NIE POTRAFIĘ SIĘ ZATRZYMAĆ

ROZMOWA Z WANDĄ LACRAMPE

Przyslala Wanda Lacrampe


Znajoma, szykując kawę, powiedziała wiele lat temu: „Pamiętaj, jak się dużo wkłada, to się dużo wyjmuje”. Tak mniej więcej jest z tymi kwerendami – trzeba bardzo dużo z siebie dać, żeby coś znaleźć – mówi dokumentalistka pracująca przy książkach, filmach i wystawach

ALEKSANDRA BOĆKOWSKA: Autorki, dla których robiłaś kwerendy, mówią, że masz chwyt buldoga.


WANDA LACRAMPE:
 Raczej zamieniam się w psa gończego. Szukam do skutku, uparcie. Czasem trwa to kilka lat. Tak było na przykład z procesem podziemnej organizacji młodzieżowej, w którym w 1952 roku Jacek Kuroń uczestniczył jako delegat ZMP. Kuroń sam o tej sprawie opowiadał. Anna Bikont i Helena Łuczywo, które pisały jego biografię, chciały wiedzieć więcej. Podały mi nazwę organizacji – Wyzwolenie Polski, tak zapamiętał ją Kuroń. Przewertowałam mnóstwo książek o konspiracji młodzieżowej, nigdzie tego nie było. Ale w Archiwum Akt Nowych znalazłam raporty Ministerstwa Oświaty i kuratorium do Prezydium Rady Narodowej. Tam wreszcie, dzięki nazwisku przewodnika drużyny harcerskiej, zidentyfikowałam prawidłową nazwę organizacji – Polonia – i kluczowe fakty: że działała w szkole przy Otwockiej pod auspicjami księdza z bazyliki praskiej, daty aresztowania chłopców.

W opasłej biografii Kuronia ta historia zajmuje pół strony. 
Prace nad książką trwały z przerwami cztery lata. Ja znalazłam ten dokument, kiedy była już prawie gotowa do edycji. Szkoda, bo to, co znalazłam, umożliwiało dotarcie do akt procesowych.

Na czym polega twoja praca?
Robię kwerendy do książek, rzadziej wystaw czy filmów. Pracowałam między innymi przy „Sendlerowej” Anny Bikont, „Tancerce i Zagładzie. Historii Poli Nireńskiej” Weroniki Kostyrko, stałej ekspozycji w Pawilonie Józefa Czapskiego w Krakowie, francuskim serialu dokumentalnym „Zagłada Żydów Europy”. Czasem chodzi o zbadanie jednego wątku, czasem jakiegoś okresu z życia bohatera, bywa, że współpracuję z autorką przez cały czas powstawania książki, z innymi umawiam się na kilka miesięcy. Nie ma reguły.

Od czego się zaczęło?
Od spotkania w kawiarni z Teresą Torańską. To był wrzesień 2008 roku, z grupą znajomych wracaliśmy z festiwalu filmów żydowskich, usiedliśmy pogadać w Green Caffe przy hotelu Forum. Teresa robiła wtedy dla „Gazety Wyborczej” cykl „Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata” i zaproponowała mi współpracę. Podawała mi nazwiska, a ja w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego wyszukiwałam informacje.

Miałaś doświadczenie w robieniu kwerend?
Miałam doświadczenie w szukaniu informacji, natomiast pracy w archiwach uczyłam się na bieżąco, metodą prób i błędów. Pomagało mi, że dobrze znam historię.

Przez wiele lat przygotowywałam dokumentacje do programów telewizyjnych, potem dla dziennikarzy w „Przekroju”. Od 1981 roku pracowałam przez 20 lat w TVP. Byłam wydawcą programów, więc szukałam informacji dla prezenterów, żeby mogli przygotować się do rozmów z gośćmi. Robiłam też, z przyjaciółką Ewą Czarnecką, cykle filmowe – o artystach, pisarzach, kobietach dwudziestolecia i programy monograficzne o systemach prezydenckich, historii dyplomacji, mody, farmacji, fotografii… Miałam życzliwe znajome w Instytucie Brytyjskim i Instytucie Francuskim, więc dostawałam stamtąd materiały, których normalnie nie wypożyczano – albumy malarstwa, wnętrz itp. To było bardzo ciekawe i kształcące. Gdy w 2001 roku wyrzucili mnie z telewizji, rozpaczałam, bo myślałam, że to koniec pracy. A okazało się, że najciekawsze dopiero przede mną.

Pracowałam między innymi przy „Sendlerowej” Anny Bikont, „Tancerce i Zagładzie. Historii Poli Nireńskiej” Weroniki Kostyrko

Wkrótce trafiłam do „Przekroju”, gdzie kierowałam archiwum. Robiłam przeglądy zagranicznej prasy, researche do artykułów, czasem tłumaczyłam teksty. A potem spotkałam Teresę. 

Pracowałaś z nią ponad cztery lata.
Po „Sprawiedliwych” poprosiła mnie o kwerendę o Irenie Sendlerowej – zamierzała napisać o niej książkę i o rodzinie Michała Bristigera. Przeprowadziła z nim obszerną rozmowę do zbioru „Śmierć spóźnia się o minutę”, ale początkowo miała to być książka o nim i jego matce Julii Bristigerowej. To się nie udało, nie chciał być łączony z matką. Mógł długo mówić o muzyce, ale na temat matki i ojca – nie chciał. Nie interesowały go korzenie. Ja zaś, jak wciągam się w kwerendę, to nie mogę przestać. Zrekonstruowałam mu całą, rozrzuconą po Kresach, rodzinę. On grzecznościowo napisał: „Dziękuję”.

Jak rekonstruowałaś?
Znalazłam w internecie zdjęcie, na którym pięcioletni Michał siedzi na kolanach dziadka. Dziadek Herman Press był aptekarzem w Jagielnicy koło Tarnopola. Wiedziałam, że Żydzi po wojnie tworzyli księgi pamięci dla każdej miejscowości. Zaczęłam szukać, okazało się, że oprócz tych wydawanych w latach 40., 50., 60. i 70. w internecie powstały research groups, tworzone przez ludzi z trzeciego już czy czwartego pokolenia, głównie ze Stanów i z Kanady. Wstawiają stare zdjęcia, karty pocztowe, listy, dokumenty, artefakty, relacje. Jeżdżą do tych miejscowości, robią dokumentację na bieżąco. To swoją drogą niesamowite zjawisko, że po tylu latach każda najmniejsza miejscowość ma swoją research group – korzystałam z tego w późniejszych kwerendach. Można tam bardzo dużo znaleźć, w tym wypadku – wyszukać ludzi, którzy pamiętali jeszcze dziadka Michała.

O ojcu wiedzieliśmy, że był adwokatem we Lwowie i nazywał się Nuta Brystygier. Umarł, gdy Michał miał dziewięć, może dziesięć lat, czyli na początku lat 30. Zaczęłam od szukania nekrologów. Pierwszy znalazłam w „Chwili” – to był syjonistyczny dziennik wydawany we Lwowie po polsku. Następne w krakowskim „Nowym Dzienniku” i w prasie PPS-owskiej. Miałam więc już tropy, którymi mogłam podążać, by skompletować dossier. Ważne było też to, gdzie nekrologów nie było, na przykład w piśmie Związku Polskich Adwokatów we Lwowie. A on był przecież znanym adwokatem, kandydatem partii Hitachdut do Sejmu. To sporo mówi o zgodnym współżyciu narodów w II Rzeczpospolitej. Przy tej pracy padają wszystkie mity, jakie wkładano nam do głów, albo potwierdzają się przypuszczenia. 

Przez wiele lat przygotowywałam dokumentacje do programów telewizyjnych, potem dla dziennikarzy w „Przekroju”. Od 1981 roku pracowałam przez 20 lat w TVP

Rozmowa Torańskiej z Bristigerem to głównie opowieść o jego losach wojennych. Musiałaś przewertować włoskie archiwa?
Tyle, ile było możliwe w internecie. Nie jeździłam do Włoch. Ale też, zupełnie przypadkiem, dotarłam do fotografii z tamtego czasu. Wychowawca mojego syna Antoniego z gimnazjum przy Raszyńskiej nazywał się Rafał Fanti – tak jak ludzie, którzy pomogli Michałowi w Bolonii. Okazało się, że to jego rodzina. Dostarczył Teresie zdjęcia do książki.

Często zdarza się, że znajdujesz coś, czego nie szukałaś?
Bywa, że robiąc nowe kwerendy, znajduję coś, co pasowałoby do już skończonych. Weronice Kostyrko do tej pory podsyłam czasem jakieś drobiazgi o Poli Nireńskiej. Raz, nie szukając, trafiłam na dokumenty dotyczące rodziny mojego syna.

Szukałam wiadomości o pierwszej żonie drugiego męża Ireny Sendlerowej. Stefan Zgrzembski przed wojną nazywał się Adam Celnikier. Przeglądając jego teczkę studencką w archiwum Uniwersytetu Warszawskiego, zobaczyłam, że w którymś momencie zmienił status na „żonaty”. Tym tropem pojechałam do Milanówka, gdzie jest filia Archiwum Państwowego w Warszawie i księgi meldunkowe. To cenne źródło, można sprawdzić nie tylko, kto mieszkał pod danym adresem, ale też skąd przybył i dokąd wybył. Wiedziałam, że Zgrzembski mieszkał przy Bałuckiego 18. Szczęśliwie księga zachowała się – w Warszawie, która była spalona, to nie jest oczywiste. Otwieram, patrzę: Partum. Andrzej Partum był moim partnerem, ojcem Antoniego. Wszystko tam było: jego ojciec, matka, siostra, gosposia, daty urodzenia, adresy, skąd przybyli i dokąd się wyprowadzili. Niesamowity zbieg okoliczności, żeby w milionowym mieście tak trafić.

No i znalazłam też nazwisko pierwszej żony Celnikiera. Dzięki temu odnalazłyśmy jej córkę w Stanach, to było przydatne.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: