Marcel Proust o sprawie Dreyfusa

 

.

Joanna Tokarska-Bakir


 Proust się zestarzał. Drażni rozciągnięta na sześć tomów udręka, wyrażona omarkowanym, kancelaryjnym językiem. Nie pomoże zwalanie winy na niedbały przekład Boya. List jest może i piękny – jak to belle lettre – ale sakramencko nudny. Goście są nieśmiertelni, kawa wystygła, a sztuka jest najważniejsza. “Widzę, że moje metafory zostawiają cię głuchym, a historia Francji obojętnym”? – ruga Proust czytelnika, jak pan de Charlus swojego kochanka, Jupiena. Z podobnym skutkiem. Jest jeden sposób, by uratować tę prozę: skoro psychologia zwiędła, trzeba ją czytać jak socjologię.

Zapomnijmy, że Proust to nie Balzak, i że to nie jest realizm. Czytajmy go jako pochwałę cudzej belle epoque w cieniu naszej własnej nadciągającej burzy. Skoro salon jest poligonem, a kanapy okopami – paryskie salony w okresie procesu Dreyfusa były nimi na pewno – zobaczmy, kto siedział w tym okopie. Adresy Salony paryskie były w ogóle ważną częścią społeczeństwa, a Proust w szczególności wiele im zawdzięczał.

Regularnie odwiedzał dwa miejsca: przy avenue Hoche pod numerem 12, czyli u Mme Arman de Caillavet, kochanki Anatola France’a, gdzie wkrótce zaprzyjaźnił się z Gastonem, synem Mme de Caillavet. Bywał także w salonie malarki Madeleine Lemaire przy ulicy de Monceau, gdzie po raz pierwszy spotkał księcia Roberta de Montesquiou, prototyp barona de Charlusa. Choć biografia była dla autora źródłem inspiracji, realne miejsca nie przystają do sportretowanych w powieści dwóch antagonistycznych domów. Te różnią się typem snobizmu – mieszczaństwo przewidywalnie czci sztukę, podczas gdy arystokracja urodzenie – oraz stosunkiem do sprawy Dreyfusa.

Sportretowany w Miłości Swanna, pogardzający zwykłymi śmiertelnikami mieszczański salon pani Verdurin, “żyje sztuką”, cokolwiek to znaczy. Na przeciwnym biegunie znajduje się arystokratyczny salon rodziny Guermantes, wrogi arywistom, ostentacyjnie tępy, osadzony w Faubourg Saint-Germain. Jak pisze Cynthia Gamble, “Faubourg Saint-Germain to zarówno stan umysłu, jak i ekskluzywna grupa, obejmująca rojalistów, nacjonalistów, katolików i anty-Dreyfusistów, którą wielu aspirantów, włączając w to początkowo także narratora À la recherche du temps perdu, uznawało za absolutny parnas” . W ostatnim tomie serii zostanie opisany jego rozkład, rozpoczęty wkroczeniem owdowiałej pani Verdurin, teraz księżnej Duras. Belle epoque Fascynacja witalnością i optymizmem, przyszłością i obfitością, pozorem i maską, wystawą i przedstawieniem była częścią życia paryskiego belle epoque. Zarówno w powieści, jak i w życiu Prousta pojawia się wówczas balet rosyjski, wielokrotnie fetowany w Paryżu. ‘Le Music-Hall’, zapożyczony z angielskiego w roku 1862, szybko przekłada się na nowe instytucje kulturalne, takie jak uruchomiony w roku 2 1889 “Le Moulin Rouge”, rozsławiony plakatami Toulouse-Lautreca, “FoliesBergère” przy ulicy Richer, działające jako teatr od roku 1869, następnie jako scena pantomimy, akrobacji, baletu i operetki, i w końcu wielokrotnie wspominana w powieści “Olympia” przy Bulwarze Kapucynów 28.

Belle epoque została nazwana tym mianem dopiero, gdy przeminęła. Niektórzy sądzą, że termin wszedł do obiegu wręcz w latach dwudziestych jako określenie “starych dobrych czasów, których tak naprawdę nigdy nie było”. Szczytem euforii miał być rok 1900 i beztroskie lata poprzedzające wybuch I wojny. Rozrzutny, żyjący na koszt kolonii, rozrywkowy Paryż, którego największą troską było dobranie pantofelków do sukni, ostro kontrastuje z wojenną rzeźnią, jaka za chwilę nastąpi. Już w roku 1894, we wstępie do debiutanckiego Les Plaisirs et les jours, za najwygodniejszy punkt do obserwacji zachowania społecznego młody Marcel Proust uznawał perspektywę zamkniętej przestrzeni.

W tym przypadku Arki Noego: “Zrozumiałem wtedy, że Noe nigdy nie miał jaśniejszej wizji świata, niż wówczas, gdy patrzył nań ze swojej arki, jak gdyby zapieczętowanej, kiedy ciemności skryły ziemię”. Ten sam punkt widzenia pojawi się w W poszukiwaniu straconego czasu. Toczące się na ograniczonej przestrzeni i “przy przyćmionym świetle” życie salonu przedstawia się narratorowi jako konwulsyjny spektakl intryg i gier, świadczeń wzajemnych i tych bez wzajemności, których racją jest sukces i celebracja własnego trwania. Osobistości szanowane i utytułowane pojawiają się tu obok jednodniowych jętek obu płci i z góry wiadomo, kto jest bardziej pożądany. Jedynym skandalistą, którego się nie zaprasza, jest śmierć. Gdy śmiertelnie chory Swann oznajmia księstwu de Guermantes, że zostało mu kilka miesięcy życia, daje mu się do zrozumienia, że popełnił nietakt. Także w salonie mieszczańskim śmierć ulubionego pianisty pani Verdurin, Dechambra, zostaje otoczona milczeniem. Przesadą jest uznawanie terytorializmu za zachowanie czysto zwierzęce.

Życie salonu opiera się na sztuce “markowania dystansów”, zaznaczania, kto jest czyj, skąd przychodzi i do czego się nadaje. Proust nie ma złudzeń co do tego, jak osiąga się czystość w zakresie wartości cenionych przez salon: zachowuje się ją dzięki skrzyżowaniu “ciasnoty umysłu” z “oschłością serca”. Na tym samym polega też powszechnie praktykowana gorliwość religijna: “powierzchowna dewocja potępia jedynie skandal”, a “apologia chrystianizmu (…) wiedzie nieomylnie (drogami niepojętymi dla inteligencji, rzekomo jedynie cenionej) do kolosalnie bogatego małżeństwa”. Aby nie umrzeć z nudów, świat snobów i frustratów doprasza sobie czasem ludzi z zewnątrz. Inteligencja, mówi Proust, jest “rodzajem łomu, dzięki któremu ludzie, o których nic się nie wiedziało, włamywali się do najwybrańszych salonów”. Wprawdzie w niektórych kręgach znaczenie przypisywane inteligencji nie różniło się wiele od “zdolności do zamordowania własnych rodziców”, ale generalnie ciekawość przeważała. 

Calosc w ponizszym linku

Salon_jako_stan_umyslu._Marcel_Proust_o o sprawie Dreyfusa

3 Responses to “Marcel Proust o sprawie Dreyfusa”

  1. Czym innym jest odbieganie od oryginału, a czym innym niestaranność przekładu. Boy nie tłumaczył Prousta sam, ale podpisał to, co zrobiły jego ”murzynki”. A znajdujemy tam takie ciekawostki jak ”Wiktoria z Samotraki”, czy tez ”dwie pulki” o dwóch paniach. Niemniej przeto znam wybitne osoby, literaturoznawców i do tego francuskojęzyczne, które ten przekład uważają za wysmienity. A gdy chodzi o oryginał to pani Tokarskiej-Bakir grozi we Francji lincz za ”kancelaryjny język”. I mało kto zgodziłby się tam ze zdaniem, że Proust się zestarzał, gdyz wciąż jest inspiracją dla pisarzy i filozofów.

  2. Jurek Gold 14/07/2020 at 11:08

    “Pani Joanno,
    Dziekuje za bardzo ciekawy artykul, zgzdzam sie z Pani spostrzezeniami na temat ambiwalencji Prousta zarowno w sprawach zydowskich (Bloch i sprawa Dreyfusa) jak i jesli chodzi i homoseksualizm (caly czwarty tom – Sodoma i Gomora).
    Ciezko mi jedynie zgodzic sie z Pania co do wstepu. Nie uwazam, zeby Proust sie postarzal, ja go czytam z ta sama fascynacja dzisiaj jak i przed 50 laty.
    Nie jestem tez pewny, czy przeklad Boya jest niedbaly, jak to Pani ocenila. Ja zgodze sie ze stwierdzeniem, ze ten przeklad jest troche upiekszony lub moze bardziej ”atrakcyjny” w porownaniu na przyklad z przekladem na jezyk szwedzki, ktory zrobila Gunnel Vallquist – ten jest pewnie troche bardziej zgodny z oryginalem ale tez jakby ”nudniejszy”.
    Co jest lepsze? Nie wiadomo.
    Czy przeklad ”Kubusia Puchatka” przez Irene Tuwim tez Pani nazwie ”niedbalym”?
    Odbiega on duzo bardziej od angielskiego oryginalu niz Boy na przyklad.
    A jednak stal sie kanonem literatury dla dzieci w Polsce.

    Dziekuje jeszcze raz za ciekawy artykul.”

    Jurek Gold

  3. Na marginesie :”ex-israelita Bloch..antysemita” :
    Nie ten, Marcel Bloch antysemita moze nie byl, byl, byl konstruktorem lotniczym ,zalozyl Bloch Aviation, glownego dostarczyciela samolotow do Armii Francuskiej przed WW2.
    Po wyzwoleniu z Buchenwaldu po wojnie Bloch zmienil nazwisko na Dassault ,przechrzcil sie,wiec zostal “ex ” i zalozyl Dassault Aviation, producenta Mirage.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: