ŻYDOWSKA OPOWIEŚĆ NIE MUSI KRZEPIĆ POLSKICH SERC

 

Ludwika Wlodek

Polskie i żydowskie opowieści o Zagładzie się różnią. Polacy opowiadają więcej o tych, co ratowali i pomagali. Żydzi o tych, co szantażowali i wydawali. Nie wynika to ze złej woli żadnej ze stron, a z różnicy perspektyw.


Dopóki Polacy nie wysłuchają, co na temat Holokaustu mają do opowiedzenia ocaleni Żydzi, i nie zaakceptują, że w ich wspomnieniach jest więcej złych niż dobrych Polaków, nie wyjdziemy poza licytowanie się, kto bardziej ucierpiał i poza frazesy o karze śmierci za ratowanie Żydów, względnie o Żydach gremialnie witających Sowietów – najpierw w 1939 a potem na przełomie lat 1944-45.

Dobitnie to zrozumiałam na przykładzie losów Bogdana Wojdowskiego. Był polskim pisarzem żydowskiego pochodzenia, choć sam, pod koniec życia gorzko zauważał, że raczej po prostu Żydem urodzonym w Polsce. Był też najlepszym, najbardziej przejmującym kronikarzem warszawskiego getta (Chleb rzucony umarłym) i żydowskich wojennych losów. A prywatnie mężem mojej babci Marii Iwaszkiewicz-Wojdowskiej.

Kiedy żył, byłam za młoda, albo za głupia, żeby rozmawiać z nim o Zagładzie. W ogóle miałam z nim mało kontaktu. Pamiętam go milczącego, zamkniętego w sobie, w charakterystycznym rozpinanym wełnianym swetrze i przydeptanych na piętach skórzanych kapciach. Z pożółkłymi od nikotyny palcami i wielkimi czarnymi oczami schowanymi za okularami w grubych rogowych oprawkach. Kiedy przychodziłam do babci, najczęściej siedział zamknięty w swoim pokoju. Wiedziałam, że jest Żydem ocalałym z Holokaustu, ale przez co przeszedł, mało mnie wówczas obchodziło; szczerze mówiąc, w ogóle nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dopiero gdy w kwietniu 1994 roku popełnił samobójstwo, wieszając się na karniszu w tym swoim i babci ursynowskim mieszkaniu, w czasie kiedy moja babcia na chwilę wyszła z domu, dotarło do mnie, że musiał przebrnąć przez koszmar, który prześladował go potem cale życie. Babcia zawsze powtarzała, że zabił go Holocaust.

Trochę po to, by się dowiedzieć, jak to się stało, w maturalnej klasie przeczytałam jego 7 opowiadań. Była to najbardziej wstrząsająca, zapadająca w pamięć i gorzka lektura w moim ówczesnym życiu. Nie chciałam dowiadywać się więcej. Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie pt. Ścieżka, o dziewczynce ukrywającej się na wsi. Na wsi, gdzie części mieszkańców bardziej niż to, że półnagie dzieci plączą się po okolicznych zagajnikach, przeszkadzało to, że krowy im się na widok takiej „Żydowicy” zlękły.

Calosc TUTAJ


Przyslal Rickard Rozenberg

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: