ŻYD Korczak

 

Jerzy Klechta

 


 

7 SIERPNIA W TREBLINCE

9 stycznia 1898 r. znany już na obu półkulach pianista i kompozytor Ignacy Jan Paderewski, sprawujący mecenat nad młodymi polskimi talentami, ogłosił dwa konkursy, jeden na utwór muzyczny, drugi na sztukę. 

Henryk Goldszmit przygotowywał się do egzaminów maturalnych.  Ale już od pewnego czasu pisał, tworzył, ciągle przeżywał tragiczną śmierć chorego psychicznie ojca. Miał gotowy utwór pod tytułem „Którędy?” Szukając pseudonimu uwagę zwrócił na tytuł powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego „Historia o Janaszu Korczaku i pięknej miecznikównie”. Janasz Korczak – dobry pseudonim. Zdał maturę, wybrał studia medyczne. Pierwszą nagrodę w konkursie Paderewskiego otrzymał Lucjan Rydel za baśń „Zaczarowane koło” , czwartą lokatę jako wyróżnienie zdobył już student medycyny Janasz Korczak. Potem zmienił „a” na „u” i tak narodził się Janusz Korczak.

Miał talent pisarski. Gdy za czas jakiś ukazał się drukiem jego zbiór felietonów pt. „Koszałki opałki”, recenzenci prześcigali się w pochwałach. Najwybitniejszy wówczas krytyk, do dziś uważany za jednego z najbardziej wnikliwych, Stanisław Brzozowski nie krył słów uznania. Kolejne utwory otwierały przed Korczakiem drogę na literacki Olimp. 

Gdy jednak zetknął się powołanym przez warszawskich Żydów Towarzystwem „Pomoc dla Sierot”, a podczas pobytu zagranicą poznał funkcjonowanie podlondyńskiego Forest Hill, gdzie znajdowały się nowocześnie zorganizowane sierocińce, utwierdził się w przekonaniu, że nie pisarstwo (którego zresztą nigdy nie rzucił), nie medycyna ( która pozostała ważnym instrumentem w jego działalności), lecz pomoc dla sierot, dla biednych dzieci – oto jest zadanie, cel życia.

Zajmował się nie tylko dziećmi żydowskimi. Do Pana Doktora lgnęła dziecięca biedota z warszawskich przedmieść. W Pruszkowie nie mógł się opędzić  od witającej go gromadki małych Polaków.  Niektóre żaliły się: „Szkoda, że Pan Doktor jest Żydem”. Korczakowi pomagała opiekunka – Polka, gojka. Dzieci żydowskie z Domu Sierot współczuły opiekunce: „Szkoda, że pani jest gojką”. 

Korczak robił swoje. „Króla Maciusia” napisał dla wszystkich dzieci Rzeczpospolitej. Na tej bajce wychowało się kilka pokoleń (przed – telewizyjnych). Maciuś jest sierotą, jest samotny. Wchodzi w świat kłamstwa, podłości, zło rządzi nami. Jest jednak bogaty w marzenia. Jako królewicz buduje raj na ziemi, poznaje piękną księżniczkę, kochają go poddani. 

Nie ma jednak pomyślnego zakończenia. Królewicz przegrał na całej linii: wdał się w konflikty, wojny, zrujnował to, co zbudował. Przyjaciel Maciusia, smutny król, już wcześniej przestrzegał, że dobroć i szlachetność w konfrontacji z realiami musi przegrać. Korczak ułaskawił Maciusia, wysyłając go na bezludną wyspę. Co to za wyjście? Najsmutniejsze z możliwych.

Antysemityzm nasilił się po śmierci Józefa Piłsudskiego. W ramach odżydzania doktor Korczak stracił pogadanki w Polskim Radiu. Hamowano się za życia Marszałka, który polskim Żydom sprzyjał. Żona Marszałka, Aleksandra Piłsudska, wspierała finansowo korczakowski Dom Sierot. Dyktatorski przewrót majowy 1926 Korczak widział tak, jak go tłumaczył go Marszałek. Był wydaniem wojny szujom, łajdakom i mordercom. Korczak w Piłsudskim widział autorytet moralny. Po zamordowaniu prezydenta Gabriela Narutowicza, Naczelnik Piłsudski był dla Korczaka gwarancją zahamowania agresji prawicowych polskich nacjonalistów. W lipcu 1926 r., w rocznicę urodzin, czterdziestoośmioletni Doktor Korczak otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Polonia Restituta.

Janusz Korczak był masonem. Tym samym „potwierdzał” antysemickie bzdury o żydomasonerii, która rządzi światem; Żydów w gronie wolnomularzy było jak na lekarstwo. W loży „Gwiazda Morza” Żydo-Polak Doktor Korczak zasiadał obok hrabiny Kazimiery Plater, aktora Juliusza Osterwy, aktorki Zofii Małynicz i  licznego grona piłsudczyków.Znalazł w wolnomularstwie te wartości, którym hołdował mąż Marii Dąbrowskiej – Marian Dąbrowski, a potem jej wieloletni towarzysz życia, kanclerz Wielkiej Loży Narodowej, Stanisław Stempowski ( ojciec Jerzego – wybitnego eseisty, współpracownika paryskiej „Kultury”). Najbliższy Korczakowi był piłsudczyk, pułkownik, potem generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz – twórca podziemnego ruchu oporu, zalążka Armii Krajowej. Wartościami, które wciągnęły Korczaka do grona polskiej masonerii była idea skupienia ludzki wszystkich ras, religii i narodowości, którzy chcą wpływać na moralną odbudowę, w przekształcenie złego świata w świat dobry. 

Czy to było w ogóle realne? Czy królewicz w „Królu Maciusiu” nie przegrał w swoim wyidealizowanym marszu ku osiągnięcia piękna i dobra?

Był sierpień 1942 roku. Likwidacja warszawskiego getta. 6 sierpnia dzieci Korczaka stały uformowane w czwórki. Były schludnie ubrane, nie wyglądały na zagłodzone. Korczak miał na sobie mundur polskiego oficera. Odmówił podziemiu ratowania go. Stał obok dzieci smutny, zalegała cisza. Podczas marszu dzieci złamały szyk, zaczęły iść gęsiego. Kolumnę prowadził SS-man. Władysław Szpilman zapisał, że SS-manowi spodobał mu się mały chłopczyk i kazał mu grać na skrzypcach. 

Po załadowaniu do wagonu transport dzieci z Krochmalnej pojechał do Treblinki. Janusz Korczak poszedł z nimi do gazu. Dwa dni wcześniej zanotował w „Pamiętniku”: „ Nikomu nie życzę źle. Nie umiem. Nie wiem, jak to się robi”.

Data i miejsce śmierci  Żydo – Polaka Janusza Korczaka (pseudonim: „Stary Doktor” lub „Pan Doktor”) : 7 sierpnia 1942, Treblinka.

JERZY KLECHTA

4 komentarze to “ŻYD Korczak”

  1. Jerzy Klechta i Zenon Rogala napisali dusze rwace opowiesci o Januszu Korczaku czyli o Henryku Goldsztajnie. Jego prawdziwe nazwisko nigdy nie przestalo miec znaczenia dla Korczaka. Warto pamietac, ze w 30-ych latach Korczak pojechal do Palestyny i spedzi dosc duzo czasu w roznych kibucach. Jego dzialalnosc przed wojna jak i w czasie gettowej egzystencji pomogla samotnym, glodnym uczuc i jedzenia dzieciom miec kilka dobrych lat lub miesiecy. Mlody Misza Wroblewski, ktory sie wychowal w sierocincu a potem byl wychowawca w okresie getta – nigdy nie zapomnial o swoim wybawicielu. Marian Wroblewski, siostrzeniec Pani Zosi Wroblewskiej i Romek Wroblewski, zalozyciel fundacji im. Janusza Korczaka w Szwecji, kontynuuje pamiec o Januszu Korczaku.
    ייהיה זכרם ברוך

  2. Marta Dutkiewicz- Schmidt 01/08/2020 at 09:01

    W nawiązaniu do poprzedniego komentarza, który napisał Rysiu chciałabym zauważyć, że jednak stosunek do ludzi wyznania mojżeszowego zmienił się od czasów Korczaka. Dzisiaj już nie mówi się(z wyjątkiem osób o poglądach rasistowskich lub antysemickich albo głupich),że oni nie są równouprawnionymi Polakami, i nikt nie może powiedzieć,że są gorsi od innych.Dzisiaj już ich nie wysyłają do obozów koncentracyjnych z zaplanowanym morderczym „projektem” wymordowania wszystkich co do jednego.Janusz Korczak wierzył już wtedy, że ta zmiana kiedyś nastąpi dla jego kochanych sierot z Domu Dziecka. Był wizjonerem, I ta wizja się urzeczywistniła po strasznej wojnie.Nie była więc to naiwna wiara tylko wizja lepszej przyszłości. Czy był świętym człowiekiem? Raczej był charyzmatycznym człowiekiem i pedagogiem. Wiedział, że nie będzie miał własnych dzieci, gdyż obawiał się odziedziczenia schizofrenii po jego ojcu.Moja teściowa odwiedzała ten Dom Sierot przed wojną , opowiadała mi,że była zachwycona panującą w nim dobrą atmosferą, którą stworzyli dzieciom ich opiekunowie.Pomimo tego, że jest na świecie zło, jest także dobro w ludziach.Gdyby dobra nie było, to nie miałoby by sensu powoływanie na świat dzieci i nie miałoby sensu ich życie, opieka nad nimi, wychowywanie, kształcenie ani nasze życie.Korczak nie potrafił ich opuścić w ich tragicznych chwilach chociaż mógłby się ratować i nie jechać z nimi do Treblinki.Taka była jego ostatnia wola i ostatnie słowo pedagoga,lekarza, pisarza,człowieka.

  3. Zenon Rogala 01/08/2020 at 08:47

    RÓWNY

    Największy z wielkich, najodważniejszy z odważnych, najpotężniejszy z miłujących, najofiarniejszy z hojnych, najcieplejszy z życzliwych, najukochańszy z kochających, najbardziej usłużny z niewolników… i podawaj jeszcze wszystkie naj i wyszukaj jeszcze wszystkich naj i uszereguj jeszcze wszystkich naj, ale wiedz, że na czele ich wszystkich zawsze, póki jako ludzie chcemy wiedzieć więcej o sobie, póki jeszcze mamy chwilę na refleksje, zawsze na czele tego chlubnego orszaku będzie kroczył ON – Janusz Korczak.
    Lato było, jak to się zwykło w takich razach mawiać, niemiłosiernie upalne, już największe autorytety obwieszczały niechybną jak co roku klęskę nieurodzaju, choć teraz nie z nadmiaru, a przeciwnie, braku deszczu. Sytuacja stawała się na tyle poważna, że nawet parlament, wydawało się cywilizowanego kraju, wystosował do nieba petycję o deszcz…
    Miał nie więcej niż dwa, może dwa i pół roku. Z trudem gramolił się na niezbyt wysoki w tym miejscu murek, odgradzający parkową aleję od poniżej przepływającej rzeki. Nie wiem skąd, ale wiedziałem, że chłopiec za chwilę spadnie na drugą stronę,
    – Proszę czuwać nad dzieckiem, bo zaraz wpadnie do wody, ja nie wskoczę za nim, bo z wielu spraw, których nie umiem, pływanie jest na pierwszym miejscu – wiedziałem dzięki stojącej obok butelce, że ta najbardziej zajęta rozmową z koleżanką pani, jest matką małego Rafałka.
    Drugi człowiek – cel i zaszczyt. Drugi człowiek – ważniejszy od pierwszego.
    Dla nich zarywał swoje noce, aby podglądać śpiące, zapisując jak często zmieniają układ ciała w czasie snu, pamiętał i sprawdzał, jakie i na ile, przeżycia dzienne, mogą wpłynąć na głębokość i długość nocnego wypoczynku. Prowadził notatki każdej nocy, a zestawienie danych miało posłużyć do gruntownej analizy związków przyczynowo-skutkowych emocji dziennych z efektami nocnych zachowań.
    Łatwizna nigdy nie była i na szczęście nigdy nie będzie miarą wartości. Wielka to chluba wziąć na wychowanie kilkoro dzieci przez znane małżeństwo aktorów, czy innych celebrytów, dla których codzienne rachunki sięgają wielotysięcznych kwot, a zakupy i warunki zamieszkania gwarantują całe rzesze chętnych, sowicie opłacanych opiekunów. Czy widzisz teraz różnicę patrząc na Wielkiego Doktora z wielkim workiem, chodzącym po sklepach i różnych knajpach, oraz zakładach produkujących wojenną żywność w czasie jego wędrówek po okupowanej Warszawie, w jego żebraczej drodze krzyżowej. Świadomość, że to jedyna możliwość utrzymania najmłodszych, dawała mu siłę, a znoszenie dojmujących upokorzeń od współludzi, i codzienne zmaganie się z wojenną rzeczywistością, okrutnie bezwzględną, skrajnie egoistyczną, miało być świadectwem, że bez niego zginą. Ale jeśli zginą, to nie, bez niego. Dopingiem dla coraz trudniejszych starań było przekonanie, że nikt poza nim nie zagwarantuje dzieciom przeżycia następnego dnia. Dopiero widząc ten trud i tę codzienną beznadzieję, można poznać prawdziwą wartość, jaką jest drugi człowiek. A to widać, jeśli wraz z tymi dziećmi zdecydował dobrowolnie na własną śmierć wraz z nimi.
    Kij trzymała za plecami w zaciśniętej pięści.
    – Choć do mnie, natychmiast, nie zbiję cię.. ręką wyciągnięta do płaczącego chłopca, wykonywała zachęcające, przyjazne gesty – w głosie matki słychać było co najmniej dwa piwa.
    Po chwili usłyszałem przerażający krzyk oszukanego dziecka, a drogę z interwencją, do matki zagrodził mi wygolony w podkoszulku,
    – Spływaj stad koleś, to jest jej cholerny dzieciak i nic ci do jego wychowania – był pierwszym wspólnikiem tego przestępstwa na dziecku, a ja byłem drugim poprzez zaniechanie, męczy mnie to do dziś, choć wyrok dawno się przedawnił.
    Godność to wartość szczególnie cenna w czasach pogardy człowiekiem. On przeniósł przez tę brunatną, niemiecką noc, definicję godności. Przeniósł i dodał dotychczas nie widziany przez nikogo dodatkowy walor. Godność dziecka – człowieka. Uczynił dziecko nie równorzędnym, ale ważniejszym partnerem w dialogu ze światem dorosłych. Ważniejszym, bo słabszym.
    Ustanowił Pierwszy w Świecie Parlament Dziecięcy. Szacunek dla prawa i wzajemnych ustaleń wpajane od najmłodszych lat, miały być polem ćwiczeń dorosłej przyszłości.
    Jego przekonanie, że wartość człowieka dorosłego rozpoczyna się w jego dzieciństwie, a dobry przykład płynący ze świata zewnętrznego, najlepiej kształtują plastyczną psychikę dziecka, winny być głównym wskazaniem dla decydentów w sprawach rozwoju Ojczyzny.
    Posłowie po takiej praktyce nigdy nie dopuściliby do szargania symbolu religijnego, umieszczając go bezprawnie i tchórzliwie na sali plenarnej, a po czternastu latach tolerancji bezprawia, bezprawnie nie zaakceptowaliby tego tchórzostwa poprzez tchórzliwą akceptację, odbierając temu symbolowi jego godność.
    W Roku Korczakowskim, czyli w dwutysięcznym dwunastym roku od narodzenia Chrystusa, jeśli człowiek ma szanse godnie uczcić Wielkość, nie powinno się zdejmować wiszącego na sali sejmowej krzyża, ale na nim powiesić portret JEGO – bo Bogu Równy.

  4. Janusz Korczak przez Króla Maciusia Pierwszego pokazał nam ze sen i marzenia są możliwe. Siłą Korczaka jest jego wiara w to ze ludzie są fundamentalnie dobrzy. Wiara naiwna ale szczera. Z ta wiara poszedł do krematoriów z jego sierotami, czy jest, był, na tej ziemi człowiek bardziej święty? , chyba nie.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: