WACEK

Alex Wieseltier


To prawda. Mój ojciec przeżył okupację w Polsce. Tak. Na aryjskich papierach. Czy mi o tym opowiadał? Nie. Nigdy o tym nie mówił. Twierdził, że ten okres życia z chęcią by wymazał ze swojej pamięci. Ale nie mógł. Ilekroć się o tym wspomniało, to jego twarz się robiła taka dziwna i czasami to się nie odzywał do nas przez kilka dni.


Czy próbowałem się czegoś od niego dowiedzieć? Nie. Jak byłem młody, to mnie te sprawy w ogóle nie interesowały. Było, przeszło. Trzeba żyć dniem dzisiejszym. Jutro może być za późno. A wczoraj to już poszło i nigdy nie wróci.


Na co pani takie historie? Kogo to obchodzi? Rozrywanie ran? Szukanie winnych? Ci ludzie już nie żyją. A ich potomkowie nie mieli z tym nic wspólnego. Mój ojciec tylko raz wrócił do tej historii. Ale to, co powiedział, nie bardzo się mieści w ten normalny szablon ocalonych. Można powiedzieć, że trochę ten szablon deformuje. Mogę pani tę historię opowiedzieć, choć po tylu latach to mogę trochę pomieszać szczegóły.


Nasze nazwisko, Stabbich, to zamerykanizowane aryjskie nazwisko mojego ojca, Stabicki.
Z takim nazwiskiem mój ojciec przyjechał do Stanów, chociaż jego rodowe nazwisko było zupełnie inne.


Ojca rodzina mieszkała w Warszawie. Zasymilowani Żydzi, ale przestrzegający żydowskich świąt. Majątkowo można ich było ulokować w górnej klasie średniej. Miało to pewne znaczenie po wejściu Niemców, bo dziadek był w stanie kupić prawdziwe aryjskie papiery dla mojego ojca i mojej ciotki, która tej wojny nie przeżyła. Dokumenty należały do nieżyjącego rodzeństwa z Kresów, gdzie Sowieci puścili z dymem ich dworek i posłali tych, co to przeżyli, na Sybir.

Cała rodzina mojego ojca musiała przenieść się do getta, skąd mój ojciec i jego siostra uciekli pod koniec 1942 roku. To właśnie wtedy mój dziadek załatwił te papiery i kazał im się ratować. Reszta rodziny została w getcie. Mój ojciec i jego siostra, razem z papierami dostali adres kogoś w Rawie Mazowieckiej, kto za pieniądze mógł potwierdzić ich tożsamość jako Waldemar i Jadwiga Stabiccy.

Na dodatek ojciec został tam zaprzysiężony w miejscowym oddziale AK. Ten człowiek, który go polecił, został krótko po tym złapany przez Niemców i posłany do obozu. Tak więc zniknęła ostatnia osoba, która wiedziała o tej mistyfikacji. Szczególnie że niektórzy akowcy, aczkolwiek pałający chęcią odwetu na Niemcach, nie ukrywali swojej niechęci do Żydów.


Dla zmniejszenia ryzyka, siostra ojca mieszkała gdzie indziej, ale ojciec często ją odwiedzał. Życie toczyło się normalnym torem do połowy 1943 roku. Wtedy zdarzyły się dwa nieszczęścia. Siostra mojego ojca złamała nogę, a ojciec spotkał Wacka. Ta złamana noga spowodowała, że siostra została uziemiona w mieszkaniu. Ojciec był zajęty działalnością w podziemiu, ale zawsze znalazł czas, żeby jej zrobić zakupy, bo nikogo innego przecież nie było.


No i kiedyś na ulicy spotkał Wacka. Wacek był synem pani Leokadii, która sprzątała u rodziców. Pani Leokadia mieszkała w tej samej kamienicy i mój ojciec i Wacek bawili się razem, jak byli dziećmi. Potem im się drogi rozeszły, ale znali się w dalszym ciągu. Jak oni wyprowadzili się do getta, to pani Leokadia miała pilnować ich mieszkania.


Spotkanie Wacka było dla ojca bardzo nieprzyjemne, bo nagle znalazł się ktoś, kto mógł powiedzieć o jego prawdziwym pochodzeniu.
To właściwie Wacek poznał ojca. I od razu, na ulicy krzyczał „Mietek! To ty?”. A ojciec już wtedy był Waldemar. Ojciec od razu zaprzeczył. I powiedział, że to pomyłka. Wacek przeprosił i poszedł. Ale dwa dni później zapukał do drzwi mieszkania, gdzie ojciec mieszkał. Ojciec nie miał innego wyjścia jak go wpuścić. Wacek był bardzo ucieszony i zaczął się pytać o rodzicowi ojca i siostrę. I wspominać dawne czasy.

A potem powiedział, że jest w kłopotach finansowych. Jak ojciec się zapytał Wacka, gdzie on mieszka, co robi i jakie ma kłopoty, to Wacek powiedział, że bezpieczniej będzie jak ani ojciec, ani Wacek nic o sobie nie będą wiedzieć. I że jego kłopoty finansowe to na razie jego sprawa. Ojciec zapytał, czy mu może pomoc i o jaką sumę chodzi. Chodziło o 500 złotych. I takową sumę dostał Wacek i sobie poszedł. Ale na tym się nie skończyło. Wacek „wpadał” od czasu do czasu do ojca. I nigdy nie „odmawiał” jak ojciec mu dawał pieniądze. A to 100 złotych. A to 200 złotych. Nigdy nie było żadnych pogróżek.

Ale tak jakby i ojciec i Wacek wiedzieli o co chodzi. Wacek znalazł nawet ojca, jak ojciec zmienił adres. A potem znalazł ojca siostrę, która w dalszym ciągu była uziemiona w swoim mieszkaniu.
I kiedyś przyszedł i powiedział, że potrzebuje 10 tysięcy. I to szybko, bo inaczej ludzkie życie jest w niebezpieczeństwie. Ojciec kazał mu przyjść wieczorem. Wyglądało na to, że Wacek to zwykły szmalcownik. Od takiego się człowiek nie odczepi. Ze względu na swoje papiery, ojciec nie mógł w to mieszać AK. A ze względu na stan zdrowotny siostry ucieczka też nie wchodziła w rachubę.

Ojciec podjął decyzje. Kiedy Wacek przyszedł, ojciec powiedział mu, że Wacek ma przyjść wieczorem i pomóc mu odkopać skrzynkę z ukrytym zlotem, bo gotówka mu się skończyła. I tak w nocy zaczęli razem kopać w pobliskim gaju, gdzie ojciec zaprowadził Wacka. A gdy dół zaczął wyglądać na trochę za głęboki, ojciec wyciągnął pistolet i strzelił do Wacka! Wacek wyglądał na zupełnie zaskoczonego i zdążył jeszcze powiedzieć „To nie to, co ty…”, kiedy ojciec strzelił po raz drugi. Ojciec trzęsącymi się rękami dokopał grób, włożył do niego Wacka i przykrył ziemią.


Wyglądało na to, że i ojciec i jego siostra uniknęli niebezpieczeństwa zadenuncjowania. Ojciec wciągnął siostrę w pracę podziemia. A ona przedostała się do Warszawy i tam zginęła w Powstaniu. Ojciec został samotny jak palec. Po wyzwoleniu Warszawy pojechał zobaczyć co zostało. Dom, w którym mieszkali przed wojna był zburzony, ale spotkał tam panią Leokadię. Ona bardzo się ucieszyła. I powiedziała, że to szczęście, że widzi chociaż jedną znajomą osobę, która tę wojnę przeżyła. Bo ani jej Wacek, ani jej córka nie przeżyli. Ona pilnowała mieszkania rodziców do czasu kiedy ją samą wyrzucili, bo tam się zaczęli wprowadzać Niemcy. Było bardzo ciężko. Wacek imał się różnych zajęć, ale to nie zawsze wystarczało. Kiedyś nawet chciano ich wyrzucić z tego kąta, który zajmowali.

Na szczęście Wacek skombinował te 500 złotych, które wtedy od nich zażądano. Wacek powiedział wtedy, że spotkał kogoś, kto mu zawsze pomoże w biedzie. Ale nie chciał nic więcej powiedzieć. Nawet jak córkę złapali w łapance i mieli wywieźć na roboty do Niemiec. Ktoś powiedział, że można przekupić jakiegoś folksdojcza, ale że to kosztuje horrendalną sumę 10 tysięcy złotych. Wacek powiedział tylko, że tę sumę skombinuje. I poszedł. I więcej nie wrócił. On bardzo chciał do konspiracji, ale z tego co mówił, to używano go od czasu do czasu jako kuriera, który jeździł gdzieś z bibułą. Ale on i tak czul się i zachowywał jakby był konspiratorem całą gębą. A córkę wywieźli na roboty.


I wtedy ojciec pomyślał, że w zasadzie Wacek nigdy nie żądał pieniędzy. Że zawsze dziękował wylewnie za te pieniądze, które mu ojciec dawał. Tylko ten ostatni raz bardzo nalegał i bardzo mu się z tymi 10 tysiącami spieszyło. Tylko dlaczego nigdy nic nie powiedział o ich sytuacji finansowej? I dlaczego nie wspomniał o swojej siostrze? Czy się bał, że ojciec by mu nie uwierzył? Czy to było z powodu Wacka pojęcia o konspiracji? Czy ojciec rzeczywiście zabił niewinnego człowieka, który chciał uratować swoją siostrę przed wywózką?


Ojciec wyjechał z Polski. Ale o pani Leokadii nie zapomniał. Jak tylko się urządził to zaczął jej posyłać pieniądze. I z listów od niej dowiedział się, że jej córka przeżyła wywózkę i wróciła. I tak minęło 30 lat.
Ale ojciec ciągle miał wyrzuty sumienia. I w końcu napisał list do pani Leokadii. Odpowiedzi nie dostał. Więc posłał drugi. Też bez odpowiedzi. Wiec posłał list polecony, który wrócił z adnotacją „adresat odmówił przyjęcia przesyłki”.


Ojciec opowiedział mi tę historię tuż przed śmiercią. I powiedział, że żałuje swego wyznania. Sam nie wiedział, czy spodziewał się przebaczenia, czy tylko chciał ulżyć swemu sumieniu. On i tak musiał z tym żyć. Wackowi to życia nie przywróciło, tylko pani Leokadii otworzyło starą ranę.

Alex Wieseltier


Wszystkie wpisy Alexa

TUTAJ


No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: