Andrzej Szpilman: brakuje mi jego obecności ( wywiad)

Przyslala Rimma Kaul


– Człowiek, którego się kocha, nie musi mówić, pracować, działać. Wystarczy, żeby był. I tego mi brakuje, tak samo w przypadku mamy – przyznaje Andrzej Szpilman, syn zmarłego w 2000 r. kompozytora i pianisty Władysława Szpilmana, o którego wstrząsających wojennych przeżyciach Roman Polański nakręcił nagrodzony trzema Oscarami film „Pianista”.

Paweł Piotrowicz

Andrzej Szpilman na wystawie pamiątek po pianiście Władysławie Szpilmani w siedzibie domu aukcyjnego Desa UnicumAndrzej Szpilman na wystawie pamiątek po pianiście Władysławie Szpilmani w siedzibie domu aukcyjnego Desa Unicum – Jan Bielecki / East

  • Najcenniejsze osobiste przedmioty należące do Władysława Szpilmana po raz pierwszy pokazano publicznie na wystawie w warszawskim domu aukcyjnym DESA Unicum – 22 września, będzie je można wylicytować
  • Wśród nich znajduje się Fortepian Steinway & Sons, na którym Szpilman komponował, pióro oraz zegarek kieszonkowy, które ocalały z getta warszawskiego, czy wyjątkowa partytura suity „Życie maszyn”
  • Zmarły w 2000 r. Władysław Szpilman był kompozytorem, pianistą i autorem piosenek. Odnosił wielkie sukcesy zarówno przed II wojną światową, jak i po niej
  • Pochodził z żydowskiej rodziny i w trakcie okupacji ukrywał się przed hitlerowcami, cierpiąc niewyobrażalny głód. Cała jego najbliższa rodzina straciła życie w obozie zagłady w Treblince. Życie Szpilmanowi uratował oficer Wehrmachtu.
  • O okolicznościach zorganizowania aukcji, jak i o samym Szpilmanie i jego wkładzie w polską kulturę rozmawiamy z Andrzejem Szpilmanem, synem artysty – również kompozytorem, a także producentem muzycznym i lekarzem stomatologiem. To on doprowadził do wydania w 1998 r. książki swojego ojca, która stała się światowym bestsellerem. Na jej podstawie Roman Polański nakręcił słynnego „Pianistę”
  • Za kilka dni do księgarń trafi wywiad rzeka ze zmarłą niedawno wdową po artyście pt. „Żona pianisty. Halina Szpilman”

Paweł Piotrowicz: Fortepian marki Steinway & Sons, ocalałe z getta i okupacji zegarek Omega i pióro Mont Blanc, metronom, wyjątkowa partytura suity „Życie maszyn”, ulubione szachy, spinki do mankietów czy rękopis listu Johannesa Brahmsa do Berthy Faber to tylko część z 50 pamiątek po pańskim ojcu Władysławie Szpilmanie – ocalałym z Holocaustu kompozytorze i pianiście, bohaterze książki i filmu „Pianista” – które teraz trafiły na aukcję organizowaną przez warszawski dom aukcyjny Desa Unicum. Dlaczego zdecydował się pan na sprzedaż tak cennych rodzinnych pamiątek?

Andrzej Szpilman: Niedawno zmarła moja mama [Halina Szpilman, wdowa po artyście – aut.]. Gazety napisały piękne nekrologi, a ja przyjechałem do Warszawy, by zorganizować pogrzeb. I wtedy zacząłem się zastanawiać, co zrobić z przedmiotami, które zostały w pustym domu. Nie miałem na to pomysłu, zwłaszcza że obaj z bratem mieszkamy za granicą – ja w Niemczech, a Krzysztof w Japonii. To są bardzo cenne eksponaty i wcale nie mówię tu o wartości rynkowej, a emocjonalnej.

Pani pracująca w Christie’s w Nowym Jorku podpowiedziała mojemu bratu, byśmy zwrócili się do Desy, która ma swoje magazyny, i tam umieścili te pamiątki. I ludzie z Desy rzeczywiście bardzo sumiennie się za to wzięli. Wśród nich bardzo miła pani Julia Materna, która wymyśliła tę aukcję i namówiła nas na nią, przekonując, że na pewno mojemu ojcu nie zaszkodzi, a jeszcze podniesie jego rangę.

W jaki sposób?

Proszę pamiętać, że o takich aukcjach pamiątek słyszy się najczęściej, kiedy mowa o wybitnych amerykańskich muzykach, jak Elvis Presley czy Michael Jackson. Uznałem więc, że ten pomysł jest na tyle dobry, by go zrealizować. Desa się za to zabrała i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem jakości jej pracy. Już sam katalog, który przygotowali, szalenie elegancki, jest wspaniały. To właściwie pełna albumowa książka, licząca 180 stron, z pięknymi fotografiami i wspomnieniami ludzi, którzy z ojcem pracowali i go znali. Można powiedzieć, że ten katalog, również wymyślony przez panią Julię, stał się bardzo osobistą biografią Władysława Szpilmana.

Dzięki temu katalogowi jeszcze raz można spojrzeć na mojego ojca, który był znany nie tylko dlatego, że przeżył Holocaust, ale też jako kompozytor, propagator, inicjator wielu wydarzeń i pianista kameralista. Dał w swoim życiu prawie dwa tysiące koncertów na całym świecie. Ludzie dzwonili do mnie i mówili, że stali na krzesłach, żeby móc go w ogóle posłuchać na koncercie, bo tak nabite były sale. Ale każdą pamięć należy podtrzymywać i tym się właśnie zajmuję.

W ramach tej aukcji Desa zorganizowała też zamknięty koncert dla bardzo wąskiej grupy ludzi, stałych klientów. Klasyczne utwory ojca i Fryderyka Chopina zagrała Julianna Awdiejewa, zwyciężczyni Konkursu Chopinowskiego z 2010 r. Czy może być coś bardziej prestiżowego? Przecież Awdiejewa, czołówka światowej pianistyki, będzie miała od tej pory te

kompozycje w swoim repertuarze.Władysław i Halina Szpilman (1956)Władysław i Halina Szpilman (1956) – Desa Unicum

Wierzy pan, że aukcja okaże się sukcesem?

Od razu chcę zaznaczyć, że zysk finansowy ma tu znaczenie drugorzędne, będzie jak będzie. Najważniejszy jest zysk prestiżowy. I już samo to, co się do tej pory wydarzyło w związku z tą aukcją, choćby towarzysząca jej wystawa, jest prestiżowo niezwykle ważne. Oczywiście znaleźli się ludzie, którzy zaczęli pytać, co się stanie z pieniędzmi, ale to pytanie jest nie na miejscu. Ja się ich nie pytam, co robią z majątkiem, który dostają na przykład w spadku, nie rozumiem też, dlaczego niektórzy oczekują, że powinienem te pieniądze gdzieś oddać.

Owszem, pieniądze są mi potrzebne, gdyż od wielu lat produkuję nagrania i promuję muzykę ojca na tyle mocno, że zdołałem uplasować ją w salach koncertowych całego świata i zrobić płyty w Ameryce – właśnie zresztą przygotowuję następną.

Co to będzie?

Bardzo duży projekt, o którym nie chcę na razie mówić. Nie twierdzę, że epokowy, ale podejrzewam, że to, co zrobię, będzie funkcjonowało przez dziesięciolecia.

Niedawno przygotowaliśmy też przedstawienie na Broadwayu oparte na „Pianiście”, teatr z elementami muzyki, właściwie jest gotowe. Premiera miała być 10 lipca, ale wszystko się teraz zatrzymało przez pandemię, więc musimy poczekać na nowy termin

Nie miał pan myśli, by na bazie tych pamiątek otworzyć Muzeum Władysława Szpilmana?

To piękny pomysł, ale mamy z bratem w życiu trochę inne zajęcia. Krzysztof jest profesorem historii w Japonii, a ja lekarzem dentystą i producentem muzycznym w Niemczech. Nie jestem muzealnikiem, który będzie siedział przy wejściu, sprzedawał bilety i pilnował, by ludzie nie rozdeptywali petów na fortepianie.

Który z tych eksponatów jest panu szczególnie bliski?

Oczywiście ukochany fortepian ojca, Steinway & Sons. Ja sam na nim pisałem całe piosenki, więc najmniej chętnie się z nim rozstaję, ale jeszcze mniej chętnie bym go ze sobą całe życie ciągnął. Natomiast ocalały z getta warszawskiego zegarek ojciec chciał dać w prezencie Wilmowi Hosenfeldowi [kapitanowi Wehrmachtu, który ocalił życie Szpilmanowi – aut.] na koniec ich długich spotkań. Niemiec oczywiście odmówił, nie miał wtedy żadnych myśli materialnych. Wielką pamiątką jest wiszący w naszym domu list Brahmsa do ukochanej z młodości, którym z tego, co wiem, interesują się niemieckie muzea. Wyniki tej aukcji mogą być naprawdę ciekawe.Fortepian Władysława SzpilmanaFortepian Władysława Szpilmana – Desa Unicum

Czy nad takimi przedmiotami można mieć jeszcze po sprzedaży jakąkolwiek kontrolę?

Pyta pan, czy sprzedanie tych przedmiotów będzie oznaczało, że one znikną? Absolutnie nie, jest wręcz odwrotnie. Z reguły takimi aukcjami zainteresowane są muzea bądź sponsorzy, którzy coś kupią i dadzą do muzeum w depozyt.

Inna sprawa, że jeszcze za życia mamy przekazaliśmy część pamiątek po ojcu w darowiźnie pewnemu muzeum, nazwy nie będę wymieniał, i w ogóle nie są eksponowane. Co więcej, ludzie z tego muzeum mówili nam potem, że zrobią wystawę, jeżeli damy im więcej, czyli… zapłacimy. Wydało mi się to żenujące i niemoralne. W efekcie od dziesięciu lat te eksponaty stoją i nic się z nimi nie dzieje. Na świecie wszyscy wiedzą, kim jest Władysław Szpilman. Turyści przyjeżdżają do Warszawy i chodzą śladami kryjówek po ojcu, bo ich interesuje, gdzie się ukrywał. Potem idą do muzeum, które dostało od nas pamiątki, i nie ma po nich śladu, więc się pytają dlaczego. Uważam, że w tej gablocie, która ma służyć za stałą ekspozycję, powinna się umieścić dyrekcja.

Na szczęście stałe ekspozycje są w Instytucie Jad Waszem, w Muzeum Powstania Warszawskiego, a kolejna będzie w Muzeum Getta Warszawskiego.

Kiedy z perspektywy czasu myśli pan o swoim tacie, czego brakuje panu najbardziej?

Wie pan, jego obecności. Człowiek, którego się kocha, nie musi mówić, nie musi pracować, nie musi działać. Wystarczy, żeby był. I tego mi brakuje, tak samo w przypadku mamy. Ale taka też jest natura rzeczy. Ja też już nie mam pięciu ani piętnastu lat. Trzeba się pogodzić z tym, że ludzie odchodzą. Miałem pełną świadomość, że ojciec nie może żyć wiecznie. Miałby teraz 110 lat. Muszę powiedzieć, że to wielkie szczęście, iż nie wyprzedziłem rodziców. To by było najgorsze, co mógłbym dla nich zrobić.Thomas Kretschmann, Roman Polański i Adrien Brody podczas konferencji prasowej do filmu "Pianista"Thomas Kretschmann, Roman Polański i Adrien Brody podczas konferencji prasowej do filmu „Pianista” – Andrzej Szpilman / Desa Unicum

Ma pan ulubione wspomnienie związane z ojcem?

Jest ich naprawdę mnóstwo. Na pewno wspólnie spędzony czas na press tourze w Niemczech po wydaniu „Pianisty”, zorganizowanym przez wydawnictwo. Akurat trochę zaszalałem i kupiłem samochód marki Maserati. Na ojcu nie powinno to robić wrażenia, zresztą zawsze posiadał jakieś eleganckie auto, ale nie przywiązywał do tego wielkiej wagi. A tu sprawiał wrażenie naprawdę zadowolonego z faktu, że podróżujemy takim bardzo sportowym samochodem. To było dla niego nowe przeżycie.

Przeżyliśmy wtedy sporo wyjątkowo miłych momentów, zwłaszcza wieczorami, kiedy po tych spotkaniach z czytelnikami siedzieliśmy w restauracjach, popijaliśmy sobie piwko i rozmawialiśmy. Mogłem coś takiego przeżyć z ojcem pierwszy raz, gdyż z kraju wyjechałem w wieku 27 lat, a wcześniej na piwo chodziłem raczej z koleżankami. Poza tym tata był człowiekiem szalenie zapracowanym, dużo jeździł po świecie.

Było w tamtym podróżowaniu coś z amerykańskiego kina drogi, jakiś powiew romantyzmu i czegoś specjalnego. To jest zawsze wielka sprawa, kiedy ojciec z synem może coś takiego przeżyć.

Myśli pan, że pański ojciec jest dziś jako artysta wystarczająco doceniony?

Jest, inaczej by tu pana w tej chwili nie było. Ale oczywiście pamięć o Władysławie Szpilmanie trzeba podtrzymywać i to właśnie staram się od lat robić. To był niezwykły człowiek, a jego zasługi dla kultury są ogromne.Portret fotograficzny Władysława Szpilmana (1948)

Portret fotograficzny Władysława Szpilmana (1948) – Desa Unicum

Wiele o Władysławie Szpilmanie można się dowiedzieć z książki, która pojawi się na rynku pod koniec września, czyli wywiadu rzeki przeprowadzonego przez Filipa Mazurczaka z pańską mamą na krótko przed jej śmiercią: „Żona pianisty. Halina Szpilman”.

Ta rzeczywiście bardzo interesująca książka, pełna szczegółów, a jednocześnie, poza tym, że ma ogromną wartość informacyjną, czyta się ją bardzo dobrze i jest w niej dużo anegdot. Można się mnóstwa rzeczy dowiedzieć o mamie, tacie i o naszej rodzinie. Bardzo polecam.

Nie każdy dziś pamięta, że pański ojciec nie tylko pisał dzieła muzyki klasycznej czy skomponował około 500 piosenek, ale też wymyślił i umiejscowił festiwal w Sopocie czy odkrył talent Czesławy Gospodarek, której zresztą poradził, by zaczęła występować jako Violetta Villas.

To prawda. Poza tym ojciec po wojnie współtworzył Polskie Radio, które zorganizowane zostało na podobieństwo radia przedwojennego, więc przypominało wszystkie europejskie rozgłośnie. Brał udział w reaktywacji ZAiKS-u, działał w ramach Związku Kompozytorów i Stowarzyszeniu Polskich Artystów i Kompozytorów, a potem reaktywował ZAiK pod nazwą ZAKR [Związek Polskich Autorów i Kompozytorów – aut.], gdyż zauważył, że artyści niemający wykształcenia muzycznego nie byli przyjmowani do Związku Kompozytorów – a w nowej formule przyjmowani byli także autorzy muzyki rozrywkowej. Kiedy zobaczył, że ludzie radia nie mają gdzie mieszkać, zainicjował budowę osiedla przy ul. Gimnastycznej w Warszawie, gdzie powstało ponad 40 domków jednorodzinnych. Wiele miał takich zasług.https://pulsembed.eu/p2em/eIUVoH7r7/

Czyli był z serca społecznikiem.

I do tego skromnym artystą. Zespół, z którym jeździł po świecie, sławiąc kulturę polską, odnosząc niesłychane sukcesy, bo grali w najlepszych salach koncertowych świata, nazwał Kwintetem Warszawskim, a nie Kwintetem Szpilmana.

Owszem, ojciec spotykał się też z wieloma szykanami. Jako jeden z nielicznych nie zmienił nazwiska, więc proszę sobie wyobrazić, na co się narażał po wydarzeniach roku 1968, kiedy pomijano go we wszystkich mediach. Z drugiej strony jemu niespecjalnie to przeszkadzało, bo jeździł po świecie, miał wszędzie koncerty i mógł się spełniać. Na początku lat 70. miał zostać aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela, ale wtedy upadł reżim gomułkowsko-moczarowski i na tym się skończyło. Proszę mi wierzyć, że kiedy słyszę połączenie słów „ojciec” i „szpieg”, to mi się naprawdę chce śmiać.

Oczywiście i później spotykał się z szykanami wielu zazdrosnych kolegów. Jestem pewien, że gdybym wydał książkę „Pianista” najpierw w Polsce, a nie w Niemczech, to by została od początku uwalona. Swoją drogą, głęboko wierzę, że przeczytał ją Donald Trump i dlatego nie mamy od czterech lat nowej wojny wywołanej przez Amerykę.

Donald Trump?

Tak. To pierwszy prezydent za mojego życia, który nie wywołał żadnej wojny i nie ma żadnej krwi dziecięcej na rękach, do tego zlikwidował ISIS, zażegnał konflikt koreański i doprowadził do porozumień na Bliskim Wschodzie, do których nikt nie chciał doprowadzić przez 50 lat. Dlatego jestem przekonany, że na przekór wszystkiemu drugą kadencję ma w kieszeni. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że także dzięki lekturze „Pianisty”.


No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: