ASHKELON i list do znajomego

Aleksander Rotner

 


Dałem mój pierwszy film z Aszkelonu na YouTube.
Powiadom, proszę czytelników o możliwości oglądania.

Moc pozdrowień

Alek
A przy okazji Alek dodaje
„mój (trochę zredagowany) list do znajomego może wielu innym osobom pomóc w zrozumieniu tego filmu.”

Drogi…
Wspominałem Ci kiedyś o żydowskich koloniach w których uczestniczyłem. Były to kolonie letnie, pod patronatem TSKŻ-etu (Towarzystwo Społeczno- Kulturalne Żydów w Polsce), które odbywały się w różnych miejscach wypoczynkowych, i tam, w zależności od rejonu kraju w którym mieszkaliśmy, spędzaliśmy miesięczny turnus, albo dwa.

Takie miejsca jak Ostrowo, Mrągowo, Poronin i inne, stały się dla nas oazą młodzieńczej i intelektualnej autonomii, z dala od życia w socjalistycznych „Średnich Miastach”.
Czuliśmy się na tych koloniach jak w domu. Nie tylko bezpiecznie, z daleka od jakichkolwiek przejawów antysemityzmu, ale wśród rówieśników dzielących nie tylko polską, ale i też żydowską kulturę, muzykę, literaturę i humor.

Nie było tam pijaństwa, przemocy, uprzywilejowań, nie wprowadzano partyjnych wytycznych ani wojskowej dyscypliny. Ale też, jak na typowych koloniach chodziło się na wycieczki, grało w karty, uprawiało sporty, urządzało produkcje teatralne, konkursy, zakochiwano, śpiewano piosenki. Oczywiście wydarzenia marcowe położyły kres temu wszystkiemu.

Dwadzieścia lat później, w 1989 roku zorganizowano pierwszy (bo były następne) zlot byłych kolonistów. W małym, nadmorskim miasteczku Aszkelonie, w Izraelu. Przygotowania trwały ponad dwa lata. Najpierw ktoś wpadł na pomysł takiego spotkania. Poszły w ruch listy i telefony. Kto byłby zainteresowany, gdzie by to wszystko miało się odbyć. Padały propozycje: w Polsce, bo stąd pochodzimy, w Stanach, bo najwięcej nas tam pojechało, w Izraelu, bo zawsze nam to proponowało w sławetnych: Żydzi do Palestyny!”

No i na tym stanęło. Dziwne koleje losu.
Powstały Komitety Organizacyjne, kłócono się, dyskutowano, planowano…
Zmieniliśmy się z kolonistów w naszych rodziców, których pamiętamy jak w klubach TSKŻ-etu kłócili się, dyskutowali, planowali…
Wybrano piękny ośrodek wczasowy, otoczony wysokim murem, z pokojami hotelowymi,
z domkami parterowymi, jadalnią, sceną, olbrzymim basenem i prywatnym dostępem do pięknej plaży.
Wszyscy baliśmy się tego spotkania, bo co będzie jak nas nie poznają, jak nie będą pamiętali, jak potworzą się grupy i kliki…

A jednak nie mogliśmy się doczekać tego spotkania, pomimo strachu.
Byłem tam w roli i byłego kolonisty i filmowca. Nakręciłem film, pełen wzruszeń, pełen serdeczności, film któremu udało się oddać magię tego spotkania, film, do którego wracano wiele razy, przez wiele lat.
Nie było to wcale trudne. Materiał „sam się filmował”. Pierwsze spotkania po dwudziestu latach, radość z bycia razem przez tyle dni, magiczny powrót do lat młodości, wzruszenia…
Jak to później określano, nastąpiła wtedy zbiorowa hipnoza. Cofnęliśmy się do tyłu o dwadzieścia parę lat.

Spowodowała to z pewnością ta niezwykła sytuacja w której się znaleźliśmy, to odizolowanie od świata, to zaparcie się rzeczywistości. Sam pamiętam dokładnie, jak którejś nocy, szedłem ścieżką do głównego budynku gdzie był telefon, by zadzwonić do żony, która została w domu z małym synkiem.. I nagle, w połowie drogi stanąłem ogłupiały:
– Gdzie ja idę? Do jakiej żony? Jakie dziecko?!
– Ja będę miał żonę. Za dwadzieścia lat. Ale nie teraz!
Ta myśl była tak realna, że przez sekundę byłem całkowicie zdezorientowany.

To nie było tylko moje odczucie. Obserwowałem sceny, gdzie zapomniane dzieci włóczyły się po całym letnisku szukając rodziców, lub czegoś do zjedzenia. Widziałem dwuletnie dzieci śpiące na trawie o drugiej w nocy, podczas gdy rodzice, ochrypnięci, śpiewali pod palmami zapomniawszy o całym świecie, widziałem jak byłe kolonijne pary obejmują się i całują, jakby rozstali się dopiero wczoraj…
Zorganizowano wycieczkę do Jerozolimy. Zorganizowano turniej brydżowy, konkursy, zabawy, prelekcje, zupełnie jak dawniej. Brakowało tylko rannego apelu, ale nikt by się o siódmej rano nie stawił, bo śpiewało się noc w noc do pierwszej, drugiej…
Śpiewaliśmy żydowskie piosenki, polskie i rosyjskie, i nawet te socjalistyczne, do których nikt by nas kiedyś nie zmusił.

Ale i tak wstawaliśmy nad wyraz wcześnie, bo nikt nie chciał stracić nawet godziny z dala od przyjaciół.
Przeżyliśmy te siedem dni w większości na piwie, papierosach i adrenalinie.
W domu wszyscy „padliśmy”, a wielu po prostu zachorowało z wycieńczenia.
Tego maja miał się odbyć jubileuszowy, dziesiąty już zjazd w Izraelu. Podczas poprzednich, występowali gościnnie m.in Młynarski, Przybylska, Umer i inni. Tym razem miało się zjawić (jako, że liczba uczestników wzrastała z każdym zlotem) trzy razy więcej ludzi. Mój film miał być pokazany jako część uroczystości.
Te krzyki, śmiechy i łzy, które by na pewno towarzyszyły projekcji, mogę sobie niestety tylko wyobrazić.
Może uda się odrobić to spotkanie w przyszłym roku.
Na razie wzruszamy się tym filmem przed komputerem


 

One Response to “ASHKELON i list do znajomego”

  1. Ewa Korulska 31/05/2020 at 03:15

    Ogromnie wzruszajacy list. Ja niestety nie uczestniczyłam w młodości w życiu żydowskim ale odczuwam wielka wdzięczność dla organizacji JOINT ze organizowała i finansowała zarówno tamte kolonia jak i późniejsza pomoc wygnanym z Polski Żydom w ich pierwszych, najtrudniejszych krokach za granica. Myśle ze bez pomocy JOINT-u sytuacja Marcowych Żydów na Zachodzie byłaby nieskończenie bardziej dramatyczna. JOINT wyciągnął mocna, opiekuńcza ręke z pomocą materialna, logistyczna, psychologiczna, zarówno dla Was, młodych wygnańców, jak i dla Waszych Rodziców, którzy z racji wieku potrzebowali takiej pomocy o wiele bardziej.
    JOINT to najstarsza i najbardziej zasłużona zydowska organizacja, zawsze gotowa do niesienia pomocy potrzebującym Żydom w Diasporach. Albo w ich zwyczajnym przetrwaniu w różnych kryzysowych sytuacjach, albo w odbudowywaniu tożsamości żydowskiej i więzi miedzy młodzieża w Diasporze poprzez akcje takie jak tamte wspaniale kolonie TSKZ które wspominacie z takim sentymentem. Ja mogę tylko żałować ze nie brałam w nich udziału i nie mam tych cudownych wspomnień. Emigrowałam tez z Polski w innych okolicznościach niż Marzec, ale znam JOINT i jego dokonania.
    Dziś JOINT angażuje się jak zawsze po stronie potrzebujących Żydów gdyz niestety zawsze istnieja na świecie Żydzi w potrzebie. JOINT rozwija także dzisiaj życie żydowskie w Polsce, aby dzisiejsi młodzi tez mieli szanse odzyskać swa tożsamość, zbudować głębokie więzi miedzy sobą i w przyszłości dzielić się jak Wy, wspaniałymi wspomnieniami z żydowskich spotkań i wakacji.
    Wszystkie te bezcenne akcje kosztują dużo i JOINT potrzebuje pieniędzy.
    Większość z nas ma dobry, zapewniony byt, dorosłe, samodzielne dzieci którym na szczęście nie musi pomagać materialnie. Na tym etapie życia człowiek ogląda się wstecz i myśli co mógłby zrobić dla innych. Cóż piękniejszego niż spłacić tamten dług za młodzieńcze, cudne lata ? Czy moglibyśmy jakoś zbiorowo okazać wdzięczność JOINT-owi i wesprzeć finansowo jego dzisiejsze akcje ?
    Byłby to najpiękniejszy gest solidarności, dowód ze tamte wspaniale Kolonie nie służyły wyłącznie zabawie…ze kontynuujemy łańcuch pokoleń.
    Czy ktoś podejmie te akcje ?

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: