Dom z dwiema wieżami – książka na czasie

 

Stanisław Obirek

 

Maciej Zaremba Bielawski, Dom z dwiema wieżami, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2018.

Książkę przeczytałem z opóźnieniem i tylko dlatego, że znajoma bardzo mnie do lektury namawiała. Próbowałem ją nawet kupić, ale od miesięcy nakład jest wyczerpany, ale lada dzień ma się pojawić w księgarniach dodruk. Na szczęście inny znajomy książkę już przeczytał i pożyczył mi swój egzemplarz. Przeczytałem jednym tchem.

Maciej Zaremba Bielawski jest lepiej znany w Szwecji niż w Polsce. Wystarczy porównać hasła w Wikipedii. To w języku szwedzkim jest znacznie obszerniejsze. Trudno się temu dziwić, pisze głównie po szwedzku i w Szwecji jest przede wszystkim nagradzany, choć i w Polsce został zauważony, otrzymując w 2019 roku nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego właśnie za Dom z dwiema wieżami, uznany za reportaż literacki. Chociaż moim zdaniem to jest bardziej autobiografia literacka niż reportaż.

Ale to nie ma znaczenia, jak ją się zakwalifikuje. To książka po prostu wybitna, a jej lektura burzy wszelkie kategorie. Nie tylko literackie. Również wywraca do góry nogami poukładane kategorie historyczne, gdyż zmusza do śledzenia ludzi, a nie historyków, zwłaszcza tych, którzy poddają się dyktatowi polityki historycznej.

Wracając do Zaremby Bielawskiego. Jest on szwedzkim dziennikarzem, ale i polskim emigrantem. Jednak przede wszystkim jest obywatelem kraju, który od 1969 stał się jego drugą ojczyzną, gdy ta pierwsza stworzyła jego matce Lili piekło zmuszając ją do emigracji wraz z trzema synami. Ojciec Oskar, dużo starszy i już będący emerytem, nie zdecydował się na emigrację. Umarł kilka lat później w Polsce. Znowu w Wikipedii można przeczytać jak wybitnym był psychiatą, którego miejscowi „dziennikarze” próbowali oczernić. Determinacja matki sprawiła, że oszczerca musiał odszczekać swoje kalumnie.

Swoją drogą nazwałem Dom z dwiema wieżami książką na czasie, bo wiele w niej informacji, której odsłaniają niezbyt szlachetnie oblicze polskiego społeczeństwa. Roi się w niej bowiem od napomknięć o donosicielach, szmalcownikach, kolaborantach i zwyklej ludzkiej małości wykorzystującej każdą okazję, by dokuczyć bliźniemu, zwłaszcza gdy władza, własna czy obca, szczególnie chętnie nadstawia ucho dla takich właśnie „sąsiedzkich usług”.

W każdym razie rację ma wydawca, gdy pisze, że

Niewiele jest książek, które w tak poruszający sposób obejmują cały ogrom ludzkiego doświadczenia – od pierwszych erotycznych inicjacji, poprzez młodzieńcze transgresje, decydujące życiowe decyzje, po mierzenie się z rodzinnymi traumami, lękiem i wypartą historią. W brawurowo napisanym Domu z dwiema wieżami mieści się wszystko: powaga i groza, humor i autoironia, powściągliwość i liryzm. I ocalająca moc literatury.

Dodatkowym pożytkiem z lektury Domu z dwiema wieżami jest wspomniane, a nieodparte wręcz wrażenie, że to książka wyjątkowo dobrze wpisująca się w klimat dzisiejszej AD 2020 Polski. To dzisiaj właśnie na nowo zaczynamy obserwować przedziwne kariery, i to nie tylko polityczne i medialne, ludzi małych, a nawet nikczemnych, którzy z oportunizmu i wynajdywania konfitur tam, gdzie właśnie w danym momencie dają się znaleźć uczynili życiową strategię.

Owszem, Zaremba Bielawski pisze też o polskim antysemityzmie, ale najważniejszym przesłaniem jego książki jest zwrócenie uwagi na przemilczaną historię własnych rodziców Lili i Oskara. Oboje byli wyjątkowymi osobowościami, których biografie mogłyby posłużyć nie tylko dla filmu, ale całego serialu z zaskakującymi zwrotami akcji.

Jednak równie ważne są napomknięcia o żydowskiej historii Tarnowa i Krzeszowic, gdzie Lila spędziła część swego życia. O doprowadzonej do perfekcji sztuce nie tylko wyparcia pamięci o żydowskich mieszkańcach, ale również o mistrzowskiej sztuce manipulacji, dzięki której ocalała jedynie heroiczna wersja historii.

Tak bardzo strzeżona przez cerberów IPN-u skarbnica ubeckich donosów okazuje się niszczycielska przede wszystkim dla twórców polityki historycznej. To pewnie dlatego tak niechętnie udostępniają te zasoby postronnym (to znaczy niesłużącym celom polityki historycznej) badaczom. Nieliczne olśnienia, jakie autor przeżył w kontakcie z różnymi zasobami historycznymi uzmysławiają jak wiele się tam jeszcze skrywa.

Sam pamiętam jak niechętnie różni archiwiści udostępniali archiwa moim studentom, którzy chcieli się dowiedzieć, jak to tak naprawdę było z żydowską przeszłością ich wsi i miasteczek. A jednak to nie zasoby, niezależnie od tego, jak przepastne i jak bardzo przetrzebione, przechowują pamięć o tym, co było. Najważniejsza jest pamięć tych, którzy żyją i ci, którym najbliżsi tej historii nie przekazali. Ale właśnie ta pustka domaga się wypełnienia. Szczęśliwa historia, która znajdzie dziejopisa takiego jak Maciej Zaremba Bielawski.

Tak naprawdę napisał on książkę o sobie i o trudnej sztuce odzyskiwania tożsamości. Odnaleziona tożsamość jest mocna, otwarta i inkluzywna. Myślę, że można ją po prostu nazwać tożsamością humanistyczną, tak bardzo potrzebną w czasach narodowościowych i etnicznych szaleństw.


Dom z dwiema wieżami

One Response to “Dom z dwiema wieżami – książka na czasie”

  1. Stefan Zylberstein 14/08/2020 at 08:55

    Tak, wspaniala ksiazka. Mozna sie duzo dowiedziec o owych czasach. Ojciec psychiatra i dyrektor szpitala, unowoczesnil i daleko zhumanizowal owczesne szpitalnictwo psychiatryczne. Zlikwodowal oddzial „szturmowy” – zamiast tego zorganizowal swietlice i spacery w duzym parku dla chorych… Do dzisiaj jest duzy szpital imienia Bielawskiego.
    W okresach wojennych byl lekarzem wojskowym. I tak w ciagu 2 wojny swiatowej dostal sie do niewoli niemieckiej w 1939. Niemcy zachowywali sie zupelnie porzadnie, (nie do pojmanych Rosjan, ale do Polaków i tych z Zachodu) i w ich obozie oficerskim bylo calkiem dobrze. Paczki Czerwonego Krzyza i nawet wyplaty kieszonkowego przynalezne do oficerów jenców wedlug staaarych tradycji.. Jak dlugo Wehrmacht przy pomocy Abwehry byli odpowiedzialni bylo calkiem niezle – ba, istna sielanka. Gdy SS pod koniec wojny przejelo „opieke” pogorszylo sie.

    A matka Zydówka, tez lekarz psychiatrii, przezyla wojne na wolnej stopie udajac aryjke, Polke katoliczke, razem ze swoja matka i ze swoim psem. Mimo tysiaca i jednej trudnosci, ciaglych niebezpieczenstw i setki przygód.
    Byli szmalcownici i kolaboranci. Ale tez i byli ludzie dobrzy. Matka wspominala sama 36 osób, takich „sprawiedliwych we swiecie”, co jej pomogli przezyc. W tym i paru Niemców. Przypuszczam ze i obecnosc psa im pomogla,mimo ze Zaremba nie pisze tego wyraznie (on zreszta i nie komentuje ta liczbe 36 dobrych). Bo jaki to ukrywajacy sie Zyd bylby wlókl ze soba psa?? Ze odrazu przeciez wszyscy patrza,…
    W ogóle, ja bedac troche religijny mistyk, dostaje wrazenie ze pies byl ich dobrym amuletem, ochranial ich i byl sam chroniony.

    Opowiesc konczy sie jak Mama i Babcia przeczekuja koniec wojny w malej spokojnej wiosce, a pies zaprzyjaznia sie i bawi sie z lokalnym kotem…

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: