Pandemia koronawirusa

.

 


Pandemia koronawirusa rozszerza się po całym świecie, wymuszając na kolejnych państwach zamknięcie granic, a następnie zmuszenia swoich obywateli do pozostania w domach. Wpadające w panikę rządy zapominają przy tym, że pełen wpływ epidemii wirusa Covid-19 składa się z dwóch elementów składowych. Pierwszym elementem jest bezpośredni wpływ na społeczeństwo, który jest widoczny w postaci zwiększonej zachorowalności i kolejnych przypadkach śmierci pacjentów. Ale drugi element jest dużo bardziej niebezpieczny, gdyż wiąże się z zagrożeniem w postaci globalnego krachu gospodarczego. Oba te elementy znajdują się wewnątrz coraz mocniej ściskanego balona, który może w jednym z miejsc, nagle pęknąć w zupełnie niekontrolowany sposób.

Świat jednak coraz głębiej wchodzi w ciemny tunel pandemii, łudząc się, że po jego drugiej stronie widać światełko. Tymczasem łańcuchy dostaw są coraz bardziej przeciążone i nawet najbogatsze państwa mają trudności z realizacją awaryjnych zamówień, takich jak zestawów testów, respiratorów, specjalistycznych łóżek szpitalnych, środków ochrony dla personelu medycznego, itp. Trudności te wynikają po części z faktu, że możliwości produkcyjne są ograniczone, a w wielu krajach pracownicy są zmuszeni do pozostania w domach, coraz bardziej słabnąc na zdrowiu fizycznym i psychicznym. Rządy widzą rosnącą skalę zagrożeń i aby utrzymać kontrolę nad sytuacją, muszą uciekać się do gospodarczych planów ratunkowych. Pożyczane lub dodrukowywane pieniądze będą miały zrekompensować obywatelom utracone źródła utrzymania, jednak na wielu firmach nadal będą wywieszone tabliczki z napisem: „Zamknięte z powodu epidemii”. Podobne znaki wiszą na przejściach granicznych, ograniczając przepływ towarów i usług. Te ograniczenia biznesu mają kupić czas, tak bardzo potrzebny na przetrwanie obecnej fali pandemii i znalezienie medycznych rozwiązań problemu. Pozostaną jednak poważne problemy gospodarcze i jeszcze poważniejsze oraz głębsze pęknięcia społeczne, które będą wynikiem kryzysu ekonomicznego i załamania psychicznego tych, którzy zapłacą najwyższą cenę. A rządy jak na razie tylko kupują czas…

Weźmy na przykład Republikę Południowej Afryki. Jest to druga co do wielkości gospodarka w Afryce, po Nigerii. Jednak po upadku systemu apartheidu i zakończeniu okresu międzynarodowych sankcji, RPA odziedziczyła ogromne zróżnicowanie zamożności białej i czarnej populacji społeczeństwa. Na 40 milionów mieszkańców, około 23 milionów nie ma dostępu do energii elektrycznej i podstawowych urządzeń sanitarnych, a 12 milionów nie ma dostępu do czystej wody. Bezrobocie wynosi 33%, a ponad połowa ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. Państwo RPA można więc uznać za bankruta, którego zadłużenie waha się w okolicach 80% PKB. Pomimo to, grupa dysydentów zainwestowała miliardy dolarów w bankrutujące linie lotnicze South African Airways. W konsekwencji nowo zakupione samoloty stały zaparkowane na pasach startowych, a kierownictwo z grupą niewykwalifikowanych kolegów, prosiło rząd o kolejne dziesiątki miliardów dolarów na ratowanie przedsiębiorstw państwowych.

Wraz z kryzysem koronawirusa podwaja się siła wszystkich wcześniejszych globalnych i regionalnych kryzysów. Kurczenie się globalnej gospodarki spowodowało, że nowe wymagania dotyczące zdrowia publicznego znalazły się zupełnie poza zasięgiem. Słaby system opieki zdrowotnej zupełnie się załamał, a rząd „kupując czas” ogłosił 3-tygodniową blokadę. Oznacza to zakaz wychodzenia z domu, a w konsekwencji zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. I to bez jakiejkolwiek strategii wyjścia z tej sytuacji. Co stanie się po trzech tygodniach? Blokada zostanie przedłużona. Ale to wszystko tylko opóźnia chwilę, w której w sposób nieunikniony trzeba będzie podjąć decyzje by rozwiązać kluczowe problemy. Tymczasem, działalność milionów firm jest ograniczona, a około dwie trzecie siły roboczej pozostaje przymusowo w domu. Oto makabryczna ironia tego wszystkiego. Kryzys najmocniej uderzy w biednych. Bo gdzie bezdomni mają zamknąć się w izolacji? Jak ludzie, którzy są stłoczeni w ruderach z desek i tektury, mogą pozostać z daleka od wysoce zaraźliwej choroby? Bogaci mogą zachować pełną izolację swoich rodzin, nie odczuwając zbytnio spadku komfortu codziennego życia.

Pomyśl o tym w ten sposób: Są dwie kategorie ludzi. Kategoria „A” obejmuje wszystkich tych, którzy z racji zamożności finansowej posiadają pełen i nieograniczony dostęp do systemu opieki zdrowia. W chwili obecnej oznacza to dostęp do procedur medycznych związanych z profilaktyką i leczeniem koronawirusa. Kategoria „B” obejmuje wszystkich pozostałych. Ich zadaniem jest kupienie większej ilości czasu dla grupy „A”. W ten sposób grupa „B” jest barankiem ofiarnym, który musi spłaszczyć krzywą zachorowań. Jest to czynione poprzez procedury izolacji społeczeństwa, aby przeciąć łańcuchy przenoszenia się wirusa z osoby na osobę. Zmuszanie tych milionów ludzi do pozostania w domu pod groźbą kary, jest prostą drogą do wprowadzenia systemu powszechnej inwigilacji i kontroli. Takie totalitarne rozwiązania z powodzeniem zastosowano w Chinach, kończąc przedłużający się problem protestów społecznych w Hongkongu, itp. Nie bez powodu te rozwiązania są bardzo popularne wśród wielu ambitnych i żądnych władzy polityków na całym świecie. Niewielu z liderów zadba o utrzymanie gospodarki i możliwość powrotu ludzi do pracy.

Większość z nich mówi, że pandemia wymusza na nich podjęcie pewnych działań, a blokada życia społecznego jest potrzebą i koniecznością tej chwili, a równocześnie wskazują na kryzys i brak pieniędzy, aby zapomnieć o potrzebach milionów ludzi pozostawionych w domach. A wszystko drożeje – czynsze, żywność, środki higieny, a nawet energia elektryczna i Internet. Ludzie ulegli panice, a będąc posłuszni demokratycznie wybranym przez siebie rządom, zamknęli się w powszechnej izolacji. Masy jednak z łatwością ulegają emocjom, a po zniesieniu blokady nieuchronnie przyjdą uboczne skutki ekonomiczne. Blokada społeczeństwa będzie miała poważne następstwa, nie tylko będące w wielkich kosztach poniesionych na awaryjne funkcjonowanie szpitali i zespołów medycznych, ale także związanych z zakupem setek tysięcy zestawów testów, odzieży ochronnej, sprzętu medycznego, itp. Nie wspomnę o kosztach poniesionych przez biznes, gdy zamknięte zostały sklepy, restauracje i wszelkiego rodzaju firmy produkcyjne lub usługowe. Dodajmy do tego koszty egzekwowania blokady, ponieważ ludzie z natury mają skłonność do łamania nałożonych ograniczeń. Dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych, którzy lubią spotykać się w miejscach publicznych. Kolejną kwestią jest sposób, w jaki ludzie radzą sobie z kolejnymi tygodniami izolacji – bez pracy, bez kontaktów z innymi ludźmi, bez interakcji społecznych. Liczba incydentów związanych z przemocą domową już rośnie, a potem przyjdzie problem frustracji, załamania się i depresji, gdy bez środków finansowych trzeba będzie borykać się z codziennym kryzysem gospodarczym. W Stanach Zjednoczonych już otwarcie się mówi o problemie, jakim prawdopodobnie będzie fala samobójstw. To są kolejne ukryte koszty społeczne. One najsilniej uderzą w biednych i młodych, szczególnie mocno w dzieci. Bo kto utraci miejsca pracy? Bogaci, czy biedni?

Ten problem nie dotyka tylko bogatych państw Zachodu, gdyż jest to kwestia globalna. I w sposób nieunikniony bardzo boleśnie dotyka społeczeństwa Bliskiego Wschodu. Aby uzmysłowić sobie skalę problemów jakie dotknęły świat arabski, wystarczy spojrzeć na Iran. Oficjalne dane opublikowane 28 marca przez Teheran mówią o ponad 35 tys. zarażonych i 2 517 ofiarach śmiertelnych koronawirusa. Wielkość oficjalnie podawanych liczb pozwala tylko wyobrazić sobie prawdziwą skalę katastrofy. Eksperci są zgodni co do tego, że faktyczna liczba zarażonych i ofiar śmiertelnych w Iranie jest znacznie wyższa od oficjalnych danych. Teheran celowo ukrywa prawdziwe dane, gdyż obawia się fali protestów, chaosu i anarchii, gdyby opinia publiczna poznała rzeczywistą skalę katastrofy. Prawdziwa liczba ofiar COVID-19 w Iranie może nigdy nie być znana, ale według Ludowej Organizacji Iranu Mohajedin (partia opozycyjna) w wyniku pandemii koronawirusa zmarło 12 400 Irańczyków.

Problem koronawirusa nie dotyka jednak tylko Iranu. Musimy pamiętać, że większość państw arabskich została zaledwie kilka lat temu boleśnie dotknięta przez traumatyczne wydarzenia Arabskiej Wiosny, a niepokój o utrzymanie się u władzy jest wspólnym lękiem łączącym wszystkie arabskie reżimy na Bliskim Wschodzie. Nie bez powodu, regionalny dyrektor Światowej Organizacji Zdrowia na Bliskim Wschodzie, Ahmed Al-Mandhari, oświadczył, że duża część danych dotyczących pandemii koronawirusa w świecie arabskim została celowo ukryta i jest nieprawdziwa. Wskazał on, że publikowane dane są sprzeczne z sobą i zazwyczaj nawet się nie sumują. Ponadto, arabskie państwa w większości przypadków wykazały brak odpowiedzialności w swoich wysiłkach radzenia sobie z kryzysem. W rezultacie koronawirus mógł swobodnie rozprzestrzeniać się w regionie. Strach przed niepokojami społecznymi doprowadził do opóźnionej reakcji w walce z koronawirusem w Libanie i Syrii. Pierwsze kroki podjęto tam na wiele dni po pierwszych zachorowaniach. Wydaje się, że jedynie Jordania na czas zamknęła swoje granice, a następnie ogłosiła ogólną blokadę z godziną policyjną i ograniczeniem ruchu między miastami. Rzeczą powszechnie wiadomą jest niski poziom systemów powszechnej opieki zdrowotnej w arabskim świecie. Brakuje wszystkiego, począwszy od leków, poprzez zestawy do wykonywania testów, po respiratory i profesjonalny personel umiejący właściwie wykorzystać posiadany sprzęt. Załamanie się systemów opieki zdrowotnej i globalny kryzys gospodarczy, połączony ze spadkiem cen ropy naftowej, może doprowadzić do masowych protestów społecznych żądających natychmiastowego ustąpienia swoich przywódców. W Egipcie, Jordanii i innych państwach regionu już pojawiły się oskarżenia, że jest to „amerykańsko-syjonistyczny spisek”. W ten sposób wskazywany jest zewnętrzny wonowajca za wszystkie problemy w kraju. Pandemia jednak się rozprzestrzenia, a liczba zarażonych i zmarłych wciąż rośnie.

W świecie arabskim wyraźnie widać różnicę między zamożnymi państwami Zatoki Perskiej a pozostałymi pozostającymi w upadku lub stagnacji gospodarczej. Bogate emiraty Zatoki Perskiej mogą sobie pozwolić na zakup wielu respiratorów, zestawów testowych i leków ratujących życie, nawet po cenach dużo wyższych niż rynkowe. Natomiast pozostałe państwa mają bardzo słabe systemy opieki zdrowotnej i są podatne na zaburzenia społeczne. Władcy regionu zdają sobie jednak sprawę, że niepokoje z łatwością mogą przenieść się ponad granicami i zagrozić bezpieczeństwu oraz stabilności całego sunnickiego świata. Z tego powodu już teraz obarczono szyicki Iran odpowiedzialnością za wybuch epidemii koronawirusa w regionie Zatoki Perskiej.

Tymczasem w Iranie setki ludzi poszukujących „magicznego lekarstwa” na koronawirusa zapłaciło życiem po wypiciu metanolu. Irańskie media podały, że w ciągu ostatnich kilku tygodni co najmniej 300 osób po fałszywych doniesieniach, że picie metanolu pomoże im wyzdrowieć. Metanol jest skażonym alkoholem, wykorzystywanym jako paliwo lub środek przeciw zamarzaniu (Islam zabrania spożywania etanolu, który jest zakazany). Metanol jest śmiertelną trucizną. Pomimo to, wielu Irańczyków postanowiło spróbować szczęścia, szukając cudownego lekarstwa na zapalenie płuc, będące wynikiem choroby koronawirusowej. Hussein Hasnian, lekarz współpracujący z irańskim ministerstwem zdrowia, powiedział, że „zakres problemu jest znacznie większy. Szacuję, że liczba zgonów wynosi 480, a liczba osób, które zachorowały z powodu picia metanolu, wynosi co najmniej 2850. Inne kraje mają tylko jeden problem, a mianowicie nową pandemię koronawirusa. My walczymy tutaj na dwóch frontach. Musimy leczyć osoby z zatrucia alkoholem, a także zwalczać pandemię koronawirusa.”

Analitycy są zgodni co do tego, że w Iranie panuje całkowity chaos. Przywódcy religijni najpierw każą ludziom napełniać meczety na modlitwy, a potem każą je opuszczać i pozostać w domu. Wygląda na to, że władze utraciły kontrolę nad sytuacją i desperacko próbują poradzić sobie z zaistniałym kryzysem. Reżim w Teheranie odczuwa silną presję, ale to nie znaczy, że możemy spodziewać się jakichkolwiek większych zmian, chociaż jeśli presja ze strony społeczeństwa wzrośnie, to możemy zobaczyć pewne reformy w rządzie. Możemy więc zobaczyć protesty uliczne, jednak ekspert ds. Bliskiego Wschodu Gregg Roman ostrzegł, że Iran z łatwością skieruje gniew społeczeństwa na zewnątrz, aby nie koncentrował się on na rozwiązywaniu prawdziwych problemów w kraju. W ten sposób gniew i nienawiść Irańczyków może skierować się przeciwko Izraelowi. „W rzeczywistości możemy już zidentyfikować pierwsze oznaki, że kryzys w Iranie może wpłynąć na Izrael. Unia Europejska postanowiła zmniejszyć sankcje wobec Iranu, aby pomóc przetrwać kryzys koronawirusa. Już przekazali irańskiemu rządowi dotację w wysokości 20 milionów euro i wydaje się, że prawdopodobnie pozytywnie zareaguje na irański wniosek o kolejne pięć milionów dolarów pomocy. Poza tym istnieje bardzo realne niebezpieczeństwo, że jeśli Iran poczuje, że sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli, będzie próbował przesunąć konflikt poza swoje granice, koncentrując niepokoje społeczne przeciwko tradycyjnym wrogom: Stanom Zjednoczonym i Izraelowi. Mogą nawet sprowokować wojnę z Izraelem lub jakimś innym państwom arabskim. Jeśli chodzi o zagrożenie utraty władzy przez reżim w Teheranie, wszystko jest możliwe.”

To właśnie dlatego Iran rozwija operacje w krajach, które uważa za część powstającego półksiężyca szyickiego, przebiegającego przez Irak i Syrię do Libanu. Działania przeciwko amerykańskiej armii prowadzą przede wszystkim proirańskie milicje szyickie. Iran stoi również za coraz bardziej agresywnymi atakami na Arabię ​​Saudyjską, przeprowadzanymi przez Huthi z Jemenu. Równolegle rozpowszechniane są idee, że obecny kryzys jest początkiem czasów końca w których ukryty imam Mahdi powróci na Ziemię. Swój powrót miał rzekomo wstrzymywać do czasu, aż Szyici przejmą kontrolę nad świętymi miejscami Islamu w Mekce i Medynie. Procesowi temu ma towarzyszyć pogrążenie się Arabii Saudyjskiej w chaosie i anarchii. Konsekwencją tej irańskiej polityki są ataki rakietowe Huthi z Jemenu. Równocześnie szyicka milicja w Jemenie przyjęła apel ONZ o zawieszenie broni w niekończącej się wojnie jemeńskiej, powołując się na obawy związane z rosnącą katastrofą humanitarną w kraju – w Jemenie duża część ludności cierpi z powodu głodu i chorób.

W Iraku od pewnego czasu, zarówno amerykańska armia, jak i wspierane przez Iran szyickie bojówki, przygotowują się do długo oczekiwanej konfrontacji. Dwa tygodnie temu w Białym Domu doszło do gorącej dysputy, w której sekretarz stanu Mike Pompeo i inni urzędnicy administracji opowiedzieli się za eskalacją działań militarnych przeciwko Iranowi, podczas gdy sekretarz obrony Mark Esper i przewodniczący połączonych szefów sztabów Mark Milley sprzeciwili się takiemu posunięciu. Esper i Milley stwierdzili, że nie ma wystarczających dowodów na to, że najważniejszy iracki pełnomocnik Iranu, milicja Khata’ib Hezbollah stoi za falą ataków rakietowych i moździerzowych na amerykańskie cele w Iraku. Prezydent Donald Trump wydawał się wtedy opowiedzieć po stronie Espera i Milleya, ale najnowsze doniesienia wskazują, że wojsko Stanów Zjednoczonych przygotowuje się do nowej bitwy w Iraku. Tym razem celem może być rozbicie sił milicji Khata’ib Hezbollah. Amerykańskie siły w Iraku liczą około 5 tys. żołnierzy, którzy zaprzestali ostatnio szkolenia irackich żołnierzy, a ich jednostki bojowe przechodzą dyslokację. Asystent sekretarza Departamentu Stanu USA ds. Bliskiego Wschodu David Schenker ostrzegł przed ignorowaniem działań irańskich milicji w Iraku, które współpracują pod parasolem organizacji al-Hashd al-Sha’abi. Grupa ta wezwała Stany Zjednoczone do wycofania swoich żołnierzy z Iraku i ostrzegła przed gwałtownymi atakami na tych, którzy tam pozostaną. Właśnie tego jesteśmy teraz świadkami. Szyickie milicje przekazały za pośrednictwem szwajcarskiej ambasady w Teheranie, ostrzeżenie, że „każda agresja wojskowa USA przeciwko Iranowi spotka się z wysoce destrukcyjną reakcją”.

Stany Zjednoczone ze swojej strony również przygotowują się do konfliktu z osią irańską, a zwłaszcza z Khata’ib Hezbollah. Pentagon opracował „tajne plany eskalacji walk w Iraku przeciwko wspieranej przez Iran milicji”. Problem polega jednak na tym, że al-Hashd al-Sha’abi dysponuje około 140 tys. doświadczonymi w walkach bojownikami, podczas gdy amerykańska armia ma zaledwie 5 tys. na lądzie w Iraku. Milicja al-Hashd al-Sha’abi jest najważniejszą szyicką paramilitarną organizacją, która w 2017 roku została włączona do irackiej armii.

Trump musi teraz zdecydować, czy wzmocni siły amerykańskie w Iraku i zada Iranowi kolejny niszczycielski cios. Nie jest to takie proste, gdyż amerykańskie wojsko przebywa w Iraku za zgodą irackiego rządu tylko z jednego powodu – aby pokonać ISIS. Zadanie to zostało rzekomo ukończone na początku ubiegłego roku. Jednak od tego czasu ISIS przegrupowało się i stanowi coraz większe zagrożenie dla bardzo niestabilnego Iraku. Tak więc pandemia koronawirusa może zupełnie zdestabilizować ten region, pogrążając go w kolejne lata chaosu i walk.


Efraim

One Response to “Pandemia koronawirusa”

  1. Obserwator 01/04/2020 at 08:25

    https://www.timesofisrael.com/top-iranian-cleric-okays-buying-future-israeli-coronavirus-vaccine/

    Death to America!, Death to Israel!, ”but please don’t die before you have a vaccine to give us” bez żenady rozumuje stary baran w ręczniku na głowie 😄😄😄

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: