Szlagiery polskiego kina

 

Przyslala Rimma Kaul

 


Sentymentalne ballady i hip-hopowe protest songi, rockowe przeboje i liryczne kołysanki, odświeżone klasyki i prześmiewcze parodie. Oto najsłynniejsze szlagiery z historii polskiego kina i serialu.

„Już taki jestem zimny drań”, Eugeniusz Bodo (1934)

Choć polskie kino okresu międzywojennego nie należało do najbardziej znaczących w  światowej kinematografii, a rodzimi twórcy lubowali się w filmowej konfekcji, kręcąc na przemian melodramaty, patriotyczne dzieła i komedyjki, w kinie muzycznym był to jeden z najlepszych okresów w rodzimym kinie. Głównie za sprawą Henryka Warsa.

Ten nieprzeciętnie twórczy kompozytor w latach 20. i 30. niemal zmonopolizował rynek filmowych kompozycji, pracując ze wszystkimi najważniejszymi reżyserami tamtego czasu. Nieprzypadkowo, bo Wars miał talent do wpadających w ucho melodii, które świetnie sprawdzały się na kinowym ekranie, a żyły także poza nim. To właśnie on jest twórcą „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „Sex appeal”, „Ach, jak przyjemnie” i  „Już taki jestem zimny drań”, przeboju śpiewanego przez Eugeniusza Bodo w „Pieśniarzu Warszawy” Michała Waszyńskiego.

„Jak przygoda, to tylko w Warszawie”, Irena Santor (1953)

Zanim jeszcze polskie kino podniosło się z wojennego upadku, stało się narzędziem politycznej propagandy. Komunistyczni włodarze lat 50. marzyli o filmach, które będą nauczać i kształtować polityczne postawy, a jednocześnie przyciągną szerokie masy.

Po serii frekwencyjnych porażek przestali więc obrażać się na „mieszczańskie” gatunki filmowe kojarzone z przedwojennym kinem, a na ekranach pojawiały się nie tylko melodramaty, ale i musicale.

„Przygoda na Mariensztacie” (1953) była ich połączeniem. W filmie Leonarda Buczkowskiego polityka była tłem dla miłosnych uniesień i życiowych dylematów dwojga zakochanych w sobie młodych ludzi. Napisana przez przedwojennego mistrza, Ludwika Starskiego „Przygoda…” łączyła socrealizm z musicalową formułą, a historia o odbudowywaniu Warszawy i rodzeniu się nowej Polski ubrana została w gatunkowy kostium komedii romantycznej, który – wraz z wspomnianą wyżej piosenką – zapewnił filmowi wielką popularność.

„Hi Lili, Hi Lo”, Leslie Caron (1953)

Choć „Hi Lili, Hi Lo” to szlagier należący do absolutnej klasyki Hollywood, nie mogło go zabraknąć wśród przebojów polskiego kina. Jego twórcą był bowiem pochodzący z Polski Bronisław Kaper, jeden z najwybitniejszych kompozytorów Hollywood złotej ery.

W swojej karierze aż czterokrotnie był nominowany do Oscara, ale trzykrotnie musiał uznać wyższość swoich rywali. Zwyciężył raz – w 1954 roku nagrodzono go za muzykę do „Lili” Charlesa Waltersa. Amerykańska Akademia Filmowa nie miała zresztą innego wyjścia – piosenka „Hi Lili, Hi Lo” skomponowana przez Polaka rok wcześniej stała się hitem, który nuciły miliony kinomanów za wielką wodą.

 „Nim wstanie dzień”, Edmund Fetting (1964)

Podczas gdy „Jak przygoda, to tylko w Warszawie” była pokłosiem socrealistycznego nurtu w polskim kinie, kolejny przebój na naszej liście wyrastał z buntu wobec socrealizmu. Piękna ballada „Nim wstanie dzień” była bowiem przewodnim motywem filmu „Prawo i pięść” wyreżyserowanego przez Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego, którzy już jako dokumentaliści sprzeciwiali się socrealistycznej doktrynie, nakazującej odwracać kamerę od prawdziwych społecznych problemów.

Opowieść o byłym więźniu Auschwitz, który na Ziemiach Odzyskanych próbuje powstrzymać szaber szpitala, zapisała się w historii nie tylko dzięki znakomitej roli Gustawa Holoubka, scenariuszowi Józefa Hena i przylepionej mu łatce pierwszego polskiego westernu, ale przede wszystkim ze względu na piosenkę skomponowaną przez Krzysztofa Komedę, napisaną przez Agnieszkę Osiecką, a zaśpiewaną niezrównanie przez Edmunda Fettinga.

„Ballada o pancernych”, Edmund Fetting (1967)

Ostatnia dwójka z wymienionych artystów ma na swoim koncie jeszcze jeden szlagier o filmowej proweniencji. Mowa o piosence, którą w Polsce zna chyba każdy – „Balladzie o pancernych” otwierającej każdy z odcinków nieśmiertelnego serialu telewizyjnego „Czterej pancerni i pies” Konrada Nałęckiego.

To właśnie Osiecka napisała piosenkę o deszczach niespokojnych, co potargały sad i o tęskniących za domem pancerniakach z Rudego 102. Muzykę do piosenki skomponował Adam Walaciński, a dzięki eleganckiej, niemal beznamiętnej interpretacji Fettinga serialową melodię nuciło miliony Polaków. I nie tylko – przebój Fettinga miał bowiem także zagraniczne wersje: zarówno w Niemczech, jak i w Czechach, gdzie serial Nałęckiego pokazywano w zdubbingowanej wersji, nagrano narodowe wersje „Ballady…”.

 „W stepie szerokim”, Leszek Herdegen (1969)

Ale na tym nie kończy się lista serialowych przebojów z lat 60. Nie byłaby ona kompletna bez tego przeboju. Śpiewane przez Leszka Herdegena „W stepie szerokim”, znane także jako „Pieśń o małym rycerzu”,  to kompozycja stworzona przez samego Wojciecha Kilara do tekstu Jerzego Lutowskiego.

Opowieść o legendarnym małym rycerzu, pułkowniku Michale Jerzym Wołodyjowskim znanym z kart Sienkiewiczowskiej „Trylogii”, w 1969 stała się elementem czołówki serialu przygotowanego przez Jerzego Hoffmana. Trudno powiedzieć, czy to serial więcej zawdzięczał otwierającej go piosence, czy też piosenka – serialowi.

Bezsprzeczny faktem jest, że „W stepie szerokim” przez kilka dekad cieszyło się popularnością widzów, a po latach stało się nieoficjalnym hymnem… polskich kibiców siatkówki, którzy podczas meczów narodowej kadry zagrzewają siatkarzy do boju przypominając im właśnie o niezwyciężonym małym rycerzu z kart Sienkiewicza.

„Czterdzieści lat minęło”, Andrzej Rosiewicz (1975)

Serialowa złota era trwała również w kolejnej dekadzie, a jednym z jej czołowych osiągnięć był „Czterdziestolatek” Jerzego Gruzy, opowieść o inżynierze Karwowskim, nieszczęsnym nieudaczniku, który na oczach wielomilionowej publiczności wkraczał w „jesień życia”. Obyczajowa komedia spotykała się tu z polityczną satyrą, a historia rodziny Karwowskich stawała się częścią społecznej panoramy rysowanej z przymrużeniem oka.

„Czterdziestolatek” z miejsca stał się przebojem, i choć krytycy utyskiwali, że jest jedynie serią rozbudowanych skeczy, publiczność była innego zdania. Gigantyczna popularność serialu sprawiła, że towarzysząca mu piosenka napisana przez Jerzego Matuszkiewicza, a śpiewana przez Andrzeja Rosiewicza stała się nieśmiertelnym telewizyjnym przebojem.

„Ta noc do innych jest niepodobna”, Maanam (1981)

Zrealizowana przez Krzysztofa Rogulskiego przygodowa opowieść byłaby jedną z wielu, które powstały w polskim i światowym kinie, gdyby nie dwa elementy: niemieszcząca się w cenzorskich granicach wizja PRL początku lat 80. oraz… muzyka.

Historia chłopaka, który po ucieczce z zakładu opiekuńczego okrada nieuczciwego milionera, by za jego pieniądze pojechać do Warszawy, ubrana została w niezwykły muzyczny kostium. Jego autorem był Marek Jackowski, lider grupy Maanam.

Jackowski napisał na potrzeby filmu pięć utworów: „Moja miłość jest szalona”, „Stoję, czuję się świetnie”, „Och, ten Hollywood”, „Tango Domy Centrum”, „Oddech szczura”, a Maanam z Korą na czele pojawił się także na ekranie, stając się ważnym elementem filmowej fabuły. W „Wielkiej majówce” pojawiła się także piosenka z ich wcześniejszego singla – i to właśnie „Ta noc do innych jest niepodobna” najmocniej zrosła się z filmem Rogulskiego.

„Uciekaj moje serce”, Seweryn Krajewski (1982)

Muzyczna oprawa zadecydowała także o losach kolejnego tytułu z naszej listy – serialu „Jan Serce”. W 1982 roku Radosław Piwowarski zaprezentował telewizyjnej publiczności swoisty anty-serial. Zamiast o przygodach ekranowego herosa, jego „Jan Serce” opowiadał o miłosnych niespełnieniach kanalarza z warszawskiej Woli. Tytułowy bohater był nieporadny, ale wzruszający, przez co zjednał sobie przychylność publiczności.

Serialowa opowieść o zwykłych, dobrych ludziach zyskała ogromną popularność także dzięki muzyce Seweryna Krajewskiego, lidera Czerwonych Gitar, który w czasach swej świetności rozkochiwał w sobie miliony Polek. Jego osobisty czar i wrażliwość przesądziły o tym, że „Uciekaj moje serce” z tekstem Agnieszki Osieckiej stało się jednym z hitów polskiej piosenki.

„Meluzyna, czyli historia podwodnej miłości”, Ilona Ostrowska (1985)

Zanim „Córki dancingu” wypłynęły z Wisły, by szaleć na parkietach warszawskich dancingów, ona już tam była. Meluzyna – mityczna kobieta-wąż, której korzenie sięgają aż do XIV-wiecznych legend, w połowie lat 80. stała się bohaterką jednej z nieśmiertelnych piosenek polskiego kina.

Jej autorami byli niezrównany kompozytor Andrzej Korzyński i reżyser Krzysztof Gradowski. To w jego „Akademii Pana Kleksa” piosenka o Meluzynie rozbrzmiewała po raz pierwszy, wykonywana przez rock’n’rollową gwiazdę tamtych czasów – Małgorzatę Ostrowską. Sama piosenkarka także pojawiała się na ekranie, wcielając się w rolę królowej Aby.

Jej „Meluzyna, czyli historia podwodnej miłości” z czasem nie tylko nie traciła na popularności, ale wręcz obrastała legendą. Do tego stopnia, że kilkadziesiąt lat po premierze filmu Małgorzata Ostrowska postanowiła włączyć ją do swojego koncertowego repertuaru.

„Tylko kołysanka”, Przemysław Gintrowski (1995)

Lata 90. były w polskim kinie czasem paradoksów. PRL-owski system finansowania filmów odszedł bezpowrotnie, a nowe mechanizmy jeszcze nie zdążyły się wytworzyć. Brakowało pieniędzy i dobrych filmów. W tym samym czasie polska piosenka rozrywkowa miała się świetnie. Dość powiedzieć, że swoje największe przeboje nagrywały wtedy takie zespoły jak Wilki czy IRA, Kazik trzymał wysoką średnią, a na muzycznej scenie zarysowywały się wielkie osobowości Katarzyny Nosowskiej i Artura Rojka.

Kino musiało ich wykorzystać. I to właśnie w latach 90. najczęściej sięgało po muzyczne gwiazdy, by promować filmowe nowości. Nie dotyczyło to jedynie nowych gwiazd popu i rocka, ale i… bardów Solidarności.

Przemysław Gintrowski był jednym z nich. Miał nie tylko sławę artysty niezłomnego, ale i doświadczenie filmowe. To on odpowiadał za piosenkę do serialowych „Zmienników”. I choć w komediowym serialu jego grobowy wokal wydawał się cokolwiek nie na miejscu, świetnie sprawdził się kilka lat później w filmie „Tato” Macieja Ślesickiego. Tubalny głos Gintrowskiego i jego predylekcja do dramatycznych tonów przesądziły o sukcesie „Kołysanki”, ponurej i pięknej ballady, która rozbrzmiewała w głowie jeszcze długo po zakończeniu seansu filmu Macieja Ślesickiego.

„Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć”, Kasia Nosowska (1996)

Druga połowa lat 90. była czasem największego boomu na rynku piosenki filmowej, a jednym z powodów takiego stanu rzeczy była telewizja tamtej ery. To właśnie w ostatnich latach XX wieku polska telewizja próbowała powalczyć o widzów „pokolenia MTV”, a na antenie telewizyjnej Dwójki gościły takie programy jak „30 ton lista, lista przebojów” oraz „Clipol”. Oglądane przez miliony widzów stawały się znakomitym narzędziem do promowania filmów. Wystarczyło jedynie zaprosić do współpracy popularnych muzyków.

Jednym z przebojów, które regularnie gościły zarówno w Clipolu, jak i liście przebojów „30 ton”, była piosenka Kasi Nosowskiej „Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć” – singiel promujący jej solową płytę „puk, puk”. To właśnie ta piosenka znalazła się (w wersji instrumentalnej i oryginalnej) na ścieżce dźwiękowej filmu „Gry uliczne”, rozliczeniowego dramatu Krzysztofa Krauzego opowiadającego o dziennikarskim śledztwie w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa. Sceny z tego właśnie filmu składały się na teledysk do piosenki Nosowskiej, a dzięki niezwykłej popularności jej singla popularność zyskiwał także film, jeden z najciekawszych, jakie powstały w Polsce w latach 90.

„O sobie samym”, Robert Gawliński (1996)

Czytelnicy z pokolenia dzisiejszych 30,40-latków właśnie z Clipola pamiętać mogą także kolejny utwór z naszej listy. „O sobie samym”, miłosna ballada Roberta Gawlińskiego, w 1996 roku niemal nie znikała z telewizyjnych ekranów, stając się wielkim telewizyjno-radiowym przebojem.

Większym niż film, do którego powstała. „Prowokator”, historyczny dramat sensacyjny Krzysztofa Langa, zdobył wprawdzie dwie nagrody na festiwalu w Gdyni (za muzykę Michała Lorenca oraz kostiumy Doroty Roqueplo), ale mimo znakomitej obsady nie okazał się kinowym hitem. Unieśmiertelniła go właśnie piosenka, która do dziś pozostaje jednym z największych przebojów Roberta Gawlińskiego.

 „Kiler”,  Elektryczne Gitary (1997)

O tym, jak wielką promocyjną siłę daje efekt synergii, polskie kino i muzyka przekonały się rok później dzięki „Kilerowi” Juliusza Machulskiego. Zanim komedia o warszawskim taksówkarzu wziętym omyłkowo za seryjnego zabójcę trafiła na ekrany, promowała ją piosenka zespołu Elektryczne Gitary. I choć krytycy mogli się zżymać na prostacką melodię, banalny aranż i cokolwiek amatorski wokal Kuby Sienkiewicza, publiczność pokochała tę piosenkę.  I nie przestała jej kochać także po premierze filmu, czego dowodem była obecność „Kilera” na pierwszym miejscu prestiżowej Listy Przebojów Programu 3. Hit elektrycznych gitar pobrzmiewał na niej jak ubogi krewny, ale dawał świadectwo swojej epoce.

Wielka popularność piosenki była w tym przypadku pochodną gigantycznego sukcesu filmu, który  przyciągnął do kin ponad dwa miliony widzów i stał się jednym z najpopularniejszych polskich filmów dekady.

„Sztos”, Kazik (1997)

Tego artysty nie mogło zabraknąć na naszej liście. Choćby dlatego, że piosenki Kazika rozbrzmiewały na ścieżkach dźwiękowych kilkunastu polskich filmów, a on sam za muzykę do filmu „Rozdroże Cafe” Leszka Wosiewicza otrzymał nagrodę na filmowych Prowincjonaliach. Filmowcy pokochali Kazika, bo jego muzyka świetnie opisywała kolejne polskie epoki – „Krew Boga” w „Krollu” Pasikowskiego wnosiła punkowy element buntu, wiele lat później jego „Arahja” opisywała „dom podzielony” w „Być jak Kazimierz Deyna”, a „Tata dilera” wkomponowywał się w serialowe „Ślepnąc od świateł”.

Ale najbardziej rozpoznawalnym muzycznym utworem Kazika pozostaje „Sztos” – piosenka, która przed laty promowała sensacyjną komedię Olafa Lubaszenki, ale koniec końców okazała się żywotniejsza od filmu, któremu miała towarzyszyć.

„Szczęśliwego Nowego Jorku”, Artur Gadowski (1997)

W tym samym roku o sympatię słuchaczy i kinomanów walczył inny filmowy hit. „Szczęśliwego Nowego Jorku” skomponowane przez Marka Kościukiewicza, a śpiewane przez Artura Gadowskiego (lidera grupy IRA) miało promować filmową komedię Janusza Zaorskiego opowiadającą o niedoli polskich emigrantów za oceanem.

Zrealizowany na podstawie „Szczuropolaków” i „Cudu na Greenpoincie” Edwarda Redlińskiego film mimo komediowych inklinacji był na tyle gorzką lekturą, że jego dystrybutorzy postanowili promować go dzięki muzyce. Obok tytułowej piosenki Gadowskiego na płycie z filmu znalazły się także przeboje zespołów Golden Life, Aya RL, T. Love i Raz Dwa Trzy.

„Dumka na dwa serca”, Edyta Górniak, Mietek Szcześniak (1999)

Oto największy szlagier filmowy ostatnich dekad i jeden z największych przebojów muzycznych w historii rodzimego kina. Utwór napisany przez Jacka Cygana i skomponowany przez Krzesimira Dębskiego  stworzony został, by promować największy filmowy przebój lat 90., superprodukcję „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana. I bezbłędnie spełnił swoje zadanie. Nie dość, że film przyciągnął do kin rekordową liczbę 7,1 miliona widzów, to i piosenka niemal nie schodziła z list przebojów.

Cyganowi i Dębskiemu udało się bowiem stworzyć sentymentalne arcydziełko. Opowieść o tragicznej miłości Skrzetuskiego i Heleny łączyła bezwstydną emocjonalność z  muzycznymi motywami nawiązującymi do tematu filmu. Walc zaśpiewany przez będącą u szczytu popularności Edytę Górniak i Mietka Szcześniaka rozmiękczał serca, sprawiając, że jeszcze przed wizytą w kinie niejeden i niejedna „po kryjomu ocierali łzę”.

W kinach na fanów piosenki czekało jednak rozczarowanie – „Dumka na dwa serca” w filmie Hoffmana nie rozbrzmiewała ani na chwilę.

„Duże zwierzę”,  Myslovitz (2000)

Gdy w drugiej połowie lat 90. Janusz Morgenstern odkrył stary, niezrealizowany scenariusz Krzysztofa Kieślowskiego według prozy Kazimierza Orłosia, był pewien, że tego tekstu nie można zmarnować. Było nim „Duże zwierzę”, historia o mężczyźnie, który pewnego dnia przygarniał zbłąkanego wielbłąda, stając się ofiarą społecznego ostracyzmu. Napisany w 1973 roku po latach okazał się zaskakująco aktualny, także dzięki adaptacji Jerzego Stuhra, będącego reżyserem filmowej wersji „Dużego zwierzęcia”.

Jego film był jednym z najlepiej umuzycznionych obrazów swojego czasu – muzykę do niego napisał bowiem Abel Korzeniowski, fenomenalnie zdolny kompozytor młodego pokolenia, a piosenkę promującą film nagrała grupa Myslovitz. Ich „Polowanie na wielbłąda”, melancholijna ballada o potrzebie tolerancji i bliskości, zagościła w telewizyjnych programach muzycznych i stała się wizytówką filmu Stuhra.

Nie była to ostatnia piosenka mysłowickiej grupy związana z twórczością Kieślowskiego – w 2006 roku na płycie „Happiness Is Easy” znalazł się bowiem utwór „Gadające głowy 80-06” będące hołdem i zarazem muzyczną adaptacją słynnego dokumentu Krzysztofa Kieślowskiego.

„To my”, Mylslovitz (2000)

Ekipa Artura Rojka, która na przełomie tysiącleci znajdowała się u szczytu popularności, przyciągała także twórców mniej nobliwego repertuaru. Wykorzystać chciał ją także Waldemar Szarek, który w latach 90. dorobił się reputacji specjalisty od młodzieżowego kina, a w 2000 roku wprowadzał do kin swój kolejny film.

„To my” było opowieścią o miłosnych dylematach i życiowych wyzwaniach czyhających na młodych bohaterów z rocznika maturalnego. Młodzieżowe love story z pewnością nie zapadłoby nikomu w pamięć na tak długo, gdyby nie promujący go singiel „My” grupy Myslovitz. Wydany w styczniu 2000 roku promował film Szarka, wspinając się aż na pierwsze miejsce Listy Przebojów Programu 3. Także dziś, gdy o filmie Szarka pamięta niewielu, piosenka Artura Rojka i spółki wciąż często pojawia się na radiowych playlistach.

„W pustyni i w puszczy”, Beata Kozidrak (2001)

Początek nowego wieku był początkiem końca wielkiej mody na filmowe szlagiery i promowanie kinowych przebojów piosenkami. Ale historia polskiej piosenki filmowej byłaby mocno niekompletna, gdyby nie wspomnieć o zespole Bajm i jego liderce Beacie Kozidrak, ikonie popkultury lat 90. (a także wcześniejszych).

Już w 1988 roku Kozidrak wystąpiła w dziecięcym „Panu Kleksie w kosmosie”, gdzie zaśpiewała piosenkę „Ratujmy kosmos”, ale najbardziej znanym jej filmowym szlagierem okazała się piosenka promująca film „W pustyni i w puszczy” Gavina Hooda, który w 2001 trafił na kinowe ekrany. Rytmiczne bębny, afrykańskie instrumenty i wokal Kozidrak śpiewającej o chwytaniu marzeń i skrzydłach nadziei sprawiły, że film był jednym z hitów polskiego box-office’u.

„Biały miś”, Tymon and The Transistors (2004)

Podczas gdy większość filmowych szlagierów z tej listy powstała  z myślą o wykorzystaniu ich marketingowych walorów , „Biały miś” był krwią z krwi i kością z kości filmowego „Wesela” Wojtka Smarzowskiego. Bez rozbrzmiewających z ekranu piosenek Tymona Tymańskiego i zespołu Transistors komedia Smarzowskiego nie byłaby ani tak zjadliwa, ani tak zabawna.

Tymon Tymański i jego zespół nie tylko napisali na potrzeby „Wesela” nowe piosenki i zaaranżowali klasyczny, discopolowy szlagier, ale pojawili się na ekranie jako weselna kapela, która z równą swadą śpiewała o białym misiu dla dziewczyny, która jest już z innym, co o „wsi niewymownie pięknej”, w której roznosi się woń krowiego łajna. Szydercze piosenki Tymańskiego szybko stały się klasyką polskiej muzyki filmowej, a sława filmu – rosnąca z upływem lat – tylko budowała status napisanej przez niego ścieżki dźwiękowej.

„Kicy, Bidy i Bokha”, Elżbieta Towarnicka i Kayah (2013)

W polskim kinie rzadko zdarza się, by to filmowa premiera dawała nowe życie wielkiej muzyce sprzed lat. Ale podobny przypadek miał miejsce całkiem niedawno – w 2013 roku, gdy na ekrany kin trafiała „Papusza” Joanny Kos-Krauze oraz Krzysztofa Krauzego. Biograficzna opowieść o Papuszy, słynnej romskiej poetce, nie tylko przypominała jej burzliwe losy, ale też upominała się o pamięć o romskiej kulturze.

Także za sprawą muzyki napisanej przez Jana Kantego Pawluśkiewicza, który wiele lat wcześniej skomponował poemat symfoniczny na podstawie wierszy romskiej poetki. Jego „Harfy Papuszy”, poruszające, niezwykle piękne, rozbrzmiewały także w filmie Krauzów.

I choć na potrzeby filmowej promocji dystrybutor zaprosił do współpracy współczesną gwiazdę, Kayah, my polecamy sięgnąć po oryginalne nagranie pieśni „Ile bied, ile głodów” w wykonaniu Elżbiety Towarnickiej, której krystaliczny głos czyni tekst Papuszy niezapomnianym, a której głos znakomicie znają fani „Podwójnego życia Weroniki”, w którym Towarnicka wykonywała solowe partie głównej bohaterki.

„Niesiemy dla was bombę”, donGURALesco (2014)

W czasach, gdy większość hitów towarzyszących promocji filmów to dzieła zamawiane przez marketingowców i obliczone na zwiększenie popularności filmu, ta piosenka urzeka emocjonalną autentycznością. „Niesiemy dla was bombę” to efekt duchowej bliskości dwóch ciekawych artystów: donGURALesco i reżysera Krzysztofa Skoniecznego.

Kiedy w 2014 roku debiutancki film Skoniecznego, nakręcone niemal własnym sumptem „Hardkor Disco”, trafiało na kinowe ekrany, towarzyszył mu jeden z najlepszych hip-hopowych kawałków tamtego sezonu – „Niesiemy dla was bombę”. donGURALesco napisał go po obejrzeniu pierwszej wersji filmu, zauroczony jego nieskłamaną energią pokoleniowego buntu. Nakręcony przez Skoniecznego teledysk stał się nie tylko zaproszeniem do udziału w filmowym seansie, ale też opowieścią o pokoleniu wychowywanym w stanie nieustannej wojny domowej i planującym położyć kres staremu światu.

„Wszystko, czego dziś chcę”, Brodka & A_GIM (2018)

Choć większość współczesnych piosenek filmowych nie ma tyle autentyzmu co wspomniany wyżej utwór, to i wśród piosenek, które powstają z myślą o promocji, zdarzają się prawdziwe perełki. Jedną z nich jest „Wszystko, czego dziś chcę” Moniki Brodki i A_GIM, cover wielkiego hitu wypromowanego na początku lat 80. przez Izabelę Trojanowską.

Jego nowa wersja powstała przy okazji premiery serialu „Rojst” Jana Holoubka. Produkująca go firma Showmax, dla której była to pierwsza oryginalna produkcja realizowana w Polsce, postanowiła zwrócić na siebie uwagę, tworząc muzyczny przebój będący zarazem nawiązaniem do epoki, w której rozgrywa się akcja serialu. Tak oto, dzięki Brodce i A_GIM oraz reżyserskiemu talentowi Michała Marczaka, powstał klip, który zapraszał nas na wycieczkę po mrocznym i kuszącym świecie lat 80., a zarazem stawał się obietnicą stylowej, wyrafinowanej opowieści.

„Jeszcze w zielone gramy”, Daria Zawiałow (2017)

Nową wersją klasycznego przeboju jest także kolejny z utworów na naszej liście. „Jeszcze w zielone gramy” Darii Zawiałow to autorska interpretacja jednego z arcydzieł polskiej piosenki stworzonego przez Wojciecha Młynarskiego. Opowieść o życiu jako ciągu upadków i powrotów, niespełnionych tęsknot i niepoprawnych marzeń, które nie pozwalają się zatrzymać, to jeden z najlepszych tekstów w historii polskiej piosenki.

Śpiewana przez Darię Zawiałow piosenka Młynarskiego pomyślana była jako narzędzie promocji filmu Kingi Dębskiej „Plan B”, melodramatu o nieszczęśliwych ludziach mijających się na warszawskich ulicach w poszukiwaniu miłości. I choć piosenka Zawiałow szybko zdobyła sporą rzeszę fanów, brakowało w niej życiowej goryczy, która tak wyraźnie wybrzmiewała w interpretacjach Młynarskiego i pięknej wersji zespołu Raz Dwa Trzy.

„Dwa serduszka, cztery oczy”, Joanna Kulig (2018)

Na koniec piosenka, której obecności na tej liście z pewnością nie trzeba tłumaczyć. Ta ludowa pieśń nagrana w 2018 roku przez Joannę Kulig stała się wizytówką oscarowej „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego. Rozbrzmiewająca w zwiastunie filmu melodia zniewalała, a gdy wpadła w ucho, długo nie chciała wyjść z głowy. „Winnych” było dwoje artystów – Joanna Kulig, która świetnie odnalazła się w jazzowej aranżacji utworu, wnosząc w niego niewinność i emocje, oraz Marcin Masecki, który zmienił ludową pieśń w jazzową miniaturę pełną żarliwości i muzycznej elegancji.

Dzięki oscarowej nominacji dla filmu Pawlikowskiego „Dwa serduszka…” powróciły z niebytu i przypomniały o ukrytych skarbach ludowej twórczości, która pozostaje dziś słabo znana.

Bartosz Staszczyszyn

Bartosz Staszczyszyn – filmoznawca, krytyk filmowy i literacki, scenarzysta. Ukończył filmoznawstwo na UJ. Jako dziennikarz publikował m.in. w „Polityce”, „Filmie”, Filmwebie, Dwutygodniku. Jest scenarzystą serialu „Nielegalni”, konsultantem scenariuszowym i współautorem książek o historii kina i telewizji.


 Szlagiery polskiego kina

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: