Ambasador ZEA w Stanach odsłania kulisy tajnego porozumienia z Izraelem

Maurizio Molinari, La Repubblica


Architektem porozumienia jest Yousef Al Otaiba, ambasador Emiratów w Waszyngtonie. Urodzony w Abu Zabi w 1974 r. w rodzinie kupieckiej, syn jednego z najbliższych współpracowników założyciela Emiratów, Zajida ibn Sultana Al Nahajjana. Al Otaiba wychowywał się w Kairze, studiował na Georgetown University w Waszyngtonie.

Yousef Al Otaiba, ambasador Zjednoczonych Emiratów Arabskich w USA, podczas rozmowy z Susan Rice, doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego USA

Yousef Al Otaiba, ambasador Zjednoczonych Emiratów Arabskich w USA, podczas rozmowy z Susan Rice, doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego USA Fot. Carolyn Kaster AP

Al Otaiba został ambasadorem w Stanach Zjednoczonych po ponad 20 latach spędzonych u boku szejka Muhammada ibn Zajid Al Nahajjana, następcy tronu Abu Zabi i zastępcy Najwyższego Dowódcy Sił Zbrojnych ZEA, znanego jako „MBZ”.

Znawcy Bliskiego Wschodu, zarówno z samego regionu, jak i spoza, uważają MBZ za najpotężniejszego, najbardziej wpływowego i wizjonerskiego przywódcę w świecie arabskim. W pierwszym wywiadzie, jakiego Al Otaiba udzielił europejskiej gazecie po zawarciu porozumienia z USA, wyjaśnia on idee szejka Muhammada i pomaga zrozumieć jego wybory.

***

Jak narodził się pomysł pokoju z Izraelem?

– Długo dyskutowaliśmy między sobą, kiedy i jak unormować stosunki z Izraelem. Pierwsze sygnały pojawiały się już od jakiegoś czasu: izraelscy sportowcy przyjeżdżali na organizowane w Emiratach zawody sportowe, na Expo 2020 w Dubaju był pawilon izraelski, a urzędnicy izraelscy byli zapraszani na różne imprezy publiczne.REKLAMA

Porozumienie zostało zawarte teraz, ponieważ w Izraelu trwa właśnie debata na temat aneksji obszarów palestyńskich na Zachodnim Brzegu. Zdaliśmy sobie sprawę, że aneksja będzie problemem dla większości państw arabskich, zwłaszcza Jordanii, ale także dla samego Izraela, który znajdzie się w izolacji, oraz dla Ameryki, która będzie musiała bronić tej decyzji.

Dlatego też pomyśleliśmy, że możemy zaproponować Izraelowi normalizację stosunków w zamian za rezygnację z aneksji. I dlatego reakcje w USA, Europie i świecie arabskim były pozytywne.

Jak w ogóle doszło do negocjacji?

– Przypadkowo, kiedy rozmawiałem z kimś z zespołu Jareda Kushnera – doradcy prezydenta Trumpa ds. Bliskiego Wschodu – w Białym Domu o tym, jak zapobiec aneksji.

Pierwszą ofertą Izraelczyków była umowa o nieagresji. Stany Zjednoczone sporządziły wstępną wersję umowy. Razem z nami były Oman, Bahrajn i Maroko. Nie byliśmy przeciwni temu paktowi, ale zaraz po tym, jak przedstawiono nam tę propozycję, w Izraelu rozpoczął się cykl wyborów – trzy kampanie wyborcze w ciągu roku – i nic z tego nie wyszło.

A jakie było wasze posunięcie, kiedy Izrael wreszcie utworzył rząd?

– Zaproponowaliśmy im porozumienie o nieagresji w zamian za odstąpienie od aneksji, ale Amerykanie powiedzieli: „To nie będzie działało, Izrael chce pełnej normalizacji”. I od tego momentu, to był początek lipca, zaczęły się prawdziwe negocjacje. Cel od początku był klarowny: normalizacja za odstąpienie od aneksji Zachodniego Brzegu.

To były trudne negocjacje?

– Musieliśmy ustalić reguły i gwarancje. Dyskusja rozpoczęła się na początku sierpnia. W ciągu następnych pięciu tygodni rozmawiałem częściej z Kushnerem, Avi Berkowitzem, który jest jego doradcą i przedstawicielem prezydenta USA, oraz amerykańskim generałem Miguelem Correą, zajmującym się w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Zatoką Perską. Z nikim tyle nie rozmawiałem w całym moim życiu, co z tą trójką. Omówiliśmy wszystko, najmniejszy szczegół.

Co przesądziło o powodzeniu negocjacji?

– Zaufanie. Każdy z nas wziął na siebie zobowiązanie, którego dotrzymał. Niemal do samego końca rozmów niczego nie przelewaliśmy na papier. Umowy zawieraliśmy przy pomocy uścisku dłoni i dopiero w ostatniej chwili spisaliśmy tekst porozumienia. Ale 90 proc. rozmów opierało się na wzajemnym zaufaniu.

Mimo to Mohammed Abbas, prezydent Palestyny, oskarża was o zdradę jego narodu. Co pan o tym sądzi?

– Inaczej: to dzięki nam rozwiązanie o współistnieniu dwóch państw, Izraela i Palestyny, wciąż jest realne. 

Palestyńczycy krytykują tę umowę, ale sami nie mogą pochwalić się żadnym osiągnięciem negocjacyjnym w ostatnich latach. W istocie decyzja o zawieszeniu aneksji jest korzyścią dla Palestyńczyków. Nie widzę więc logiki w ich słowach.

Uważam, że ich postrzeganie regionu Bliskiego Wschodu jest przestarzałe. Świadczy o tym niedawne badanie przeprowadzone wśród młodych Arabów: niemal 90 proc. młodych ludzi w Emiratach pomiędzy 18. a 24. rokiem życia opowiada się za Układem Abrahama.

W Emiratach nie było wewnętrznego oporu przeciwko temu porozumieniu?

– Oczywiście, byli tacy, którzy mówili, że najpierw trzeba rozwiązać kwestię palestyńską, a dopiero potem układać się z Izraelem. Ale Arabska Inicjatywa Pokojowa powstała w 2002 r. i w ciągu 18 lat nie doprowadziła do żadnego postępu. Dlatego wybraliśmy inną drogę.

Skąd się bierze poparcie wśród młodych obywateli Emiratów dla pokoju z Izraelem?

– Większość młodych ludzi w naszym kraju nigdy nie walczyła z Izraelem. W przeciwieństwie do Jordanii i Egiptu, nie mamy granicy z tym państwem. Ja dorastałem w Egipcie i codziennie, przez osiem lat, mijałem obwarowaną izraelską ambasadę w drodze do szkoły. Egipcjanie byli przez dekady wychowywani w nienawiści do Izraela. Ale my nie.

Na ile ważny był strach przed Iranem?

– Polityka i działania Iranu wzbudzają nasze podejrzenia. Zachowanie Teheranu niewątpliwie ułatwiło zawarcie Układu Abrahama. Ale nie myśleliśmy o Iranie, kiedy o tym rozmawialiśmy.

A więc to koniec sezonu nacjonalizmu arabskiego, którego celem – od Nassera po Assada i Saddama Husajna – było zniszczenie państwa żydowskiego?

– Nacjonalizm arabski nie jest już tak popularny jak kiedyś, podobnie jak socjalizm czy islamizm. Dziś Arabowie pragną szans i możliwości: pracy, nadziei na lepszą przyszłość, są zmęczeni korupcją i ideologią. Młodzi ludzie pytają nas: „Co dały nam arabizm i socjalizm? Dziś potrzebujemy nowoczesności. Interesuje nas przyszłość”. Dlatego poświęcamy tak wiele czasu i środków na nowe technologie, wysyłamy naszych astronautów w kosmos i stworzyliśmy Ministerstwo Sztucznej Inteligencji. Idziemy do przodu.

W 2019 r., niespełna dwa lata po zawarciu pokoju z Izraelem, przyjęliście papieża Franciszka. Czy na Bliskim Wschodzie możliwe jest współistnienie religii?

– Zarówno przyjęcie papieża, jak i podpisanie Układu Abrahama są oznakami tego samego procesu. Współistnienie tożsamości religijnej i nowych technologii to dwa oblicza nowego myślenia o przyszłości.

Czym ma być islam w epoce otwarcia się na świat niemuzułmański?

– 20 lat temu Zjednoczone Emiraty Arabskie były tak samo tolerancyjne jak dzisiaj, żyją tu członkowie dwustu różnych narodowości, istnieją liczne miejsca kultu różnych religii. Dzisiaj jednak podkreślamy to mocniej, ponieważ czujemy, że musimy bronić naszego własnego wyznania, islamu.

Przed kim?

– Przed tymi, którzy zabijają, dokonują ataków bombowych czy porywają samoloty w jego imieniu. Na świecie żyje 1,7 mld muzułmanów, w większości pokojowych i umiarkowanych. Ale to ekstremiści, choć nieliczni, monopolizują wizerunek islamu.

W europejskich meczetach jest zbyt wielu ekstremistów, to chorzy ludzie, niereprezentujący większości muzułmanów. Wychowałem się w muzułmańskiej rodzinie, modliliśmy się i pościliśmy podczas ramadanu, ale nikt nas do tego nie zmuszał, szantażując moralnie, jak dzieje się to w muzułmańskich społecznościach w Europie.

Skąd bierze się ta idea umiarkowania?

– Nie wiem, kto był pierwszy, ale my w Emiratach wierzymy w nią i nauczyliśmy się jej od szejka Zajida. To on założył Emiraty w 1971 r., zawsze głosił idee współistnienia i tolerancji. Uważał, że wszyscy muszą żyć razem w pokoju, bez względu na narodowość, wiarę i kolor skóry. Stworzyliśmy społeczeństwo, w którym najważniejszą instancją jest prawo.

Czy te idee są rozpowszechnione także w innych krajach arabskich?

– Owszem, w Libanie, Iraku czy Algierii ludzie pragną tych samych zmian. W każdym miejscu młodzi Arabowie domagają się równych szans. To samo w kwestii płci: młode kobiety chcą mieć takie same szanse jak mężczyźni.

Czy sądzi pan, że inne kraje arabskie przyłączą się do Układu Abrahama?

– Przewidywanie jest niebezpieczne, nauczyłem się tego nie robić. Każdy naród powinien podjąć decyzję w oparciu o własne potrzeby. My mieliśmy poparcie opinii publicznej.

Jak będą teraz wyglądały stosunki między Emiratami a Izraelem?

– Główny nacisk położymy na szanse, jakie daje współpraca gospodarcza: w sektorze lotniczym i morskim, wymianie handlowej, turystyce. Ale najbardziej będą się liczyły stosunki międzyludzkie. Gdy lepiej się poznamy, nastąpi punkt zwrotny. Pokonamy stereotypy.

Na Zachodnim Brzegu są tacy, którzy uważają, że gdyby prezydentem Palestyny był Mohammed Dahlan (który mieszka w Emiratach), a nie Abbas, pokój z Izraelem byłby na wyciągnięcie ręki. Jaka jest pańska opinia?

– To Dahlan musi zdecydować, co zechce zrobić. A Palestyńczycy – sami podjąć decyzję co do swojej przyszłości. My tego nie możemy zrobić.

Mogę jedynie powiedzieć, że Bliski Wschód się zmienia i ci, co zdają sobie z tego sprawę, muszą przystosować się do zmian, a nie tkwić w okowach przeszłości.

Katar pomaga Izraelowi w trudnych relacjach z Hamasem w Gazie. Czy uważacie Katar za rywala?

– Wątpię, by Katar pomógł w osiągnięciu pokoju, skoro region Bliskiego Wschodu jest podzielony na dwa obozy: z jednej strony są tacy, którzy propagują nienawiść i islam polityczny. Przykładem Bractwo Muzułmańskie, wspierane przez Turcję i Iran. Z drugiej strony są państwa otwarte na przyszłość i zmiany:  Egipt, Jordania, Oman, Kuwejt, Bahrajn, Emiraty i Arabia Saudyjska.

Iran i Turcja odrzucają wszelkie elementy sekularyzmu. To są dziś zawalidrogi dla Bliskiego Wschodu. No ale przez wiele dziesięcioleci Europa też żyła z nazizmem i sowieckim komunizmem.

Jeśli Joe Biden zostanie amerykańskim prezydentem, co stanie się z Układem Abrahama?

– Biden będzie go przestrzegał. Zaraz po zawarciu porozumienia rozmawiałem z 21 senatorami, zarówno republikanami, jak i demokratami. Wszyscy byli zdecydowanie za. Zostało ono dobrze przyjęte przez obie strony, ponieważ w Ameryce uznanie Izraela jest wartością ponadpartyjną. Z drugiej strony, ekipa Bidena nie zajęła jeszcze stanowiska w sprawie Iranu, ale nie lekceważą zagrożenia z jego strony.

Jak Europa może pomóc Układowi Abrahama?

– Ważne jest, by Europa i USA były jednomyślne. Układ Abrahama może stać się punktem wyjścia do porozumienia w sprawie współistnienia Izraela i Palestyny jako dwóch państw – i tu Europa może wiele pomóc.

tłum. Bartosz Hlebowicz


Ambasador ZEA w Stanach odsłania kulisy tajnego porozumienia z Izraelem

4 komentarze to “Ambasador ZEA w Stanach odsłania kulisy tajnego porozumienia z Izraelem”

  1. Obserwator 27/10/2020 at 15:12

    „ Jak Europa może pomóc Układowi Abrahama?”
    Najlepiej by nie robili nic i trzymali język za zębami. O ile wierzyć artykułowi , który gdzieś czytałem , z całej EU tylko ambasador Węgier był obecny przy podpisaniu porozumień . To skandal , który dyskwalifikuje EU jako strukturę w procesie pokojowym regionu.

  2. Są w Izraelu ludzie których Bibi rozczarował, ale większość przyjęła tezę że izraelskie prawo nad częścią strefy C i nad Doliną Jordanu może poczekać jeszcze kilka lat.

    Bo umowy Oslo dają nam solidne prawo kontroli nad tymi strefami i nawet najwścieklejszy nacjonalista arabski musi to przyznać, chyba że nie uznaje tych umów. Tak że mamy czas. Ten czas poświęcimy na rozbudowę naszej obecności cywilnej w Judei i Samarii.

    Jeśli AP zdecyduje się unieważnić Umowy Oslo, my wcielimy pełną suwerenności nad strefą C i nad Doliną Jordanu.

    Emiraty mogą zerwać wtedy stosunki dyplomatyczne, ale w tym nie będą gorsze od Jordanii i może Francji. Ale chyba tego nie zrobią.

    Bo twierdzenie tych szejków jakoby poświęcili swoją cnotę na rzecz braci w Islamie aby powstrzymać ekspansję bestii syjonistycznej jest zaledwie listkiem figowym, żałosnym wykrętem. Powód do drwiny w świecie arabskim.

  3. Nanesku, jedyna partia ktora gloswala przeciwko temu jest twoja Joint List, w ktorej oprocz ciebie jest moze 3ch Zydow a reszta palestyncy, na koszt Zydow(minus ciebie i 3ch innych) gloszacych ideje „Palestyny od Rzeki do Morza” .

  4. Od pierwszego porozumienia, prawica izraelska, prawa czesc Likudu, sa w szoku. Milczy. Stracili jezykl.wypadĺ im.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: