni Brzeg” jest zachodnim brzegiem rzeki Jordan; dla Izraela jest wschodnim brzegiem.

Izrael otrzymał w zeszłym tygodniu dobrą wiadomość, kiedy minister spraw zagranicznych Wysp Owczych, Jenis av Rana oznajmił, że otworzy biuro dyplomatyczne w Jerozolimie, uznając ją jako stolicę Izraela. Populacja Wysp Owczych może być maleńka – zaledwie 50 tysięcy – ale wielu ich mieszkańców otwarcie popiera Izrael, głównie z powodu głębokich przekonań chrześcijańskich. Jeden z tamtejszych czytelników z radością zwrócił moją uwagę na tę decyzję. Przeniesienie biura do Jerozolimy podobno odrzuciła duńska premier, Mette Frederiksen (wzywając równocześnie Izrael do dania pełnej niepodległości Palestyńczykom). Paradoksalnie mimo obietnicy dania Wyspom Owczym i Grenlandii większej autonomii w sprawach zagranicznych, Dania nadal ma ostateczną kontrolę nad obydwoma krajami.

Reakcje na oświadczenie Pompeo wiele mówiły: na przykład, Turcja okupuje północny Cypr i niedawno zajęła części Syrii, to jednak nie powstrzymało ministra spraw zagranicznych, Mevluta Cavusoglu przed napisaniem na Twitterze: “Żadne państwo nie jest ponad prawem międzynarodowym. Deklaracje w stylu fait accompli nie będą miały żadnego znaczenia, jeśli chodzi o prawo międzynarodowe”.

Minister spraw zagranicznych Autonomii Palestyńskiej, Riad Malki, powiedział: „Państwo Palestyna potępia w najmocniejszych słowach bezprawne stanowisko administracji USA w sprawie nielegalnych osiedli Izraela na okupowanych terytoriach państwa Palestyna, które ogłosił sekretarz stanu, Mike Pompeo”.

“Państwo Palestyna” jest jedynym krajem na świecie, które twierdzi zarówno, że jest państwem, jak że składa się z uchodźców. To jest osobliwa fanaberia.

Każdy z pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ – Rosja, Chiny, USA, Wielka Brytania i Francja – jest wplątany w jakieś spory terytorialne. Na świecie jest około 200 sporów terytorialnych. Niemniej, kiedy chodzi o Izrael, świat wie, że tylko wysiedlenie Żydów może być słuszne.

Oświadczenie Pompeo było mile widziane, ale jest także dzwonkiem alarmowym: Izrael nie powinien polegać ani na Trumpie, ani na żadnym zagranicznym przywódcy dla określania własnej przyszłości. Kraj musi określać własną politykę. Izrael musi zdecydować, gdzie nakreślić własne linie.


Liat Collins
Urodzona w Wielkiej Brytanii, osiadła w Izraelu w 1979 roku i hebrajskiego uczyła się już w mundurze IDF, studiowała sinologię i stosunki międzynarodowe. Pracuje w redakcji “Jerusalem Post” od 1988 roku. Obecnie kieruje The International Jerusalem Post.

Diplomatic declarations and facts on the ground

Jerusalem Post, 22 listopada 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Liat Collins

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: