Cogito ergo sum

 

René_Descartes


Filozofię wprowadzono do programu studiów matematycznych, gdy byłem na czwartym roku matematyki na Uniwersytecie Warszawskim. Chyba nie doceniałem wówczas tego przedmiotu i niewiele z ćwiczeń wyniosłem. Zainteresowały mnie nie tyle poglądy Sokratesa, ile jego losy, w tym wyrok trybunału ludowego, skazujący go na śmierć za sianie zamętu w umysłach młodych obywateli demokratycznych Aten. Potem był Kartezjusz – znacząca postać w rozwoju matematyki – i jego słynne „myślę, więc jestem”.

I gdy uznałem, że niczego lepszego nie uda się wymyślić, okazało się, że Immanuel Kant podważył tę tezę, twierdząc, że z faktu, że myślę, nie można wysnuć wniosku, że jestem, tylko że istnieje myślenie.

Wydaje mi się, że jestem jednak po stronie Kartezjusza. Jego tezę można rozpatrywać dwojako: albo „myślę, bo jestem” albo „jestem, bo myślę”. Określenie „jestem” może mieć szersze znaczenie niż „istnieję biologicznie”. Istnienie biologiczne człowieka jest warunkiem koniecznym, by zaistniało myślenie, ale nie jest warunkiem dostatecznym.

Można mieć wątpliwości, czy powyższa teza jest słuszna. W ewolucyjnym rozwoju człowieka nie uzyskaliśmy trąby, takiej jak ma słoń, nie mamy takiej siły, jaką ma wiele zwierząt, nie mamy sierści ani ostrych kłów. Za to podzieliliśmy cztery nogi na dwie pary – jedną przeznaczoną do pokonywania odległości i drugą, która wykształciła takie możliwości operowania nimi, jakimi nie dysponuje żaden inny ssak. Ale dalej bylibyśmy skazani na porażkę z przyrodą i innymi istotami, gdyby nie rozwój mózgu.

Nie wiem, czy zwierzęta „myślą” i nie wiem, czy wszyscy ludzie mogą stwierdzić, że myślą, ale chyba jednak istotą człowieczeństwa jest myślenie, lub przynajmniej zdolność do myślenia.

Kiedyś w szkolnej gazetce, prezentując Kartezjusza, umieściliśmy zdjęcie atrakcyjnej skądinąd blondynki z dymkiem: „Nie myślę, a jestem”. A nasz domowy kot przygarnięty z działek doskonale porozumiewa się z panią domu, głównie co prawda w sprawach pokarmu, ale nie tylko. Biorąc to wszystko pod uwagę, zakładam, że „jestem” Kartezjusza oznacza coś więcej niż biologiczne istnienie. I że prawdziwe jest stwierdzenie, iż „jestem, bo myślę”.

Oznacza to, że dzielimy się jednak na tych, którzy mają podstawy, by mówić o sobie „jestem” i na takich, którzy jedynie „istnieją”. Jest oczywiste, że nie jest to podział ostry i że są różne odcienie „istnienia” i „bycia”. Granica nie jest wyraźna i nie decydują o jej przebiegu tytuły naukowe, różne świadectwa czy dyplomy.

Podobnie trudno jest ustalić, jak przebiega linia podziału między „ciemnym narodem”, który kupi każdą głupotę według wskazań Jacka K., a tymi, którzy dopuszczają możliwość myślenia opartego na faktach.

Jest taki stary dowcip: Na targowisku facet ogłasza, że sprzedaje maść na myślenie. Zainteresowany kupnem klient chce spróbować. Wącha, liże i stwierdza: „Przecież to zwykłe g…!”. Na co sprzedawca odpowiada; „No widzisz jaka skuteczna maść — już kombinujesz”.

Jak oglądam czasem relacje telewizyjne z obrad różnych gremiów, wypowiedzi niektórych polityków i prezentowane wiadomości, to żałuję, że aż tylu ludzi – i tych mówiących i tych słuchających – nie skorzystało z okazji nabycia tej „maści na myślenie”.

W swoim długim już życiu byłem przez pewien czas VIP-em i jeśli zachowywałem się tak samo, jak znaczna część obecnych postaci na najwyższych stanowiskach państwowych, to jest mi naprawdę głupio. Ale wiem też, że ktoś tych prominentów wybiera. Wiem też, że wszyscy oni – wybierający i wybrani – to niegdysiejsi uczniowie, którzy odpowiadali „jestem”, gdy nauczyciel wyczytywał ich nazwisko na liście obecności. Chociaż w wielu przypadkach było to tylko potwierdzenie istnienia fizycznego, a nie stwierdzenie „jestem współuczestnikiem lekcji”.

Tak więc „maść na myślenie” potrzebna od zaraz, aby:

„ […] słowom naszym / Zmienionym chytrze przez krętaczy / Jedyność przywróć i prawdziwość: Niech prawo zawsze prawo znaczy, A sprawiedliwość – sprawiedliwość”.

Julian Tuwim „Kwiaty polskie” – napisane w okresie wojennej emigracji w USA, wydane w Polsce w 1949 roku.

Niech demokracja zatem zawsze demokracja znaczy, a Konstytucja nie podlega pichceniu na potrzeby władzy. (Aktualne). „Cogito ergo sum” niech oznacza „jestem, bo myślę”, a myślę, bo chcę być, a nie tylko istnieć w statystyce.

Franciszek Potulski


Cogito ergo sum

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: