Netanjahu w rządzie i w sądzie.

Dobrobyt, bezpieczeństwo i korupcja są transakcją wiązaną

Dawid Warszawski


 

Wszystko wskazuje na to, że 17 marca będzie najważniejszym dniem w politycznym życiu Beniamina Netanjahu. Tego dnia stanie przed sądem, jako pierwszy urzędujący premier Izraela, z oskarżenia o łapówkarstwo, oszustwo i nadużycie urzędu; grozi mu kara do 10 lat więzienia.

 

Posiedzenie sądu odbędzie się zapewne wcześnie rano, a Netanjahu zostanie tam tylko na czas odczytania aktu oskarżenia.

Następnie – w tydzień po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów – uda się do prezydenta, by odebrać z jego rąk mandat utworzenia nowego rządu. Jest już jasne, że jego Likud zebrał najwięcej głosów – nawet jeśli po podliczeniu wszystkich zabraknie mu jednego lub dwóch posłów do absolutnej większości.

Zdarzało się w historii demokracji, że urzędującym premierom zarzucano zbrodnie: premier Lesotho ma w czerwcu stanąć przed sądem z oskarżenia o zamordowanie byłej żony; zapowiedział już, że wcześniej poda się do dymisji. Ale nie było jeszcze przypadku, by oskarżony w procesie karnym został premierem.

Wyborcy nie lubią elit

Podczas poprzednich dwóch wyborów – w kwietniu i wrześniu ubiegłego roku – jego Likud tracił głosy, a żaden kandydat na premiera w wyłonionych przez nie Knesetach nie mógł zdobyć poparcia większości. Między wrześniem a marcem zmieniły się dwie sprawy: Netanjahu formalnie postawiono zarzuty i z podejrzanego stał się oskarżonym; a Trump ogłosił wreszcie swój plan pokojowy. W odpowiedzi wyborcy przyznali Likudowi o co najmniej trzy mandaty więcej niż pół roku temu.

Wyraził też zrazu zadowolenie, że proces odbędzie się w Jerozolimie, „gdzie sędziowie chodzą do synagogi, a nie, jak w Tel Awiwie, do filharmonii”; ale gdy skład sędziowski został ujawniony, nazwał ich „dobranymi lewakami”. To i tak bez znaczenia: już w poprzednich Knesetach zapowiadał chęć uchwalenia ustaw dających parlamentowi prawo odrzucania wyroków Sądu Najwyższego (do którego będzie się odwoływał, jeśli zostanie uznany za winnego), a także przyznających premierowi immunitet. Jeśli uda mu się zdobyć większość, będzie bezpieczny.

ministrem kultury u Netanjahu była dama, która z dumą mówiła, że nie czytała Dostojewskiego. Zaś sądy to właśnie ucieleśnienie władzy elit: niby dlaczego sędzia ma nas sądzić, a nie na odwrót? Minister sprawiedliwości Netanjahu została wybrana pod hasłem, że to, co inni nazywają faszyzmem, jej „pachnie demokracją”.

Korupcja też nie przeszkadza: tylko głupi by nie brał, jak dają. A już manipulowanie mediami (premier i jego żona redagowali czasem wiadomości o sobie na zaprzyjaźnionych portalach i usuwali niewygodnych dziennikarzy) budzi entuzjazm.

Silvio Berlusconi rządził tak Włochami przez ponad 15 lat. Ale Berlusconi poległ, gdy doprowadził do kryzysu finansowego i wierzyciele kraju zażądali jego odejścia: nie zaszkodziły mu ani mafia, ani bunga bunga, tylko stopy procentowe.

Gospodarczo Izrael ma się dobrze, ale w sferze bezpieczeństwa zależy od USA, tak jak w sferze gospodarczej Włochy od Unii. Tyle tylko, że to właśnie jego Waszyngton nagrodził największymi triumfami dyplomatycznymi: uznaniem suwerenności na Golanie, ambasadą w Jerozolimie i – rzecz najważniejsza – planem Trumpa legalizującym osiedla i paraliżującym powstanie Palestyny.

Jakby tego było mało, z trwogi przed Iranem świat arabski nawiązuje z Izraelem pod jego rządami stosunki, jakich nikt dotąd w Jerozolimie zbudować nie potrafił.

Jeżeli dobrobyt, bezpieczeństwo i korupcja są transakcją wiązaną, to czego tu nie lubić?

Generał Ganz pasował do przeszłości. Teraźniejszość to Netanjahu

Rywal Netanjahu, generał Benny Ganz nie umiał przeciwstawić wiarygodnej alternatywy. On też chciał realizować plan Trumpa, ale „we współpracy ze społecznością międzynarodową”, która go odrzuciła. Potępiał korupcję Netanjahu, ale jego własna firma zbankrutowała, więc ewidentnie, w odróżnieniu od premiera, na biznesie się nie znał.

Obiecywał uczciwość – ale Netanjahu twierdził, że Iran ma na niego kompromaty, i udowodnij, że tak nie jest. Ganz nawet próbował, ale Likud w międzyczasie ujawnił nagranie rozmowy, w której jego szef sztabu skarżył się swojemu rabinowi, że generał nie ma odwagi zaatakować Iranu. Tchórz więc z generała, a przecież Netanjahu nieraz mówił, że zaraz na Teheran uderzy. I kogo sobie ten Ganz wybrał na szefa sztabu? A rabin zuch, że nagrał i udostępnił. Śmierć frajerom.

Generał usiłował być cywilizowaną wersją Netanjahu, ale wyborcy woleli wersję autentyczną. Ganz pasował do przeszłości, do Ben Guriona i Goldy Meir, Menachema Begina i Icchaka Rabina – polityków bardzo różnych opcji, których łączył jednak wspólny etos uczciwości i służby; są tacy w nieodległej przeszłości każdej demokracji.

Za to teraźniejszością jest już Netanjahu, wraz ze swymi przyjaciółmi: Johnsonem, Trumpem, Orbanem, Putinem czy Modim. A wyborcy ich wszystkich są przekonani, że ta teraźniejszość jest naszą wspólną przyszłością.


https://wyborcza.pl/7,75399,25755863,netanjahu-w-rzadzie-i-w-sadzie-dobrobyt-bezpieczenstwo-i-korupcja.html

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: