Wielki krok naprzód dla światowego pokoju – i ci, którzy wolą go ignorować

Flagi Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Izraela na lotnisku w Abu Zabi 31 sierpnia 2020 roku. Photo by JACK GUEZ)


Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien


 

W tym tygodniu byliśmy świadkami największego chyba kroku w kierunku pokoju światowego od dziesięcioleci. Pierwszy w historii bezpośredni pasażerski lot z Izraela do Zjednoczonych Emiratów Arabskich przez niemal całą długość przestrzeni powietrznej Arabii Saudyjskiej. Po Egipcie w 1979 i Jordanii w 1994 roku ZEA stały się trzecim państwem arabskim, który normalizuje stosunki z Izraelem według nowego Abrahamowego Porozumienia.


W przyszłym miesiącu w Oslo zostanie ogłoszony laureat lub laureaci Nagrody Pokojowej Nobla za rok 2020. Czy otrzymają ją architekci Abrahamowego Porozumienia, które jest samo w sobie doniosłym osiągnięciem, a także wielką zmianą w regionalnym przeszeregowaniu geopolitycznym, która jest dobra nie tylko dla pokoju i dobrobytu na Bliskim Wschodzie, ale i na świecie? Znaliśmy odpowiedź na to pytanie, zanim zostało ono sformułowane. (Ci, którzy wskazują, że ostateczny termin na nominację na rok 2020 już minął, nie powinni spodziewać się, że zobaczą to w roku 2021.)   

Mohammed bin Zajed Al Nahjan, następca tronu Abu Zabi, mógłby zainteresować Komitet Noblowski, ale niestety, jego partnerami w tym przedsięwzięciu są prezydent USA, Donald J. Trump i izraelski premier Benjamin Netanjahu. Obaj są znienawidzonymi postaciami dla “przebudzeńców” w Oslo i dla wszelkich poputczików, którym rozpaczliwie chcą imponować. Według postrzegania tych przywódców przez twardą lewicę, która dominuje wszelki dyskurs o “pokoju”, ich osiągnięcia na arenie świata nie mogą się liczyć.


Odciski ich palców na Abrahamowym Porozumieniu zapewniły także jego chłodne przyjęcie  przez większość amerykańskich i międzynarodowych mediów oraz w rządowych gabinetach w Europie – ściślej stowarzyszonych z wrogimi i reakcyjnymi reżimami Iranu, Turcji i Kataru niż z tymi, którzy autentycznie dążą do pokoju i postępu oraz przestrzegania praw człowieka na Bliskim Wschodzie; „ludzi na arenie”, by pożyczyć zwrot byłego prezydenta USA, Theodore Roosevelta.


A przecież nawiązanie stosunków między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi jest przynajmniej równie ważne, jak traktat pokojowy między Izraelem i Egiptem, który zasłużenie doprowadził do Pokojowej Nagrody Nobla dla Menachema Begina i Anwara Sadata. Toruje drogę dla dalszych skoków do przodu z potencjałem dla podobnej normalizacji stosunków między Izraelem a innymi krajami w regionie, takimi jak Bahrajn, Oman, Sudan, Maroko, a nawet Arabia Saudyjska. ZEA nie działałyby bez błogosławieństwa Arabii Saudyjskiej. Chociaż publicznie powściągliwa, opinia w Rijadzie jest jasna. Kilka miesięcy temu, podczas rozmów prowadzonych tam z przywódcami w ramach delegacji Friends of Israel Initiative byłego kanadyjskiego premiera, Stephena Harpera, razem z ich dyrektorem wykonawczym i byłym hiszpańskim doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego, Rafaelem Bardajim, słyszałem osobiście, jak otwarci byli Saudyjczycy na perspektywę zbliżenia z Izraelem w przyszłości.  


Za zmieniającymi się geopolitycznymi piaskami na Bliskim Wschodzie leżą korzyści ekonomiczne, bowiem zarówno okazje do handlu i zdobycia nowych technologii stały się wyraźniejsze, jak też pilniej potrzebne państwom Zatoki. Znacznie większe znaczenie ma jednak zagrożenie regionu przez Iran i – w nieco mniejszym stopniu – przez Turcję. Większość krajów arabskich widzi, że ma wspólne interesy z Izraelem w sytuacji, kiedy mułłowie w Teheranie kontynuują swoją imperialną agresję w Libanie, Syrii, Iraku, Jemenie i innych krajach, co łączy się w dodatku z ich nienasyconymi ambicjami nuklearnymi.  


Były prezydent USA, Barack Obama, nieświadomie pomógł doprowadzić do zbliżenia między Izraelem i Arabami przez próby przekazania hegemonii na Bliskim Wschodzie Iranowi, z najbardziej przerażającym spektaklem zawarcia głęboko wadliwej umowy nuklearnej – JCPOA – która otwarła szeroko drzwi do uzbrojonej w broń nuklearną, teokratycznej dyktatury. W ramach tych działań uwolnił olbrzymie fundusze dla Teheranu, które pomogły finansować jego terroryzm przez zastępców w całym regionie. Jest bardziej niż prawdopodobne, że nieszczęsny Komitet Noblowski przyznałby prezydentowi Obamie Nagrodę Nobla za JCPOA, gdyby nie to, że już przyznali mu ją spiesząc się na łeb na szyję, gdy tylko został prezydentem w 2009 roku, w politycznym komunikacie, w którym chodziło w równym stopniu o uwłaczenie poprzedniemu prezydentowi, George’owi W Bushowi, jak i o uhonorowanie laureata.  


Niezależnie od imperatywów ekonomicznych, technologicznych i bezpieczeństwa, które leżą u podstaw ewolucji stosunków na Bliskim Wschodzie, trzeba przyznać olbrzymią zasługę ludziom, którzy doprowadzili do Abrahamowego Porozumienia. Skuteczne zaprowadzanie pokoju, szczególnie w kontekście tak długotrwałej wrogości, wymaga wizji, śmiałości, a nade wszystko odwagi. Nie zapominajmy o krwawym końcu dwóch bliskowschodnich przywódców, którzy zaryzykowali wszystko dla pokoju – Anwara Sadata i również laureata Nagrody Pokojowej, premiera Rabina. Mohammed bin Zajed jest w innej sytuacji niż Sadat, jak też Benjamin Netanjahu jest w innej sytuacji niż Rabin, niemniej obaj wiedzą aż nazbyt dobrze, że takie działania obarczone są poważnym ryzykiem dla nich osobiście i dla ich krajów.


Premier Netanjahu od dawna prowadził śmiałą strategię nacelowaną na osiągnięcie bliższych stosunków w całym regionie. Wśród wielu innych cichych starań jego współpracowników i jego samego, Netanjahu i Jossi Cohen, szef Mosadu, spotkali się podobno w tajemnicy z bin Zajedem w Abu Zabi w 2018 roku. Jednym z głównych założeń Abrahamowego Porozumienia jest zgoda Izraela na odłożenie swoich planów rozciągnięcia izraelskiej suwerenności na 30% Judei i Samarii. Bez wysunięcia planu suwerenności, co samo wymagało odwagi i stanowiło historyczną zmianę dla państwa Izraela, jest mało prawdopodobne, by osiągnięto obecne porozumienie. Dla Netanjahu zgodzenie się na jego zawieszenie wymagało odwagi, bowiem stanowi to zagrożenie znaczącego politycznego kapitału w bardzo niepewnym momencie.


Sam plan suwerenności wyrósł z inicjatywy prezydenta Trumpa “Pokój dla dobrobytu”, którą starał się on przełamać stuletni konflikt na Bliskim Wschodzie. Dziesięciolecia procesu pokojowego według od dawna wyznawanej obiegowej mądrości nie doprowadziły donikąd.  Dyskutowałem o propozycji Pokój dla dobrobytu z kilkoma jego architektami od samego początku, kiedy było jasne, że mieli nadzieję na stworzenie właśnie takiej sytuacji, jaka się obecnie rozwija.


Wiedzieli, że niepowodzenia poprzednich planów pokojowych były spowodowane przede wszystkim wręczeniem palestyńskim przywódcom prawa weta wobec każdego postępu. Niezależnie od tego, co mówili publicznie lub do negocjatorów, palestyńscy przywódcy nie mieli najmniejszego zamiaru zatwierdzać propozycji, które obejmowały istnienie suwerennego państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie. Nie chcieli rozwiązania w postaci dwóch państw, jeśli jedno z tych państw miało być rządzone przez Żydów; dlatego też odmawiali pójścia na jakikolwiek kompromis i wyłącznie wszystko odrzucali. Inicjatywa Trumpa przewidywała Izrael ściślej zjednoczony ze światem arabskim w celu zmuszenia Palestyńczyków do przyszłych ustępstw. Ta wizja może ostatecznie nie zostać zrealizowana, ale ma większe szanse powodzenia niż wielokrotne powtarzanie tego samego i spodziewanie się innego wyniku.  


Oczywiście, wysunięcie takiego planu pociąga za sobą wielkie ryzyko dla prezydenta Trumpa i dla USA, jak również dla Izraela i innych krajów, których dotyczy, ale zawiera także perspektywę wielkich nagród tak w postaci pokoju, jak i dobrobytu. Reakcja europejskich przywódców i wielu ludzi w USA był ledwo letnia: po prostu nie rozumieli tego, co rozumiał Trump i jego zespół – wewnętrznego paradoksu międzynarodowej strategii. Jak napisał w swym mistrzowskim dziele Strategy, The Logic of War and Peace historyk Edward N Luttwak: „Cała dziedzina strategii jest przesiąknięta przez własną, paradoksalną logikę, sprzeczną ze zwykłą, liniową logiką, według której żyjemy we wszystkich innych dziedzinach życia”. Europejczycy i inni przeciwnicy planu Trumpa w większości nie potrafili zrozumieć, że liniowa logika, z którą tak dobrze się czują, mogła dać w wyniku jedynie niekończący się konflikt; a wielu tych, którzy to rozumieli, brakowało odwagi, by przyjąć ten strategiczny paradoks z całym jego nieodłącznym ryzykiem


Oczywiście, ciężko upolityczniony Komitet Pokojowej Nagrody Nobla nie ma o tym wszystkim pojęcia i najwyraźniej nie chce mieć. Od lat już ich decyzje opierały się nie na obiektywnym wkładzie w sprawę pokoju, ale na lewicowym, globalistycznym światopoglądzie. W innym razie dlaczego mieliby przyznać Nagrodę Unii Europejskiej za zachowanie pokoju w Europie, skoro wiedzą doskonale, że pokój utrzymywany w Europie od 1945 roku jest zasługą NATO, nie zaś UE? Dlaczego mieliby przyznać Nagrodę arcyterroryście, Jaserowi Arafatowi i poważnie rozważać przyznanie jej przywódcy IRA, Gerry’emu Adamsowi? Lub dlaczego przyznali Nagrodę północnowietnamskiemu komuniście, Le Duc Tho? Ta lista jest długa.


Mamy szczęście, że dzisiejsi przywódcy rozumieją, jak oszałamiająco bez znaczenia są zarówno Komitet Noblowski, jak UE. Mimo wysokiego mniemania o sobie, obie te grupy, niestety, zhańbiły się i pracują przeciwko pokojowi, dobrobytowi i prawom człowieka.  


A Great Step Froward for World Peace – and Who Seems Determined to Ignore It

Gatestone Institute, 3 września 2020

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Richard Justin Kemp  Były dowódca sił brytyjskich w Afganistanie, pracował w Joint Intelligence Committee oraz COBR. Po przejściu na emeryturę napisał książkę o wojnie w Afganistanie Attack State Red, która stała się bestsellerem. (0)

7 komentarzy to “Wielki krok naprzód dla światowego pokoju – i ci, którzy wolą go ignorować”

  1. Ewa Korulska 15/09/2020 at 00:59

    Bardzo madry artykuł, podziekowania.

  2. Co zrobić, od chrześcijan nauczyli się nienawiści do Żydów, jeszcze chyba bardziej zawziętej, ci, którzy nawet chełpią się swym żydowskim DNA. To rodzaj rasizmu. Nie ukrywają tego. To szczyt pychy, która nobilituje rzyganiem do talerza swych dzieci i gwałceniem swej matki matki „- ojczyzny”
    W Izraelu ci, którzy gardzą podludźmi (ciachciachami), każdego wieczoru, pomimo szalejącej epidemii, manifestują po nocach swą nienawiść do Nataniahu pod jego oknem (ci ”światli, inteligentni, szlachetni”), a elita izraelskiej ”palestry”, wprost podjudza anarchistyczne tłumy hołoty, do tych chamskich ”demonstracji”. Tak, w cydzysłowiu, bo to Sodoma i Gomora, np. ogromne balony w kształcie męskich narządów płciowych, Purim w najgorszym wulgarnym seksistycznym wydaniu, tylko wymiotować. Współorganizatorem tych wydarzeń są media, a same ”manifestacje” relacjonowane są na żywo co parę minut, jak sprint po rekord świata na olimpiadzie. Teatry zamknięte z powodu korony, przy tym wrzaski hołoty pod oknem premiera, to święto demokracji, niezbywalne prawo do głoszenia poglądów. Ale innym już nie wolno. A ci, niech się rozchorują, niech puszczą sztafetę zarazy dalej – będzie kogo obwiniać o wzrost zachorowalności, wiadomo kogo. ”Rząd znów nie stanął na wysokości zadania”. Lepszy nierząd, niż rządy ludu!

    Wlaśnie taka jest reakcja tej wrzaskliwej lewackiej hołoty na osiągnięcia premiera. Naród powinien być dumny z takiego premiera, niezależnie od orientacji politycznej, bo przecież robi on to dla wszystkich. A co robią lewicowe media? Tylko szczują, manipulują i kłamią w żywe oczy i nazywają kłamstwem prawdę. Podkreślam: prawda jest tylko jedna.
    Oni nie chcą państwa żydowskiego tylko dlatego, gdyż nie im dana jest władza. I słusznie, że nie im. Ale lewica chce tylko władać, bo to jej DNA. To nowotwór bardzo złośliwy. Jeśli zginiemy, to tylko przez nich.
    Amen

  3. Jaki to pokój światowy? Czy ta normalizacja ma wpływ na dziesiątki głównych konfliktów na świecie? Na wojny domowe w Azji i Afryce?

    Ta prawda że zmniejszy szansę agresji tureckiej czy irańskiej przeciw państwom na płw. arabskim i ochłodzi ich apetyt imperialny. Ale to też jedyny efekt widoczny gołym okiem.

    Z całą sympatią do Kempa nie można nie zauważyć z melancholią że tylko kto wierzy że konflikt żydowsko arabski jest przyczyną wojen na świecie, może uwierzyć że umowa gospodarcze między małym Izraelem i jeszcze mniejszymi Emiratami może mieć jakikolwiek wpływ na wojnę i pokój na świecie.

  4. Wlodek m racje, w nienawisci do Zydow czasami arabowie uczyli sie od chrzescijan Europy, jak w 1840 kiedy Ameryka oficjalnie wyslala protest dyplomatyczny przeciw pogromowi w Damaszku.
    Wloski ksiezulo kapucyn zagina bez sladu tam i francuski konsul w tym miescie rozpowszechnil pogloski ze to Zydzi go na krew na mace przerobili.
    Arabscy muzulmanie ochoczo to podchwycili i pogrom sie zaczal, uciszony tylko bo Turcy pod wladaniem ktorych Syria byla nie lubili spontanicznych zrywow powodujacych amerykanskie protesty .

  5. Nie potrzebuje nawet byc zawladnieta…

  6. .
    Richard Kemp zabral poprzednio glos kiedy oskarzano IDF o ”nieproprorcjonalne uzywanie sily”.
    Oswiadczyl ze zadna Armia, lacznie z jego Armia Brytyjska , nie wykazala takiego umiarkowania w uzyciu sily jak IDF.
    Pada to oczwiscie na gluche uszy. Teraz tylko Wegry maja byc podobno reprezetowane w Bialym Domu przez Ambasadora przy podpisywaniu umowy UAE_Izrael-Bahrein.
    Reszta tej jezuickiej Europy woli martwych Zydow, jak jezusek i jest zupelnie zawladnieta przez palestyncow w nienawisci do Izraela

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: